W starym kinie

Wszystko się dziwnie plecie / Na tym tu biednym świecie; / A kto by chciał rozumem wszystkiego dochodzić, / I zginie, a nie będzie umiał w to ugodzić.

Może więc najwyższy czas przestać się dziwić i dziwić, że tak lub siak się dzieje, że ten czy ów, to lub owo… (to, że najwyższy czas przestać, odnosi się oczywiście tylko do mnie i tego, co tu ostatnio napisałam o możliwej szkodliwości myślenia i chronicznym stanie, który mnie dopadł).  W ramach terapii zgromadziłam zapasik starych filmów i postanowiłam przy okazji dać klawiaturze trochę spokoju od klikania i więcej czasu wolnego mojemu czytnikowi. Obejrzałam już co nieco i mam bardzo miłe odczucia. Nie po raz pierwszy wpada mi do głowy myśl, że bez wulgaryzmów zamiast przecinków czy bez dominacji krwawych scen, można zbudować napięcie, można przykuć widza do ekranu (i nie, żebym się znowu dziwiła, to tylko, ot takie sobie, stwierdzenie). Nie zawsze stare kino mnie zachwyca, czasem gra aktorów wydaje się nienaturalna, przerysowana, a efekty wypadają marnie (chociaż ja je usprawiedliwiam: w końcu możliwości techniczne nie są porównywalne).

Na pewno zechcę jeszcze kiedyś obejrzeć lekką, nieskomplikowana komedię „Powiew luksusu” z Doris Day; to świetny film na odstresowanie się.

filmPo raz pierwszy widziałam dramat obyczajowy „Marty” z 1955 roku, i bardzo mi się podobał (film, scenariusz, reżysera i grającego tytułową rolę Ernesta Borgnine doceniono na gali Oscarów). Bohaterem jest stary kawaler swatany przez wszystkich wokół; gdy spotyka dziewczynę, która budzi w nim radość i wiarę w siebie, wszyscy próbują go zniechęcić do ewentualnego związku…

„Ziarnka piasku” to film wojenny z 1966 roku. Rzecz dzieje się w okresie międzywojennym w komunistycznych Chinach, na statku należącym do armii amerykańskiej, pływającym po rzece Jangcy. Nowy mechanik (Steve McQueen) mówi „nie” niektórym obowiązującym tu zasadom…

„W upalną noc” – kryminał z 1967 roku z Sidneyem Poitier w roli głównej, który znalazł się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwej porze. W niewielkim mieście na południu Stanów miał spędzić kilka godzin, czekając na pociąg. Podejrzany o dokonanie zbrodni i aresztowany, okazał się być najlepszym specjalistą od rozwiązywania kryminalnych zagadek…

Takie oto tematyczne misz-masz zafundowałam sobie od piątku. Wiele starych tytułów jest dostępnych online, jeśli więc mogę je polecić – robię to. Zasługują na odkurzenie.

*****

P.S. Cytat na wstępie jest z pieśni Jana Kochanowskiego „Nic na świecie statecznego”.

nic na świecie Kochanowski

10 myśli w temacie “W starym kinie”

  1. Odwieczna prawda w wykonaniu Kochanowskiego. A ja też gdzieś wyczytałam, że nie zapanujemy nad wszystkim, co dzieje się dookoła, ale możemy zapanować nad swoją reakcją na te wydarzenia (piszę swoimi słowami). I to jest to, nie ma po co się zżymać, że to czy tamto. Tyle zdziałamy, że nerwy sobie podkręcimy.
    Stare filmy?… Właśnie mi też słabo się je ogląda ze względu na grę aktorów, efekty specjalne i przez to, że na naszych telewizorach te filmy wyświetlają się w gorszej jakości. Tez podobnie mam ze starymi książkami. Czytuję je czasami ale mam wrażenie, że obecny styl pisania jakoś lepiej wchodzi mi do głowy i działa na wyobraźnię.

    Polubienie

    1. To prawda, że nie zapanujemy nad wszystkim. Myślę, że trzeba umieć panować nad sposobem wyrażania reakcji. Opanowanie samej reakcji może prowadzić do jej tłumienia, a nawet obojętności, której chyba jest zbyt wiele w dzisiejszej rzeczywistości.
      ***
      W starych filmach udało mi się szczęśliwie trafić na takie, w których sztuczności nie ma. 🙂 Natomiast stare książki bardzo lubię, nawet te napisane archaicznym językiem, ale wiem, że jestem w mniejszości. 🙂

      Polubienie

  2. Dawne kino ma swój niezaprzeczalny urok i często ogląda się te filmy z dużą przyjemnością, ale są i takie, dla których czas nie jest łaskawy…
    Ale tak jest chyba ze wszystkim: rzeczy wartościowe nie ulegają przeterminowaniu. 🙂
    Pozdrawiam. 🙂

    Polubienie

  3. Wiele razy moge oglądać Śniadanie u Tiffany’ego, ma specyficzny klimat, a poza tym lubię Audrey Hepburn.
    Oglądałam też niedawno te stara czarno-biała wersję Matki Joanny od Aniołów.
    Pewnie znasz oba te filmy? Jeśli nie, to może i Tobie się spodobają?
    Wymienionych przez Ciebie nie znam, ale nadrobię, jutro mam wolny dzień:)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Do „Śniadania u Tiffany’ego” i ja wracam. Audrey też lubię i w ramach maratonu starych filmów obejrzałam z nią „Jak ukraść milion dolarów” (b.sympatyczny film, partneruje jej Peter O’Toole, z nim oglądałam niedawno „Masadę” (trwa ponad 6 godzin) – oglądałam po raz pierwszy, nie znałam wcześniej szczegółów tej historii i nie żałuję).
      Matki Joanny… nie pamiętam, może więc nie oglądałam? na pewno nadrobię.
      Trochę się zasiedziałam w starym kinie, ale czas miło mi tu upływa. 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s