Pierwsze kroki

W bałkańskich domach, w restauracjach i na ulicach spotykam małe dzieci dołączające do wijącego się horo, stawiające swoje pierwsze taneczne kroki. Czasem są one niezdarne, ale miło jest patrzeć, jak maluchy zaprzyjaźniają się z tradycyjną, ludową muzyką. Ale nie Bałkany chcę dziś pokazać. Dziewczynka na filmie poniżej tańczy irlandzki taniec i robi to świetnie. Bardzo podoba mi się jej wykonanie i chciałam się podzielić tym widokiem. 🙂 Jakie są Wasze wrażenia?

***

Reklamy

Żółwie tempo?

W moich facebook’owych zbiorach natknęłam się dziś na film, który był bardzo popularny jakiś czas temu. Przypominam go poniżej. Wielką sławę zyskał dzięki niemu pewien żółw. Na co dzień spieszy się powoli, ale jak trzeba… spójrzcie, co potrafi.

***

Myślę, że żółw futbolista podbijał internet głównie z tego powodu, że jego tempo poruszania się zaskoczyło większość oglądających, choć było ono na pewno żółwie i zgodne z żółwiową filozofią (spieszymy się powoli, ale… jeśli sytuacja wymaga stajemy się szybcy).

żółw-Jestem bardzo ciekawa, skąd się wzięło „żółwie tempo” oznaczające powolność?

Jak w „Dniu świstaka” wszystko powtarza się od początku

Pierwsze wrażenia czasem zacierają się w pamięci. O niektórych (tych, które zapisały się w mojej głowie) opowiedziałam w książce „W bałkańskim kociołku„. Już „za chwilę” trafi ona do rąk Czytelników i z tej okazji zdecydowałam się zacytować fragmencik.

PICT0307Skarlet
Nesebar (fot. Skarlet)

Do romantycznego Nessebar jechaliśmy z Varny. Polubiłam tę, na niektórych odcinkach, bardzo krętą drogę, położoną na różnych wysokościach, z miejscami, gdzie skały odsłaniają morze i piękne pejzaże. Jeden z nich ukazuje się gdzieś po drodze, wtedy, kiedy jesteśmy wyżej. Z daleka widać domy, otoczone półkolem przez góry. Wyglądają jakby zapadły się w dół pod ciężarem czerwonych dachówek i po łagodnym stoku zsunęły się w kierunku morza. (…)

Atmosfera starego miasta otoczonego morzem jest niepowtarzalna. Może między innymi dlatego, że jest ono tak naturalnie oddzielone od współczesności. (…)

Nes Adriana Brzozowska
Wąskim cyplem dojeżdża się do miasta otoczonego morzem (fot. Adriana Brzozowska)

Wiedziałam, że będę chciała tu wracać. I tak się stało. Zadziwiające jest to, że zawsze kiedy jesteśmy w Nesebar, czuję się tak, jak za pierwszym razem. Po długim spacerze zaszywamy się w jakiejś knajpce blisko brzegu…  jak w „Dniu Świstaka”, wszystko powtarza się od początku.

Image054 - Kopia-1
Zdjęcie (obecne na okładce jednej z moich książek) zrobiłam w restauracji w Nesebar
Nesebar Adriana Brzozowska
Październikowy Nesebar (fot. Adriana Brzozowska)

Przyjaciel kot, przyjaciel delfin

Z delfinami miałam przyjemność spotykać się twarzą w twarz (dosłownie). Wymieniałam uśmiechy z tymi żyjącymi na wolności w Morzu Czarnym i z mieszkańcami warneńskiego delfinarium. W moich wspomnieniach (w książce „W bałkańskim kociołku”) jest o tym kilka słów.

Te ogromne ssaki są bardzo ufne i zaprzyjaźniają się nie tylko z ludźmi.  Na filmie (poniżej) delfiny wymieniają się gestami sympatii z kotkiem. Gdy patrzę na nich,  uśmiech wskakuje na twarz. 🙂 (jeśli film się nie wyświetla tu jest link)

***

Wspominałam wczoraj (przy okazji tańczących kelnerów) o porządkach na facebook’owym  profilu (właśnie tam pokazałam kiedyś kotka i delfiny).  Będę kontynuować przenoszenie niektórych filmów. Dziś mam dla Was jeszcze jeden z warneńskiego delfinarium. Mam ich bardzo, bardzo wiele (nie tylko z delfinami i nie tylko z delfinarium), ale niestety,  nie mają one zadowalającej jakości (jestem antytalentem w tej dziedzinie). Gdyby jednak ktoś chciał zobaczyć delfiny śpiewające, tańczące walca i grające w piłkę, zapraszam. 🙂

Tańczący kelner

Wielu ludzi tworzy swój kącik w wirtualnym świecie. Większość przywiązuje się do wybranego miejsca. Słowa „Musisz je opuścić” mogą wywołać rozczarowanie i zagubienie.   Usłyszeli je ostatnio „bloxowicze” i posiadacze profili G+. O urządzaniu nowych kącików czytam od kilkunastu dni i chociaż współczuję przymusowych przenosin, pozazdrościłam troszkę urządzania się i postanowiłam coś zmienić (w końcu zmiany mają też swoje zalety). Wzięłam się za porządki, bo w nowe miejsce nie będę emigrować (choć kto wie, co będzie jutro?). Pierwsza przeobraziła się strona „blogspotowa”.

Przy okazji przyglądania się mojemu facebook’owemu profilowi, trafiłam na filmik, który był tylko tam (chyba tylko tam, bo pamięć mnie ostatnio zawodzi) i postanowiłam go pokazać (przypomnieć). Kelnerów, którzy przestają obsługiwać gości i zaczynają tańczyć, zdarza się spotkać  w niektórych restauracjach.

***

Ta piosenka pewnie już tu była. Ja słucham jej często. Śpiewa Yannis Parios, jeden z moich ulubionych piosenkarzy bałkańskich. Jak Wam się podoba jego głos?

W cieniu siostry

Te dwie siostry zna każdy. Pierwsza to Proza, drugiej nadano melodyjnie brzmiące imię Poezja. I chociaż obie są sławne, Poezja pozostaje w cieniu. Na pewno będzie o niej głośniej 21 marca. Z okazji swojego święta, gdzieniegdzie pojawi się w blasku fleszy, a następnego dnia powróci na miejsce u boku dominującej siostry Prozy.

Święto poezji to także święto jej twórców.  Myślę, że mówi się tego dnia o tych najwybitniejszych,  Ja zdecydowałam się przekornie wspomnieć o Angliku William’ie Topaz’ie McGonagall’u, który pewnego dnia doznał olśnienia.

– Najbardziej wstrząsającym wypadkiem mojego życia był czas, gdym przed sobą odkrył, żem jest poeta, a działo się to w 1877 roku… W kojącym świetle lipcowego słońca, gdy drzewa i kwiaty w całej swojej kwiecistości byli ubrane – opowiadał o tej ważnej chwili.

William, przekonany o swej wielkości, miał ambicje być nadwornym poetą. MacLean musi być szalony, / Co przez każdego jest widziane. / Inaczej nie próbowałby zastrzelić / Naszej królowej ukochanej – napisał po zamachu na Victorię.

McGonagall niedoceniony przez współczesnych, zyskał wielką sławę po śmierci. Niewątpliwie nie byłby dumny z jej powodu, gdyby wiedział, że uznano go za… najgorszego w historii poetę anglojęzycznego. Znajdują się jednak czytelnicy chętni poznać przeciwieństwo mistrzostwa, a więc wydaje się jego tomiki, a rękopisy osiągały dość wysokie ceny na aukcjach. Ze sławy Williama korzysta czasem Dundee, szkockie miasto, z którego pochodził.

poezja

Pomyślałam, że dopełnieniem mojego niepoetyckiego wpisu o poezji będzie wiersz „Poeta” Bolesława Leśmiana, opowiadający o tym, jak to w życiu twórców bywa.

Zaroiło się w sadach od tęcz i zawieruch;
Z drogi! - Idzie poeta - niebieski wycieruch!
Zbój obłoczny, co z światem jest - wspak i na noże!
Baczność! - Nic się przed takim uchronić nie może!
Słońce - w cebrze, dal - w szybie, świt - w studni, a zwłaszcza
Wszelkie dziwy zza jarów - prawem snu przywłaszcza.
Rad Boga między żuki wmodlić - do zielnika,
Gdzie się z listem miłosnym sam jelonek styka!...
Świetniejąc łachmanami - tym żwawszy, im golszy -
Nie bez wróżb się uśmiecha do grabu i olszy -
I widziano w dzień biały tego obłąkańca,
Jak wierzbę sponad rzeki porywał do tańca!
A tak zgubnie porywać, mimo drwin i zniewag -
Zdoła tylko z otchłanią sprzysiężony śpiewak.
Żona jego, żegnając swój los znakiem krzyża
Na palcach - pełna lęku do niego się zbliża.
Stoi... Nie śmie przeszkadzać... On słowa nawleka
Na sznur rytmu, a ona płochliwie narzeka
"Giniemy... Córki nasze - w nędzy i rozpaczy...
A wiadomo, że jutro nie będzie inaczej...
Wleczesz nas w nieokreślność... Spójrz - my tu pod płotem
Mrzemy z głodu bez jutra, a ty nie wiesz o tem!" -
Wie i wiedział zawczasu!... I ze łzami w gardle
Wiersz układa pokutnie - złociście - umarle -
Za pan brat ze zmorami... Treść, gdy w rytm się stacza,
Póty w nim się kołysze, aż się przeinacza.
Chętnie łowi treść, w której łzy prawdziwe płoną -
Ale kocha naprawdę tę - przeinaczoną...
I z zachłanną radością mąci mu się głowa,
Gdy ujmie niepochwytność w dwa przyległe słowa!
A słowa się po niebie włóczą i łajdaczą -
I udają, że znaczą coś więcej, niż znaczą!...
I po tym samym niebie - z tamtej ułud strony -
Znawca słowa - Bóg płynie - w poetę wpatrzony.
Widzi jego niezdolność do zarobkowania
I to, że się za snami tak pilnie ugania!
Stwierdza z zgrozą, że w chacie - nędza i zagłada -
A on w szale występnym wiersz śpiewny układa!
I Bóg, wsparty wędrownie o srebrzystą krawędź
Obłoku, co się wzburzył skrzydłami, jak łabędź -
Z łabędzia - do poety, zbłąkanego we śnie -
Uśmiecha się i pięścią grozi jednocześnie!

21.03 Międzynarodowy Dzień Poezji

Matka Słońca

W pierwszym tygodniu tego miesiąca pojawiają się w mediach szczegóły urodzin Dnia Kobiet w Ameryce. Nie będę ich powielać, bo chyba większość zna tę historię z początku XX wieku. Zdecydowałam się napisać kilka słów o 8 marca, bo Dzień Kobiet jest obchodzony także na Bałkanach i tu jest to również Dzień Matki, święto, którego korzenie sięgają czasów sprzed naszej ery.

Matka Słońca –  wielka bogini Matka (po bułgarsku: welika boginia Majka) była najważniejszym bóstwem czczonym przez Traków, zamieszkujących teren dzisiejszej Bułgarii i część Grecji (od Dunaju do Morza Egejskiego). Jak wiadomo, każda religia ewaluuje przez wieki. Role bogów też czasem się zmieniają. Dzięki znaleziskom archeologicznym, pewne jest, że 2800 lat temu (i później) uważano, że wszystko, co rodzi się na świecie jest dziełem bogini Matki.

Trakowie pozostawili po sobie miejsca kultu, także te, w których oddawano cześć  bogini Matce.  Bardzo wiele jest ich w bułgarskich Rodopach (wspominam o nich w książce „W bałkańskim kociołku„). Na zdjęciu: Rodopy i tajemnicze nisze skalne wykute przez trackich przodków.

nisze skalne Traków

We współczesnej Bułgarii mamy świętują też 8 stycznia razem z paniami odbierającymi porody. Ten dzień nazywa się tu „Babinden”.

Myślę, że to sympatyczne święta i ich obchody zasługują na kontynuację. Nie warto reglamentować miłych chwil (ani sobie, ani innym). Kobiety wydają się być troszkę uprzywilejowane (mam na myśli dedykowane im święta), bo chociaż swój dzień mają też panowie (Międzynarodowy Dzień Mężczyzn – 19 listopada),  z jakichś powodów ich święto nie jest powszechnie obchodzone. A więc korzystajcie, miłe Panie. Życzę, żeby 8 marzec był uśmiechniętym dniem. Podarujcie sobie kilka chwil odpoczynku od mniej ważnych, codziennych obowiązków.

A na zakończenie macedoński piosenkarz Toše Proeski zaśpiewa dla Was piosenkę „Oj, devojce, devojce” (mam nadzieję, że się spodoba choć troszkę). Oj, devojcze, devojcze... Dziewczyno, dziewczyno… pokaż czarne oczy, chcę je zobaczyć… 

*******

Zdjęcie Rodopów: Ventsi Staykov

 

Też się zastanawiam… kto nam to zrobił?…

Natknęłam się przypadkiem na uśmiechniętą buzię Pippi Langstrumpf i informację, że 1 marca to Dzień Piegów.  Przyszło mi do głowy, że może jednak niektóre pozornie dziwne pozycje w kalendarzu nietypowych świąt mają jakiś sens (choć słowo „święto” to chyba zbyt wiele dla niektórych dni).  Pomyślałam, że może 1 marca jakiś zakompleksiony piegus uwierzy, że kropeczki na nosie nie są defektem? Może 10 marca ktoś, gdzieś przeczyta, że to Dzień Całowania w Czoło i obdarzy buziakiem babcię, ciocię, dziadka, wujka… Taki gest sympatii może sprawić komuś wielką radość. Może warto niektórym szarym dniom nadać jakiś kolor?

sun-310144_960_720Być może naiwne jest moje myślenie? a może ja patrząc przez pryzmat Bałkanów widzę inaczej? Ludzie na pięknym półwyspie częściej się uśmiechają do siebie i są bardziej otwarci. Wykorzystują więcej okazji do składania sobie życzeń z powodu własnych świąt (nietypowych dla innej części Europy). Znajdują w sobie chęć, żeby wziąć się za ręce i odtańczyć horo na ulicy miasta czy tłumnie zgromadzić się nad morzem i rzekami, żeby raz w roku wspólnie powiedzieć „dzień dobry” wschodzącemu słońcu.

emoticons-2032927_960_720W Walentynki czytałam komentarze Polaków pojawiające się w mediach społecznościowych. Wcale nie mało osób mocno krytykowało ten dzień. Niektórzy pisali: „Kiczowate”, a przecież to popyt decyduje o tym, jakie gadżety są produkowane. Niektórzy pisali: „Uczucia trzeba sobie okazywać na co dzień”. Racja. Ale czy świat jest idealny? Czy wszyscy o tym pamiętają? Czy nie istnieją ludzie, którym ten dzień przypomina, że warto szepnąć partnerowi miłe słówko? Niektórzy pisali „Nienawidzę tego święta”, jakby obchodzenie jakiegokolwiek święta było przymusem. Rozumiem, że ktoś czegoś nie uznaje, ale skąd tyle antypatii i podkreślania, że to niepolskie święto? Czy czerpanie z innych kultur jest niewłaściwe? Czy słuszna jest obawa o wypieranie polskich tradycji przez przyjmowanie obcych? Jeśli tak, kto jest temu winien? Obce zwyczaje czy ludzie, którzy zapominają o własnych tradycjach? Czy przeszczepianie obyczaju na rodzimy grunt wymaga wyplenienia tego, co rosło na nim od wieków?

cartoon-3082809_960_720Nie jestem wrogiem krytyki, ale… W 2016 roku, po lekturze komentarzy gości bułgarskich kurortów, napisałam na swojej stronie o Bałkanach: „Nie jedź do Bułgarii, bo…” (bo po co jechać do kraju, w którym wszystko jest okropne, a  ludzie prymitywni). Pisząc, miałam nadzieję, że ostrzegę tych, którzy tam nie byli, a tych, którzy rok w rok katują się dzikimi Bałkanami zachęcę do rezygnacji z bułgarskich wczasów, a tym samym zadbania o własne zdrowie psychiczne (gdyby ktoś chciał przeczytać ten wpis wystarczy tu kliknąć). Na bułgarskich lotniskach zdarzało mi się słyszeć to i owo z ust polskich turystów, ale nie będę tu przytaczać słów, które sprawiły mi przykrość i za które było mi wstyd przed moim Mężem, świetnie rozumiejącym język polski. Czytałam niedawno wpis Alicji na wyspie zatytułowany  „I tak się zastanawiam… Kto nam to zrobił?…” i też się zastanawiam… kto nam to zrobił?…

P.S. Do wpisu Alicji na wyspie przejdziecie klikając na jego tytuł zamieszczony powyżej.

 

 

O miłości, ślepej niedzieli i wiośnie

antyczny teatr

O aranżowanych małżeństwach na pewno słyszał każdy z nas. Zdarzały się one głównie w minionych czasach, choć nadal są na świecie miejsca, w których ktoś decyduje za kogoś. W Bułgarii zdarzało się w przeszłości, że o wyborze współmałżonka decydował ślepy los. Kawalerowie z opaskami na oczach, na chybił trafił wybierali żonę spośród zgromadzonych panien. Tej ważnej chwili towarzyszyły emocje podsycane przez swatki, które wcześniej decydowały o tym, kto weźmie udział w tym wydarzeniu. Działo się to raz w roku, w ostatnim okresie karnawału, zawsze w niedzielę, nazywaną ślepą niedzielą. Wierzę, że ślepy los bywał łaskawy i niejednej parze podarował prawdziwe uczucie. Dziś ten obyczaj jest oryginalnym wspomnieniem i chyba ciekawostką (jak myślicie?).

martenka-1

W przeciwieństwie do „ślepej niedzieli” przetrwało obchodzone dziś święto „Baba Marta”. Bałkany witają wiosnę. Ludzie, składając sobie życzenia, obdarowują się martenicami (o których już tu pisałam). Na ulicach i w domach pojawia się Piżo i Penda, biało-czerwona para. Włóczkowe bransoletki i zawieszki mają przynieść zdrowie i szczęście, także w miłości, która jak roślina, stale wymaga pielęgnacji.

Życzę Wam wspaniałego, uśmiechniętego dnia!

Biało-czerwonej pary nie mogło zabraknąć w centrum Plovdiv. Władze miasta przystroiły marteniczkami także drzewa. Wspominam o pięknym Filipopolis, ponieważ jest ono Europejską Stolicą Kultury 2019 roku. Uroczysta inauguracja odbyła się w styczniu. (Na zdjęciu antyczny teatr w Plovdiv, a na filmie migawki z miasta, które rzuca urok na swoich gości.)