Aale kino!

– Fajny film wczoraj widziałem.

– Momenty były?

– Nooo!

Tymi słowami (dawno temu) zaczynała się rozmowa o obejrzanym filmie w satyrycznej audycji „60 minut na godzinę” (a później w „Powtórce z rozrywki”) . Ja też fajny film widziałam ostatnio i powiem o nim kilka słów, tyle że na poważnie. Mocno trzymałam kciuki, żeby zdobył Oscara i udało się. Mojemu faworytowi przyznano trzy statuetki (najlepszy film, najlepszy aktor drugoplanowy Mahershala Ali, najlepszy scenariusz oryginalny B. Currie, N. Vallelonga, P. Farrelly).

Film „Green Book” opowiada prawdziwą historię z życia znanego, czarnoskórego muzyka Dona Shirley’a i Tony’ego Lip’a. Wspólnie (pracodawca i jego kierowca) wyruszają na tournee po Stanach Zjednoczonych. Rzecz dzieje się w latach sześćdziesiątych XX wieku, w czasach, w których biali widzowie z południa kraju zachwycali się umiejętnościami artysty, stali w kolejce po bilety na jego koncerty, ale nie wyobrażali sobie, że mogliby jeść z nim przy tym samym stole. Główni bohaterowie różnią się kolorem skóry, wyznaniem, wykształceniem, manierami, sposobem bycia. Wydaje się, że będzie im trudno dotrwać do końca wspólnej podróży. Życie napisało jednak inny scenariusz. Powoli nawiązuje się między nimi nić sympatii.  Dzięki wzajemnej tolerancji rodzi się wspaniała przyjaźń. I chociaż akcja filmu osadzona jest tak dawno temu, pewne problemy i uprzedzenia są aktualne. Mam nawet wrażenie, że rośnie brak sympatii dla innych, obcych czy niewierzących w tego samego Boga. Niektórzy zapominają, że odczucia ludzi są podobne, że należy oceniać jednostki, bo dobrzy i źli, mądrzy i głupcy są w każdym narodzie, w każdej rasie i kulturze. Może łatwiej zrozumieć tę prawdę ludziom żyjącym w wielonarodowościowych społeczeństwach. Może potrafią ją dostrzec ci, którzy w człowieku widzą człowieka, rozumieją, że ludzkie istoty nie są identyczne i że pomimo różnic, wzajemnie możemy sobie wiele podarować.

„Green Book” nie jest niszowym ani skomplikowanym dramatem psychologicznym. Pokazana historia nie jest monotonna. Myślę, że w filmie nie zmarnowano ani sekundy. Bardzo polecam go każdemu. Mahershal Ali i  Viggo Mortensen odegrali swoje role rewelacyjnie.

The_Negro_Motorist_Green_Book

Tytułowa książka „Green Book” (na zdj. wydanie z 1940 r.) informowała o wyznaczonych miejscach (restauracje, hotele), do których mógł wejść człowiek czarnoskóry.

Po premierze filmu, brat Dona Shirley’a oświadczył, że nie używał on słowa „przyjaciel” w odniesieniu do Tony’ego. Faktem jest, że panowie: Don i Tony do końca życia utrzymywali ze sobą kontakt (obydwaj zmarli w 2013 roku).  W latach siedemdziesiątych Tony Lip (Frank Anthony Vallelonga) został aktorem. Zaczynał od epizodycznych ról (debiutował w słynnym „Ojcu chrzestnym” Coppoli). Jego syn Nick jest aktorem, reżyserem i producentem, no i oczywiście scenarzystą, z Oscarami za film o ojcu.

P.S. Rozmowy o filmach („Para-męt pikczers, czyli kulisy srebrnego ekranu”) to fragment audycji radiowej „60 minut na godzinę”, o której wspomniałam na wstępie. Chyba można ją zaliczyć do klasyki. W internecie jest wiele jej fragmentów.

Wiosenne rozważania z przymrużeniem oka

 

Zima nie należy do moich ulubionych pór roku. Mieszkańcy Bałkanów chyba też nie przepadają za niskimi temperaturami, chociaż ich zima trwa krótko i jest łagodna. Korzystając z pomocy świętego Atanasa, już 24 stycznia zaczynają ją wypraszać. – Idź sobie! – rozkazuje tego dnia Atanas (władca mrozu i lodu), a śnieg przenosi na szczyty gór. W drugiej połowie karnawału święty Todor zdejmuje z siebie dziewięć kożuchów i na pięknym koniu wyrusza prosić Boga o lato. A tymczasem 1 marca wszyscy ludzie witają wiosnę i uśmiechają się do baby Marty (siostry stycznia i lutego), która potrafi być złośliwa, a więc lepiej jej nie drażnić. Takimi oto sposobami Bałkany zapewniają sobie ciepło.

Pani Wiosna tuż po przybyciu, delikatnym muśnięciem budzi rośliny ze snu. W ludzkim sercach też wydaje się nieco cieplej, w wielu ożywają nadzieje.

Na pożegnanie przesyłam Wam garść uśmiechów do rozdawania. 🙂

Na zdjęciu: Kaktusowe drzewo kłania się pani Wiośnie. Dzięki niej rozkwitające pąki kwiatów zdobią jego koronę.

wiosna

P.S.

Bardzo dziękuję za sygnały, które od czasu do czasu otrzymuję od osób oczekujących na książkę „W bałkańskim kociołku”. Wydawnictwo potwierdza, że to już blisko. 🙂

ABC… czyli o tym jak Herkules Poirot przestał być sobą

Ten pan zdobył moją sympatię dawno temu (pomimo próżności, której było w nim niemało odkąd go poznałam). „Drobny, niski, miał bardzo dziwaczną powierzchowność. Niewiele wyższy niż pięć stóp i cztery cale, nosił się z niepospolitą godnością. Jajowatą głowę przechylał na bok i nosił długie, sztywno sterczące wąsy w iście wojskowym stylu. Schludność jego ubioru graniczyła z niepodobieństwem; sądzę, że pyłek na rękawie sprawiłby małemu Belgowi więcej bólu niż rana zadana pociskiem karabinowym.  Ale ten niepokaźny, cudaczny elegant, który utykał teraz wyraźnie na prawą nogę był w swoim czasie asem policji belgijskiej. Jako detektyw uchodził za gwiazdę pierwszej wielkości i niejednokrotnie wykrywał zbrodnie sensacyjne i na pozór nie do wykrycia.” A nazywał się Herkules Poirot.

Nie mogłam sobie odmówić obejrzenia mojej sympatii w filmie „ABC” (a właściwie w miniserialu trwającym około 3 godz.), którego nie można nazwać ekranizacją, bo bardzo odbiega od treści książki Agaty Christie. Nie pojawia się w nim postać Hastingsa, który towarzyszył przyjacielowi podczas rozwiązywania tej konkretnej kryminalnej zagadki. Uśmiercono inspektora Jappa, w książce prowadzącego śledztwo w sprawie serii morderstw dokonywanych w miejscach, których nazwy zaczynają się  od kolejnych liter alfabetu, a ofiarami są osoby noszące imię i nazwisko także zaczynające się na A, potem B itd. W filmie powierzono sprawę młodemu policjantowi, bardzo aroganckiemu, na wstępie traktującego Poirota z wielką, mocno przerysowaną pogardą. Z przykrością patrzyłam jak mały Belg znosi poniżenia w samotności. Malkovich, odtwórca roli Herkulesa, stworzył (moim zdaniem) postać nieprzekonującą, a przede wszystkim nieprzypominającą detektywa scharakteryzowanego przez mistrzynię kryminału. Nie było w nim też słynnej elegancji i godności Herkulesa, którego  Hastings, po powrocie ze swego rancza w Ameryce Południowej, zastał w świetnej kondycji, z ciągle czarnymi włosami (w książce Poirot zdradził przyjacielowi tajemnicę koloru włosów; używał środka przywracającego im naturalną barwę i nie była to farba; wspomniałam o włosach w związku z żenującą sceną w filmie).

Oczywiście każdy scenarzysta ma prawo stworzenia własnego dzieła opartego na wybranym wątku powieści innego pisarza, ale „poprawianie” Agaty Christie nie wydaje mi się dobrym pomysłem. Mam takie odczucie, że są autorzy, którzy stworzyli w swoich książkach bardzo charakterystyczne osobowości i przywiązanie czytelnika sprawia, że nie akceptuje radykalnych zmian. Nie razi mnie delikatne zniekształcanie fabuły lub jej rozwinięcie w filmie, jednak w tym przypadku mocno przesadzono. Z trudem dotrwałam do końca.

Czy też macie swoich ulubionych bohaterów książek, których w ekranizacji chcielibyście pozostawić takimi, jacy są (stworzeni w wyobraźni autora powieści)?

poirot***

Herkules pozostał legendarną postacią. Poirota regularnie ćwiczącego swoje szare komórki, pisarka uśmierciła w ostatniej książce o przygodach detektywa, opublikowanej w 1975 roku. Wtedy, kiedy odszedł na dobre New York Times na pierwszej stronie poinformował: „Herkules Poirot nie żyje”.

***

Brytyjski miniserial „ABC” (The ABC Murders) powstał w 2018 roku. Reżyser: Alex Gabassi. Scenariusz: Sarah Phelps. Miłośnikom Poirota i Agaty Christie zdecydowanie nie polecam.

Cytat w tekście jest z pierwszej książki o Herkulesie Poirot („Tajemnicza historia w Styles”). 

 

O dwóch panach i zawsze pełnej beczce wina

 

bulgaria5.jpg

Mamy w domu dwóch panów, którzy dawno, dawno temu (nikt nie pamięta kiedy) usiedli przy beczce z winem. Postawili na niej dzban, który jakimś cudem zawsze jest pełny, dzięki czemu ani na chwilę nie przestają się rozkoszować napojem bogów. A luty to szczególny okres dla nich i wszystkich właścicieli winnic i oczywiście dla miłośników wina. Patronem pierwszego dnia miesiąca jest święty Trifon, opiekun winorośli. 14 lutego hucznie obchodzi się święto nazywane od jego imienia Trifon Zarezan. Powszechnie podcina się tego dnia winogronowe gałązki i odbywa się to nie byle jak, bo najczęściej przy akompaniamencie muzyków, w towarzystwie popa. Po ceremonii w wielu miejscach wybiera się króla  winnic, wszędzie ludzie zasiadają do uroczystych kolacji. Życzenia „Czestit Trifon Zarezan” słyszy się co krok, a internetowe karteczki zapełniają skrzynki mailowe.

***

Luty to także czas przygotowań do kolejnego, wspaniałego dnia. Za chwilę będziemy witać babę Martę. Mój brak sympatii do tej pory roku rekompensują bałkańskie święta. Kukeri – pogromcy złych duchów – tańczący na ulicach w kolorowych strojach i karnawałowe parady  zagłuszają zimową szarość.

Życzę Wam, żeby święto wina i zakochanych minęło we wspaniałym nastroju.

chestit Trifon Zarezan5

Z kalendarza nietypowych świąt

Od czasu do czasu zaglądam do kalendarza nietypowych świąt. Okazuje się, że dziś mamy Dzień Świstaka i Dzień Pozytywnego Myślenia.

Dzień Świstaka skojarzył mi się z filmem pod właśnie takim tytułem. Tam główny bohater odkrywa każdego ranka, że  czas stanął w miejscu. Po raz kolejny musi przeżyć ten sam dzień i może to zrobić w dowolny sposób.  W realnym życiu często bywa na odwrót. Czas biegnie jak szalony, a my niekiedy nie nadążamy. Życzę Wam dziś okazji do zwolnienia tempa i kilku chwil pozytywnego zamyślenia.

Spiesz się powoli

Na zakończenie zapraszam do Aten. Mam nadzieję, że letnie sirtaki nastroi Was jeszcze bardziej optymistycznie.