Scenariusz i reżyseria: ŻYCIE

Otaczający świat kształtują ludzkie wybory (niektórych nie zrozumiem nigdy), ale przecież zdarza się, że finisz biegu wydarzeń, wydawałoby się przewidywalny, okazuje się zaskoczeniem.  Są takie historie, które przypominają, że nadziei nie warto się pozbywać, czego by nie dotyczyła: małej czy dużej sprawy, naszego życia czy tego, co dzieje się wokół i wbrew pozorom ma na nie wpływ. Od czasu do czasu wracam do opowieści, której bohaterem jest Sixto Rodriguez – Amerykanin mający meksykańskie korzenie. Gdyby na podstawie jego życia nakręcono film fabularny wielu ludzi pomyślałoby o fabule: naciągana, to nie mogłoby wydarzyć się naprawdę. A jednak… pod koniec XX wieku, w dobie telefonów, zdolny muzyk żył w ubóstwie na jednym kontynencie, nie wiedząc, że na innym jest wielką gwiazdą. Miliony ludzi na świecie poznali go dzięki oskarowemu filmowi dokumentalnemu z 2012 roku, pokazującemu jak przypadek zmienił jego egzystencję. Ta wzruszająca historia przypomina, że nawet wtedy, gdy wydaje się, że nic się nie zmieni, wszystko może się zdarzyć. Polecam ją każdemu.

Życie potrafi pisać zaskakujące scenariusze…

„Sugar Man” to tytuł piosenki i filmu dokumentalnego, o którym wspomniałam (muzyka, tekst i wykonanie: Sixto Rodriguez).

Cukrowy człowieku, spotkałem fałszywego przyjaciela na pustej, zakurzonej drodze. Straciłem serce, a gdy je odnalazłem zmieniło się w martwy, czarny węgiel.

***

„I wonder” (piosenka z 1970 r.)  – Zastanawiam się nad miłością, której nie możesz znaleźć i zastanawiam się nad swoją samotnością. Zastanawiam się nad przyjaciółmi, którzy nimi nie są. Zastanawiam się… Zastanawiam się nad łzami w oczach dzieci i zastanawiam się nad żołnierzem, który umiera. Zastanawiam się, czy ta nienawiść się skończy...

***

Sixto Rodriguez urodził się w 1942 roku. W latach sześćdziesiątych XX wieku występował w nocnych klubach Detroit. Grał i śpiewał piosenki, do których sam pisał muzykę i teksty. Miał 25 lat gdy nagrał pierwszą płytę. Wróżono mu wielką karierę, porównywano go do Boba Dylana. Nadzieje pozostały niespełnione. Pięć lat nie przyniosły spodziewanego sukcesu (w 1971 r. powstał ostatni album). Muzyk zdecydował się zarabiać na chleb fizyczną pracą na budowach. Swoje kolejne pięć minut miał w Australii, gdzie doceniono jego talent i gdzie koncertował w 1979 roku. W latach dziewięćdziesiątych dowiedział się, że jest wielką gwiazdą – legendą w RPA…

Reklamy

Wspomnienia bywają uparte

Na świecie wiosna, a ja wczoraj zachwycałam się barwami jesieni.  Dostałam do obejrzenia mojego „kociołka” po składzie i „zawiesiłam się” na jednym zdjęciu. Zrobiłam je dawno temu w miejscu, które widziałam wtedy po raz pierwszy.  Było oblane złotem. Kąpało się w słońcu. Niby zwykłe miejsce, a tamtego dnia niezwykłe. I takie zapisało się w pamięci. Wracaliśmy tam kilka razy, a ja zawsze mam przed oczami ten pierwszy obraz. Wspomnienia chyba rządzą się własnymi prawami, a może tylko te moje jakieś takie krnąbrne? Dziś wracam do rzeczywistości.

kwiaty (2)

I kolejny film z tańczącymi kelnerami. Miałam ochotę napisać z serii „Tańczący kelner”, ale nie, serii nie będzie, choć niewykluczone, że jacyś kelnerzy jeszcze się pojawią. 🙂