Ta historia brzmi jak fantasy, ale wydarzyła się w prawdziwym życiu.
 
– Żeby udowodnić, że oskarżona nie nasłała szczurów, które sprowadziły śmierć na jej sąsiada, chcesz, żeby te szczury powołać na świadków? – zapytał sędzia.
Siedzący obrońca uniósł się lekko i potakująco kiwnął głową.
Głos zabrał oskarżyciel:
– Jak można wyegzekwować taki nakaz? Mamy posłać szeryfów by je aresztowali?
– Nie. Muszą zeznawać z własnej woli – odpowiedział mistrz. Wstał i powoli podchodząc do sędziego z otwartą księgą w dłoniach, cytował:
– Jeśli świadek nie ma stałego miejsca zamieszkania, należy wezwanie umieścić w miejscu publicznym. Wnoszę, żeby wezwania przybić do drzwi stodół i drzew. Niech same się zgłoszą do sądu.
– Proszę rozwiesić wezwania – nakazał sędzia. – Odraczam posiedzenie do jutra. Jeżeli szczury się nie stawią, sąd uzna to za dowód…. („Godzina świni” – ciąg dalszy na mojej nowej stronie – link w prawej kolumnie)
 
 
Reklama