Archiwa kategorii: książki

O Wilku, „faktach” i wilczej sprawiedliwości

Zapraszam dziś do świata zwierząt na spotkanie z Wilkiem, niewinnym Barankiem i mądrą Sową.

sowa mądra

Rosnące na łagodnym stoku niewysokie drzewa i krzewy pyszniły się liśćmi w różnych odcieniach zieleni. Leżące gdzieniegdzie kamienie obrośnięte mchem, wskazywały drogę wąskiemu potokowi. W pewien upalny dzień pragnienie przygnało na brzeg Wilka i małego Baranka.
Wilk – łotr dobrze znany leśnej społeczności – pochłeptał łapczywie wodę, a potem rozejrzał się wokół i niżej, w niedalekiej odległości zobaczył pijącego Baranka. Awanturnicza natura kazała mu wszcząć kłótnię.
– Dlaczego zmąciłeś mi wodę?! Widziałeś, że gaszę pragnienie! – krzyknął.
– Ależ, na bogów! Wilku, proszę! Jak mógłbym zrobić to, o co mnie oskarżasz? – powiedział Baranek drżącym głosem. – Do miejsca, gdzie ja piję, woda spływa od ciebie.
Te słowa nie zrobiły na Wilku wrażenia. Moc prawdy nie działała na niegodziwca, który szukał zaczepki.
– Sześć miesięcy temu źle o mnie mówiłeś!
– To przecież niemożliwe. Mnie wtedy jeszcze nie było na świecie – wyjaśniał przerażony Baranek.
– Na Herkulesa! Wtedy twój ojciec mówił o mnie źle!!! – wrzasnął Wilk i skoczył w kierunku Baranka. Rzucił się na swoją ofiarę, chwycił zębami i rozszarpywał z wściekłością. I tak zginęło niewinne jagnię.
Przyglądała się wszystkiemu Sowa ukryta w koronie drzewa. Jej wielkie oczy wyrażały bezgraniczny smutek, a po głowie snuły się myśli: Jak złe jest bezprawie. Jak bardzo potrzebny jest sąd leśnej społeczności, jak bardzo potrzebni są sprawiedliwi sędziowie, żaden łotr i kłamca nie mógłby bezkarnie krzywdzić niewinnych.
© Skarlet B.I.  

Napisałam tę bajkę na motywach opowieści Fedrusa liczącej sobie 2000 lat. W oryginalnej wersji łacińskiej występują dwie postacie: wilk i baranek. W ostatnich wierszach bajkopisarz wyjaśnia: Ta bajka jest napisana z powodu ludzi, którzy tworzą przyczyny (którymi kierują złe pobudki), żeby uciskać niewinnych, a ja dodam: wilków ci u nas dostatek.

wilk i jagnię Fedrus

Fedrus: Ad rivum eundem lupus et agnus venerant siti compulsi… Do tego samego potoku wilk i baranek przyszli…

Złe wieści, marsz do kąta!

wiosna 2020Tegoroczne świętowanie Wielkanocy nie będzie typowe. Na Bałkanach zawsze było hucznie, po odbywającej się o północy mszy strzelały kolorowe fajerwerki. W tym roku ludzie pozostaną w domach.  Myślę, że na przekór szalejącemu wirusowi, należy z całych sił starać się nie poddać smutnemu nastrojowi, postawić za drzwiami wszystkie złe wieści krążące wokół nas.

tulip-3192475_960_720Chciałam polecić jakieś tematycznie związane lektury, ale to trochę trudne… Nie wiem dlaczego tak się dzieje, że w przeciwieństwie do Bożego Narodzenia, które jest tłem wielu powieści i filmów, Wielkanoc rzadko jest „bohaterką”. Zapytano mnie kiedyś w jakimś wywiadzie o książkę z akcją osadzoną w wielkanocnym czasie i  prawdę powiedziawszy, wpadł mi wtedy do głowy tylko jeden tytuł: „Chłopi” Reymonta i pięknie opisane świętowanie we wsi Lipce. Pamiętam, że czytając pierwszy raz tę powieść czułam atmosferę przedświątecznych przygotowań, kiedy to „wszystkie kobiety tak się zajęły rozczynianiem i toczeniem bochenków, otulaniem w pierzyny dzież i niecek z ciastem, wsadzaniem do pieców, że jakby o całym świecie zapomniały, tym się jedynie jasując, by zakalec nie wlazł do placka albo się nie spaliły.”. Przed oczami miałam „czerwone wystrzyganki”, którymi Jagusia obkleiła obrus i „baranka z masła, tak zmyślnie przez Jagnę uczynionego, że kiej żywy się widział”.

A gdyby ktoś miał chęć zajrzeć do książki naszego Noblisty, jest ona dostępna on-line TU w Bibliotece Internetowej  (strona główna Biblioteki: http://www.wolnelektury.pl – znajduje się w niej ponad 5000 darmowych utworów, są wśród nich dzieła nie tylko polskich poetów i pisarzy, jest m.in. Balzac i jego „Eugenia Grandet”, „Granatka”, Ojciec Goriot” i inne).

Historia szczęśliwego wyboru głupiego pseudonimu

dalie

Bardzo dziś u mnie kwiatowo, a wiąże się to z imionami, wszystko wyjaśnię na końcu, a tymczasem wracam do osoby bułgarskiego pisarza, którego wspomnienie (anegdotyczną historyjkę: „To nie byłem ja, proszę pani”) niedawno tu opublikowałam. Elin Pelin to jego pseudonim literacki. Czy miał wpływ na sławę? Pisarz sądził, że tak.

Myślę, że moja szeroka popularność (niektórzy utwierdzają mnie, że istnieje) wynika wyłącznie ze szczęśliwie wybranego i w rzeczywistości głupiego pseudonimu – napisał.

kamelia
kamelia

Zanim opowiem jak Elin Pelin dokonał wyboru, kilka słów wstępu.

Na co dzień, wcale nierzadko, zdarza się słyszeć w bułgarskich rozmowach dość szczególne rymowanki. Szczególne, bo tylko jedno słowo (na dwa) jest prawdziwe (znane, używane), drugie jest tworem fantazji (nieistniejące, na próżno by go szukać w słowniku), a rodzi się ot, tak. Przykład: piper-miper (piper to papryka, a miper nie znaczy nic (na marginesie dodam, że w bułgarskim wyraz „piper” odnosi się do papryki i do pieprzu (czeren (czarny) piper to pieprz)). I właśnie takiego typu rymowanką jest pseudonim pisarza.

W młodości marzył, żeby zostać malarzem i nie miały dla niego znaczenia wiersze i opowiadania, które pisał. Podpisywał je różnymi pseudonimami, inicjałami, a czasem wcale. I wtedy zetknął się z pseudonimem Veselin i tak bardzo mu się spodobał, że postanowił znaleźć dla siebie coś podobnego, a na pewno kończącego się na -in. Natknął się na ludową piosenkę o zielonym piołunie bujającym się od wierzchołka do korzenia. Powtarzają się w niej słowa: Elin pelin (pierwsze nie znaczy nic, drugie (pelin) to piołun). I to było TO, a nawet więcej, bo -in na końcu powtarzało się dwa razy. I tak został już na zawsze Elinem Pelinem. Na początku próbował ustalić, czy słowo „elin” na pewno nic nie znaczy (pytał zwykłych ludzi i uczonych) i szybko upewnił się, że nie i jak sam napisał we wspomnieniach, okazało się, że:  to coś takiego jak wyrażenia: gawanka-mawanka**, piper-miper i inne podobne.

Jakie losy miałoby moje pisanie, gdyby na końcu stawało napuszone moje ludzkie imię Dimityr Stoyanov? – pytał sam siebie po latach. No cóż, tego nie wie nikt.

piwonia różowa

Od czasu „szczęśliwie wybranego i w rzeczywistości głupiego pseudonimu” minęło ponad 120 lat. Na cześć pisarza nazwę Elin Pelin dostało miasteczko w Bułgarii i przylądek na Antarktyce (Elin Pelin Point), spotyka się też panów noszących imię Elin.

Nie spotkałam się z imieniem Pelin (piołun), ale popularne są na Bałkanach „roślinne” imiona dla obu płci (stąd zdjęcia kwiatów w tekście). Myślę, że w Polsce nie spotyka się ich aż tak wiele, może więc będzie to ciekawostka. Nie brakuje tu Margaritek (Margarita, zdrobniale Margo); jest Kamelia, Magnolia, Dalia i Bożura (piwonia). Jest Temenuga (fiołek), Żasmina (jaśmin) i Zjumbiuła (hiacynt).

Dość popularne jest imię damskie Detetelina (koniczynka) i męska odmiana koniczyny: Detelin, zdrobniale Dido. Jest pan Karamfił (goździk) i pani Karamfiłka (tu mam problem z odmianą goździka). Jest imię Winogrono: Grozdio (pan) Grozdanka (pani); jest Neven  i kobieta Nevena czyli nagietek.

goździk

Nierzadko spotyka się imię: Jasen (jesion), Jawor (klon), czy męskie imię Wyrban (wierzba – dla kobiety Wyrbinka).

Imię róży też noszą panie i panowie. Jest Roza (róża), a także Trendafił (męskie) i Trendafiłka (żeńskie), co znaczy róża multiflora. Wszyscy posiadacze „roślinnych” imion mają ruchome imieniny – w Niedzielę Palmową.

**gawanka – dawniej małe, drewniane naczynie z przykrywką (do przechowania soli)

Tekst © (wszelkie prawa zastrzeżone) – Skarlet B.I.

róża multiflora
róża multiflora

Różne są rodzaje skąpców, każdemu odsłonię oblicze

Humorzasty miesiąc marzec zwraca uwagę na literaturę już od pierwszego dnia (w kalendarzu nietypowych świąt to Międzynarodowy Dzień Przytulania Bibliotekarza). Za chwileczkę jest Dzień Pisarza, o którym już tu wspominałam, a pod koniec miesiąca świętuje Poezja – mniej lubiana, niż jej siostra Proza, ale też piękna i posiadająca nie mniejszą siłę wywoływania całej gamy emocji. I chyba nie może być inaczej, skoro opiekują się nią córki samego Zeusa. Muzy nie ganią swej podopiecznej za brak powagi od czasu do czasu. Przyklaskują, jak wywoła uśmiech na twarzach ziemskich istot.

Wprawdzie do Międzynarodowego Dnia Poezji pozostało jeszcze dwa tygodnie, ale niech wie siostra Prozy, że o niej pamiętam (chociaż spędzam z nią mniej czasu, niż z Prozą).

białe kwiaty m

Poezja niepoważna z roku 1886

Prawie Heine

białe kwiaty m

Chwilka z poezją Jantka z Bugaja

czyli Antoniego Kucharczyka (1874-1944) ludowego poety (urodził się on w przysiółku nazywanym Bugaj i stąd jeden z używanych pseudonimów literackich brzmi Jantek z Bugaja).

Skąpcy

Różne są rodzaje skąpców.
Parę ich wyliczę
i każdemu z tych rodzajów
odsłonię oblicze.

Dusigrosz to skąpiec,
który za korony
zaprzedałby piekłu duszę
swych dzieci i żony.
A w piekle gdyby dano
wór pieniędzy w ręce,
sprzedałby się w drugie piekło
ku większej udręce.

Sknera aby jak najwięcej
mieć w kupie pieniędzy,
żyje w biedzie, w niedostatku.
Żyje w ciągłej nędzy,
choć pieniędzy taką ilość
przez skąpstwo uzbiera
by wyżywił powiat cały.
Sam z głodu umiera.

Kutwa zaś, to by się zgodził
za sztukę halerza
wybrać inwentarz dziadowi
z głowy i kołnierza.
A jakby mu drugi halerz
dopłacił w nagrodę,
cały rok by swoim kosztem
żywił ową trzodę.

Liczykrupa, jak wskazuje
ten tytuł zdrobniały,
to już skąpiec nad skąpcami.
Przez żywot swój cały
krupy liczy, z nosa zjada
i kropki nad „i” nie da.
Ma już krocie, a narzeka,
że z nim wielka bieda.

Skurczy łapa – bardzo liczny
ten rodzaj u ludzi.
W nim ból, męka, nędza, łzy płaczu
litości nie wzbudzi.
On z rozkoszą tej sierocie,
co z głodu umiera,
ostatni kęs chleba od ust,
z chciwością wydziera.

Wiosna

Po smutnej zimie, przyszła nam wiosna,
Młoda, rozkoszna, błoga, radosna,
W całym swym blasku i majestacie,
W swojej nadobnej, zielonej szacie.
W promieniach słońca powietrze drżące,
Wonią, czystością, rozkoszą tchnące,
Wszystko się cieszy w tej lubej wiośnie,
I już nie smutno, jakoś radośnie.
Nad bujnym łanem ojczystej niwy,
Śpiewa i śpiewa skowronek tkliwy
W zielonym gaju, lesie, dąbrowie,
Rozgłośnie koncert nucą ptaszkowie.
Po wonnych łąkach, barwne motyle
Tańczą wśród kwiatów — i pszczółek tyle
Jedna przed drugą skrzętnie się zwija,
Słodycze z miodnych kwiatów wypija.
O, wy! co w wiośnie życia żyjecie,
Jak te stubarwne na łąkach kwiecie,
O, wy dziewice i wy młodzieńcy,
Pokąd młodości wiosna was wieńczy,
Szczerze, z zapałem pracuj, o młodzi,
Bo jesień nigdy tego nie zrodzi,
Czego wiosenna pora nie wsiała,
A wiosna życia tak krótkotrwała.

białe kwiaty m

To nie byłem ja, proszę pani

Myślę, że już kiedyś wspominałam o pewnej bajce dla dzieci, która bardzo przestraszyła mojego Męża. Stało się to, gdy był dzieckiem (nie zawsze bardzo grzecznym). Na okładce książki, którą kupili rodzice, byli jej główni bohaterowie: niesforny, rozczochrany chłopiec Jan Bibijan i zaprzyjaźniony z nim diabełek (imienia nie wymienię, bo nie brzmi najlepiej w języku polskim). Mąż  nie doczytał bajki do końca i obiecał sobie: żadnych książek! nigdy więcej! Na szczęście nie dotrzymał sobie słowa (i czyta, i pisze), ale ta historia zapisała się w pamięci (i oczywiście uczucie przerażenia też).

Autorem „Jana Bibijana” jest znany bułgarski pisarz używający pseudonimu literackiego Elin Pelin, a ponieważ dziś „Dzień Pisarza” powiem o nim kilka słów. Przetłumaczyłam też krótką, anegdotyczną historię z jego życia, którą sam opowiedział.

Peyo_Yavorov_and_Elin_Pelin,_1906
Peyo Yavorov (bułgarski poeta i pisarz) i Elin Pelin w 1903 r. podczas pobytu we Francji (zdjęcie archiwalne z bułgarskiego archiwum państwowego)

Elin Pelin urodził się w 1877 roku, w czasach przynależności Bałkanów do Imperium Osmańskiego. Dożył wyzwolenia, zmarł w 1949 roku. Był bardzo wszechstronnym twórcą, pozostawił wiersze (w młodości fascynowała go poezja), pisał bajki, opowiadania, nowele, powieści. W pamięci Bułgarów zapisał się jako mistrz krótkich form (także satyry). Nazywa się go też piewcą wsi, bo potrafił dostrzec jej uroki, ale nie tylko. Widział i wady, i z humorem o nich opowiadał. Przez 6 lat pracował w Bibliotece Narodowej w Sofii i z tego okresu jest wspomnienie, które przetłumaczyłam.

„Parawan” – Elin Pelin

Ktoś lekko zapukał do drzwi mojego gabinetu w Bibliotece Narodowej. Weszła młoda, elegancka dama w woalce, wystrojona, przypudrowana, umalowana – i wypełniła pokój zapachem drogich perfum.
– A, pardon – powiedziała i odwróciła się, żeby wyjść.
– W czym mogę pomóc?
– Szukam Elina Pelina.
– Elin Pelin to ja.
Odwróciła się zdziwiona, spojrzała na mnie podejrzliwie, zaśmiała się i zapytała:
– Był pan w Ameryce?
– Nie, nie byłem.
– Tak, to rzeczywiście nie pan – powiedziała trochę zawstydzona. – Ja, proszę pana, bardzo dobrze znam Elina Pelina, on jest osobistym przyjacielem Dostojewskiego i Tołstoja, i był w Ameryce. Obiecał mną pokierować i załatwić wyjazd do Ameryki, i ja chcę jechać.
– Zna pani bardzo dobrze tego Elina Pelina?
– Bardzo dobrze. Pewnego wieczoru, było już ciemno, poznaliśmy się przy hali targowej.
Dama wydała mi się jedną z kobiet lekkich obyczajów.
– Był do mnie podobny?
Zaśmiała się.
– Nie… Tak… On był młodszy. Powiedział, że pracuje w Bibliotece i, znaczy, tu mam go szukać.
– Wygląda, proszę pani, że ten Elin Pelin to nie byłem ja.
– Tak. To nie pan, nie pan. Czy nie ma tu innego Elina Pelina? – zapytała naiwnie.
– Nie wiem.
Wyszła zawstydzona.

Skarlet B.I. – tłumaczenie © (wszelkie prawa zastrzeżone)

3 marca – Międzynarodowy Dzień Pisarza

Z doświadczenia żabiego królestwa

Wiem, że żabki niekoniecznie cieszą się sympatią, ale ja je lubię i nie mogłabym nie wspomnieć o Światowym Dniu Żaby (w lutym). W domu, koło mojego laptopa, stoi figurka przedstawicielki gatunku i uśmiechnięta, spogląda na mnie wyłupiastymi oczkami. Żaba jest w niektórych kulturach symbolem szczęścia i bogactwa. Podobno wielu Japończyków nosi origami-żabę w portfelach.

żabkaZ okazji żabiego dnia powracam do świata ezopowych bajek. Już wspominałam, że były one kanwą dla wielu. W oryginale bardzo krótkie, tłumaczone ze staro- na nowogrecki,  a potem na inne języki, oddalały się od pierwowzoru. Dawno temu ze starogreckiego na bułgarski przetłumaczył bajki Ezopa Todor Sarafov, jedną z nich przetłumaczyłam na polski. I oczywiście występuje w niej żabka.

Żaba-lekarz i lisica. Razu pewnego, żaba siedząca w stawie, obwieściła wszystkim zwierzętom: – Jestem lekarzem! Znam wszystkie rodzaje lekarstw! Usłyszała ją lisica i powiedziała: – Jak możesz ratować innych, skoro samej siebie nie umiesz wyleczyć ze skakania?
Bajka pokazuje, że ten, kto ma małą wiedzę, nie powinien pouczać innych.
(Ezop; tłumaczenie ze starogreckiego na bułgarski – Todor Sarafov; tłum. z bułgarskiego – Skarlet B.I)

I jeszcze jedna bajka (moja, inspiracją był Ezop): O małej Myszce, która chciała przepłynąć przez żabie królestwo.

Mała Myszka wcześnie została sierotą. Coraz trudniej radziła sobie ze zdobywaniem pożywienia, ale nie tylko to było jej problemem. Grasował w okolicy czarny kot Bazyli. Podczas gdy urządzał polowania, zawsze udawało się myszce znaleźć dobrą kryjówkę. I chociaż chwilami dopisywało jej szczęście, czuła się zmęczona swoim życiem. Sama, bez rodziny, coraz częściej głodna, urozmaicała sobie czas odwiedzinami u sąsiadów, a niekiedy przysiadała na brzegu stawu i gawędziła z równie samotną, młodą żabką. To od niej dowiedziała się, że mogłoby się jej żyć lepiej i bezpieczniej na przeciwległym brzegu. Pewnego dnia, zdecydowana wyruszyć w świat, pobiegła nad staw. Nagle, zamiast przyjaciółki pojawiła się stara Ropucha.
żaba zła (2)– Uciekaj stąd! – zaskrzeczała. – To moje królestwo! Nie potrzebujemy takich jak ty!
– Ale ja… – próbowała wtrącić Myszka.
– Co ty sobie myślisz?! – kontynuowała Ropucha. – Jesteś szara, włochata, jesteś inna! Nie pasujesz do nas!
– Ale ja… ja tylko chcę prosić…
– Czego chcesz?! – zakumkała nieprzyjaźnie Ropucha.
– Przepłynąć na drugą stronę, ale…
– Hm, hm – zastanawiała się Ropucha. – Może i ci pomogę – zachichotała.
– Dziękuję. Dziękuję – szczebiotała Myszka.
– No dobrze, już, dobrze. Usiądziesz mi na grzbiecie, ale najpierw oderwij duże źdźbło tamtej trawy, a ja cię, na wszelki wypadek, przywiążę do nogi.
Szczęśliwa Myszka szybko wypełniła polecenie. Nagle, jeszcze na początku przeprawy, stara Ropucha zanurkowała, ciągnąc za sobą przerażoną pasażerkę.
– Ratunkuuu! Ratunkuuu! Tonę! Pomocy! – błagała Myszka.
Całą scenę obserwował Bocian ukryty w zaroślach.
– Ee-ech, wiele złego zrobiłaś dla żabiego królestwa. Rozzuchwaliłaś się, kłamliwa, podstępna Ropucho. Zapomniałaś, że prędzej czy później możesz być ukarana – zaklekotał, chwycił ją długim dziobem i pożarł.
Zanim Bocian połknął Ropuchę, Myszka zawieszona w powietrzu, bujała się na uwięzi, aż pękło źdźbło trawy, a ona z pluskiem wpadła do stawu.
Głośną awanturę słyszały żaby, zrobiło się zbiegowisko. Była wśród nich przyjaciółka Myszki, która niewiele myśląc, rzuciła się na ratunek. Dzięki jej pomocy oszołomiona podróżniczka dotarła do celu.
– Wstyd mi. Wybacz – prosiła żabka. – Stara Ropucha i nas już nie raz nabrała, a my i tak pozwoliłyśmy jej rządzić, a ona wprowadzała coraz większy terror.  Nie myśl źle o żabim królestwie. Bocian długo zwlekał, ale wymierzył sprawiedliwość. A my, żaby, zapamiętamy, że złemu nie można się powierzać. Doświadczenie uczy rozumu. (Skarlet B.I)

Autorka tekstu: Skarlet B.I. ( © wszelkie prawa zastrzeżone)

 

Hulaj dusza, prawa nie ma?

Stoi tu u mnie z boczku (z prawej strony) dziewczynka trzymająca znak STOP. Rzetelna z niej osóbka, ma za zadanie zwrócić na coś uwagę i tkwi na stanowisku non-stop. Może dlatego, że jest mała, nie każdy ją zauważa i czasem nawet całe moje teksty wędrują stopdalej w świat – bez mojej zgody. Niektórzy zapominają, że „przypadki chodzą po ludziach” i że mogę trafić na plagiat ja lub moi Czytelnicy (zdarzyło się tak nie raz), i że istnieją programy antyplagiatowe, wykrywające to niestety powszechne zjawisko (nie przestaje być plagiatem ukradziony tekst, w którym dokonano drobnych zmian).

Internet jest przestrzenią publiczną, ale to nie znaczy, że wszystko, co w niej jest należy do wszystkich. Pominę kradzieże książek, które dotykają mnie i innych autorów, pominę kradzieże tekstów (kopiowanie i upublicznianie bez podania autorstwa i źródła), a powiem kilka słów o fragmentach. Chyba nie każdy zdaje sobie sprawę, że istnieje tak zwane prawo cytatu i ono określa jasno, że można posłużyć się fragmentem tekstu Iksińskiego, jeśli będzie stanowił on cząstkę wypowiedzi (cytat zawsze pełni funkcję pomocniczą, nie może być kluczową częścią tekstu). Niedopuszczalne jest stworzenie i opublikowanie składanki zawierającej fragmencik artykułu z gazety X, z portalu Y, z wpisu blogera Z i dodanie jednego, dwóch lub trzech zdań od siebie.

Obowiązkiem jest podawanie autorstwa i źródła, a jeśli to źródło znajduje się w internecie, musi to być link – napisanie „źródło internet” nie jest spełnieniem tego wymogu. Źródłem jest miejsce, w którym sam autor opublikował konkretną treść. Portale społecznościowe umożliwiają udostępnianie postów, ale to nie znaczy, że wpis Kowalskiego z Facebook’a można skopiować i wkleić na swoim blogu. Można natomiast skorzystać z opcji „osadź na swojej stronie” – taki wariant oferuje Facebook i YouTube.

Muszę dodać, że chociaż krucho jest ze znajomością przepisów, o których wspomniałam wielu ludzi wykorzystuje cytaty zgodnie z prawem autorskim. W wielu miejscach, między innymi, są moje słowa, fragmenty moich książek z podaniem tytułu i autorstwa i takie sytuacje na pewno są miłe dla każdego autora.

domena publicznaWolno rozpowszechniać i zmieniać to, co znajduje się w domenie publicznej – mylonej niekiedy z przestrzenią publiczną. Do domeny publicznej trafiają wszystkie dzieła (książki, teksty, obrazy), jak minie 70 lat od śmierci autora (można je udostępniać w całości i zmieniać w dowolny sposób).

domena publiczna2
Znak domeny publicznej (wolno rozpowszechniać, zmieniać)

Zdarza się, że ludzie żyjący przenoszą swoje prace do domeny publicznej, dotyczy to między innymi zdjęć i grafik, które można pobierać i udostępniać bez uznania autorstwa czy informacji o źródle (jest to zwykle napisane gdzieś obok lub pracy towarzyszy odpowiednie oznakowanie). Jest kilka wariantów wykorzystywania cudzych prac, dobrze jest wcześniej upewniać się na jakiej zasadzie (ile, komu, gdzie) możemy coś udostępnić. Napisałam o tym wszystkim, bo wiem, że czasem nieświadomie popełniamy błędy, warto więc propagować niektóre informacje, dzielić się nimi z innymi.

Ignorantia legis non excusat

Nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem

zastrzeżone
Znak: wszelkie prawa zastrzeżone

Prawo cytatu w Prawie Autorskim:

Artykuł 29: Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów oraz rozpowszechnione utwory plastyczne, utwory fotograficzne lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym celami cytatu, takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości.
Z Wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 18 września 2003 roku (sygn. akt: VI ACa 23/03): „stosowanie tzw. prawa cytatu nie dotyczy tylko działalności literackiej, (…) instytucja ta jest stosowana na szeroką skalę również w Internecie”.

Szlachcic i cesarz (nie jest to tytuł bajki)

Bolesław ChrobryW dzień Nowego Roku 1025 arcybiskup gnieźnieński Hipolit namaścił Bolesława I na króla Polski i włożył na skronie jego koronę złotą, wykonaną przez mistrzów złotników w Wenedzie na wyspie Wolinie. Ubranego w szaty koronacyjne króla, prowadzili biskupi z duchowieństwem ze zamku na Lednickiem jeziorze do katedry w Gnieźnie i tutaj podczas mszy św. odbywały się przepisane ceremonje. Najstarszy z biskupów prosił Arcybiskupa o dokonanie koronacji. Po krótkiej przemowie do króla namaścił arcybiskup Bolesławowi I ręce, piersi i łopatki balsamem, aby Bóg dał mu siłę i moc do obrony granic kraju. Następnie przypasał mu szczerbiec z Kijowa, którym wykonał Chrobry cięcia w powietrzu na cztery strony świata, co oznaczało gotowość do obrony państwa. Następnie poświęcił koronę i włożył ją na skronie Bolesława I, zaprowadził go na tron przygotowany, a gdy król usiadł, włożył mu arcybiskup pierścień złoty na palec, zamiast berła wręczył mu do prawej ręki włócznię św. Maurycego, otrzymaną od cesarza Ottona III, do lewej ręki dał mu złote jabłko, a na czole złożył pocałunek pokoju. Teraz przedstawił arcybiskup zgromadzonemu narodowi króla, jako Pomazańca bożego, mającego łaskę z nieba, którego poddani powinni czcić i słuchać.

Opis koronacji pierwszego króla Polski znalazł się na wstępie, bo chcę dziś powiedzieć troszkę o literkach i słowach z królowaniem powiązanych. Obawiam się, że temat nie jest najciekawszy, ale  mam nadzieję, że  kogoś zainteresuje.

Nie wiem jak to się dzieje, że niektóre pojęcia kojarzą się w Polsce przede wszystkim z Rosją. Tak jest z alfabetem (cyrylicą), który wymyślono na południu Europy, zaczęto go używać na terenie Bułgarii i dużo czasu minęło zanim zapożyczyli go Rosjanie (w miedzy czasie cyrylicę zmieniano, obecnie różnią się: alfabet bułgarski i rosyjski, inaczej czyta się też niektóre litery; inna jest także gramatyka, w języku bułgarskim nie ma bezokolicznika, tak jak w niemieckim stosuje się rodzajnik).

Podobnie jest ze słowem „bojar”. Wywodzi się ono od słowa „boljarin” z języka starobułgarskiego (tym mianem określano szlachtę). Zapożyczone z Bułgarii przez Rosjan, w jakimś momencie zmieniło brzmienie na „bojar”. W Bułgarii boljarin pozostał boljarinem, ale w polskich publikacjach (wydawałoby się poważnych) spotkałam się nie raz z określaniem bułgarskich szlachciców rosyjskim mianem „bojar”. Nie bardzo rozumiem dlaczego, jakby nie było można użyć polskiego słowa „szlachcic” (lub oryginalnego bułgarskiego).

Ostatnio „zderzyłam się” też ze słowem „car” (czyli cesarz), pochodzącym ze starobułgarskiego. Po raz pierwszy w Europie używał tego tytułu bułgarski książę Simeon Wielki (rządził w latach 893-927, był pierwszym carem Bułgarii). Później „carami” byli też monarchowie w Serbii. Pierwszy car-cesarz w Rosji przyjął tytuł w 1543 roku, a wiec trochę czasu minęło.

Cesarzy żyjących we współczesnym świecie na palcach można zliczyć. Jednym z nich jest bułgarski Simeon II von Sachsen-Coburg z dynastii Koburgów, który pozostaje cesarzem Bułgarów, bo nie zrzekł się tytułu i kilka słów jest o nim w mojej ostatniej książce.

W bałkańskim kociołku

Stara ropucha, co zamęt zasiała

Baśnie dzieją się często w fikcyjnej rzeczywistości. I chociaż przenoszą czytelnika do świata fantazji, są mocno związane z realnym życiem. Wynika z nich zawsze jakaś prawda, czasem zapomniana, czasem bliska. Nie szkodzi jej, że jest dobrze znana. – Właśnie tak jest – myśli wiele osób i uśmiecha się do morału, może dlatego, że potwierdza ich poglądy, a może dlatego, że miło czuć się nieodosobnionym w jakichś rozważaniach.

Zatrzymałam się chwilkę przy Ezopie, bo uważam, że fascynująca jest historia jego twórczości. Przez ponad 2000 lat na wątkach z jego bajek tworzyli kolejni pisarze i poeci, tacy jak grecki Babrios, żyjący w starożytności, czy francuski La Fontaine z bliższych czasów. Pomysły, które urodziły się w głowie niewolnika Ezopa okazały się nieśmiertelne. Czy to nie jest niezwykłe?

Napisałam kiedyś trochę historyjek na motywach ezopowych bajek. Jedną już zamieściłam, dziś kolejna, może odświeżę je i jeszcze jakaś się tu pojawi.

***

W dużym stawie mieszkały żabie rodziny. Zebrały się pewnego dnia i uradziły, że wybiorą spośród siebie kilka najmądrzejszych, żeby dbały o porządek. Cztery szanowane ropuchy dostały najwięcej głosów. Natychmiast zaangażowały się w poprawę życia żabiej społeczności.  Starały się popełniać jak najmniej błędów, robiły swoje, nie czyniąc przy tym wiele hałasu wokół siebie. Wierzyły w żabią mądrość i nie chciały ograniczać żabiego życia restrykcyjnymi prawami. Pewnego dnia jedna stara ropucha rzadko wychodząca z domu, pojawiła się na jarmarku.

żaba zła– Ech, źle wybraliśmy – zaskrzeczała. – Kradzieże się nasiliły, zbrodni coraz więcej, prawo nie może być takie łagodne.

– Tak, tak – przytakiwali niektórzy. W wielu żabich głowach pojawił się niepokój. Poglądy starej ropuchy rozprzestrzeniały się, ale mało kto zastanawiał się nad nimi głębiej. – Co robić? – powtarzano coraz częściej.

Gorzej i gorzej działo się w żabiej społeczności, aż w końcu zapanował chaos.

– Obejmij rządy – prosiły żaby starą ropuchę, ale ta odmawiała. – Nasze państwo powinno być królestwem – twierdziła. – Niech największy z bogów podaruje nam władcę na jakiego zasługujemy.

Nie myśląc wcale, obaliły żaby swój rząd i wysłały delegację do Jowisza.  – Panie nasz, przyślij nam króla, który zapanuje nad bezprawiem – prosili wysłannicy.

– Wracajcie i czekajcie – polecił Jowisz, który jak to bóg, słyszał wszystko i wiedział, że w słowach starej ropuchy nie ma ani krzty prawdy, a sianie zamętu sprawia jej przyjemność.

żaba przerażonaPewnej nocy, wielki huk i plusk postawił na nogi całą społeczność. – Oto wasz król! – krzyknął bóg, zrzuciwszy do stawu wielki kamień. Musiało minąć trochę czasu, żeby żaby odważyły się zbliżyć do swego nowego władcy. – Ależ nie takiego  króla oczekiwaliśmy. Ten głaz jest niezdolny wymierzać sprawiedliwość! – skrzeczała stara ropucha. – Daj nam panie kogoś prawdziwego! – krzyczały żaby.

Usłyszał Jowisz te słowa i zamyślił się nad nimi. Szybko znalazł kandydata na króla żabiego państwa. – Traci swobodę, kto godzi się mieć pięść nad głową – rzekł i zesłał na ziemię bociana.

(Skarlet B.I. na motywach bajki Ezopa)

żaba zdziwiona

Magiczne góry, piękna nierządnica i bajkopisarz

Jestem zakochana w Rodopach. Można by pisać o nich w nieskończoność. Nie umiem powstrzymać się, żeby w moich książkach nie wspomnieć o tych górach rzeźbionych i malowanych przez Naturę w stanie wyjątkowego natchnienia artystycznego, leżących na terenie Bułgarii (przeważająca część) i Grecji (mniej niż 20%). W obu krajach oficjalnie nazywa się je żeńskim imieniem: Rodopi. Czasem lubię zagłębiać się w historię pochodzenia niektórych nazw. Myślę, że zawód etymologa jest bardzo ciekawy, podobny do zawodu detektywa. W przypadku Rodopów nikt nie ma pewności. Wiadomo tylko, że góry odziedziczyły imię kobiety. Chyba na zawsze pozostanie tajemnicą kim była. Według legendy bogowie zamienili w nie piękną księżniczkę. Nie są znane powiązania nazwy z postaciami żyjącymi dawno temu. Góry i kobiety noszące to samo imię łączy jedno – niezwykła uroda.

rzeźby natury
Rzeźby Natury w Rodopach

Wizerunek pani z tym dziś już nie używanym imieniem, wybito na antycznych monetach znalezionych w Filipopolis (dawna nazwa bułgarskiego Płowdiw). Inna Rodopa żyła w VI wieku przed naszą erą.  Była Traczynką, a Trakowie zamieszkiwali teren dzisiejszej Bułgarii i część Grecji sięgającą do Morza Egejskiego (tę, w której jest cząstka Rodopów).

Rodopa, podobnie jak Ezop, trafiła do niewoli; ich panem był Jadmos z Samos. Oboje stali się sławni. On z powodu swojej bajkopisarskiej twórczości, ona – z powodu legendarnej urody.  Nie był jej jednak pisany los niewolnicy. Wykupił ją i podarował jej wolność brat Safony, mieszkający nad Nilem. Rodopa  wzięła życie w swoje ręce. Pozostała w Egipcie i sprzedawała swe ciało bogaczom, dzięki czemu szybko dorobiła się wielkiego majątku. Może by nie zapamiętano jej imienia w Europie, gdyby nie pamiątka, którą piękna nierządnica zdecydowała po sobie pozostawić. Za dziesiątą część swoich skarbów kazała wykuć i złożyć w świątyni w Delfach olbrzymie rożna, każde mieszczące całego woła. Dlaczego wybrała Delfy? Może dlatego, że wśród czczonych tam bogów był Dionizos – bóg wina i radości, którego kult przywędrował do Grecji od Traków (z Bułgarii). Przyczyny wyboru świątyni to oczywiście moje domysły, tylko ciut, ciut prawdopodobne, wyłącznie z tego powodu, że Rodopa była Traczynką.

Zagalopowałam się trochę w swojej wędrówce, ale skoro już z magicznych gór doszłam tak daleko, jeszcze na chwilę zostanę w czasach Ezopa. Bajkopisarz pisał swoje opowiastki dla dorosłych. Każda kończyła się jakąś prawdą. Wydają się one oczywiste i na pewno nie przestały być aktualne. Opowiem jedną z jego bajek.

Kłóciły się ze sobą Słońce i Wiatr. – Ja jestem potężniejszy – krzyczał Wiatr. – Mogę więcej – powtarzało Słońce. – Przekonajmy się – zdecydowali zgodnie. – Niech zwycięży ten, kto zmusi wędrowca do zdjęcia okrycia. Popędliwy Wiatr zaczął pierwszy. Niewiele myśląc, znienacka pojawił się przed człowiekiem. Dmuchnął z całej siły. Nie przestając skoczył w bok, potem stanął z tyłu i znowu z przodu. Poły płaszcza unosił do góry, wdzierał się w rękawy, szarpał podszewkę. Wędrowiec przyspieszył kroku, coraz szczelniej otulając się. Postawił kołnierz, zapiął guziki i rękami, z przodu przytrzymywał okrycie. Wiatr ucichł, kiedy zrozumiał, że wyczerpał całą swą energię i nic więcej nie może zrobić. Słońce wychyliło się zza chmur. Delikatnie i niespiesznie ogrzewało człowieka swoimi promieniami, aż ten przysiadł na chwilę, żeby odpocząć i powoli odpiął się, aż w końcu zdjął płaszcz, zapewniając zwycięstwo Słońcu. / Delikatnością w zachowaniu zawsze więcej można zdziałać niż złością. (Skarlet B.I – na podstawie bajki Ezopa)

W bałkańskim kociołku

***

Bardzo mi przykro, że muszę przypominać, że wszystkie moje teksty chroni Prawo Autorskie. Nie wyrażam zgody na kopiowanie i udostępnianie nawet fragmentów, bez zapytania i uzyskania mojej zgody na publikację (przypominam także, że istnieje i obowiązuje Prawo Cytatu, określające zasady wykorzystywania urywków cudzych tekstów).

 

Kamienie milczą…

Kamienne budowle z czasów przed naszą erą wzbudzają we mnie wielki szacunek dla ich architektów i budowniczych. W trackich grobowcach podziwiałam gładkość czasem olbrzymich bloków, ich dopasowanie i oczywiście artyzm tych, którzy ozdabiali ich wnętrze przepięknymi freskami. Krążą legendy o tym, jak wznoszono je bez dostępnych dziś cudów techniki.

malowidło z grobowca syna Seutesa
Fresk w trackim grobowcu w Bułgarii, zbudowanym przed naszą erą

Piramidy egipskie są najpotężniejsze z tych wspaniałych budowli, wznoszonych dla wielkich i bogatych tego świata, opuszczających ziemski padół. Prawda o nich nie do końca jest znana. Ciągle pozostają zagadką. Ponad 4500 lat przetrwała piramida Cheopsa, wysoka na prawie 150 metrów, położona na kwadracie o 230-metrowym boku.

piramida w Gizie (fot. 1862 r.)
Piramida w Gizie (fot. 1862 r.)

Ponad 2400 lat temu stanął u jej stóp Herodot. Był podróżnikiem ciekawym świata, wsłuchującym się w głosy tubylców opowiadających przekazywane z ust do ust historie. I ja uwielbiam zbierać takie opowieści, chociaż wiem, że bywają ubarwiane przez setki lat, nie da się zmierzyć prawdy, jaka w nich tkwi, ale i tak fascynują, niezależnie od tego, czy jest jej mniej, czy więcej.

O Cheopsie mówiono Herodotowi, że doprowadził Egipt do skrajnej nędzy, a wszystkich ludzi zmusił do pracy dla siebie. O znienawidzonym władcy krążyły legendy. Skąpstwo jego miało być tak wielkie, że własnej córce kazał sprzedawać ciało. Mieszkała w domu publicznym, gromadziła srebrniki i… wielkie kamienie, po jednym od każdego, kto ją odwiedzał. Zbudowała z nich piramidę, „stojącą wśród trzech innych, a przed wielką piramidą„.

Piramida (sarkofag) Mayer, Luigi (ca 1755-1803) Aut wzoru
We wnętrzu piramidy – Luigi Mayer (1755-1803)

Herodot sucho opisał samą piramidę Cheopsa, jej wymiary  i sposób budowy. Zachwyciła go droga, która musiała powstać, żeby wznieść dzieło uznawane w starożytności za cud świata. Szacował, że 10 lat poświęcono na stworzenie szerokiego pasa „z wygładzonego kamienia, w którym są wyrżnięte figury„. Wleczono po nim kamienie potrzebne do budowy piramidy, jego zdaniem powstającej przez kolejne 20 lat.

piramida
Piramida Cheopsa

Lubię u Herodota rzetelność przekazu. „Wolę podać oba sposoby, jak o nich opowiadają” – dodał po opisaniu przenoszenia kamiennych bloków, które „machiny z  krótkich drewien” dźwigały wyżej. (Jedni twierdzili, że stały one na każdym stopniu, inni że machina była jedna i przestawiano ją na wyższy schodek.)

Stare księgi są moimi przyjaciółmi na co dzień, wiele razy trafiałam w nich na domysły związane nie tylko z budową piramid, ale i z ich przeznaczeniem. „Wielka Piramida jest szpichlerzem Prawdy, Nauki, Historii i Proroctw. Jeżeli Wielka Piramida była budowaną pod Boskim nadzorem, aby świadczyła ludziom, to należałoby się spodziewać jakiejś wzmianki w pisanem Słowie Bożem. Prawdopodobnie iż Pan Bóg zamierzył trzymać w tajemnicy zarysy Swego Planu. aż do czasu ostatecznego, o którym ona świadczy. Powinniśmy się spodziewać (co też i jest), że wszelka o niej wzmianka w Piśmie Świętem będzie pod zasłoną, a zrozumiałą dopiero wtedy, gdy nadejdzie czas właściwy.” – pisano w XIX wieku (wspomniane w tekście „pisane Słowo Boże” to chrześcijańska biblia).

Królewski astronom Szkocji, Piazzi Smyth (pełnił tę funkcję od 1844 r.) wierzył, że w piramidzie Cheopsa są ukryte zależności astrologiczne i matematyczne.

Długo jeszcze można by przytaczać przypuszczenia. Niestety, kamienie milczą… może kiedyś dowiemy się jakie kryją tajemnice.

Wielki Sfinks i piramida Cheopsa w Gizie (fot. 1906 r.)
Wielki Sfinks i piramida Cheopsa w Gizie (fot. 1906 r.)

P.S. W tekście zamieściłam stare, czarno-białe fotografie, które często poruszają wyobraźnię, przywracają zagadkowemu miejscu klimat, może trochę zbliżony do tego z dalszej przeszłości.

Bogaty wujaszek, lista prezentów i wpadki Mikołaja

„Nadejdzie wreszcie wieczór, na śnieg zarzuci płaszcz szary i rozpocznie się wtedy wigilijna godzina czarów.” Tak pisał Jan Orski w 1938 roku. Czy magia Świąt nadal działa? Chyba tak. I na pewno warto ją pielęgnować.

Nadejście godziny czarów poprzedzają czasem gorączkowe przygotowania.  Wigilijna wieczerza ma smaki i zapachy, które zapisuje pamięć. Na zawsze pozostają wiernymi towarzyszami wspomnień.

Te kilka zdań napisałam w ubiegłym roku. O tej porze są zawsze aktualne, a więc to i owo zdecydowałam się przypomnieć poniżej, także z innych moich tekstów, z grudnia Anno Domini 2018.

1930 r-crop

Mikołaj, jak co roku, zabiegany. Nie wszyscy ułatwiają mu zadanie, nie wszyscy piszą prośby, więc to tu, to tam, skrada się podsłuchać o czym marzy ten i ów, bo serce ma dobre i chciałby każdemu podarować wymarzony prezent. Im bliżej Świąt, tym więcej pracy. Zdarzają się więc pomyłki. O jednej dowiedziałam się z pewnego listu…

Kochany Mikołaju

Mam nadzieję, że prośba została spełniona. 🙂

Pod tytułem „Jeśli masz bogatego wujaszka, a święta tuż, tuż…” pojawił się tu u mnie wpis adresowany do osób, które postanowiły wyręczyć Mikołaja.

Nie każdemu udaje się szybko wybrać prezent. Czasem wydaje się, że już wiesz i nagle odzywają się rozterki: – Czy ten jest odpowiedni?… Czy na pewno się spodoba?… A może by tak?… Z pomocą niezdecydowanym przychodzą medialne reklamy. „Czy Twój bogaty Wujaszek ma radio? Tak?! Kup mu głośnik Philipsa, a głos jego zaważy przy zapisie majątku” – radziła gazeta w 1928 roku.

ABCpismo codzienne 1928-crop

Zacytowałam krótkie fragmenty z mojej pisaninki sprzed roku. Wszystkich, którym nie zabrakło cierpliwości i czasu, zapraszam do wpisu „Boże Narodzenie i przedświąteczna temperatura w czasach pradziadków„, kiedy to nie zapominano o cnocie oszczędności.

1929r.polskiej kobiecie

 

karp wigilijnyNa zakończenie przepis retro na karpia (też był już publikowany).

Karpia, ważącego około 1 i 1/2 kilo, sprawić, osolić i po godzinie obetrzeć bibułką z wilgoci. Na półmisek, na którym ma się piec, kładzie się kawałek masła, wciska na karpia sok z cytryny, posypuje siekaną cebulą, okłada kawałkami masła, wlewa łyżkę smaku z jarzyn i wstawia do gorącego pieca. Ryba piecze się 15—25 minut, powinna być rumiana; podaje się z półmiskiem, na którym się piekła i polewa gorącem masłem.

P.S. Nigdy nie dostałam rózgi od Mikołaja, a nawet poważnie wątpiłam w istnienie takiego prezentu, ale… skoro ktoś uwiecznił go przy takiej oto pracy… kto wie?

mikołaj