Jak ja pragnę nudy…

Staram się być daleko od polityki, ale jest to bardzo trudne. Ja się cofam, a ona wolniejszym lub szybszym krokiem i tak podąża za mną. Krąży wokół, czy tego chcę, czy nie. Czasem ze zdwojoną siłą wdziera się w moje życie, gwałtownie, jak huraganowy wiatr niszczy spokój.

Zadziwia mnie z jaką łatwością udaje się demagogom i populistom przekonać ludzi do mało racjonalnych lub złych racji i z jaką łatwością te racje ukorzeniają się w głowach. Wyrwanie ich wydaje się bardzo trudne, a nawet niemożliwe w niektórych przypadkach.

Nie chcę tu dziś  odnosić się do konkretnych faktów ze współczesności. Chcę zacytować kilka słów z przeszłości. Sprowokowały mnie do tego obchody 75 rocznicy wyzwolenia Auschwitz i wypowiedzi z tej okazji, a szczególnie bardzo wzruszające, piękne i mądre wystąpienie Pana Mariana Turskiego i zacytowane zdanie: „Auschwitz nie spadł nagle z nieba”. Ważne zdanie przypominające, że tak samo, jak o skutkach, nie można zapominać o przyczynach, nie można przestawać ich analizować.

W sierpniu 1939 roku we francuskich mediach toczyła się dyskusja. Poszukiwano odpowiedzi na pytanie: Co zrobić, aby Niemcy przestały być beczką prochu w środku Europy? Jeden z publicystów ostrzegał przed królującymi w Niemczech: okrucieństwem, chciwością, pogardą dla innych narodów. Francuski socjalista Blum odpowiedział mu: Te wady cechują tylko dzisiejszych władców Niemiec, naród zaś niemiecki nie jest gorszy od innych. Trzeba mu tylko umożliwić ujawnienie tego, co czuje i pragnie, a przestanie zagrażać pokojowi.

Także wielu Niemców powtarzało: Nie wszyscy Niemcy są źli. Ta opinia oczywiście była prawdziwa, ale czy powtarzanie jej nie usypiało? czy nie było usprawiedliwieniem bezczynności niektórych? czy to zdanie jest sensownym komentarzem do stwierdzenia, że źle się dzieje, że zło, buta, gwałtowność i egoizm szerzą się jak zaraza?

W tym samym czasie w europejskich mediach pisano: Świat zadaje sobie pytanie, gdzie się podzieli niemieccy socjaliści, komuniści, katolicy, demokraci, te miliony ludzi, którzy głosowali przeciw Hitlerowi. Dlaczego teraz mimo tajności głosowania plebiscyt daje Führerowi 98-99 procent głosów?

Podczas gdy świat się zastanawiał i analizował, niemieccy politycy zdołali udoskonalić propagandę kłamstwa, przekonać swój naród, że Europa jest „be”. Negowano fakt wybuchu I Wojny Światowej z winy Niemiec.

Notki prasowe z czerwca 1939 roku

1 czerwiec 1939

1a czerwiec 1939

1b czerwiec 1939

Te „nauki” nie przestały być stosowane. Niepokojąca jest powtarzalność niektórych zachowań i sytuacji w dzisiejszej rzeczywistości. Żeby dostrzec i ocenić podobieństwa wystarczy się cofnąć w czasie i porównać wypowiedzi czy sposób działania. I należy to robić, bo przecież od kłamców i manipulatorów nie usłyszymy: – Oszukujemy cię. Trzeba zacząć leczyć pierwsze symptomy, żeby nie dopuścić do rozwoju choroby. Należy też uważnie słuchać ostrzeżeń mądrych ludzi, którzy przeżyli piekło. Mam wielką nadzieję, że wystąpienie Pana Mariana Turskiego poruszyło także wiele osób niedostrzegających istniejących zagrożeń.

Jedenaste przykazanie: NIE BĄDŹ OBOJĘTNY.

Nie bądźcie obojętni, jeżeli widzicie kłamstwa historyczne. Nie bądźcie obojętni, kiedy widzicie, że przeszłość jest naciągana na poczet aktualnej polityki. Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek mniejszość jest dyskryminowana, bo się nawet nie obejrzycie jak na was, jak na waszych potomków, „jakiś Auschwitz” nagle spadnie z nieba. (z wystąpienia Pana Mariana Turskiego – byłego więźnia Auschwitz)

gołąbek pokoju

Korzystajmy z doświadczeń przeszłości. Sami wybierajmy kierunek w jakim ma się toczyć koło historii.

Marzy mi się świat, w którym tacy jak ja, bardziej ceniący dobrą książkę czy film, niż polityczne rozprawy, mogliby płynąć na fali własnych upodobań i mieć świadomość, że politycy robią swoje. To, co robić powinni – budować, a nie burzyć. Marzą mi się debaty i wywiady, pełne merytorycznych, kulturalnych wypowiedzi, usypiających nie-politologów, nie-ekonomistów i innych nie. „Jednym słowem”: marzy mi się NUDA w tej sferze.  Tę nudę mogą zapewnić właściwe wybory, wyeliminowanie zła i ludzi mających chore ambicje. Teoretycznie i w praktyce jest to możliwe, prawda?

Tajemnica memów i bajka na deser

J.Tuwim.KobietaGośćmi na tej stronie są między innymi Pinterestowicze, którzy przypinają moje piny na swoich tablicach. (W tym miejscu chyba powinnam wyjaśnić, że od niedawna pokazuję na Pintereście własne memy-różności: cytaty, trochę moich myśli, czasem fragmenty poezji i prozy (także własnej).) Tworzenie tych obrazków z tekstem to miła zabawa. Niekwestionowanym zwycięzcą wśród moich pinów jest pin z wierszem Juliana Tuwima.

Jaka jest tajemnica popularności memów (także poezji na obrazie)? Przekaz treści w tej formie pojawia się na wielu portalach społecznościowych i cieszy się sympatią. Czy krótkie formy wyprą dłuższe? Czy te miejsca, gdzie są zamieszczane, przebiją popularnością blogi?

moje memy

Deser: ciąg dalszy rad starej ropuchy

W żabim królestwie nastąpiło wielkie poruszenie. Żabie radio od rana powtarzało plotkę: Słońce zakochane, może poślubi piękną Gwiazdeczkę. Waha się, bo nie wie, co na to inni…

– Cieszcie się! – krzyczała stara ropucha. – Szykujcie się do świętowania. Niech wie Słońce, że popieramy te zaślubiny. Zapraszam wszystkich! Dołączcie do mnie! Zorganizuję wspaniałą zabawę. Obiecuję wam, że będziecie się weselić.

Rwetes zrobił się wielki. Wyciągały żaby eleganckie stroje. Zdobiły swoje domostwa. – Kum, kum, czym stara ropucha zastawi stoły? Jakie delicje nam podaruje? – zastanawiały się niektóre.

Wieści o przygotowaniach dotarły do bociana. – Eech, głupie żaby! – krzyknął. – Róbcie, co podpowiada wam stara ropucha. Będziecie się cieszyć, ale minie trochę czasu i ogarnie was wielka rozpacz!

– Dlaczego, dlaczego?! Dlaczego nas straszysz, bocianie?

– Z chwilowej korzyści czasem wynikają duże straty. Słońce grzeje dziś radośnie i już błota wokół stawu zaczęły wysychać – wyklekotał bocian. – A co będzie, jak się Słońce zdecyduje na ślub, a potem urodzą się małe Słońca i wszystkie zaleją nas ciepłem? Z waszego stawu zostanie kałuża. Ciężkie chwile nastaną dla żabiego królestwa. Gorzko płaczą ci, którzy przyklaskują bezmyślnie, nie patrząc w przyszłość. (Skarlet B.I. na motywach ezopowych bajek)

 

 

 

Stara ropucha, co zamęt zasiała

Baśnie dzieją się często w fikcyjnej rzeczywistości. I chociaż przenoszą czytelnika do świata fantazji, są mocno związane z realnym życiem. Wynika z nich zawsze jakaś prawda, czasem zapomniana, czasem bliska. Nie szkodzi jej, że jest dobrze znana. – Właśnie tak jest – myśli wiele osób i uśmiecha się do morału, może dlatego, że potwierdza ich poglądy, a może dlatego, że miło czuć się nieodosobnionym w jakichś rozważaniach.

Zatrzymałam się chwilkę przy Ezopie, bo uważam, że fascynująca jest historia jego twórczości. Przez ponad 2000 lat na wątkach z jego bajek tworzyli kolejni pisarze i poeci, tacy jak grecki Babrios, żyjący w starożytności, czy francuski La Fontaine z bliższych czasów. Pomysły, które urodziły się w głowie niewolnika Ezopa okazały się nieśmiertelne. Czy to nie jest niezwykłe?

Napisałam kiedyś trochę historyjek na motywach ezopowych bajek. Jedną już zamieściłam, dziś kolejna, może odświeżę je i jeszcze jakaś się tu pojawi.

***

W dużym stawie mieszkały żabie rodziny. Zebrały się pewnego dnia i uradziły, że wybiorą spośród siebie kilka najmądrzejszych, żeby dbały o porządek. Cztery szanowane ropuchy dostały najwięcej głosów. Natychmiast zaangażowały się w poprawę życia żabiej społeczności.  Starały się popełniać jak najmniej błędów, robiły swoje, nie czyniąc przy tym wiele hałasu wokół siebie. Wierzyły w żabią mądrość i nie chciały ograniczać żabiego życia restrykcyjnymi prawami. Pewnego dnia jedna stara ropucha rzadko wychodząca z domu, pojawiła się na jarmarku.

żaba zła– Ech, źle wybraliśmy – zaskrzeczała. – Kradzieże się nasiliły, zbrodni coraz więcej, prawo nie może być takie łagodne.

– Tak, tak – przytakiwali niektórzy. W wielu żabich głowach pojawił się niepokój. Poglądy starej ropuchy rozprzestrzeniały się, ale mało kto zastanawiał się nad nimi głębiej. – Co robić? – powtarzano coraz częściej.

Gorzej i gorzej działo się w żabiej społeczności, aż w końcu zapanował chaos.

– Obejmij rządy – prosiły żaby starą ropuchę, ale ta odmawiała. – Nasze państwo powinno być królestwem – twierdziła. – Niech największy z bogów podaruje nam władcę na jakiego zasługujemy.

Nie myśląc wcale, obaliły żaby swój rząd i wysłały delegację do Jowisza.  – Panie nasz, przyślij nam króla, który zapanuje nad bezprawiem – prosili wysłannicy.

– Wracajcie i czekajcie – polecił Jowisz, który jak to bóg, słyszał wszystko i wiedział, że w słowach starej ropuchy nie ma ani krzty prawdy, a sianie zamętu sprawia jej przyjemność.

żaba przerażonaPewnej nocy, wielki huk i plusk postawił na nogi całą społeczność. – Oto wasz król! – krzyknął bóg, zrzuciwszy do stawu wielki kamień. Musiało minąć trochę czasu, żeby żaby odważyły się zbliżyć do swego nowego władcy. – Ależ nie takiego  króla oczekiwaliśmy. Ten głaz jest niezdolny wymierzać sprawiedliwość! – skrzeczała stara ropucha. – Daj nam panie kogoś prawdziwego! – krzyczały żaby.

Usłyszał Jowisz te słowa i zamyślił się nad nimi. Szybko znalazł kandydata na króla żabiego państwa. – Traci swobodę, kto godzi się mieć pięść nad głową – rzekł i zesłał na ziemię bociana.

(Skarlet B.I. na motywach bajki Ezopa)

żaba zdziwiona

Magiczne góry, piękna nierządnica i bajkopisarz

Jestem zakochana w Rodopach. Można by pisać o nich w nieskończoność. Nie umiem powstrzymać się, żeby w moich książkach nie wspomnieć o tych górach rzeźbionych i malowanych przez Naturę w stanie wyjątkowego natchnienia artystycznego, leżących na terenie Bułgarii (przeważająca część) i Grecji (mniej niż 20%). W obu krajach oficjalnie nazywa się je żeńskim imieniem: Rodopi. Czasem lubię zagłębiać się w historię pochodzenia niektórych nazw. Myślę, że zawód etymologa jest bardzo ciekawy, podobny do zawodu detektywa. W przypadku Rodopów nikt nie ma pewności. Wiadomo tylko, że góry odziedziczyły imię kobiety. Chyba na zawsze pozostanie tajemnicą kim była. Według legendy bogowie zamienili w nie piękną księżniczkę. Nie są znane powiązania nazwy z postaciami żyjącymi dawno temu. Góry i kobiety noszące to samo imię łączy jedno – niezwykła uroda.

rzeźby natury
Rzeźby Natury w Rodopach

Wizerunek pani z tym dziś już nie używanym imieniem, wybito na antycznych monetach znalezionych w Filipopolis (dawna nazwa bułgarskiego Płowdiw). Inna Rodopa żyła w VI wieku przed naszą erą.  Była Traczynką, a Trakowie zamieszkiwali teren dzisiejszej Bułgarii i część Grecji sięgającą do Morza Egejskiego (tę, w której jest cząstka Rodopów).

Rodopa, podobnie jak Ezop, trafiła do niewoli; ich panem był Jadmos z Samos. Oboje stali się sławni. On z powodu swojej bajkopisarskiej twórczości, ona – z powodu legendarnej urody.  Nie był jej jednak pisany los niewolnicy. Wykupił ją i podarował jej wolność brat Safony, mieszkający nad Nilem. Rodopa  wzięła życie w swoje ręce. Pozostała w Egipcie i sprzedawała swe ciało bogaczom, dzięki czemu szybko dorobiła się wielkiego majątku. Może by nie zapamiętano jej imienia w Europie, gdyby nie pamiątka, którą piękna nierządnica zdecydowała po sobie pozostawić. Za dziesiątą część swoich skarbów kazała wykuć i złożyć w świątyni w Delfach olbrzymie rożna, każde mieszczące całego woła. Dlaczego wybrała Delfy? Może dlatego, że wśród czczonych tam bogów był Dionizos – bóg wina i radości, którego kult przywędrował do Grecji od Traków (z Bułgarii). Przyczyny wyboru świątyni to oczywiście moje domysły, tylko ciut, ciut prawdopodobne, wyłącznie z tego powodu, że Rodopa była Traczynką.

Zagalopowałam się trochę w swojej wędrówce, ale skoro już z magicznych gór doszłam tak daleko, jeszcze na chwilę zostanę w czasach Ezopa. Bajkopisarz pisał swoje opowiastki dla dorosłych. Każda kończyła się jakąś prawdą. Wydają się one oczywiste i na pewno nie przestały być aktualne. Opowiem jedną z jego bajek.

Kłóciły się ze sobą Słońce i Wiatr. – Ja jestem potężniejszy – krzyczał Wiatr. – Mogę więcej – powtarzało Słońce. – Przekonajmy się – zdecydowali zgodnie. – Niech zwycięży ten, kto zmusi wędrowca do zdjęcia okrycia. Popędliwy Wiatr zaczął pierwszy. Niewiele myśląc, znienacka pojawił się przed człowiekiem. Dmuchnął z całej siły. Nie przestając skoczył w bok, potem stanął z tyłu i znowu z przodu. Poły płaszcza unosił do góry, wdzierał się w rękawy, szarpał podszewkę. Wędrowiec przyspieszył kroku, coraz szczelniej otulając się. Postawił kołnierz, zapiął guziki i rękami, z przodu przytrzymywał okrycie. Wiatr ucichł, kiedy zrozumiał, że wyczerpał całą swą energię i nic więcej nie może zrobić. Słońce wychyliło się zza chmur. Delikatnie i niespiesznie ogrzewało człowieka swoimi promieniami, aż ten przysiadł na chwilę, żeby odpocząć i powoli odpiął się, aż w końcu zdjął płaszcz, zapewniając zwycięstwo Słońcu. / Delikatnością w zachowaniu zawsze więcej można zdziałać niż złością. (Skarlet B.I – na podstawie bajki Ezopa)

W bałkańskim kociołku

***

Bardzo mi przykro, że muszę przypominać, że wszystkie moje teksty chroni Prawo Autorskie. Nie wyrażam zgody na kopiowanie i udostępnianie nawet fragmentów, bez zapytania i uzyskania mojej zgody na publikację (przypominam także, że istnieje i obowiązuje Prawo Cytatu, określające zasady wykorzystywania urywków cudzych tekstów).

 

Kamienie milczą…

Kamienne budowle z czasów przed naszą erą wzbudzają we mnie wielki szacunek dla ich architektów i budowniczych. W trackich grobowcach podziwiałam gładkość czasem olbrzymich bloków, ich dopasowanie i oczywiście artyzm tych, którzy ozdabiali ich wnętrze przepięknymi freskami. Krążą legendy o tym, jak wznoszono je bez dostępnych dziś cudów techniki.

malowidło z grobowca syna Seutesa
Fresk w trackim grobowcu w Bułgarii, zbudowanym przed naszą erą

Piramidy egipskie są najpotężniejsze z tych wspaniałych budowli, wznoszonych dla wielkich i bogatych tego świata, opuszczających ziemski padół. Prawda o nich nie do końca jest znana. Ciągle pozostają zagadką. Ponad 4500 lat przetrwała piramida Cheopsa, wysoka na prawie 150 metrów, położona na kwadracie o 230-metrowym boku.

piramida w Gizie (fot. 1862 r.)
Piramida w Gizie (fot. 1862 r.)

Ponad 2400 lat temu stanął u jej stóp Herodot. Był podróżnikiem ciekawym świata, wsłuchującym się w głosy tubylców opowiadających przekazywane z ust do ust historie. I ja uwielbiam zbierać takie opowieści, chociaż wiem, że bywają ubarwiane przez setki lat, nie da się zmierzyć prawdy, jaka w nich tkwi, ale i tak fascynują, niezależnie od tego, czy jest jej mniej, czy więcej.

O Cheopsie mówiono Herodotowi, że doprowadził Egipt do skrajnej nędzy, a wszystkich ludzi zmusił do pracy dla siebie. O znienawidzonym władcy krążyły legendy. Skąpstwo jego miało być tak wielkie, że własnej córce kazał sprzedawać ciało. Mieszkała w domu publicznym, gromadziła srebrniki i… wielkie kamienie, po jednym od każdego, kto ją odwiedzał. Zbudowała z nich piramidę, „stojącą wśród trzech innych, a przed wielką piramidą„.

Piramida (sarkofag) Mayer, Luigi (ca 1755-1803) Aut wzoru
We wnętrzu piramidy – Luigi Mayer (1755-1803)

Herodot sucho opisał samą piramidę Cheopsa, jej wymiary  i sposób budowy. Zachwyciła go droga, która musiała powstać, żeby wznieść dzieło uznawane w starożytności za cud świata. Szacował, że 10 lat poświęcono na stworzenie szerokiego pasa „z wygładzonego kamienia, w którym są wyrżnięte figury„. Wleczono po nim kamienie potrzebne do budowy piramidy, jego zdaniem powstającej przez kolejne 20 lat.

piramida
Piramida Cheopsa

Lubię u Herodota rzetelność przekazu. „Wolę podać oba sposoby, jak o nich opowiadają” – dodał po opisaniu przenoszenia kamiennych bloków, które „machiny z  krótkich drewien” dźwigały wyżej. (Jedni twierdzili, że stały one na każdym stopniu, inni że machina była jedna i przestawiano ją na wyższy schodek.)

Stare księgi są moimi przyjaciółmi na co dzień, wiele razy trafiałam w nich na domysły związane nie tylko z budową piramid, ale i z ich przeznaczeniem. „Wielka Piramida jest szpichlerzem Prawdy, Nauki, Historii i Proroctw. Jeżeli Wielka Piramida była budowaną pod Boskim nadzorem, aby świadczyła ludziom, to należałoby się spodziewać jakiejś wzmianki w pisanem Słowie Bożem. Prawdopodobnie iż Pan Bóg zamierzył trzymać w tajemnicy zarysy Swego Planu. aż do czasu ostatecznego, o którym ona świadczy. Powinniśmy się spodziewać (co też i jest), że wszelka o niej wzmianka w Piśmie Świętem będzie pod zasłoną, a zrozumiałą dopiero wtedy, gdy nadejdzie czas właściwy.” – pisano w XIX wieku (wspomniane w tekście „pisane Słowo Boże” to chrześcijańska biblia).

Królewski astronom Szkocji, Piazzi Smyth (pełnił tę funkcję od 1844 r.) wierzył, że w piramidzie Cheopsa są ukryte zależności astrologiczne i matematyczne.

Długo jeszcze można by przytaczać przypuszczenia. Niestety, kamienie milczą… może kiedyś dowiemy się jakie kryją tajemnice.

Wielki Sfinks i piramida Cheopsa w Gizie (fot. 1906 r.)
Wielki Sfinks i piramida Cheopsa w Gizie (fot. 1906 r.)

P.S. W tekście zamieściłam stare, czarno-białe fotografie, które często poruszają wyobraźnię, przywracają zagadkowemu miejscu klimat, może trochę zbliżony do tego z dalszej przeszłości.

Ze Stumilowego Lasu do oscarowych nominacji

– A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? – spytał Krzyś, ściskając Misiową łapkę. – Co wtedy?
– Nic wielkiego. – zapewnił go Puchatek. – Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.

Myślenie nie jest łatwe, ale można się do niego przyzwyczaić.

Chyba nie ma nikogo, kto nie znałby misia o bardzo małym rozumku, filozoficznie spoglądającego na otaczający go świat. Zajrzałam do Stumilowego Lasu, bo 18 stycznia jest Dzień Kubusia Puchatka. Książka Alana Aleksandra Milne jest jedną z tych, do których miło jest wrócić, nawet jak jest się bardzo dużym dzieckiem.

kiedy jest się misiem

Ze Stumilowego Lasu przenoszę się do świata filmu. Kinomani na pewno z niecierpliwością oczekiwali oscarowych nominacji. Już są. Rekordy pobił „Joker”; oglądałam, ale to nie o nim chciałabym wspomnieć. Zacznę od cytatu:

  • Automat: Jeśli chcesz rozmawiać z konsultantem wybierz 1 …
  • Konsultantka: Dzień dobry. Witamy w dziale sprzedaży Sky Tours.
  • Papież: Dzień dobry. Chcę kupić bilet z Rzymu do Lampedusy…
  • Konsultantka: Tak…
  • Papież: Wiem, że mogę zarezerwować w internecie, ale jestem tu nowy…
  • Konsultantka: Nazwisko?
  • Papież: Jorge Bergoglio.
  • Konsultantka: Jak papież.
  • Papież: Tak. W zasadzie…
  • Konsultantka: Kod pocztowy?
  • Papież: Nie wiem… Watykan.
  • Konsultantka: Bardzo śmieszne. (trzask odkładanej słuchawki)

Tym dialogiem zaczyna się film „Dwóch papieży” i chyba nawet gdyby nie padło nazwisko, nikt nie miałby wątpliwości, o którego papieża chodzi. Film jest kandydatem do Oscara 2020 w trzech kategoriach (najlepszy scenariusz adaptowny, najlepszy aktor pierwszoplanowy – Jonathan Pryce i drugoplanowy – Anthony Hopkins).

1

Głównymi bohaterami są: papież Franciszek i Benedykt XVI. Spotykają się oni w przełomowych dla siebie momentach: papież czuje, że dla dobra kościoła czas zamknąć epokę tradycjonalizmu, podejmuje przemyślaną, odważną decyzję, mającą zszokować świat; Jorge Bergoglio składa prośbę o zgodę na przejście na emeryturę. Wszyscy wiemy jak potoczyły się ich losy, a jednak film wciąga (retrospekcja obejmuje obrazy z życia papieża Franciszka, także z lat rządów junty w Argentynie, z okresu, który budził kontrowersje). Anthony Hopkins i Jonathan Pryce zagrali naprawdę doskonale.

2

Mam taką swoją prywatną listę filmów, które moim zdaniem mają klasę, mają „coś”. Nie trafiają na nią wszystkie obrazy, które mi się podobały (nawet te posiadające bardzo ciekawą, świetnie zagraną fabułę, zasługujące na uznanie). „Dwóch papieży” na tę listę wpisałam.

„The Two Popes” („Dwóch papieży” polski tytuł): 2019 rok; prod: USA, Wlk. Brytania, Włochy, Argentyna; reżyseria: Fernando Meirelles; scenariusz: Anthony McCarten.

3

***

Autoreklama 🙂

Mój kociołek z wielu księgarni zniknął tuż przed świętami. Braki uzupełniono. Pojawiają się atrakcyjne promocje. Ceny promocyjne nie są stałe, aktualnie: -32% w ofercie księgarni booktime.pl (na skanie poniżej).

booktime

Kłamstwo ma krótkie nogi, ale czasem twardo na nich stoi czyli jak zarobić na depresyjnym nastroju

Niebieski Poniedziałek wywołuje dreszcz strachu u niektórych, we mnie, na myśl o tym dniu, budzi się sprzeciw. Wypada on zawsze w trzeci poniedziałek stycznia (w tym roku – 20-go). Nie mam wątpliwości, że jak zwykle, na portalach społecznościowych, tysiące wpisów potwierdzi jak fatalny był ten rzekomo najbardziej depresyjny dzień.

Pinocchio. Enrico Mazzanti (1852-1910)Media nie zapominają o Niebieskim Poniedziałku, rzetelni przypominają, że to fikcja, której nadal ulegają rzesze ludzi. Zainteresowałam się kiedyś kto i dlaczego objawił tę „prawdę” światu. Winowajcą okazał się brytyjski nauczyciel Cliff Arnall. Informował, że wyliczył wszystko według wzoru (przez świat naukowców nazywanego bzdurą, farsą itp). Wziął pod uwagę między innymi nasłonecznienie, którego konkretnej wartości nie można przewidzieć, tak jak nie można ustalić prognoz pogody określających temperaturę i zachmurzenie na każdy dzień następnych 10 lat. (Zdarza się, że w tym samym okresie np na Śląsku nasłonecznienie może przekraczać o 10% średnią (zliczaną z kilku lat), a na Mazowszu będzie o 10% niższe niż średnia (nie wspominam o różnicach między obszarami bardziej odległymi od siebie).) Panu Arnall’owi umknął po drodze ten dość ważny fakt, całkowicie wykluczający ustalenie niemalże sztywnego terminu najbardziej depresyjnego dnia roku.

Arnall wziął też pod uwagę rozczarowanie brakiem realizacji postanowień noworocznych. I tu się zdziwiłam bardzo… Zapachniało spiskiem wyrzutów sumienia zaplanowanym na ten konkretny, trzeci poniedziałek stycznia! (Notabene, przy tym punkcie, przez chwilę poczułam się jak wyjątkowy egzemplarz dziwoląga, bo ja żadnych noworocznych postanowień nie robię. Jak chcę coś zmienić – zmieniam w dowolnym terminie, a słowo „mogę” brzmi dla mnie zdecydowanie lepiej niż „muszę”. Wyobrażam sobie, że gdybym jednak obiecała sobie coś 31 grudnia, 20 stycznia pomyślałabym: przede mną jeszcze jedenaście miesięcy.)

Z „wyliczeniami” Arnall’a nie chcą mieć nic wspólnego poważni profesorowie i naukowcy. Nie można o nich powiedzieć, że są kontrowersyjne. Są wyssane z palca, pozbawione logiki i tak absurdalne, że laik jest w stanie ocenić ich „wartość”. I chociaż od kłamczuszka odcięła się też Uczelnia, w której pracował, Blue Monday poleciał w świat. Może trochę zaszkodziło mu, że kulisy urodzin Niebieskiego Poniedziałku opublikowali dziennikarze ujawniający oszustwa, po odkryciu firmy, która dała zlecenie i zapłaciła Arnall’owi. Do dziś ten dzień jest wykorzystywany przez marketingowców, żeby pod hasłem „to ci poprawi humor”, zwiększyć sprzedaż różnych produktów.

Są ludzie, którzy łatwo poddają się manipulacjom, którzy bezrefleksyjnie przyjmują podawane im informacje i których łatwo wprowadzić w depresyjny nastrój. Ile zła i głupoty trzeba mieć w sobie, żeby chcieć wywoływać taki stan dla zysku? Blue Monday działa jak placebo, tyle, że placebo stosuje się, żeby poprawić funkcjonowanie ludzkiego organizmu.

Virgilius, ojciec Wirgiliusz i Cary Grant

Ojciec Wirgiliusz (baletmistrz) uczył dzieci swoje (tancerzy warszawskiego Teatru Wielkiego), a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje… Wplotłam w to zdanie fragmencik dziecięcej piosenki, dziś może zapomnianej. Jej bohaterem jest dyrektor baletu Wirgiliusz (Virgilius) Calori – pełniący powierzoną mu funkcję przez pięć lat, od 1869 roku. Calori, w zawodzie jaki obrał i umiłował, przedewszystkiem nie był pospolitością, sztukę której poświęcił życie, znał gruntownie, sam wykończonym był tancerzem, a jako baletmistrz, przy świeżości i oryginalności własnych pomysłów, studjował gorliwie wszystko cokolwiek mogło mu posłużyć do estetycznego uplastycznienia ich na scenie – pisano w 1874 roku, tuż po jego śmierci.

Virgiliusowi Calori i piosence poświęciłam trochę miejsca, chociaż nie ma nic wspólnego z tym, o czym będzie dalej. Skojarzenie z nim nasunęło mi się przed obejrzeniem filmu „Ojciec Wirgiliusz”, z Cary’m Grant’em w roli głównej (na pewno nazwisko Grant wyjaśnia, że ja znowu zawędrowałam do starego kina).  Film jest komedią (z baletem nie ma nic wspólnego). Rzecz dzieje się w czasie II Wojny Światowej. Tytułowy ojciec Wirgiliusz to pseudonim Walter’a Eckland’a (głównego bohatera), który nie do końca z własnej woli, został wojskowym obserwatorem na małej wysepce; miała być bezludna, stało się inaczej…

5

Nie będę zdradzać więcej treści, niewątpliwie nie jest bardzo skomplikowana, ale zasłużyła sobie na Oscara (statuetkę przyznano za scenariusz, w 1965 r.).  Film nagrodzono też Złotym Globem w 1965 r., w kategorii „Najlepsza komedia”. Zeskanowałam i zamieściłam w tekście kilka scen z filmu.

1

Polecam od czasu do czasu powrót do obrazów z przeszłości, które chyba odchodzą w zapomnienie, chociaż są łatwo dostępne online, w bezpłatnych ofertach. Gdyby okazało się, że kogoś skusiłam… poproszę o wrażenia. A może ktoś już oglądał?

„Father Goose” („Ojciec Wirgiliusz” – polski tytuł) – scenariusz: Peter Stone, Frank Tarloff;  reżyseria: Ralph Nelson; w rolach głównych wystąpili: Cary Grant, Leslie Caron, Trevor Howard.

3

4

2

Myślenie nie ma przyszłości?

A ja znowu sobie marzę – napisałam zaledwie dwa tygodnie temu i zdradziłam cząstkę moich marzeń. Jeszcze pobujam w obłokach – zapewniałam kilka dni temu. W końcu nadszedł czas powrotu na ziemię. Hop! – zeskoczyłam z chmurki i radosny nastrój zmył zimny prysznic…

Iran i USA pojawiły się w mediach na pierwszym miejscu. Nie, nie będę snuć politycznych rozważań. Zostawiam je innym. Chcę tylko powiedzieć, że nie przekonuje mnie zabijanie i wojny w imię pokoju, ze słowem „demokracja” na ustach lub w imieniu jakiegokolwiek boga. Nie przekonuje mnie zemsta. Nie staję po żadnej stronie. Nie chcę rozstrzygać czyja wina jest mniejsza lub większa i kto pierwszy rzucił kamieniem. Nie ból głowychcę też snuć przypuszczeń dotyczących dalszych wydarzeń. Czuję niepokój, bo wbrew pozorom to, co daleko, może mieć wpływ na to, co zdarzy się w Europie. Zadaję sobie pytanie: Skąd  bierze się w ludziach dążenie do konfliktów? (Jaka jest odpowiedź?)

Wyciąganie wniosków z doświadczeń przeszłości, przewidywanie konsekwencji własnych decyzji wymaga myślenia. Myślenia decydentów i myślenia tych, którzy ich stawiają na świecznikach. Niewykluczone, że u tych ostatnich, tempo życia pozostawia zbyt mało czasu na zastanawianie się. A może to nie wina tempa? Może, ot tak, bez powodu, myślenie traci popularność? Czyżby myślenie nie miało przyszłości?

Marzę o pokoju na świecie – te słowa na pewno kojarzą się niektórym z Sandrą Bullock i filmem „Miss Agent”. Zdarzyło mi się je powtarzać nie raz (bez cienia ironii). Słyszę samą siebie… naiwność tryska… może właśnie dlatego wykorzystano te słowa w komedii?

 

Pchła to też istota

O kalendarzu nietypowych świąt wspominałam nie raz. Chyba uzależniłam się troszeczkę od zaglądania do niego od czasu do czasu. Dziś, po raz pierwszy w nowym roku, „rzuciłam okiem” na ten specyficzny terminarz. Okazało się, że promuje on w styczniu  wyznawanie uczuć. I dobrze. Zdarza się przecież, że ciepłe myśli pojawiają się w sercu, a usta… ani mru-mru… chociaż wiemy, że miłe słowa to świetne lekarstwo na szarość, poprawę nastroju i środek wywołujący uśmiech.

piesekPrzytulenie, miłe nie tylko dla ludzi (myślę, że w wyrażaniu uczuć znaczenie drobnych gestów jest nie mniejsze niż słów), ma swój dzień 21 stycznia. Przytulenie skojarzyło mi się z Janem Kaczmarkiem i jego piosenką, a jej słowa wyjaśnią tytuł mojego dzisiejszego tekstu o trzech kartkach z kalendarza.

Do serca przytul psa,
Weź na kolana kota,
Weź lupę, popatrz – pchła!
Daj spokój, pchła to też istota…

***

13 stycznia – Dzień Wzajemnej Adoracji

14 stycznia – Dzień Ukrytej Miłości

21 stycznia – Dzień Przytulania

A dziś – 7 stycznia – Dzień Dziwaka 🙂

 

Jeszcze pobujam w obłokach…

Dziś piąty dzień raczkującego roku. Nie wiem jak to się stało, że ten początek minął mi tak szybko – zbyt szybko.  To taki miły czas w nastroju pobalowym; całkowicie oderwałam się od rzeczywistości. Chyba pora wrócić na ziemię, no może jeszcze nie dziś, bo jutro Epifania, święto Jordanu (Jordanovden), bardzo uroczyście obchodzone na Bałkanach. Już o tym pisałam, ale przypomnę: tłumy zgromadzą się na brzegu morza i rzek, żeby patrzeć jak śmiałkowie skaczą do wody, żeby wyłowić krzyż rzucony przez kapłana, to im zapewni doskonały rok; w wielu miejscach (w morzu i w rzekach) zostanie odtańczone horo.

Czytałam, że w Polsce pojawią się królewskie orszaki, na pewno będzie uroczyście. Życzę wszystkim, żeby ostatni, świąteczny dzień długiego weekendu był miły.

1929 r. autor obrazu Ludwik Stasiak (1858-1924)

Tajemnicę przesypując w sobie / jak w zamkniętej kadzi ziarno / jechali trzej królowie / przez ziemię rudą i skwarną. / Wielbłąd kołysał jak maszt, / a piasek podobny do wody; (…) K. K. Baczyński

***

To wszystko jutro, a dziś zapraszam jeszcze na muzyczne, po-sylwestrowe wspomnienie.

Orkiestra weselno-pogrzebowa Gorana Bregovica przedstawia hulakę i starego wiarusa: Ја сам ја, Јеремија, презивам се Крстић (ja sam ja, Jeremija, preziwam ce Krsticz) – Jestem Jeremija, nazywam się Krsticz, mam sito i miednicę, mam żonę czarownicę, służyłem w artylerii…. (tu znajduje się piosenka na You Tube).

***

I jeden z moich ulubionych, bałkańskich piosenkarzy, pochodzący z Chorwacji Vłado Kalember, i sentymentalne nutki. Tebe ne ma… Nie ma ciebie, został tylko zapach perfum… chce mi się płakać… ja teraz płaczę, a ty spokojnie śpisz, on czuwa nad tobą, a ty śnisz o mnie… (tu znajduje się piosenka na You Tube)