Dawno temu pewien pan napisał książkę „Co widać i czego nie słychać”. Nazywał się Claude Frederic Bastiat, a żył w pierwszej połowie XIX wieku. Był ekonomistą i filozofem. – Nuda – pomyślą niektórzy. Ja Frédéric Bastiat (1801-1850)odpowiem: – W tym przypadku nie. Pan Bastiat był człowiekiem posiadającym język giętki i poczucie humoru, dzięki czemu jego dzieło czyta się lekko i jest ono odpowiednie dla ekonomicznych laików. Prawdy jakie się tam znajdują są oczywiste i na pewno znane większości, bo chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że ekonomistą jest po trosze każdy, kto gospodaruje zarobionymi pieniędzmi, prowadzi dom. Pomimo tego wielu ludzi obawia się oceniać niektóre działania podejmowane odgórnie (na szczeblu rządowym), a z ust wypływa argument: Ja nie jestem specjalistą. Czy słusznie? Czy należy przyjmować wszystko do wiadomości, wyłączając logiczne myślenie? Sądzę, że nie. Nie umiem zrozumieć dlaczego dla tej samej dużej grupy ludzi, brak gospodarności w rodzinie jest naganny, a w państwie niekoniecznie?

Pan Bastiat napisał w imieniu producentów świec, lamp, latarni bardzo słynną petycję do członków Izby Deputowanych, chcących uwolnić rynek od zagranicznej konkurencji. Jak myślicie, kto jest najpotężniejszym wrogiem wytwórców oświetlenia? Już podpowiadam: SŁOŃCE.

„Panowie:

Jesteście na dobrej drodze. Przychodzimy, aby zaoferować wam cudowną okazję do zastosowania Waszej – jak winniśmy to nazwać? Waszej teorii?

Cierpimy z powodu rujnującej konkurencji zagranicznego rywala, który najwyraźniej pracuje w warunkach tak dalece dla produkcji światła lepszych niż nasze, że zalewa nim nasz krajowy rynek po niesłychanie niskiej cenie; od momentu, kiedy się pojawia, nasza sprzedaż zamiera, wszyscy konsumenci zwracają się do niego, a branża francuskiego przemysłu, której odgałęzienia są niezliczone, doprowadzana jest nagle do całkowitej stagnacji. Rywal ten, którym jest nie kto inny niż Słońce, prowadzi przeciw nam wojnę tak bezlitośnie, że podejrzewamy, iż został podburzony przeciw nam przez perfidny Albion (obecnie znakomita dyplomacja!), zwłaszcza, że ma dla tych wyniosłych wyspiarzy wzgląd, którego nie okazuje nam.

Prosimy Was, byście byli tak dobrzy i uchwalili ustawę wymagającą zamknięcia wszystkich okien, okiennic, świetlików, wewnętrznych i zewnętrznych żaluzji, zasłon, okien z kwaterami i rolet – krótko mówiąc wszystkich otworów, dziur, szpar i szczelin, przez które światło słoneczne ma w zwyczaju wpadać do domów ze szkodą dla uczciwych gałęzi przemysłu, którymi, jesteśmy dumni móc powiedzieć, obdarzyliśmy ten kraj, kraj, który nie może, bez zdradzania niewdzięczności, opuścić nas dziś w tak nierównej walce.”

Ta petycja (zacytowałam tylko fragment) to satyra mająca zwrócić uwagę na pewne problemy i sposoby argumentacji, ale czy nie wynika z niej, że wszystko da się wytłumaczyć? Populizm istniał, istnieje i będzie istniał. Wiem, że nie należy mu ulegać, natomiast nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie: Jak to się dzieje, że w dzisiejszej rzeczywistości zatacza coraz szersze kręgi? 

I jeszcze dwa cytaty:

„Musisz dostarczyć mi zajęcie, i to zajęcie zyskowne. Głupio wybrałem dziedzinę działalności i przynosi mi ona straty. Jeżeli nałożysz dwudziestofrankową kontrybucję na mych rodaków, moja strata zamieni się w zysk. A zysk jest wszak moim prawem, musisz mi go zapewnić.”
Społeczeństwo słuchające tego sofisty, obciążające się podatkami, by go zadowolić, nieświadome, że strata, jaką przynosi dany przemysł, nie przestaje być stratą, jeżeli zmusi się innych do jej pokrycia, takie społeczeństwo zasługuje na brzemię, jakie dźwiga.

***

Im bardziej bada się postępowe sekty, tym bardziej wzrasta przekonanie, co leży u ich podstaw: ignorancja obwołuje się nieomylną i w imię swej nieomylności, zachwala despotyzm.

Reklama