…ale życzenia nie zawsze się spełniały

„Przed wielu laty brakowało tam tablic informacyjnych. O liczbie kilometrów do najbliżej miejscowości rzetelnie informowały napisy na bardzo niskich, kamiennych słupkach stojących na poboczu. Drum bun![1] – życzyły nam kolejne miasta, ale życzenia nie zawsze się spełniały.”

drumTen wspomnieniowy fragmencik jest z książki „W bałkańskim kociołku”.  Dotyczy naszego podróżowania po Rumunii, które odbywało się czasem w bardzo zwolnionym tempie. Mieliśmy w tym przepięknym kraju wcale niemało przygód. Niektóre sytuacje zaskakiwały. Zdarzyło nam się przed kilkunastu laty, że zatrzymał nas na bocznej drodze policjant. Grzecznie zasalutował i poprosił o podwiezienie. Kilka kilometrów przed nami zdarzył się wypadek i on chciał tam dotrzeć jak najszybciej. Było dość wcześnie, a więc i ruch niewielki. Czy zamierzał dojść do tego miejsca pieszo? Dlaczego? Nie wiemy do dziś.  – La revedere – pożegnał nas z uśmiechem i pozostawił trochę zdziwionych.

Nie każda sytuacja była przyjemna, ale po wielu latach nawet mniej miłe chwile wspominamy z uśmiechem. Może to działanie czasu, a może nostalgia?

[1] Dobrej drogi

2 rum
Dawno temu w Rumunii

„A w bałkańskim kociołku” Notatki z podróży po krańcu Europy (fragmenty)

 

Zamiast latającego dywanu

(…) „W 1937 roku informowano turystów: „Życie w Warnie kipi szumnie, bujnie i wesoło”. Prawie dwa tysiące lat temu, mieszkaniec miasta, bywalec term, które były wtedy centrum życia towarzyskiego, kazał wyryć na swoim nagrobku słowa „Łaźnie, wino, miłość – rujnują nasze ciało. Tworzą życie: łaźnie, wino, miłość.” Dziś można by powiedzieć: knajpki, wino, miłość…” („Bułgaria znana i nieznana. Z Ruse do Varny”)

z Ruse do Varny

Lubicie podróżować? Lubicie poznawać świat? Ja uwielbiam „odkrywać” nieznane miejsca, ludzi, obyczaje i legendy.

Wiele osób nie może sobie pozwolić na dłuższe wojażowanie. Urlopy są zbyt krótkie, żeby móc Czytaj dalej Zamiast latającego dywanu

Makabryczny spektakl z szubienicą w tle

Dziś bałkańskie klimaty odsuwamy na bok. Zabieram Was do świata retro, do najmroczniejszego zakątka.

Podczas mojej podróży do przeszłości zetknęłam się ze strasznymi zbrodniami. Zainspirowały mnie one do napisania kryminalnych historii, które oparłam na poznanych faktach. i które znalazły się w książce „2 w 1. Z podróży do świata retro”. Mnie, autorce, nie wypada głośno rozważać czy są one mniej lub bardziej ciekawe, zacytuję więc opinię jednej z uczestniczek Book Tour. „Wątki historii kryminalnych trzymały w napięciu jak najlepszy serial kryminalny (które tak bardzo lubię).” – napisała Czytelniczka na swojej stronie „Nietoperz czyta i ogląda„.

Nie wiem, czy zaglądaliście do zamieszczonych tu fragmentów książki, jest tam między innymi początek rozdziału, który nazwałam „Pani zabiła pana”.

IMG_3290a„Już od rana przed londyńskim więzieniem zaczęły gromadzić się tłumy. Niepoinformowany obserwator mógłby mieć wrażenie, że to wstęp do mającego się tu odbyć wielkiego jarmarku. Jakiekolwiek wątpliwości rozwiewał widok robotników kończących budowę szubienicy na dachu więzienia i ustawione wokół murów drewniane barykady.

Od kilku dni na budynkach sąsiadujących z Horse-Monger Lane powstawały prowizoryczne rusztowania i niczym w teatrze, galeryjki dla widzów. Każdy kogo nie było stać na drogie bilety, gwarantujące najlepszy widok podczas makabrycznego spektaklu, starał się zapewnić sobie dobre miejsce. I chociaż egzekucja miała się odbyć następnego dnia, wiadomo było, że zdobytego kawałeczka ziemi, w żadnym razie nie można będzie opuścić aż do chwili, kiedy pętla zaciśnie się na szyi pani Manning i jej męża.

W tłumie padały pytania, na które tylko nieliczni znali odpowiedź:

– Ciekawe czy powieszą ich razem?

– Patrzcie na szubienicę! Chyba będzie jedna pętla. Na pewno ona zawiśnie pierwsza.

– Medaliony! Ludzie, kupujcie medaliony! – krzyczał uliczny sprzedawca. – Pani Manning jak żywa!

(…)

I jedno i drugie podążało za katem i kapłanem. Ona – spokojna, on blady, ze łzami spływającymi po wychudzonych policzkach.

Przechodząc obok męża stojącego z pętlą zawieszoną na szyi, Maria zatrzymała się i na pożegnanie, mocno ścisnęła jego rękę.

– Przebaczam – powiedziała po cichu.”

(…)

swirl

Czy lubicie historie z dreszczykiem osadzone w realiach XIX wieku?

swirl

Początek i koniec

ogł2Swoją książkę „A w bałkańskim kociołku” zaczęłam od rozdziału „Każda historia ma swój początek”. Tak jest. Prawda? Czy każda historia ma swój koniec? Na pewno tak, tyle, że nie zawsze jesteśmy świadkami finału.  Zatytułowałam ten wpis „Początek i koniec” nie po to jednak, żeby Was dręczyć rozważaniami.  Dotyczy on krótkiej historii z życia mojej książki podróżniczki. Wojażuje ona od końca roku, od domu do domu.  Dostałam od niektórych Uczestniczek piękne zdjęcia z miast, które „retro” odwiedziło podczas Book Tour. Będzie to dla mnie wspaniała pamiątka. Najbardziej jednak cieszy mnie to, że książka podarowała miłe chwile czytającym. I to, że okazała się dobrą lekturą nie tylko dla jednej osoby, tej, która ją zaprosiła. Panie opowiadające o swoich wrażeniach opowiadały też o wrażeniach męża czy mamy. Za kilka dni podróż „retro” się skończy.

W międzyczasie przybyły opinie dwóch przedostatnich Uczestniczek Book Tour.

IMG_3290aPrzepiękna podróż już za mną – napisała Marta Daft (Uczestniczka Book Tour 2017/2018). Na pytanie: – Podobała się? – odpowiedziała: – Absolutnie. Jestem pod wrażeniem lekkości pióra.

Dziękuję organizatorkom Book Tour  za możliwość podróży do świata retro i poznania kuchni  tamtych czasów (co szczególnie zainteresowało moją mamę), kryminalnych zagadek i innych ciekawostek.  Jestem pewna, że w tej książce każdy znajdzie coś dla siebie. Irena Bujak (Uczestniczka Book Tour 2017/18)

Tu znajdują się fragmenty książki „2 w 1. Z podróży do świata retro”.

2w1. Z podróży do... patronat medialny
„2 w 1. Z podróży do świata retro” – Patronat medialny