Spacer w bałkańskim rytmie – Bułgaria

 

Bałkany znane i nieznane3

Dziś tylko kilka bułgarskich pejzaży i muzyka… Przedstawiam Wam bułgarskiego kompozytora i piosenkarza Emila Dimitrova. Niektóre jego utwory stały się międzynarodowymi przebojami. Jednym z nich jest „Monica”, która podbiła świat w latach 70-tych. Tu w języku włoskim. 

Emil był bardzo lubiany we Francji. Wiele swoich piosenek śpiewał w języku francuskim, między innymi „Arlekino” – jego wielki kompozytorski sukces. Poniżej „Arlekino” w wykonaniu Emila. 

Białe gołębie, przynieście mi miłość na skrzydłach…. śpiewa Slavka Kalcheva.

Romantyczną historię opowiedzą: bardzo znany w Bułgarii piosenkarz i showman  Slavi Trifonov i Ilijan.

W wielkim skrócie było tak: On i ona – spotkali się dawno temu. Niestety nie było im pisane być razem. On błąkał się po świecie, przeklinał swoje życie, pił i tracił pieniądze, modlił się i uczył jak zapomnieć. W refrenie wyznaje: Posiwiałem i starzeję się, Ale w sercu Cię noszę. Na całe życie zostaję Twój. Choć jestem żebrakiem, mam swój skarb – Ciebie. Ty wzięłaś moją duszę, Mój aniele, moja słodka męko.

tulip-3192475_960_720

 

Wszystkim naszym Gościom i Czytelnikom  życzymy pogodnych, udanych Świąt.

Skarlet i Albert

Spacer w bałkańskim rytmie – Serbia

– Jaki Rom? Jestem Serbem. Serbskim Cyganem – mawiał o sobie Saban Bajramovic. Był znany na całych Bałkanach. Zmarł w 2008 r., tysiące ludzi przyszło go pożegnać. Pomimo sławy, do końca życia mieszkał w rodzinnym Niszu, w dzielnicy cygańskiej.

Serbia – Drvengrad

Serbia

Na zdjęciu: Drvengrad (tłum. drewniane miasto) zbudowany przez Kusturicę podczas kręcenia filmu „Życie jest cudem”.

O zamiłowaniu Bałkanów do śpiewu i tańca już wspominałam. Ze szczególnego upodobania do śpiewania słynie serbski polityk Ivica Dacic. Korzysta z każdej okazji, nawet na oficjalnych uroczystościach. Podczas kolacji w Paryżu, w której uczestniczyli m.in premier Albanii, kanclerz Niemiec i prezydent Francji, był obecny także Dacic (jako wicepremier i minister spraw zagranicznych Serbii). Kiedy dowiedział się, że właśnie tego dnia albański premier obchodzi urodziny, nie mógł się powstrzymać. Zadedykował mu i odśpiewał piosenkę.

Podczas koncertu „No Smoking Orchestra”, który odbył się  w Brukseli, Ivica Dacic też znalazł się na estradzie. Przed zejściem ze sceny jeden z muzyków zapewnił ministra: „Nie zostawimy cię bez pracy jak stracisz ministerski stołek”.

Pod koniec 2017 roku muzykalny polityk zaśpiewał  dla prezydenta Erdogana i ten fakt nikogo by nie zdziwił, gdyby nie to, że Ivica Dacic zaśpiewał po turecku.

Na filmie: śpiewający premier w Brukseli, podczas koncertu „No Smoking Orchestra” (band Emira Kusturicy).

Spacer w bałkańskim rytmie – Macedonia

Macedonia kojarzy się z przepięknym jeziorem Ochrydzkim, z górami Galichitsa (Galiczica) w tle i położonym nad jeziorem miastem Ohrid. A jak już wymienia się Ohrid, trzeba wspomnieć o słynnych tutejszych perłach, które zdobią królewskie szyje. Nosiła je księżna Diana. Posiada je między innymi królowa Holandii, Anglii, Danii i królowa Bułgarii – Joanna Sabaudzka. Lista ważnych osobistości jest długa. „Od koleno na koleno” (z pokolenia na pokolenie) produkuje się tu ręcznie biżuterię z ochrydzkich pereł, które podbiły świat.

Macedonia
Macedonia – Ohrid

Macedonia to kraina geograficzna położona na terenie Macedonii (państwa), Bułgarii i Grecji. Bardzo starą piosenkę „Iovano, Iovanke” znają i śpiewają wszyscy w tym regionie.

Macedońska Bitoła jest drugim co do wielkości miastem po Skopje i słynie ze znajdujących się tu wielu konsulatów. Tosze śpiewa nostalgiczną piosenkę o „mieście konsulów” i spacerze po najpiękniejszej ulicy Shirok Sokak (Szirok Sokak). („Ako odam vo Bitola” – Jak pojadę do Bitoła)

Piosenkę o jeziorze Ochrydzkim śpiewa Efto Pupinowski, a ponieważ śpiewa podczas przejażdżki łódką jest okazja zobaczyć co nieco z tego pięknego miejsca.

Będzie miło, jeśli podzielicie się ze mną swoją opinią w komentarzu 🙂

 

Spacer w bałkańskim rytmie – Grecja

Nie wiem czy lubicie muzykę bałkańską. Jest dość charakterystyczna i jeśli nie mieliście okazji jej poznać, może warto posłuchać tych rytmów? Może niektórym z Was przypadną do gustu?

Zapraszam na spacer po Bałkanach. Zajrzymy do Macedonii, Bułgarii, Grecji i do Serbii. Zaczniemy od Grecji i dwóch, różniących się od siebie piosenek.

mil.gr

Mój mąż jest dzieckiem Bałkanów. Tak go nazywam, bo jego rodzice to Macedończyk i Greczynka, którzy już jako dorośli ludzie zamieszkali w Bułgarii, gdzie „dziecko Bałkanów” przyszło na świat. Wspomnieniem dzieciństwa jest dla mojego męża stara piosenka „Pente, pente, deka”, śpiewana przez mamę, ciągle znana i żywa, bardzo typowa dla Grecji.

Pente, pente, deka. Deka, deka, aneweno ta skalia… Pięć, pięć, dziesięć. Dziesięć, dziesięć… Przeskakuję schody… dla twoich oczu, dla dwóch światełek. Kiedy na mnie spojrzą, jakby dźgnął mnie nóż… (…)

Pięć, pięć, dziesięć. Dziesięć, dziesięć… Schodzę po schodach, wyruszam na obczyznę… i nie płacz za mną słodka ukochana.

Ref: Warka sto gialo, warka sto gialo… glastra me zubuli ke wasiliko. Łódka w zatoce, łódka w zatoce… doniczka z hiacyntem i bazylią.

A poniżej grecka piosenkarka Anna Vissi, dobrze znana mieszkańcom Bałkanów i piosenka „Psihedeleia”, piosenka o miłości.

Nagle zakochałam się… I nic na świecie nie zatrzyma mnie. Jestem wysoko i widzę piękno… Moja nowa miłości: – Wariuję przez ciebie. Jestem wysoko i wszystko jest perfekcyjne. Miłość, mój miły jest psychodeliczna…

 

Tajemnice podziemnego labiryntu

Są takie miejsca na ziemi, po których stąpamy, podziwiamy ich urodę, nie mając pojęcia o tym, że pod ziemią jest ich niemalże lustrzane odbicie. (…)

Właśnie tu istnieje podziemny świat, w którym skały tworzą fantazyjne formy w labiryncie korytarzy i tuneli. Sześć poziomów przecina siedem rzek, czasem niknących w kamiennych studniach, a gdzieniegdzie tworzących wodospady. W mniejszych i większych komnatach, nad urokliwymi jeziorkami, stoją od wieków kamienne rzeźby. (…)

Podziemny świat nie jest do końca odkryty. Cuda pod ziemią, jak skarby, często znajdują się przypadkiem. Czasem sama Natura postanawia odsłonić coś, co ukrywała przed ludzkim okiem.  Kiedy przesunęła fragment skalnego sufitu, żeby pokazać ludziom jedną z jaskiń, tym, którzy do niej weszli – zaparło dech. Zobaczyli misterne rzeźby i kolory, kolory, kolory.

Na pewno występujące na Bałkanach trzęsienia ziemi, powodujące także pęknięcia skał, przyczyniają się do odsłaniania kolejnych fragmentów jej wnętrza.

Właśnie tu, w tej okolicy, znajduje się jedna z najważniejszych stref sejsmicznych kraju. To najczęściej tu słychać głuchy, przerażający jęk wydobywający się z głębi ziemi, często poprzedzający wstrząsy.

 

To fragment naszej podróży i fragment książki. Zapraszam – tu znajdziecie więcej cytatów. Są one także w niektórych wpisach na tej stronie.

Uliczne spektakle – horo jest dobre na wszystko

Taniec jest ważną częścią życia mieszkańców Bałkanów i towarzyszy im w różnych chwilach, tych radosnych i tych najsmutniejszych. Tańczy się, żeby wyrazić swój wielki żal, rozpacz albo ku pamięci zmarłych. Tańczy się, żeby wyrazić radość z powodu narodzin, ślubu, świąt lub bez okazji, tylko po to, żeby oderwać się od szarej codzienności.

slub
Śpiewem i tańcem wita się młodą parę w bułgarskim urzędzie stanu cywilnego.

Bałkański ślub i wesele są jak spektakl, Uczestniczący w nim aktorzy nie muszą tracić czasu na przygotowania do premiery, bo świetnie znają swoje role. Muzyka rozbrzmiewa od samego rana. Horo tańczy się na ulicy po wyjściu z domu pana młodego, przed wejściem do domu panny młodej, po wyjściu z domu młodej pary i oczywiście po ślubie, na weselu.

Na filmowych migawkach z uroczystości, które już się odbyły, reklamują swoje usługi muzycy i ci, którzy towarzyszą z kamerą podczas przygotowań, ceremonii i wesela.

Tego ważnego dnia ślub jest najważniejszym punktem, ale  nie pierwszym. To, co przed, jest częścią pięknego spektaklu.

 

Horo jest dobre na wszystko. Horo jest odpowiednie w każdej sytuacji, Pewnego słonecznego dnia na greckiej plaży było tak.

Opublikowany przez My Greece  4 maja 2017

 

Moje wielkanocne wspomnienia w wywiadzie dla Papierowego Bluszczu

Pora na pierwszy wielkanocny wywiad na Papierowym, a kolejny z cyklu Autorskiej WielkaNocy. Na pytania odpowiada Skarlet, autorka wielu publikacji o Bałkanach oraz retrowspomnień. Część z Was zapewne miała przyjemność zapoznać się z nimi i podążyć śladami autorki i jej męża po tajemniczych zakątkach tego regionu zaskakującego różnorodnością historyczno-kulturową i pięknem krajobrazów. Jeżeli nie […]

via Autorska WielkaNoc: Skarlet Albert — PapierowyBluszcz| Kto czyta książki, żyje podwójnie.

Zapraszam, jeśli macie ochotę, kliknięcie w link powyżej przeniesie na stronę wywiadu.

 

Święte węże czyli o moim spotkaniu z jadowitym gadem

Telescopus. Wąż koci
Święty wąż

Nigdy nie marzyłam o spotkaniu z jadowitym gadem. Mocno wierzyłam, że vice versa, gady nie są zainteresowane spotkaniem ze mną. Chyba miałam trochę racji, bo kiedy węże pojawiały się na naszej drodze, ja ze strachu zamierałam w bezruchu, a one wybierały inną ścieżkę i bezszelestnie znikały. W takich chwilach doceniałam upór Alberta, w kwestii butów zasłaniających łydki, który na mój argument – Upał! – odpowiadał: – Węże! Co będzie jak przypadkiem nadepniesz któremuś na odcisk?

Jakimś cudem udało mi się nie zdenerwować żadnego gada i sądziłam, że w nieskończoność będziemy się unikać. Nie przypuszczałam, że zechcę kiedykolwiek spotkać się z nimi z własnej woli i to nie na górskiej drodze czy w lesie, a w klasztorze na greckiej wyspie Kefalonii.

Wiedziałam, że Indie mają swoje święte krowy, ale kiedy dowiedziałam się, że Bałkany mają swoje święte węże, przyznam, że byłam trochę zdziwiona.

kefalonia
Kefalonia

Ta historia ma swój początek w XVI wieku. Zamieszkały przez mniszki klasztor świętej Bogurodzicy Lagouvarda był często atakowany przez piratów. Pewnego letniego dnia, jedna z nich zauważyła zbliżających się do brzegu korsarzy. Kobiety zaczęły się gorąco modlić do swojej patronki.

– Ratuj nas pani! – prosiły. – Zamień nas w jadowite węże lub uczyń ptakami. Nie oddawaj nas w ręce okrutników.

Kiedy piraci zbliżyli się do klasztoru, otoczyły ich gady z krzyżami na głowach i językach. Nie zdecydowali się walczyć z wężami. Uciekli w popłochu.

Klasztor ocalał. Nikt nie wie, czy mniszki wróciły do ludzkiej postaci.

Od tego czasu, każdego 6 sierpnia, powtarza się sytuacja, której nikt nie potrafi wytłumaczyć. Pojawia się tu tego dnia niezliczona ilość węży, od imienia patronki klasztoru, nazywanych wężami Bogurodzicy.  Od stuleci są uznawane za święte. Mieszkańcy Markopoulo przenoszą je w szklanych słojach do klasztoru. Część z nich sama wchodzi do wnętrza. Od 6 do 15 sierpnia (do święta Bogurodzicy uroczyście obchodzonego przez kościół prawosławny) zbierają się tu tłumy wiernych. Ludzie pozwalają pełzać wężom po swoim ciele, bo wierzą, że przynosi to szczęście i pozbawia chorób. Są przekonani, że przez te kilka dni gady nie skrzywdzą człowieka.

Tylko dwa razy węże nie pokazały się wokół klasztoru: w 1940 roku przed II wojną światową, która do Grecji dotarła nieco później i w 1953 roku przed katastrofalnym w skutkach trzęsieniem ziemi.

Każdy dzień spóźnienia świętych węży zapiera tu dech, ludzi ogarnia panika, w głowach rodzą się pytania.

16 sierpnia węże opuszczają klasztor. Znikają tak samo nagle, jak się pojawiły.

wąż

Na filmie: Kefalonia i święty wąż. W klasztorze jest dobrze tu znana ikona Matki Boskiej, która pojawiła się  w cudowny sposób, ale to już inna historia.

Świętym wężem jest jadowity wąż koci (telescopus fallax – na zdj. w tekście) występujący na całych Bałkanach. Zęby jadowe ma umieszczone dość głęboko, a więc musi chwycić ofiarę całą paszczą, żeby móc je wbić.

bałkański kalendarzyk.okł11dCo myślicie o historii ze świętymi wężami w roli głównej? Na mnie wywarły one wrażenie i pewnie dlatego znalazły się w niewydanej jeszcze książce „Bałkański kalendarzyk” (tytuł roboczy) (tu są także inne fragmenty) . „Kalendarzyk” jest kontynuacją książki „W bałkańskim kociołku”, dostępnej w księgarniach, a więc zapraszam (tu znajdują się cytaty i opinie o „bałkańskim kociołku”).

PS. Na zdjęciu wyróżniającym jadowita żmija nosoroga (w Bułgarii nazywa się ją pepelanka); żyje na całych Bałkanach.

A4.fo2ab

Święta Sofia – trzecia odsłona

Banya-bashi-Nen„Według tureckiego podróżnika Evlii Chelebi’ego, żyjącego w XVII wieku, najpiękniejszym meczetem Sofii jest działający do dziś meczet Banya Bashi (Bania Baszi). Zaprojektował go i zbudował w 1566-67 roku Sinan – architekt sułtana Sulejmana (postać znana miłośnikom serialu „Wspaniałe stulecie”). W ważne święta muzułmańskie wierni nie zawsze mieszczą się wewnątrz, a więc modlą się także przed meczetem ( w środku może przebywać jednocześnie około 700 osób).” („Bułgaria znana i nieznana. Kierunek Burgas” )

Jak Wam się podoba wiekowa budowla? Ciekawa jestem czy po kilku migawkach z Sofii (mam na myśli i wcześniejsze wpisy) bułgarska stolica wydaje się Wam choć trochę interesująca?

PS. dla ciekawych południa Europy. O fantastycznych miejscach w górach otaczających Sofię i o Szopach, mieszkańcach tego regionu, napisałam w książce „W bałkańskim kociołku” Notatki z podróży po krańcu Europy (tu są fragmenty z kociołka).

BASA-VD-1217-2-12-106.
Banya Bashi „wczoraj”
mosk-px
Banya Bashi „dziś”
PICT0041
Muzeum Archeologiczne w Sofii mieści się w budynku meczetu Bujuk (Bujuk dżamija) z 1451 roku (początek budowy)

PICT0066

Święta Sofia po raz kolejny

sofia (2)
Święta Sofia

Zabieram Was ponownie do Sofii – miasta noszącego imię swojej świętej patronki. Warto tu wracać, między innymi z powodu pięknego położenia bułgarskiej stolicy.

„Najulubieńszem miejscem dalszych wycieczek po za miasto jest wioska, nazywająca się niegdyś Bali-effendi, dzisiaj Kniażewo. Ma ona dla Sofii takie same znaczenie, jak Wersal dla Paryża, albo Poczdam dla Berlina. Wieś ta leży u stóp Bałkanów; przez środek jej płynie górska rzeczułka. Tutaj znajdują się także ciepłe źródła mineralne, do których napływa rokrocznie mnóstwo gości. Widzimy tu obok wiejskich domów miejskie kawiarnie, hotele, tureckie dżamije i karwan-seraje. Ogólny widok wsi prezentuje się obecnie jeszcze dziko, lecz z latami będzie to niewątpliwie romantyczna miejscowość dla zamiejskich wycieczek.”

Tak, w „Dzienniku Warszawskim” z 1889 roku, opisuje okolice Sofii dziewiętnastowieczny podróżnik. Dziś do Kniażewa dojeżdża się z centrum tramwajem numer 5 – wprost na górski szlak turystyczny w Parku Vitosha, na terenie którego są trasy narciarskie, wyciągi, schroniska i oczywiście wspaniała przyroda. (…)

Kervansaray – duży budynek z wewnętrznym dziedzińcem, na którym zatrzymywały się kupieckie karawany – nie jest nikomu potrzebny. Wielbłądów dźwigających towary – nie spotykamy już na Bałkanach od połowy XX wieku. Niektóre dżamije (meczety) przetrwały do naszych czasów, choć jest ich znacznie mniej niż w XIX wieku.

Kniażewo nie stało się Wersalem Sofii, ale na pewno jest miejscem, które chętnie odwiedzają mieszkańcy i goście stolicy. Góry i cała okolica pozostały piękne – bez zmian.

Chętnie czytamy opisy różnych miejsc, sporządzone w minionych stuleciach, bo dzięki nim łatwo wyobrazić sobie, jak wyglądały one dawno temu. A więc jeśli kiedyś znajdziecie się w Sofii, wsiądziecie do naszego ulubionego tramwaju numer 5 i spojrzycie na Kniażewo, przymknijcie na chwilkę oczy…”

„Święta Sofia – trzecia odsłona” – jutro, a w niej meczet z czasów wspaniałego stulecia sułtana Sulejmana.

Tekst w dzisiejszym wpisie jest cytatem z naszej książki „Bułgaria znana i nieznana. Kierunek Burgas”. Więcej fragmentów znajduje się TU.

A na koniec kilka zdjęć.

 

Czytaj dalej Święta Sofia po raz kolejny

Urodziny bałkańskiego kalendarzyka

kalendarz

„Życie ludzkie… tak jednakowym wydaje się z dala, a tak dziwnie i nieskończenie rozmaitym, gdy się na nie patrzy serca i duszy mikroskopem. Naówczas ta czarna i różowa plamka rozkłada się w cały świat kształtów, świateł i cieni.” (J. I. Kraszewski)

Nie miałam wtedy pewności, czy istnieje przeznaczenie. Byłam dużą dziewczynką w wieku 20+ i nie wierzyłam już w czarodziejskie różdżki.

A jednak…

Poznałam Alberta w niezwykłych okolicznościach[1] i kiedy wydawało się, że powinnam otrząsnąć się ze wstrząsu, pozostawałam w trudno wytłumaczalnym stanie. Miałam wrażenie, że żyję w półśnie, bez wielkiego wpływu na to, co dzieje się wokół mnie. Serce biło w przyspieszonym rytmie dla mojego przyszłego męża. Świat  Bałkanów oczarowywał skutecznie.

Albert zabrał mnie pewnego dnia do miejsca, gdzie góry zmęczone upałem zanurzają się w morzu. Gadatliwe fale wydawały się zachwycać ich kształtami.

– Bajecznie – pomyślałam i chyba wtedy szalona głowa zasugerowała: – Bez dobrej wróżki może wcale nie mogłabyś się tu znaleźć.

Szokowała mnie różnorodność. Chciałam widzieć więcej i więcej… Ta piękna kraina na krańcu Europy strzeże swych tajemnic. Ma humory. Czasem przeraża. Potrafi podarować dobre i złe momenty.

W dość krótkim czasie pokazała mi swoją siłę. Przeżyłam trzęsienie ziemi, trąbę powietrzną, straszną burzę w wysokich górach i kamienno-błotne lawiny. Ale… byłam już wtedy tak zakochana, że wybaczyłam te gwałtowne zachowania.

Mój burzliwy romans z tym górzystym skrawkiem Europy trwa nadal, bo kilka złych chwil nie może zabić prawdziwego uczucia….. ciąg dalszy jest TU

kalendarzTekst powyżej jest fragmentem nowej, nieopublikowanej książki. Więcej fragmentów „Bałkańskiego kalendarzyka” (tytuł roboczy książki) znajdziecie na tej stronie – TU. Zapraszam, jeśli oczywiście jeszcze tam nie byliście. Stronę dodałam kilka dni temu i co pewien czas będę dodawała kolejne cytaty.

Kaliakra we mgle

 

Smak Bałkanów. Część 1: Królowa bałkańskiego śniadania

Image054

Jakiś czas temu Agnieszka Krizel, jedna z Patronek medialnych moich książek, poprosiła mnie o napisanie kilku wpisów o smakach Bałkanów. I tak powstał krótki cykl, w którym wspomniałam też o niektórych zwyczajach.

Część 1: Królowa bałkańskiego śniadania

Banica (w Bułgarii, w Macedonii), biurek (w Bułgarii, w Serbii), burek (w Serbii), bureki (w Grecji) to nazwy królowej bałkańskiego śniadania. Detronizacja w żadnym razie jej nie grozi, bo mieszkańcy Bałkanów są tradycjonalistami i nie jest łatwo zmienić ich przyzwyczajenia.  Świeża i ciepła (taka smakuje najlepiej) jest dostępna w osiedlowych sklepach każdego ranka. Popija się ją często  napojem ze zboża,  nazywanym „boza” (o bardzo charakterystycznym smaku) i zawierającym niewielką ilość alkoholu.

Picture 0750Towarzyskość mieszkańców Bałkanów każe im przysiąść choć na kilka chwil przy stolikach wystawianych przed sklepikami lub w małych kawiarenkach, które co krok spotyka się przy miejskich blokach (nie wypada przecież nie zamienić kilku słów z sąsiadem). W takich miejscach kawa – wierna towarzyszka całego dnia – smakuje najlepiej. Jest bardzo mocna i serwuje się ją w malutkich porcjach, co nie oznacza, że wypija się ją szybko, bo Bałkany żyją we własnym tempie, spieszą się powoli, także podczas posiłków. Jest w naszym domu dżezve, miedziane naczynie, w którym od dawien dawna parzy się kawę. I faktem jest, że przygotowana w tradycyjny sposób smakuje najlepiej. Często popija się ją wodą, podawaną obok kawy w niewielkich szklaneczkach.

IMG_2950

Jeśli macie chęć poczuć smak Bałkanów polecam prosty przepis na śniadaniową banicę z serem typu feta (jada się ją także z mięsem, ze szpinakiem, z dynią). Oryginalne cienkie jak papier blaty ciasta (filo) można zastąpić ciastem francuskim, nawet grubszymi płatami.

banicaSkładniki: płaty „filo” (450-500 g) lub ciasto francuskie -2 opakowania sera feta (400 g) -1 filiżanka oleju -4 jajka -200 ml wody mineralnej – gazowanej

Sposób przygotowania: -blachę wysmarować tłuszczem -ułożyć 1 warstwę ciasta francuskiego (płat) -posypać pokruszonym serem -przykryć następną warstwą ciasta francuskiego (płatem) -nożem podzielić ciasto na kilka prostokątów (Jeżeli używamy oryginalnego ciasta, układamy:  płat ciasta, ser, płat ciasta, ser itd. – wykorzystujemy zwykle 12 płatów wykonanych w domu lub jeśli używamy „filo”, wykorzystujemy taką liczbę, jaka znajduje się w opakowaniu – nie zawsze mają jednakową grubość).) -zagotować olej i polać ciasto -w naczyniu rozbić jajka, wymieszać z wodą mineralną -wylać na ciasto, równomiernie rozprowadzić  -banicę wkładać do rozgrzanego piekarnika i piec do osiągnięcia złotego koloru ok. 15-20 minut.

Skusicie się? Jeśli tak, życzę smacznego!

A4.fo2

Fragmenty książki „W bałkańskim kociołku” znajdują się tu.