Ktoś zapytał mnie, gdzie radziłabym pojechać na urlop z dziećmi i w których miejscach bałkańska plaża łagodnie zanurza się w morzu. Niestety, szeroki pas złotego piasku powoli niknący w wodzie, czasem gwałtownie opada w dół i nie gwarantuje bezpieczeństwa. Morze ma swoje tajemnice, często oszukuje patrzących na jego powierzchnię, niezaprzyjaźnionych z nim, nierozumiejących jego zachowań.

W każdym miejscu, w którym wpływa do niego rzeka toczy się odwieczna walka.  Ona chce zachować swoją tożsamość, morze mówi: – Nie. Ich wody zderzają się ze sobą gwałtownie, wirują w szalonym tempie. Na polu bitwy pozostają wyrwy i głębokie jamy, niekiedy z wąskimi otworami. Dzieje się to wszystko blisko brzegu. Rzeka nie kapituluje, rozlewa się na boki, mając nadzieję na zwycięstwo. Wojna toczy się na długich, nawet kilkudziesięciometrowych odcinkach.

Morze ma naturę wojownika. Wewnętrzne boje zajmują mu niemało czasu. Nie obce mu też okrucieństwo. Martwa fala Morza Czarnego zabiera ofiary – ludzi, którzy dali się zwieść pozornemu spokojowi, a potem próbowali walczyć z niepokonanym żywiołem; niemających świadomości, że bywa on łaskawy dla tych, którzy mu się poddają. Nawet świętemu Mikołajowi, władcy wielkiej wody, nie udało się jej utemperować.

Nad morzem urodził się i wychowywał mój Mąż. Nauczył się je szanować. Próbował wyjaśnić mi, jak je zrozumieć. Przemawia ono szumem fal, ich kształtem opowiada o tym, co ukrywa we wnętrzu, czasem ostrzega zmieniającym się kolorem wody, bywa przyjazne, ale też potrafi być bardzo kapryśne i łatwo wpada w złość. Pomimo tak wielu wad, można się bezgranicznie zakochać w morzu, a nawet podziwiać jego siłę w chwilach gniewu.

Gapiliśmy się na nie wiosną, latem, jesienią, zimą, wszędzie tam, gdzie mogliśmy być sam na sam – tylko my i morze. Nie wiem dlaczego tak często pobudza ono do refleksji. Umysł podpowiada pytania, jakby oczekiwał odpowiedzi od tego olbrzyma, który nie pozwala zapominać o swej wielkości, który budzi respekt, nawet, gdy się uśmiecha.

PICT02971

Przy okazji zadawania falom pytań, wiersz Heinricha Heine’go.

Nad brzegiem morza, w skał zimnych cieniu,
Młodzian oblicze przysłania…
Z piersią wezbraną, z myślą w zwątpieniu
Zadaje falom pytania…

Pieniste fale! Wy dzieci morza
Ulżyjcie duszy mej męce!
Wyrwijcie myśl mą z zwątpień bezdroża,
Zbudźcie marzenia dziecięce...

Dajcie odpowiedź pytaniom moim,
Starym — jak wieczność bez końca…
W które swe myśli rozpaczne zbroim,
By wzlecieć do prawdy słońca.

Czymże jest człowiek? Czym jego życie?
Skąd przyszedł na świat? Gdzie dąży?
Kto ma mieszkanie w nieba błękicie?
Dla czego wszechświat tak krąży?

I szumią fale i wicher wieje
I zastęp chmur w dal ucieka…
Śmieją się gwiazdy — księżyc się śmieje…
A głupiec czeka i — czeka…

Chciałabym dodać jeszcze kilka słów, już nie na temat morza, a niemieckiego poety, którego zacytowałam. Heinrich Heine, pochodził z żydowskiej rodziny, urodził się pod koniec XVIII, zmarł w połowie XIX wieku.  Jego twórczość wzbudzała kontrowersje za życia i po śmierci (zakazywano nawet publikowania jego twórczości). Heine powiedział kiedyś: – Tam, gdzie pali się książki, na końcu także ludzi palić będą. Niestety, taka sytuacja zdarzyła się i to w ojczyźnie poety. Czy te słowa nie brzmią dziś jak spełniona  przepowiednia?

***

Wszystkie teksty publikowane na tej stronie są chronione prawem autorskim. Moje morskie rozważania znajdą się w książce „Bałkański kalendarzyk” – kontynuacji „W bałkańskim kociołku”.