– Zamknijcie knajpki – prosił… No i zamknęli.

Każdy, kto miał okazję zajrzeć do mojego bałkańskiego kociołka (mam na myśli swoją książkę) wie, że mieszkańcy Bałkanów są towarzyscy, że kafejek i restauracyjek jest tu co niemiara.
Dawno temu pewien pan powiedział sobie: „dość”, doszedł do wniosku, że jest zmęczony życiem i prosił: „zamknijcie wszystkie knajpki”. Zdarzyło się to… nie w prawdziwym życiu, a w bałkańskiej piosence (jest poniżej). Pewnie autor tekstu (który niekoniecznie wyraził stan własnego ducha) nie przypuszczał, że pojawi się paraliżujący życie wirus i zamknie nie tylko knajpki. Niestety, stało się.

Zakaz wychodzenia obowiązuje w bardzo wielu państwach. Ludzie na Bałkanach powtarzają, że pewnie za chwilę zaczną się masowo ukazywać ogłoszenia „wynajmę psa”, bo spacer jest dozwolony wyłącznie w towarzystwie czworonoga.

Śmiech ma wielką siłę, a więc życzę pogody ducha, na przekór złośliwemu wirusowi.

HUMOR z bałkańskich mediów

psy zszokowanePewnego dnia opowiem wnukom, jak to przez wiele dni jadłem, leżałem, spałem… żeby uratować ludzkość.

Żebym wydał 0 lewa od piątku do niedzieli, nie zdarzyło mi się odkąd skończyłem 5 lat.

Pozdrawiam cię, kochany, hitem sezonu: „Proszę cię, nie przytulaj mnie. Proszę cię, nie całuj mnie.”

Skończyłem spacer (w przedpokoju). Teraz idę do restauracji (w kuchni).

Widzę na chodniku portfel pełen pieniędzy – mijam go. Skąd mogę wiedzieć kto go dotykał?

Okazuje się, że podczas kwarantanny nie jest aż tak smutno. Ale dziś trochę mi dziwnie… bo w jednym opakowaniu ryżu było 7452 ziarna, a w drugim 7464…

CHWILKA Z MUZYKĄ
Poniżej piosenka Ej, kafano muko – Umoran sam od żivota.

Zmęczony jestem życiem, zmęczony jestem knajpkami, zmęczone jest moje serce… Na sercu leży stara rana z młodości… Zamknijcie wszystkie knajpki, niech się moja dusza uspokoi, żeby wyleczyć w sercu ranę, która boli… (…) Ej, kafano, muko – Ej, knajpko, męko. Ej, żiwote, moja tugo – Ej, żywocie, mój smutku…

(tu odnośnik  na YouTube)

***

W bałkańskim kociołku

Świat idzie do przodu? (Ha, ha, ha – zachichotał czart )

Ech, dusza podskakuje z radości, bo wiosna, bo budzi się życie. I chociaż nie pozwalam obrzydliwemu wirusowi zawładnąć moimi myślami (ignoruję go przez większą część dnia), jak nie on, to inne gorzkie myśli zawsze znajdują jakąś furteczkę…

Ręce na klawiaturze wystukiwały zdanie: świat idzie do przodu… i nagle usłyszałam diabelski śmiech: – Ha, ha, ha – kpił bez słów jakiś czart.
Zgodzić się, albo się nie zgodzić (z diabelską kpiną)? Oto jest pytanie.
Przeżytych kształtów żaden cud nie wróci do istnienia – twierdził XIX-wieczny poeta. – Trzeba z żywymi naprzód iść – zachęcał dalej.
– Ależ, panie Adamie – mam ochotę odpowiedzieć. – Na nic zdały się pana rady! W uwiędłych laurów liść, z uporem stroimy głowę, bo choć zmienia się nasz język i sposób pisania, a technika (to ho-ho!) na łeb, na szyję leci do przodu – ludzie inni tylko ciut-ciut. Nie uwierzyłby pan, panie Adamie, ale to, co uznał pan za niemożliwe jest możliwe. Potrafimy powstrzymać myśli w biegu, a nawet na dłużej w y ł ą c z y ć myślenie. I nie stoi za tym ani ogień, ani miecz. I może słusznie zachichotał czart ze słów o świecie, co to idzie do przodu?  Bo ten świat to przede wszystkim my ludzie, prawda? Ludzie pozostający daleko w tyle za martwymi przedmiotami – coraz mądrzejszymi, coraz doskonalszymi, paradoksalnie będącymi wymysłem ludzkiego umysłu.

– Co by mi pan odpowiedział, panie Adamie? ©

wiosna kwitnąca gałązka

asnyk daremne żale

To i owo (zawirusowana wiosna i poezja…)

Jestem ostatnio bardzo zajęta. Piszę, piszę i piszę… (Moja klawiatura dzielnie to znosi, palce trochę marudzą.) Zrobiłam sobie przerwę, żeby wpaść tu na chwilkę i życzyć uśmiechu. Myślę, że szczególnie teraz bardzo jest on potrzebny.

Nie śledzę wszystkich doniesień o szalejącym wirusie, ale cierpnie mi skóra, jak słyszę, że zdarzają się ucieczki ze szpitali, czy nieprzestrzeganie kwarantanny, a pogoda pewnie coraz mocniej zacznie kusić do wyjścia, bo pani Wiosna oficjalnie już jest. Oby zwyciężył rozsądek.

Wyjątkowo paskudny jest ten wirus, bo nawet jak nie dosięga ludzkiego ciała, fatalnie działa na psychikę. Stara się zająć sobą myśli i dlatego nie można mu się poddawać. Odrywam się więc od złych wieści.

kwiaty fioletowe

Dziś pierwszy dzień wiosny i Dzień Poezji, która od czasu do czasu jest moim gościem.  W ubiegłym roku napisałam z tej okazji (przekornie) o najgorszym poecie („W cieniu siostry„), wspominałam też kiedyś o poecie – absolwencie uniwersytetu złoczyńców. W tym roku zapowiedziałam ten dzień jakiś czas temu („Różne są rodzaje skąpców, każdemu odsłonię oblicze„). Dziś też zapraszam na kilka poetyckich słów.

„Wiosna” Heinrich Heine

Pod białem usiadłszy drzewem,
Słyszysz z dala wiatrów wycie,
Widzisz jak nieme obłoki
Ubrały się w chmur okrycie.

I wszystko w okół zamarło:
Las, łąka jak wzrok doścignie;
W koło zima, w tobie zima,
Nawet serce twoje stygnie.

I nagle spada na ciebie
Z góry płat za płatkiem biały;
Z żalem myślisz, że się szronem
Tak gałęzie osypały.

Poznajesz, to nie szron wcale,
Aż cię przestrach zdjął radosny:
Spada na cię i okrywa
Wonne, białe kwiecie wiosny.

Błogi czarze! oto zima
Zmienia się w porę majową,
Śnieg zamienia się na kwiaty,
Twe serce kocha na nowo.

Wirus wydał wyrok: – Areszt domowy!

Pozostaje się zastosować. Na szczęście są książki i filmy, no i w domu jest prawie zawsze ileś rzeczy do zrobienia, a więc nuda nie musi się wkraść w życie. Internet już dawno temu zawojował świat, ale teraz, bez wątpienia, będzie mógł grać pierwsze skrzypce. Kipi wiadomościami o koronawirusie, na pewno są przygnębiające, staram się od nich oderwać, bo panika jest nie mniej zaraźliwa, niż sam wirus. Może przyda się na poprawienie nastroju odrobinka poważnych i mniej poważnych doniesień z minionych stuleci.

Uwaga, uwaga! Na dziś jak znalazł: wszelkie całowanie nie jest zdrowe – poważne stwierdzenie z roku 1895.
W niższych szkołach, szczególnie żeńskich, panuje zwyczaj całowania rąk nauczycielkom i katechetom. Otóż w Budapeszcie, na wniosek rady szkolnej, poparty przez starszego fizyka miejskiego, który orzekł, że całowanie rąk, jak w ogóle wszelkie całowanie, przyczynią się do rozszerzania chorób zakaźnych, magistrat wydał cyrkularz do dyrektorów szkół stołecznych, w którym nauczycielom i nauczycielkom jak najsurowiej odtąd wzbroniono dawać się uczniom, a względnie uczennicom w ręce całować.

Humor

Kiedy jeszcze Rotszyldowie byli w Wiedniu, stary wiedeński Rotszyld zamiast własnym powozem pojechał kiedyś do teatru fiakrem. Wysiadając, wręcza fiakrowi trzy korony. Krotochwilny fiakier, który wiedział kogo wiezie, grzecznie uchylił kapelusza i dobrodusznie zaznaczył:
— Kiedy mam zaszczyt wozić syna pana barona, dostaję zawsze pięć koron za kurs…
Na co Rotszyld, bez wahania:
— Wierzę ci, człowieku. On sobie może na to pozwolić — ma takiego bogatego ojca…

humor lata 30
Lata 30-te XX wieku

***

W starym kinie

Do starego kina nie ma biletów wstępu. Każdemu, kto ma ochotę na rozrywkę wywołującą uśmiech polecam kolorową komedię (także dosłownie) z Shirley MacLaine i Dean’em Martin’em –  „Dziewczyna w hotelu” z 1961 roku.

Bardzo polecam oscarowy film „Butch Cassidy i Sudance Kid” (z 1969 r. – też w kolorze) z rewelacyjnymi rolami Roberta Redforda i Paul’a Newman’a, i muzyką Burt’a Bacharach’a w tle. Panom powierzono role autentycznych postaci, żyjących na przełomie XIX/XX wieku, trudniących się napadami na banki i pociągi, od czasu do czasu próbujących żyć uczciwie. Pomimo profesji, obaj wzbudzają sympatię. Film jest luźno oparty na faktach, bo nie są znane ostatnie lata ich życia (istnieją tylko domysły). Dialogi są pełne humoru, Oscara za scenariusz dostał William Goldman.

Film nagrodzono także Oscarami za: zdjęcia, muzykę (Burt’a Bacharach’a) i piosenkę „Raindrops Keep Fallin’ on My Head” (jest poniżej, śpiewa B.J. Thomas).  (tu znajduje się ta piosenka na YouTube)

 

***

Księgarnie internetowe pracują, a więc każdego kto nie miał okazji zajrzeć do mojego świata, zapraszam (tu są fragmenty książki).

by zyć wolniej wyd bernardinum

Faktu, że istnieją dranie, nie można traktować jako wystarczającego powodu dla ograniczenia wolności

Wolność to iluzoryczne pojęcie. Równie prawdziwie brzmi stwierdzenie: „jestem wolna” i „nie jestem wolna”. Miesiąc temu napisałam w innym miejscu (na innej mojej stronie), że: tak naprawdę całe życie w jakimś stopniu zależymy od kogoś lub czegoś. Podlegamy normom społecznym i moralnym, czasem niepisanemu prawu. Bywa i tak, że przypadkowe osoby mają wpływ na nasze życie. Zależymy od ich kompetencji, od decyzji w głupiej lub mądrej sprawie dotykającej nas bezpośrednio. Zależymy od zwykłej uprzejmości i dobrej woli drugiego człowieka. Zależymy od siebie nawzajem.

Zawsze myślałam, że nie ma na świecie osoby, która nie chciałaby więcej i więcej wolności, mniej granic (także w dosłownym znaczeniu). Wydawało mi się, że świadomość swobody jest ludziom potrzebna. Sądziłam, że nawet tym, którzy się nie przemieszczają, sprawia przyjemność myśl, że dziś mogę być tu, jutro tam, bez formalności, bez pytań, bez kontroli. Mój sposób myślenia skorygowało życie. Może ludzka przekora nigdy nie śpi? Nie mamy wolności – walczymy, zdobyliśmy – no to zawalczmy o jej ograniczenie, budujmy mury… może tak to działa?

Faktu, że istnieją dranie, nie można traktować jako wystarczającego powodu dla ograniczenia wolności ogromnej większości porządnych ludzi.
(Ludwig von Mises)

Ten sam Ludwig von Mises (ekonomista, krytyk biurokracji, filozof), którego zacytowałam, powiedział: Eufemizmem jest nazywanie państwem opieki społecznej ustroju, w którym rządzący mogą swobodnie robić to, co jak sami uważają, najlepiej służy dobru powszechnemu. Owo tak zwane państwo opieki społecznej to faktycznie tyrania rządzących. Dodał, że ci sami ludzie za przeciwstawny do ich państwa „opieki”  uznają system, w którym administracja jest związana prawem, zaś obywatele wobec bezprawnych naruszeń ze strony władz, mogą dochodzić swoich praw w sądzie.

Każdy głupek potrafi złapać bat i zmusić ludzi do posłuszeństwa. Trzeba jednak rozumu i cierpliwości, by społeczeństwu służyć. (Ludwig von Mises)

***

Czasem jakieś incydenty zwracają moją uwagę i piszę o nich kilka zdań. Dwa lata temu bułgarski wiatr był oskarżany o dystrybucję marihuany i poważne Ministerstwo sąsiedniego państwa, na poważnie zajęło się badaniem sprawy. I tak jak potraktowałam temat wiejącego przemytnika (co tu kryć – raczej  trudno uchwytnego), tak też potraktowałam  incydenty z książkami w roli głównej, co to jak czarownice płonęły na stosach, z powodu najprawdziwszych zaklęć (tfu, tfu) zapisanych w ich wnętrzach (tu jest ten tekst). Wiatr przemytnik może nadal uprawia przestępczy proceder, ale sprawa ucichła, natomiast nie zmalały zakusy, żeby ograniczyć poletko wolności słowa (i tak trzymane w karbach przez normy moralne, czasem różne w mikro-środowiskach).

Są ludzie, którzy lepiej wiedzą, co jest dobre dla innych, co powinni czytać, co pisać, co mówić, kogo kochać i w co wierzyć. I niechby sobie byli i niechby próbowali przekonywać do własnych racji, a nawet próbowali je narzucać, ale  nie nakazywać, bo to ubliżanie rozumowi drugiego człowieka.

Na to mamy rozum, abyśmy prawdy szukali. (z przysłów spisanych w połowie XIX wieku)

Wolność musi być dana wszystkim, nawet ludziom prymitywnym, ażeby nie przeszkadzać garstce tych, którzy mogą użyć jej dla dobra ludzkości. (Ludwig von Mises)

Na pewno się powtarzam, ale usprawiedliwiam się trochę. Powtarza się historia, sytuacje, powtarzają się moje myśli. Wracają i bębnią w głowie. Coraz głośniej i głośniej.

Już tu cytowałam kilka zdań wypowiedzianych tuż, tuż przed wybuchem II Wojny Światowej, ale przypomnę je. Jeden z publicystów ostrzegał przed królującymi w Niemczech: okrucieństwem, chciwością, pogardą dla innych narodów. Ktoś odpowiedział mu: Te wady cechują tylko dzisiejszych władców Niemiec, naród zaś niemiecki nie jest gorszy od innych. Także wielu Niemców powtarzało: Nie wszyscy są źli. Ta opinia oczywiście była prawdziwa, ale czy powtarzanie jej nie usypiało? To zdanie nie zaczarowało sytuacji. Faszyzm wygrał. Wybuchła wojna. Przypomniałam je, bo te same słowa słyszę dziś, słyszałam wczoraj i przedwczoraj…

U BBM czytałam o strefie wolnej od LGBT i spojrzałam na mapę. To prawie jedna trzecia Polski (czytałam, że na koniec stycznia – 30%). Na pewno ktoś stamtąd marzył o sławie. No to jest! W najpoważniejszych światowych mediach przewija się zdjęcie tablicy informacyjnej (w czterech językach, żeby nie było wątpliwości) zawieszonej przy wjeździe do wsi czy miasta. Zastanawiam się, co na to mieszkańcy tych terenów? Zadowoleni czy zmartwieni przynależnością do tego „klubu”? Jaki będzie następny krok?

szkodzi do

Wydaje się, że istnieje analogia między „wczoraj” i „dziś”. A może moja wyobraźnia zapadła w jakiś stan chorobowy i dostrzega coś nieistniejącego? Przecież jest sposób na przegonienie mar przeszłości. Jest sposób zapobiegnięcia zatrzymania się koła historii w miejscu najgorszym z najgorszych. Wystarczy wyciągać wnioski z doświadczeń. Tylko… i aż… i jest nadzieja.

kuklik górski

Historia szczęśliwego wyboru głupiego pseudonimu

dalie

Bardzo dziś u mnie kwiatowo, a wiąże się to z imionami, wszystko wyjaśnię na końcu, a tymczasem wracam do osoby bułgarskiego pisarza, którego wspomnienie (anegdotyczną historyjkę: „To nie byłem ja, proszę pani”) niedawno tu opublikowałam. Elin Pelin to jego pseudonim literacki. Czy miał wpływ na sławę? Pisarz sądził, że tak.

Myślę, że moja szeroka popularność (niektórzy utwierdzają mnie, że istnieje) wynika wyłącznie ze szczęśliwie wybranego i w rzeczywistości głupiego pseudonimu – napisał.

kamelia
kamelia

Zanim opowiem jak Elin Pelin dokonał wyboru, kilka słów wstępu.

Na co dzień, wcale nierzadko, zdarza się słyszeć w bułgarskich rozmowach dość szczególne rymowanki. Szczególne, bo tylko jedno słowo (na dwa) jest prawdziwe (znane, używane), drugie jest tworem fantazji (nieistniejące, na próżno by go szukać w słowniku), a rodzi się ot, tak. Przykład: piper-miper (piper to papryka, a miper nie znaczy nic (na marginesie dodam, że w bułgarskim wyraz „piper” odnosi się do papryki i do pieprzu (czeren (czarny) piper to pieprz)). I właśnie takiego typu rymowanką jest pseudonim pisarza.

W młodości marzył, żeby zostać malarzem i nie miały dla niego znaczenia wiersze i opowiadania, które pisał. Podpisywał je różnymi pseudonimami, inicjałami, a czasem wcale. I wtedy zetknął się z pseudonimem Veselin i tak bardzo mu się spodobał, że postanowił znaleźć dla siebie coś podobnego, a na pewno kończącego się na -in. Natknął się na ludową piosenkę o zielonym piołunie bujającym się od wierzchołka do korzenia. Powtarzają się w niej słowa: Elin pelin (pierwsze nie znaczy nic, drugie (pelin) to piołun). I to było TO, a nawet więcej, bo -in na końcu powtarzało się dwa razy. I tak został już na zawsze Elinem Pelinem. Na początku próbował ustalić, czy słowo „elin” na pewno nic nie znaczy (pytał zwykłych ludzi i uczonych) i szybko upewnił się, że nie i jak sam napisał we wspomnieniach, okazało się, że:  to coś takiego jak wyrażenia: gawanka-mawanka**, piper-miper i inne podobne.

Jakie losy miałoby moje pisanie, gdyby na końcu stawało napuszone moje ludzkie imię Dimityr Stoyanov? – pytał sam siebie po latach. No cóż, tego nie wie nikt.

piwonia różowa

Od czasu „szczęśliwie wybranego i w rzeczywistości głupiego pseudonimu” minęło ponad 120 lat. Na cześć pisarza nazwę Elin Pelin dostało miasteczko w Bułgarii i przylądek na Antarktyce (Elin Pelin Point), spotyka się też panów noszących imię Elin.

Nie spotkałam się z imieniem Pelin (piołun), ale popularne są na Bałkanach „roślinne” imiona dla obu płci (stąd zdjęcia kwiatów w tekście). Myślę, że w Polsce nie spotyka się ich aż tak wiele, może więc będzie to ciekawostka. Nie brakuje tu Margaritek (Margarita, zdrobniale Margo); jest Kamelia, Magnolia, Dalia i Bożura (piwonia). Jest Temenuga (fiołek), Żasmina (jaśmin) i Zjumbiuła (hiacynt).

Dość popularne jest imię damskie Detetelina (koniczynka) i męska odmiana koniczyny: Detelin, zdrobniale Dido. Jest pan Karamfił (goździk) i pani Karamfiłka (tu mam problem z odmianą goździka). Jest imię Winogrono: Grozdio (pan) Grozdanka (pani); jest Neven  i kobieta Nevena czyli nagietek.

goździk

Nierzadko spotyka się imię: Jasen (jesion), Jawor (klon), czy męskie imię Wyrban (wierzba – dla kobiety Wyrbinka).

Imię róży też noszą panie i panowie. Jest Roza (róża), a także Trendafił (męskie) i Trendafiłka (żeńskie), co znaczy róża multiflora. Wszyscy posiadacze „roślinnych” imion mają ruchome imieniny – w Niedzielę Palmową.

**gawanka – dawniej małe, drewniane naczynie z przykrywką (do przechowania soli)

Tekst © (wszelkie prawa zastrzeżone) – Skarlet B.I.

róża multiflora
róża multiflora

Ach, któż-by zdobył się na tyle odwagi? A jednak…

Dzień KobietWszystko się dziwnie plecie na tym biednym świecie i u mnie tu też się dziwnie plecie, bo ostatnio piszę głównie o jakichś świętach. Ale cóż, tak się złożyło, że się plączą po kalendarzu polskim lub bałkańskim. Nie mogłam nie zauważyć Dnia Kobiet obecnego i tu, i tu. Z tego powodu kilka słów o paniach.

Jestem kobietą, a więc nie będę dokonywać samooceny płci pięknej, tym bardziej, że to podobno bardzo, bardzo trudne. Oddaję głos panom.

Ach, któż-by zdobył się na tyle odwagi, żeby określić charakter kobiecy – wzdychał mężczyzna – Heinrich Heine. A jednak… znaleźli się tacy, którzy mieli odwagę.

A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał, jest więc odtąd na wieki i grzeszna i święta – twierdził Julian Tuwim. La donna e mobile… – kobieta zmienną jest, jak pióro na wietrze – potwierdził książę Mantui, bohater opery Verdiego. Tyrania męska wyciska łzy kobietom, ale tyrania kobieca przyprawia mężczyzn o choroby, ogłupia ich, obezwładnia, demoralizuje – zapewniał Bolesław Prus.

Franciszek Łubieński
Obraz: Z ziemi sieradzkiej – Franciszek Łubieński

Jeszcze wielu, wielu panów, przez całe wieki snuło rozważania (nie zawsze trafne) na temat intrygującej kobiecej duszy, w której brzmi kilka nutek nieobecnych w mężczyznach.  O tym, że w jej niepoznawalności tkwi cały urok i piękno, przekonywał Kazimierz Bukowski: Zgłębić i odkryć tajemnicę, znaczy zedrzeć z jej oblicza najpiękniejszy strój, jaki posiada. Gdyby kobieta przestała być zagadką, świat stałby się nudny, a miłość przestałaby istnieć.

Bułgarka ze Smilevo. Ivan Mrkvicka
Obraz: Bułgarka – Ivan Mrkvicka

Mam nadzieję, że panie z przyjemnością posłuchają arii La donna e mobile, qual piuma al vento (kobieta zmienną jest, jak pióro na wietrze). Arię z opery „Rigoletto” śpiewa Luciano Pavarotti. (tu link: YouTube – fragment opery z arią La donna e mobile)

 

Różne są rodzaje skąpców, każdemu odsłonię oblicze

Humorzasty miesiąc marzec zwraca uwagę na literaturę już od pierwszego dnia (w kalendarzu nietypowych świąt to Międzynarodowy Dzień Przytulania Bibliotekarza). Za chwileczkę jest Dzień Pisarza, o którym już tu wspominałam, a pod koniec miesiąca świętuje Poezja – mniej lubiana, niż jej siostra Proza, ale też piękna i posiadająca nie mniejszą siłę wywoływania całej gamy emocji. I chyba nie może być inaczej, skoro opiekują się nią córki samego Zeusa. Muzy nie ganią swej podopiecznej za brak powagi od czasu do czasu. Przyklaskują, jak wywoła uśmiech na twarzach ziemskich istot.

Wprawdzie do Międzynarodowego Dnia Poezji pozostało jeszcze dwa tygodnie, ale niech wie siostra Prozy, że o niej pamiętam (chociaż spędzam z nią mniej czasu, niż z Prozą).

białe kwiaty m

Poezja niepoważna z roku 1886

Prawie Heine

białe kwiaty m

Chwilka z poezją Jantka z Bugaja

czyli Antoniego Kucharczyka (1874-1944) ludowego poety (urodził się on w przysiółku nazywanym Bugaj i stąd jeden z używanych pseudonimów literackich brzmi Jantek z Bugaja).

Skąpcy

Różne są rodzaje skąpców.
Parę ich wyliczę
i każdemu z tych rodzajów
odsłonię oblicze.

Dusigrosz to skąpiec,
który za korony
zaprzedałby piekłu duszę
swych dzieci i żony.
A w piekle gdyby dano
wór pieniędzy w ręce,
sprzedałby się w drugie piekło
ku większej udręce.

Sknera aby jak najwięcej
mieć w kupie pieniędzy,
żyje w biedzie, w niedostatku.
Żyje w ciągłej nędzy,
choć pieniędzy taką ilość
przez skąpstwo uzbiera
by wyżywił powiat cały.
Sam z głodu umiera.

Kutwa zaś, to by się zgodził
za sztukę halerza
wybrać inwentarz dziadowi
z głowy i kołnierza.
A jakby mu drugi halerz
dopłacił w nagrodę,
cały rok by swoim kosztem
żywił ową trzodę.

Liczykrupa, jak wskazuje
ten tytuł zdrobniały,
to już skąpiec nad skąpcami.
Przez żywot swój cały
krupy liczy, z nosa zjada
i kropki nad „i” nie da.
Ma już krocie, a narzeka,
że z nim wielka bieda.

Skurczy łapa – bardzo liczny
ten rodzaj u ludzi.
W nim ból, męka, nędza, łzy płaczu
litości nie wzbudzi.
On z rozkoszą tej sierocie,
co z głodu umiera,
ostatni kęs chleba od ust,
z chciwością wydziera.

Wiosna

Po smutnej zimie, przyszła nam wiosna,
Młoda, rozkoszna, błoga, radosna,
W całym swym blasku i majestacie,
W swojej nadobnej, zielonej szacie.
W promieniach słońca powietrze drżące,
Wonią, czystością, rozkoszą tchnące,
Wszystko się cieszy w tej lubej wiośnie,
I już nie smutno, jakoś radośnie.
Nad bujnym łanem ojczystej niwy,
Śpiewa i śpiewa skowronek tkliwy
W zielonym gaju, lesie, dąbrowie,
Rozgłośnie koncert nucą ptaszkowie.
Po wonnych łąkach, barwne motyle
Tańczą wśród kwiatów — i pszczółek tyle
Jedna przed drugą skrzętnie się zwija,
Słodycze z miodnych kwiatów wypija.
O, wy! co w wiośnie życia żyjecie,
Jak te stubarwne na łąkach kwiecie,
O, wy dziewice i wy młodzieńcy,
Pokąd młodości wiosna was wieńczy,
Szczerze, z zapałem pracuj, o młodzi,
Bo jesień nigdy tego nie zrodzi,
Czego wiosenna pora nie wsiała,
A wiosna życia tak krótkotrwała.

białe kwiaty m

To nie byłem ja, proszę pani

Myślę, że już kiedyś wspominałam o pewnej bajce dla dzieci, która bardzo przestraszyła mojego Męża. Stało się to, gdy był dzieckiem (nie zawsze bardzo grzecznym). Na okładce książki, którą kupili rodzice, byli jej główni bohaterowie: niesforny, rozczochrany chłopiec Jan Bibijan i zaprzyjaźniony z nim diabełek (imienia nie wymienię, bo nie brzmi najlepiej w języku polskim). Mąż  nie doczytał bajki do końca i obiecał sobie: żadnych książek! nigdy więcej! Na szczęście nie dotrzymał sobie słowa (i czyta, i pisze), ale ta historia zapisała się w pamięci (i oczywiście uczucie przerażenia też).

Autorem „Jana Bibijana” jest znany bułgarski pisarz używający pseudonimu literackiego Elin Pelin, a ponieważ dziś „Dzień Pisarza” powiem o nim kilka słów. Przetłumaczyłam też krótką, anegdotyczną historię z jego życia, którą sam opowiedział.

Peyo_Yavorov_and_Elin_Pelin,_1906
Peyo Yavorov (bułgarski poeta i pisarz) i Elin Pelin w 1903 r. podczas pobytu we Francji (zdjęcie archiwalne z bułgarskiego archiwum państwowego)

Elin Pelin urodził się w 1877 roku, w czasach przynależności Bałkanów do Imperium Osmańskiego. Dożył wyzwolenia, zmarł w 1949 roku. Był bardzo wszechstronnym twórcą, pozostawił wiersze (w młodości fascynowała go poezja), pisał bajki, opowiadania, nowele, powieści. W pamięci Bułgarów zapisał się jako mistrz krótkich form (także satyry). Nazywa się go też piewcą wsi, bo potrafił dostrzec jej uroki, ale nie tylko. Widział i wady, i z humorem o nich opowiadał. Przez 6 lat pracował w Bibliotece Narodowej w Sofii i z tego okresu jest wspomnienie, które przetłumaczyłam.

„Parawan” – Elin Pelin

Ktoś lekko zapukał do drzwi mojego gabinetu w Bibliotece Narodowej. Weszła młoda, elegancka dama w woalce, wystrojona, przypudrowana, umalowana – i wypełniła pokój zapachem drogich perfum.
– A, pardon – powiedziała i odwróciła się, żeby wyjść.
– W czym mogę pomóc?
– Szukam Elina Pelina.
– Elin Pelin to ja.
Odwróciła się zdziwiona, spojrzała na mnie podejrzliwie, zaśmiała się i zapytała:
– Był pan w Ameryce?
– Nie, nie byłem.
– Tak, to rzeczywiście nie pan – powiedziała trochę zawstydzona. – Ja, proszę pana, bardzo dobrze znam Elina Pelina, on jest osobistym przyjacielem Dostojewskiego i Tołstoja, i był w Ameryce. Obiecał mną pokierować i załatwić wyjazd do Ameryki, i ja chcę jechać.
– Zna pani bardzo dobrze tego Elina Pelina?
– Bardzo dobrze. Pewnego wieczoru, było już ciemno, poznaliśmy się przy hali targowej.
Dama wydała mi się jedną z kobiet lekkich obyczajów.
– Był do mnie podobny?
Zaśmiała się.
– Nie… Tak… On był młodszy. Powiedział, że pracuje w Bibliotece i, znaczy, tu mam go szukać.
– Wygląda, proszę pani, że ten Elin Pelin to nie byłem ja.
– Tak. To nie pan, nie pan. Czy nie ma tu innego Elina Pelina? – zapytała naiwnie.
– Nie wiem.
Wyszła zawstydzona.

Skarlet B.I. – tłumaczenie © (wszelkie prawa zastrzeżone)

3 marca – Międzynarodowy Dzień Pisarza

Wybaczam i wybaczcie (dzień bieli, czerwieni i uśmiechu)

1 marca
Skan ze strony premiera Bułgarii – kliknięcie przeniesie na stronę: Facebook – Boyko Borissov

Dziś wyjątkowy dzień w Bułgarii, bo zbiegły się dwa święta.

Kilka dni temu zapowiedziałam tu Babę Martę. Już jest i uśmiecha się. Wszędzie króluje biel i czerwień. Ludzie składają sobie życzenia i obdarowują się marteniczkami – włóczkowymi amuletami (na moim ręku już jest marteniczkowa bransoletka). Swoje pięć minut ma też Piżo i Penda (włóczkowa zakochana para na zdjęciu nad tytułem).

Z wizytą Baby Marty zbiegło się święto nazywane Sirni Zagowezni, dzień wybaczania (ruchome święto, obchodzone zawsze w niedzielę, 7 tygodni przed Wielkanocą). Ludzie spotykają, żeby wybaczyć i prosić o wybaczenie mniejszych lub większych grzeszków. Bułgarski premier zaczął dzisiejszy dzień od wpisu na Facebook’u z życzeniami i prośbą: „wybaczcie wszystko, co zrobiłem źle lub mogłem zrobić lepiej„.

Okolicznościowe, internetowe pocztówki zapełniają skrzynki mailowe, pojawiają się w postach i komentarzach w mediach społecznościowych.

mart2
marteniczki – bransoletki

W menu jest dziś biała chałwa z orzechami i migdałami. Zawiesza się ją na suficie, zakręca się nitkę, na której wisi i ten, komu uda się uchwycić ustami wirujący kęs (bez użycia rąk), zapewni sobie dobry rok. To świetna zabawa przede wszystkim dla dzieci.

Baba Marta wyprasza 1 marca panią Zimę, a za tydzień święty Todor zdejmie z siebie dziewięć kożuchów, wsiądzie na pięknego rumaka i wyruszy prosić Boga o lato.

Miłego dnia!