Niebieski Poniedziałek wywołuje dreszcz strachu u niektórych, we mnie, na myśl o tym dniu, budzi się sprzeciw. Wypada on zawsze w trzeci poniedziałek stycznia (w tym roku – 20-go). Nie mam wątpliwości, że jak zwykle, na portalach społecznościowych, tysiące wpisów potwierdzi jak fatalny był ten rzekomo najbardziej depresyjny dzień.

Pinocchio. Enrico Mazzanti (1852-1910)Media nie zapominają o Niebieskim Poniedziałku, rzetelni przypominają, że to fikcja, której nadal ulegają rzesze ludzi. Zainteresowałam się kiedyś kto i dlaczego objawił tę „prawdę” światu. Winowajcą okazał się brytyjski nauczyciel Cliff Arnall. Informował, że wyliczył wszystko według wzoru (przez świat naukowców nazywanego bzdurą, farsą itp). Wziął pod uwagę między innymi nasłonecznienie, którego konkretnej wartości nie można przewidzieć, tak jak nie można ustalić prognoz pogody określających temperaturę i zachmurzenie na każdy dzień następnych 10 lat. (Zdarza się, że w tym samym okresie np na Śląsku nasłonecznienie może przekraczać o 10% średnią (zliczaną z kilku lat), a na Mazowszu będzie o 10% niższe niż średnia (nie wspominam o różnicach między obszarami bardziej odległymi od siebie).) Panu Arnall’owi umknął po drodze ten dość ważny fakt, całkowicie wykluczający ustalenie niemalże sztywnego terminu najbardziej depresyjnego dnia roku.

Arnall wziął też pod uwagę rozczarowanie brakiem realizacji postanowień noworocznych. I tu się zdziwiłam bardzo… Zapachniało spiskiem wyrzutów sumienia zaplanowanym na ten konkretny, trzeci poniedziałek stycznia! (Notabene, przy tym punkcie, przez chwilę poczułam się jak wyjątkowy egzemplarz dziwoląga, bo ja żadnych noworocznych postanowień nie robię. Jak chcę coś zmienić – zmieniam w dowolnym terminie, a słowo „mogę” brzmi dla mnie zdecydowanie lepiej niż „muszę”. Wyobrażam sobie, że gdybym jednak obiecała sobie coś 31 grudnia, 20 stycznia pomyślałabym: przede mną jeszcze jedenaście miesięcy.)

Z „wyliczeniami” Arnall’a nie chcą mieć nic wspólnego poważni profesorowie i naukowcy. Nie można o nich powiedzieć, że są kontrowersyjne. Są wyssane z palca, pozbawione logiki i tak absurdalne, że laik jest w stanie ocenić ich „wartość”. I chociaż od kłamczuszka odcięła się też Uczelnia, w której pracował, Blue Monday poleciał w świat. Może trochę zaszkodziło mu, że kulisy urodzin Niebieskiego Poniedziałku opublikowali dziennikarze ujawniający oszustwa, po odkryciu firmy, która dała zlecenie i zapłaciła Arnall’owi. Do dziś ten dzień jest wykorzystywany przez marketingowców, żeby pod hasłem „to ci poprawi humor”, zwiększyć sprzedaż różnych produktów.

Są ludzie, którzy łatwo poddają się manipulacjom, którzy bezrefleksyjnie przyjmują podawane im informacje i których łatwo wprowadzić w depresyjny nastrój. Ile zła i głupoty trzeba mieć w sobie, żeby chcieć wywoływać taki stan dla zysku? Blue Monday działa jak placebo, tyle, że placebo stosuje się, żeby poprawić funkcjonowanie ludzkiego organizmu.

Reklama