Wszystkie wpisy, których autorem jest Skarlet

Zapraszam na pogaduszki o codzienności i przeszłości, marzeniach, wspomnieniach, podróżach, muzyce i książkach, także tych, które napisałam.

A po nas choćby potop…

Zaczęło się niewinnie. Zwrócił moją uwagę mały anons prasowy: „stoliki wirujące”. Natychmiast przyszedł mi do głowy stół dobrze znany w Chinach, przy którym zdarzyło mi się jadać. Ale czy on był wirujący? Miał zamontowany na środku drugi, mniejszy blat, który nie wirował samoistnie, ale można było go obrócić. Z błędu wyprowadziło mnie inne ogłoszenie: „stoliki wirujące – mediumistyczne”. W tym momencie wszystko stało się jasne. Zrozumiałam, że chodzi o kontakt z duchami. I natychmiast wyruszyłam na poszukiwanie medium.

W roku 1851 znalazłam rodzinę państwa M, którzy nabyli wirujący stolik, zaprosili osobę posiadającą odpowiednie umiejętności i którzy na seans zaprosili także dwóch niedowiarków. Wszyscy uczestnicy zebrali się wieczorem. W półmroku zajęli swoje miejsca, położyli ręce na stole i stworzyli „łańcuch”. Po 15 minutach stolik delikatnie drgnął. I nagle, przez ponad pół minuty wirował z coraz większą szybkością…

Te kilka zdań powyżej to fragment mojej książki, wspomnień z podróży do przeszłości. Bywałam i zaglądałam to tu, to tam… W połowie XIX wieku wirujące stoły i pukające duchy  poruszały najpoważniejsze europejskie gazety. Jeden z uznanych profesorów uniwersyteckich, opowiadał dziennikarzom o wiaterku na plecach, cieple rozchodzącym się w palcach, prądzie wewnętrznym, który czuł podczas eksperymentu i o poruszającej się nodze stołu.

Jako, że niektórzy uważali, że „mediumizm” nie jest aktem wiary, lecz jest jednym z rozdziałów „ogólnego przyrodoznawstwa”, powagi naukowe zaczęły przeprowadzać eksperymenty mające wytłumaczyć niezwykłe zjawisko. W 1853 roku w prasie huczało, bo coraz częściej informowano, że tak zwany „łańcuch” (ludzie stykający się koniuszkami palców rąk leżących na blacie) poruszają nawet ciężkie, masywne stoły. Zwolenników seansów przybywało i jednocześnie pojawiali się tacy, którzy ubolewali nad tym, że w tak krótkim czasie, stół stracił swoją wiekową powagę i nieruchomość, i zaczął kręcić się jak fryga. „Od ośmiu dni miasto nasze zajęte jest ruszaniem się stołów żywiej niż wszystkiemi kupieckimi interesami” – pisał jeden z niemieckich dzienników.

Postanowiłam wrócić na chwilkę do świata retro i świata duchów, i poprosić praprapra…dziadka o kilka spostrzeżeń. W wielkim skrócie to, co przekazał tubalnym głosem:

  • Czapką, chlebem i solą, ludzie sobie ludzi niewolą.
  • Pieniądz jest dobry sługa, ale zły przewodnik.
  • Jeśli kto przez całe życie poluje na dzikie gęsi, w końcu mu dzika gęś oko wydłubie. 
  • Kto jedną stronę wysłuchał, nic nie słyszał.
  • Najtrudniej przekonać tego, kto nie chce być przekonanym.

przysłowia pradziadkaCo powiedziałby stosującym filozofię: Użyjmy życia póki można, a po nas choćby potop…?*Eech… Ludzie, ludzie… Człowiek się nie dla siebie rodzi, żyć mu też tylko sobie się nie godzi.




*„Pij i kochaj! Po śmierci niech moje kości potop pochłonie!” (Straton z Sardes)

 

O polityce mój dialog z zaświatami

W Polsce trwa kampania wyborcza. Wyjątkowa, burzliwa, pełna arogancji. Nie jest możliwe odseparować się od tej niemiłej rzeczywistości. Nie jest możliwe i nie jest wskazane odseparować się lub bezkrytycznie przyjmować do wiadomości padające słowa. Sama wielokrotnie wypowiadałam się na ten temat, zachęcałam do analizy faktów, a nie „faktów”, zachęcałam do korzystania z doświadczeń przeszłości. Dziś opinie obiektywne o bieżącej sytuacji, opinie ludzi, którym nie da się zarzucić stronniczości, bo… nie żyją od lat. Skąd moja wiara w ich obiektywizm? Powtarzające się zachowania nie pozostawiają wątpliwości, co do intencji. Mam nadzieję, że ów wywiad z osobami z zaświatów okaże się dla niektórych interesujący.

Skarlet B.I.: Mąż stanu to dla mnie wybitny polityk, niezapominający o maksymie: „Salus rei publicae suprema lex esto“ (Dobro Rzeczypospolitej – najwyższym prawem). Jaka jest jego powinność wobec społeczeństwa?

Józef Ciembroniewicz – autor rozprawy o zadaniach inteligencji i urzędników państwowych (1877-1929): Mężowie stanu mają zadanie pedagogiczne do spełnienia, a co więcej, zadość uczynią ciążącej na nich odpowiedzialności, jeśli umieją działać wychowawczo tj. ujmować i poruszać dusze do wnętrza, a nie z zewnętrznej tylko strony grozić, uciskać i popychać.

Skarlet B.I: Dlaczego tak niewielu polityków można nazwać mężami stanu?

Józef Ciembroniewicz (1877-1929): Kierowanie ludźmi jest sztuką, której uczyć się trzeba mozolnie. Mało jeszcze nasza sztuka kierowania ludźmi harmonizuje z najlepszemi uczuciami nowoczesnymi, mało zastosowania znajduje chrześcijaństwo w stosunkach ludzkich – bardzo natomiast przejawia się w naszym sposobie rozkazywania szczekająca i kąsająca energia kundlów. Jak uczy doświadczenie, najgorszymi pracodawcami są najczęściej ci właśnie, którzy wprost z warstwy służebnej wspięli się na stanowisko rządzące. Stanowisko rozkazodawcy, ze wszystkimi swymi tradycjami historycznymi, wytwarza pewne położenie, w którym ostać się mogą jedynie ludzie z wysoce rozwiniętą kulturą wewnętrzną, nie dającą się zwichnąć.

Skarlet B.I: Dlaczego ci sami politycy rozprawiający o wolności, posługują się językiem nienawiści, ludzi nazywają ideologią, jedynie własne poglądy uważają za słuszne i za wszelka cenę chcą je narzucić innym?

Hippolyte Taine – historyk, filozof (1828-1893): W imię wolności i braterstwa – haseł w swoim czasie tak popularnych, udało się jakobinom zaprowadzić despotyzm godny Dahomeju, trybunał nie gorszy od św. Inkwizycji i urządzać hekatomby z ludzi, przypominające ofiary w starożytnym Meksyku.

Skarlet B.I.: Na stanowisko prezydenta kandyduje człowiek podległy rządzącym, dużo mówi o prawie, chociaż sam go nie przestrzega, szafuje obietnicami, które według specjalistów mogą wywołać krach gospodarczy w niedalekiej przyszłości.

Józef Ciembroniewicz (1877-1929): W chwilach jakichś przewrotów często na czoło tłumów wysuwają się demagogowie, z góry wiedząc, że nawet setnej części z tego, co mówią, dotrzymać nie będą mogli, obietnice te bowiem są z jednej strony praktycznie niewykonalne, z drugiej, w razie nawet możności wykonania, mogłyby być dla państwa szkodliwie. I to jest charakterystyczną cechą demagogicznych przywódców tłumów, że sami nie zastanawiają się zupełnie nad tym, czy idee ich są praktyczne i wykonalne. Wszelkie uspokojenie umysłów jest im niewygodne, bardzo łatwo bowiem, może wytrącić im z rąk kierownictwo nad tłumem.

Skarlet B.I.: W poprzednich kampaniach rządzących padały obietnice, z których wiele jest niespełnionych do dziś. Powtarzają się one w obecnie trwającej kampanii prezydenckiej.  Zwolenników rządzących nie zraża niedotrzymywanie słowa, nie razi też na przykład to, że zamiast finansowania służby zdrowia pieniądze płyną do publicznej telewizji (tuby propagandowej).

Józef Ciembroniewicz (1877-1929): Dzieje się tak, gdy przysłowiowy tłum składa się z jednostek mało oświeconych, mało kulturalnych i niezdolnych do ścisłego krytycznego rozumowania. W dusze takich jednostek na stałe wpadają ziarna demagogiczne, i jednostka dalej rozumuje w ten sam sposób.

Skarlet B.I.: Co powoduje paraliż zdolności krytycznych? tym bardziej, że pada wiele słów zaprzeczających faktom, logice, zdrowemu rozsądkowi.

Gustave Le Bon – psycholog, socjolog (1841-1931): Twierdzenie pozbawione wszelkiego rozumowania i dowodów jest jednym z najpewniejszych sposobów wprowadzenia danej idei do duszy. Im twierdzenie jest zwięźlejsze, im bardziej pozbawione wszelkiego nawet pozoru dowodów i argumentów, tym większą posiada władzę. Gdy pewne twierdzenie zostało już dostateczną ilość razy powtórzone, a zwłaszcza, gdy owo powtarzanie odbywa się jednomyślnie, wówczas tworzy się tak zwana opinia publiczna i rozpoczyna potężne działanie zarazy. W masach – idee, uczucia, wzruszenia, wierzenia itp. posiadają zaraźliwość równie wielką jak mikroby. U ludzi w tłumie wszystkie wzruszenia są nadzwyczaj szybko zaraźliwymi. Dla działania zarazy nie potrzeba, aby osobniki znajdowały się razem w jednym i tym samem miejscu. Poglądy i wierzenia tłumu nie szerzą się przez rozumowanie. Przez wszystkie wieki powstawały tą samą drogą – przez twierdzenie, powtarzanie.

Skarlet B.I: Czy możliwe, że w jakimś momencie, wśród tych, którzy ulegli demagogom, populistom, obudzi się chęć dokonania własnej oceny ich wypowiedzi i przeanalizowania faktów?

Józef Ciembroniewicz (1877-1929): Jeżeli są w tej grupie jednostki uświadomione, które pod wpływem wytworzenia się zbiorowej duszy tłumu z jej psychologicznymi właściwościami, uległy chwilowo sugestii demagogicznej, po opuszczeniu tłumu czasem powracają do równowagi i potrafią w krytycznym rozbiorze rozdzielić ziarna od plewy i otrząsnąć się z nabytych w tłumie sugestii.

Skarlet B.I.: W Polsce szerzy się brak tolerancji. Wzrasta agresja wobec ludzi innych nacji i przekonań, także politycznych. Dochodzi do aktów wandalizmu i zastraszania wobec popierających innego kandydata, niż urzędujący prezydent.

Józef Ciembroniewicz (1877-1929): Zwalczając swoich przeciwników z pogwałceniem wszelkiej kultury, zacietrzewieńcy partyjni bardzo często stosują zasadę, że cel uświęca środki – i depczą najprostsze przykazania moralne. Uciekając się do kłamstwa, gotowi są w każdej chwili najbardziej białą rzecz przemalować na czarno. Dla zadowolenia przewagi partyjnej gotowi są w każdej chwili poruszyć najniższe instynkty ludzkie, a dla przypodobania się – gotowi schlebiać i tolerować najobrzydliwsze wady, wołające o pomstę, jako grzech przeciw najkardynalniejszym zasadom współżycia, byle tylko w niczym się nie narazić. Ludzie inteligentni, a nie-zaślepieni partyjnie, muszą przeciwko temu wystąpić. Muszą partyjnej nienawiści, wprowadzającej rozkład w życie spo­łeczne – przeciwdziałać propagowaniem miłości obywatelskiej, bo tylko ona posiada i dać może moc i potęgę potrzebną do spoistej budowy państwa.

Skarlet B.I.: Politycy często padają łupem własnych ambicji, nierzadko ich kultura i kompetencje pozostawią wiele do życzenia. Nie brakuje takich „przypadków” w kręgach rządzących, ale nie starają się podciągnąć swego poziomu. Skupiają się na dzieleniu i tak już mocno podzielonego społeczeństwa.

Józef Ciembroniewicz (1877-1929): Polityka odosobnienia, pychy, szczucia, którą jeszcze uprawiają najczęściej przedstawiciele radykalni, nieustannie (jak uczy doświadczenie) wnosi także w ich własne dzieło – bakcyle rozkładu. Krytykę istniejącego stanu rzeczy i zachętę do nowych dróg można połączyć z gorącym, wychowawczym apelem do pierwiastków lepszych w człowieku.

Skarlet B.I: Polska w roku 1922?

Józef Ciembroniewicz (1877-1929): Przeszło sto lat temu rozdarto nasz organizm państwowy brutalnie na trzy części. Raz silniej, raz słabiej obroża zaciskała się koło naszej szyi. Dzisiaj sami uczyć się musimy być ludźmi wolnymi. I dzisiaj, gdy państwo nasze znowu jako takie odżyło, nie tylko o to się rozchodzi, jaką otrzyma zewnętrzną formę. Musimy dążyć do wytworzenia w tym państwie prawdziwie wolnych, prawdziwie demokratycznych, rozumieją­cych swoje obowiązki i prawa obywateli. Przemiana taka nie dokona się w gwarze waśni i zacietrzewień partyjnych, nie przeprowadzą jej reformy, nakazane takim lub owakim rozporzą­dzeniem, lecz przeprowadzić ją będą mogli jedynie należycie uświadomieni, miłujący ojczyznę obywatele, przez wzajemne, pełne miłości i wyrozumiałości wychowawcze oddziaływanie na siebie.


sowa mądraNa to mamy rozum,
abyśmy prawdy szukali
.

(z przysłów spisanych w połowie XIX wieku)

Fortele młodego i starego pająka

Prawa są nasze jako pajęczyna:
bąk się przebije, a na muchę wina.***

pająkKażdy pająk swe sidła przędzie, a potem zwinięty w kłębek, w środku swej roboty siada, wzrok jego (niby obojętny) widzi doskonale, co do stworzonej sieci wpada. Drżą drobne muszki, motyle, komary, bo kogo zguba nie przeraża?
Nagle bąk śmiało sobie brzęcząc i za nic mając pajęcze sidła, z rozpędem przebił się przez pajęczynę. Chcąc nie chcąc, pająk na ten czyn zezwolił. Więc nie zważając na grozę pająka, i chrząszcz posunie za przykładem bąka, a za nim i trzmiel, i osa przeleciały łowcy koło nosa. Wytrzymując cierpliwie, co żywo wybiegł i naprawił szkody.
Zatem i mucha, gdy drugich ujrzała
przez słabe kraty lecących bezkarnie,
głupia, nie znając, że ma zginąć marnie,
lot swój tamtędy wymierzy zuchwała.

Doskoczył pająk, gdy do siatki wpadła. Nieszczęsna, zaczęła narzekać, miotać się, prosić się litośnie, lecz ten ni mówić daje, ni uciekać. Na próżno o swym głupstwie i błędzie opowiada, na próżno przykłady innych daje,
mucha w opałachpróżno skwirczy z boleści i żałośnie brzęczy,
mistrz ją okropny coraz bardziej dręczy,
to tylko powtarzając: „Mocniejszy na świecie
słabszego gniecie”.
Pająk ją zmęczy, wyssie i udusi
i tak na koniec wyrzecze:
„Bójcie się, muszki, motyle, komary,
zbyt się unosić zuchwałemi pióry,
gdzie bąk, i szerszeń, i osa uciecze.

Poszła za ich przykładem ta mucha – i wisi bez ducha.

O fortelu pewnego starego pająka opowiedział Jan Brzechwa:

Pająk na stare lata był ślepy i głuchy,
Nie mogąc tedy złapać ani jednej muchy,

Z anten swej pajęczyny obwieścił orędzie,
Że zmienił się i odtąd much zjadać nie będzie,

Że pragnąłby swe życie wypełnić czymś wzniosłem
I zająć się, jak inni, uczciwym rzemiosłem,

A więc po prostu szewstwem. Zaś na dowód skruchy
Postanowił za darmo obuć wszystkie muchy.

Niech śmiało przybywają i młode, i stare,
A on, szewskim zwyczajem, zdejmie każdą miarę!

Muchy, słysząc o takiej poprawie pająka,
Przyleciały i jęły pchać się do ogonka.

Podstawiają więc nóżki i wesoło brzęczą,
A pająk je okręca swą nitką pajęczą,

Niby mierzy dokładnie, gdzie stopa, gdzie pięta,
A tymczasem wciąż mocniej głupie muchy pęta.

Muchy patrzą i widzą, że wpadły w pułapkę,
Pająk zaś, który dawno miał już na nie chrapkę,

Pogłaskał się po brzuchu i zjadł obiad suty.
Odtąd mówi się u nas: „Uszyć komuś buty”.

różI jak tu wierzyć pająkom?

Życzę Państwu miłego popołudnia.


*** Stanisław Trembecki „Pająk i mucha”. Wiersz jest napisany archaicznym językiem, dlatego zdecydowałam własnymi słowami opowiedzieć jego treść, wspomagając się cytatami.



 

Wojna to pokój, wolność to niewola… w świecie do góry nogami

Czy jeśli ktoś wypełnia poprawnie swoje obowiązki, żyje przestrzegając przyjętych norm, zasługuje na peany pochwalne? Myślę, że nie (pochwała – tak, peany – nie). Zauważyłam, że to niekoniecznie popularny pogląd. Dlaczego? Może świat stanął na głowie? W tej pozycji widzi się wszystko zdecydowanie inaczej. Doskonały, wręcz idealny, może być ktoś, kto nie robi nic, szkodzi, a nawet łamie prawo. Fałsz staje się prawdą, prostactwo – kulturą, arogancja – odwagą (ha, ha, ale mu powiedział, prawda?). Trochę to przypomina hasło ze świata Orwell’a:

„WOJNA TO POKÓJ / WOLNOŚĆ TO NIEWOLA / IGNORANCJA TO SIŁA.”

Zajrzałam dziś na Facebooka, weszłam na stronę Małgorzaty Trzaskowskiej, odtworzyłam króciutki filmik, który zamieściła, wysłuchałam kilku słów i… szok! Nie było swojskiego nadęcia, teatralnych min etc. To kontrast w rzeczywistości zdominowanej przez „elyty”. Jeśli normalność robi wrażenie… o czymś to świadczy. Hm, o czym? Zabieram się do myślenia…


Screen ze strony Małgorzaty Trzaskowskiej na Facebook’u.

facebook



 

Raz-dwa-trzy-będziesz-rządził-ty (krajobraz po pierwszej bitwie wyborczej)

Jest takie powiedzenie: Jeśli chcesz poznać człowieka, daj mu władzę. Okazuje się jednak, że niektórym (podkreślam: niektórym) wystarczy tylko jej przedsmak i…
Bum!!! Blask pojawia się wokół postaci upojonej eliksirem sukcesu. Ambicje kipią, Ego rośnie i rośnie… błyskawicznie, a Pamięć kurczy się w proporcjonalnym tempie i chowa się głęboko, głęboko  (w końcu to czego przybywa, gdzieś musi się zmieścić, prawda?).
Po pierwszej turze wyborów:
– Władza, władza, władza – podśpiewują sobie Ambicje.
– Mam! Mam! Mam! – krzyczy Ego. Polityk rozstawia armię, która go wspierała podczas przegranej bitwy i zaczyna się licytacja.
– Dla mnie walka skończona, ale jak wydam rozkaz, w ostatniej potyczce moje wojska staną po twojej lub po twojej stronie! – mówi z miną zwycięzcy. – Kto da więcej?!
– Jak to? Jak to? – bezgłośnie dziwi się Pamięć.
– Oooo… Aaaa.. – słychać pomruk w szeregach wojska. – Walczyliśmy o TO, a nie TAMTO. Czapeczki tamtych nie pasują do naszych mundurków, nie są w odcieniu naszego koloru. Zmienimy front ot, tak?
– Może tak, może nie – odpowiada  Pamięć, przygnieciona ciężarem Ambicji i Ego.
Licytacja trochę trwa, bo obywatel polityk musi pokazać swoją ważność (- Mam, mam władzę! – nie przestaje skrzeczeć mu do ucha Ego. – Będą się prosić o poparcie – piszczy radośnie.).
Na zawsze pozostanie tajemnicą, gdzie obywatel polityk ukrył klasę, odpowiedzialność i poglądy, którymi mamił rekrutów do swojej armii. Sugeruje (a może straszy?), że może ich postawić po przeciwnej stronie, chociaż on sam deklaruje pozostać w tym samym miejscu (ta deklaracja to zapewne efekt zapadnięcia Logiki w stan śpiączki). Buduje napięcie i raczy się… otoczony wianuszkiem dziennikarzy, ma swoje pięć minut.
Na końcu właściciel podśpiewujących Ambicji i wrzeszczącego Ego, uroczyście ogłosi (lub nie): Raz-dwa-trzy-moją-armią-będziesz-rządził-ty!

Czy armia zechce to i owo przemyśleć? Czy bezrefleksyjnie pójdzie we wskazanym kierunku? Tego nie wie nikt.

„Przestrzegając błahych praw, można łamać wielkie.” (G. Orwell „Rok 1984”)

Post Scriptum:

Moim natchnieniem (do napisania kilku słów) była postawa kandydata Hołowni (mieniącego się obywatelskim kandydatem na urząd Prezydenta). Takie licytacje to oczywiście nie jego wymysł i nie są nowością w polityce. Jednak tym razem sytuacja jest wyjątkowa, bo są kolosalne różnice poglądów pomiędzy pozostającymi na polu bitwy kandydatami, a w kontekście poglądów głoszonych przez kandydata Hołownię i w kontekście publicznego wyznania „wiem, na kogo sam oddam głos”, trudno zrozumieć ogłoszenie (tuż po wyborach), że decyzja o tym komu zostanie przekazane poparcie elektoratu, będzie obwieszczona za dwa lub trzy dni (to jest jednoznaczne ze stwierdzeniem: pomyślę, bo nie wiem, nie wykluczam żadnej strony). Próbowałam znaleźć w tej postawie odrobinkę logiki – niestety, szukałam, szukałam… i nie znalazłam. No cóż…

Przed dwoma kandydatami rozstrzygająca bitwa. Przed Polakami  wybór między demokracją a brakiem demokracji, wybór między nowoczesnością a wstecznictwem, między szansą na rozwój gospodarki a gospodarczą zapaścią. I dlatego każdy sam musi sobie odpowiedzieć na pytanie z jakim pilotem chce lecieć: z całkiem niezłym, gwarantującym miękkie lądowanie? czy z takim, który zaprasza na pokład, obiecuje piękne widoki, a o lądowaniu – ani mru, mru, bo wie, że  miękkie to ono nie będzie na pewno.

Skarlet B.I. © (wszelkie prawa do tekstu – zastrzeżone)

„Do triumfu zła trzeba tylko tego, żeby dobrzy ludzie siedzieli bezczynnie”


b wybory



 

Pieskie życie

piesek„Już od dawna, od zarania,
Poprzez wszystkie wieki,
Ciągną się popiskiwania,
Skomlenia i szczeki.
Idą pełne animuszu,
Wspólną z nami drogą,
Cztery łapy,
Para uszu,
Oczy,
Nos
I ogon.”

(Ludwik Jerzy Kern)


Ponieważ są w mojej rodzinie cztery łapki, para uszu, oczy, nos i ogon – 1 lipca świętujemy Dzień Psa. Mamy nadzieję, że nasz mały piesek (dziewczynka) ucieszy się z prezentów  (napisałam „mały piesek”, chociaż ona o sobie tak nie myśli – ani że  pies, ani że mała).  Jeśli ktoś pyta, mówimy o niej, że grzeczna, tylko czasami spontanicznie podejmuje decyzje… różne… (pomysłowość to chyba zaleta?).

Bardzo prawdopodobne, że gdyby ktoś zadał jej to samo pytanie, pojawiła by się jakaś lista zażaleń, a na niej:
po pierwsze: wyłączanie telewizora w bardzo niewłaściwym momencie (pada wtedy spojrzenie: „Jak mogliście mi to zrobić?!”; żadne tłumaczenia (oczka ci łzawią… to niezdrowe… w końcu będziesz nosić okulary…) nie przekonują; ona swoje wie, spojrzenie mówi: – Eeee, takie tam… głupotki wymyślacie…).
po drugie: notoryczne grzebanie się wywołujące zbędne, wyczerpujące dreptanie, w prawo, w lewo i głośne westchnienia pełne nerwowości (to przecież oczywiste, że jak zapadnie decyzja: „jedziemy” (nie ważne gdzie), jakakolwiek zwłoka nie wchodzi w rachubę; samochód to w końcu fajny wynalazek i te widoki za oknem…).

Na szczęście, wszelkie niefortunne (a raczej naganne) zachowania są nam wybaczane, a przytulania i okazywanie miłości nie mają końca.

Zobowiązałam się, że od mojej (nie)małej dziewczynki wszystkim pieskom przekażę:
Hau, hau, niech się wam zawsze dobrze wiedzie!


Norwid Ipse ipsum 1857Na autoportrecie Cypriana Kamila Norwida (1857 r. „Ipse ipsum”) są trzy psy, być może te same, o których wspomniał w jednym ze swoich wierszy.

„Za si­wy­mi wo­ła­mi,
Za ro­ga­ty­mi,
Po mo­krym le­sie, z psa­mi,
Z psa­mi cha­dzam żół­ty­mi.
Je­den zo­wie się Bry­sio,
A dru­gi, bury, My­sio,
A jest i suka w łaty,
Co po rży­sku, po zło­tem
Szu­ka my­szy ko­sma­tej,
Kre­tów szu­ka pod pło­tem.”
(Cyprian Kamil Norwid)

Norwid Pies odpoczywający

Na obrazie: Pies odpoczywający Cypriana Kamila Norwida

Na zakończenie Franciszek Klimek – wielki miłośnik kotów, ale nie tylko…

„Powiedzcie mi jak to się dzieje,
a może dziwię się niesłusznie:
Pies przyjdzie, nawet, gdy kuleje,
a człowiek
– cóż… z tym bywa różnie.”
(Franciszek Klimek)



 

Dylemat żaby

Wczoraj ktoś mi przypomniał o jednym ze spotkań z Czytelnikami i przemknęły po głowie jakieś pytania, które zdarza mi się spotykać przy różnych, podobnych okazjach: najpiękniejsze miejsce, naj…książka, naj…film i inne naj… A ja z wyborem jednego „naj” mam zwykle problem. Tak samo jak rodopskie rzeźby natury, zachwycają mnie pomarańczowe klify wyrastające z morza. Naj…książki i naj…filmy mam na pogodę i niepogodę, zdarza się też, że niektóre pozbawiam „naj” i przekazuję je jakiemuś naj…odkryciu. Czy to potwierdzenie, że „la donna e mobile” (kobieta jest zmienna)? czy może to cecha części rodzaju ludzkiego, niezależnie od płci?

q oto jest pytanie

Niewątpliwie czasem trudno jednym słowem określić: się lub coś. Bywa tak jak z żabą w anegdotce.

lew i żaba

Pojedynek białej i czarnej magii

Zbliża się najkrótsza noc w roku, od stuleci poruszająca ludzką wyobraźnię w Polsce i w wielu innych krajach: skandynawskich, anglosaskich i bałkańskich. W Bułgarii, w przededniu 24 czerwca (święta ziół i zielarzy) ożywają legendy. Przenieśmy się na chwilkę do świata na kilkanaście godzin otulonego mgłą tajemniczości.

zioła 1a23 czerwca, po zmroku żywa (płynąca) woda  nabiera leczniczej i magicznej mocy. Ponieważ ludzki głos mógłby pozbawić ją cudownej siły, należy w ciszy zaczerpnąć jej z czystego źródła i w milczeniu zanieść do domu, ażeby móc korzystać z uzdrawiającego działania w najbliższym roku. Panny zostawiają w „milczącej wodzie” swoje kwiaty, żeby następnego dnia móc odczytać z nich przepowiednię dla siebie.

Nocą wychodzą z lasu  leśne duchy, a każdy przybiera postać pięknej dziewczyny, żeby zauroczyć nierozważnych młodzieńców, tych którzy nie wypili naparu z szafranu, chroniącego przed zgubną miłością.

Nie próżnują też smoki. Przeobrażają się w urodziwych kawalerów i czyhają na panny. Nie łatwo im osiągnąć cel, bo dziewczyny, przed nastaniem nocy, kąpią się w odstraszającym naparze z piołunu.

marsylia czworolistna
Marsylia czterolistna

Tuż przed wschodem słońca rozkwita marsylia czterolistna, „razkownicze” – bajkowy kwiat, posiadający cudowne właściwości: otwiera co zamknięte i leczy to, co nieuleczalne. Właśnie o tej porze zielarze wyruszają zbierać zioła. Muszą być z kroplami rosy i ma ich być 77 i pół. Kiedy już uzbierają 77 gatunków, z zamkniętymi oczami pochylają się, żeby zerwać połowę przypadkowej rośliny. Ta połowa jest na nieznane lub nieuleczalne choroby.

Tego samego dnia, kiedy tylko zapieje kur, wiedźmy wsiadają na swoje miotły, żeby mogły jako pierwsze zebrać leczniczą rosę z roślin. Jeśli uda im się wyprzedzić zielarzy, przelecą nad polami i łąkami i uczynią je bezpłodnymi.

roślinyW czasie trwania magicznej nocy ludzie z nadzieją wypatrują błękitnego płomienia, bo wszędzie tam, gdzie się pojawi, głęboko, pod ziemią leży ukryty skarb.

Wschodzące słońce trzeba powitać, zwracając twarz ku niemu, a każdy, kto spojrzy przez ramię i zobaczy swój cień, będzie miał wyjątkowo udany rok.

24 czerwca walczą ze sobą biała i czarna magia. Zbieracze wyplatają z zebranych ziół wielki wieniec, przez który przechodzą nieodporni na złe zaklęcia ludzie. Ma ich to uchronić przed ciemnymi mocami i zapewnić zdrowie. Rośliny z wieńca będą wykorzystywane do leczenia w ciągu najbliższego roku.

Stare wierzenia podpowiadają, że 24 czerwca to najlepszy dzień, żeby sporządzić amulet. Te z suszonych ziół mają działać rok. Te ze świeżych – znacznie dłużej.

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że niezwykłe musi być miejsce, w którym „zakwita moc czarów”, jedno z nich, w poemacie „Zaklęte jezioro”, opisał Ludomir Benedyktowicz (poeta i malarz).

Gdzie roje ptactwa i orlich gniazd sporo,
Mieści się w głębi Zaklęte Jezioro.
Na brzegu jego u podnóża dębów
Wśród mchów zielonych jedwabnej pościeli,
Jakieś się z głazów rumowisko bieli,
Szczątki prastarych murowań i zrębów,
Jakiejś odwiecznej warowni z świątynią –
Wielce ponętnym ten zakątek czynią.
Śród nich największy kamień, w krąg wycięty,
W głąb drążonymi przyozdobion skręty,
W tem uroczysku stojący na straży,
Zda się być jednym z ofiarnych ołtarzy.
Około tego to jeziora właśnie
Krążyły wieńcem najcudniejsze baśnie.
Wiedziano z dawna o tem pośród ludu,
Że kto tam dostał się, nie skąpiąc trudu –
Ten mógł być pewnym sowitej nagrody
We wszelkich płodach, jakie las dać może:
Bo tam najbujniej rosną o swej porze
Najzdrowsze grzyby, najsłodsze jagody;
Tam się najgęściej gronami orzechów
Złocą leszczyny na zimowy przechów;
Tam stroją brzegi jego wód dokoła
Najświeższe kwiaty, najwonniejsze zioła;
Na wiosnę ptactwo tam najwdzięczniej śpiewa,
Najstarsze w niebo unoszą się drzewa –
I tam paproci moc czarów ukryta
W noc świętojańską na pewno zakwita.
To dzikie z dala od świata ustronie
Jakieś czarowne przenikają wonie,
I jakieś ludzkie wypełniają głosy,
Przedziwną pieśnią idące w niebiosy.
W szeleście dębów i sosen odwiecznych,
Podmuchem wiatru trąconych śród ciszy,
Jakieś odgłosy wyraźnie się słyszy…

Co w mojej duszy gra?

Ograniczyłam trochę kontakty z internetowym światem. Dziś zauważyłam, że od trzech tygodni nie wyklikałam tu ani słowa. Chyba trochę winien temu Czas. Rozpędzony – głuchy jest na prośby, mowy nie ma o jakiejkolwiek współpracy i tak, dzięki niemu, doleciałam do czerwca sama nie wiem kiedy.

Moim lekarstwem na zmęczenie jest muzyka. Wracam do niektórych piosenek. Jedną z nich jest ta znajdująca się poniżej (znalazła się na play liście, na końcu mojej ostatniej książki, tuż, tuż po wyznaniu w rozdziale „Co w mojej duszy gra” 😉 ).

W bałkańskim kociołku

Tłumaczenie fragmentów tekstu piosenki: Od stu lat tylko ciebie kocham, ale przed wszystkimi muszę zaprzeczać. Rozbiłam twój świat. Nie wiem po co ci ja. Rzeczywistość uderza w twarz. Dla ciebie królowa, dla wszystkich błądząca grzesznica. Nienawidzę naszej miłości. Wypijam ostatnią lampkę i odejdę, ale czy coś zmienię? Do końca życia nasze dusze będą się kochać. Dlaczego nie mam prawa do szczęścia?

Teledysk znajduje się na YouTube.

W międzyczasie odkrywałam nowego Bloggera. Zapewne posiadacze blogów wiedzą już, że Blogger wprowadza nowy interfejs. Na razie jest możliwość przełączania się między nową i starą wersją. „Za chwilę” to się zmieni (trzeba będzie korzystać z nowej wersji). Są zmiany w edytorze tekstu. Chyba warto spróbować poznać nowe zasady, bo w przypadku jakichś problemów można jeszcze wrócić do znanej wersji Bloggera. TU zamieściłam screeny (z objaśnieniami) i napisałam kilka słów o tym jak pisać posty po nowemu, jak dodawać obrazy (jak je rozmieszczać, jak ustawić ich rozmiar), jak zmienić szablon bloga.

blogger krok po kroku

Motylek w róży jest zakochany (majowe rozważania)

Maj to wyjątkowy miesiąc. Kiedyś miałam wrażenie, że posiadł magiczne właściwości, miałam wrażenie, że zna sposób na mniejsze i większe smuteczki; może potrafił je utemperować, a może oczarowywał na tyle skutecznie, że odechciewało się im dokuczać ludzkim istotom. W tym roku pan Maj wydaje się nie do końca panować nad sytuacją. W ptasie trele wgryzają się jakieś zgrzyty…

Z przyjemnością wracam do Heinricha Heine’go i jego ogłoszenia przybycia urokliwego Maja, barwnego, pachnącego i kipiącego radością.

Heine maj przybył


Motylek w róży jest zakochany,
Krąży w koło niej bez końca,
A wokół niego krąży świetlany
Promyczek złotego słońca…

Lecz w kim się kocha piękna różyczka?
To mi zagadka paląca!
Czy się domyślać tutaj słowiczka?
Czy kocha, gwiazdka milcząca?

Nie znam miłości różyczki gońca,
Ja jednak wszystkich was wielbię:
Różo, motylku, promyczku słońca,
Słowiku, gwiazdko i – ciebie!

róża królowa

 

Groźne miny, tupnięcia nogą i skomplikowane kroki

Kalendarz nietypowych świąt przypomniał mi, że jutro Międzynarodowy Dzień Tańca i mignęły mi przed oczami dwa tańce (ja je tak nazywam, chociaż nie są tańcami w pełnym znaczeniu tego słowa, ale zawierają charakterystyczne elementy wymieniane w definicji tańca; jest w nich i rytm, i emocje wyrażone ruchem).

Pierwszy kojarzy mi się z Edirne (Turcja). Jak pomyślę o tym mieście widzę kilkusetletnie meczety, słyszę śpiewne recytacje patetycznych wierszy, słyszę piszczałki i bębny narzucające rytm tanecznym krokom mężczyzn skąpanych w litrach oleju, uczestniczących w odbywających się tu walkach.

edirne.meczet
Zdjęcie zrobiłam w tureckim Edirne. W tekście pod tytułem:  „Przed walką piszczałki i bębny narzucają rytm ich tanecznym krokom” napisałam o odbywających się tam „tłustych” walkach, popularnych na Bałkanach (TU znajduje się wspomniany tekst).

Z tańcem kojarzy mi się też wielkie widowisko, powtarzające się każdego dnia podczas zamykania niektórych punktów spornej granicy indyjsko-pakistańskiej i nie odbywa się ono wyłącznie dla turystów. Cieszy się zainteresowaniem obywateli obu państw, o których trudno powiedzieć, że żyją w pełnej zgodzie.

Wagah Attari

Jeszcze zanim pojawią się bohaterowie spektaklu, podekscytowana publiczność skanduje patriotyczne okrzyki. Ceremonia nie zawsze jest identyczna, chociaż powtarza się większość elementów. Jak w teatrze pantomimy jest tu szeroka gama min i gestów. Wprawdzie przeważają groźne spojrzenia, demonstracja siły, ale są też pojednawcze uściśnięcia dłoni. Widowisko jest bardzo oryginalne i trudno się dziwić, że znane jest na całym świecie. To jeden z obyczajów, których mnogość i różnorodność powoduje, że nasza planeta jest tak ciekawa i kolorowa.

Przy okazji dzisiejszej krótkiej „podróży” do Indii, dodam jeszcze, że na „tak” i „nie”, Hindusi kiwają głowami jak Bułgarzy czy Grecy (czyli w przeciwnym kierunku, niż w Polsce).

Poniżej 3 filmy z fragmentami granicznej uroczystości

Oddział pakistański na początku ceremonii – 3 min.



Potyczka na gesty (Pakistańczyk z czarnym, Indus z czerwonym wachlarzem na nakryciu głowy) – 3 i pół minuty



Ceremonia zdjęcia flag widziana ze strony Pakistanu



#zostańWdomu

 

Nie kaszl, młoda damo!

Podczas kwarantanny nie musi być nudno. Rodzą się pomysły, rodzą się hity. Jeden z nich powstał w Macedonii i błyskawicznie „rozszedł się” po Bałkanach. W tekście marzenie bliskie bałkańskim sercom: żeby już móc pójść do knajpki.  A w refrenie słowa bułgarskiego premiera: Nie kaszl, młoda damo (słowa padły podczas briefing’u). Muzyka zapożyczona z włoskiej pieśni ludowej, melodia jest dobrze znana, została też wykorzystana w piosence „Bella, ciao” śpiewanej przez włoskich partyzantów z czasów II Wojny Światowej.

Piosenkę (jest poniżej) dedykowaną koronawirusowi nagrał macedoński zespół „Brasstet Skopje” podczas kwarantanny. Panowie udowodnili, że nie będąc obok siebie, dzięki internetowym komunikatorom, bez użycia profesjonalnego sprzętu można tworzyć.

macedonia-skopje6
Skopje

Nie obyło się bez wymiany uprzejmości. Premier Bułgarii Boyko Borissov podziękował za piosenkę na swoim facebook’owym profilu. Jej autorzy, panowie: Aleksandar i Dac szybko odpowiedzieli, m.in. podziękowaniem za obiecaną pomoc Macedończykom w walce z koronawirusem, a swoją wypowiedź zakończyli słowami: Pesnata ne znae za granici i jazici (piosenka nie zna granic i języków – w przypadku macedońskiego i bułgarskiego różnice są tak niewielkie, że ze zrozumieniem się nie ma najmniejszego problemu).

macedonia-skopje3
Skopje – Archeologiczne Muzeum Macedonii

Mam nadzieję, że słynna piosenka spodoba się Państwu w nowym wykonaniu. 🙂 (Na zdjęciach Skopje – stolica Macedonii.)

Tłumaczenie fragmentów tekstu:
Fajnie było przed kwarantanną. Korona ciao, ajde ciao, ciao, ciao… Dajcie knajpki, zgraną kompanię, bo inaczej zwariujemy. W czterech ścianach, gdzie mam chodzić? (…) Po staremu niech odżyją ludzie. (…) Nosimy maski, jak byśmy byli haski. (…) Pokaż twarz, pozwól się całować, bez miłości sfiksujemy. Refren: Nie kaszl, młoda damo. Korona ciao, ajde ciao… nerwowość chwyta…

TU znajduje się ta piosenka na YouTube

*******

Wszystkich ciekawych Bałkanów zapraszam do moich wspomnień, których cząstka znalazła się w  „W bałkańskim kociołku”.

by zyć wolniej wyd bernardinum

#zostańWdomu