Archiwa kategorii: to i owo

Za jakie grzechy, dobry Boże?

Jest chińskie powiedzenie: Czytasz jakąś książkę po raz pierwszy, poznajesz nowego przyjaciela; czytasz ją po raz drugi, spotykasz starego. Na pewno wielu z nas ma takie odczucie. Myślę, że nie mniej prawdziwie brzmi parafraza: Oglądasz jakiś film po raz pierwszy, poznajesz nowego przyjaciela; oglądasz po raz drugi, spotykasz starego. Ja ekranowych znajomych mam co najmniej kilku. Filmy, w których ich spotykam dzielę na grupki, w jednej z nich lokuję „rozśmieszacze” – lekarstwo na poprawienie nastroju.

filmNad odpowiedzią na pytanie „Za jakie grzechy?” zastanawia się francuskie małżeństwo, bohaterowie świetnej komedii, nie do końca zadowoleni z wyborów córek. Zięciowie: Żyd, Arab i Chińczyk nie są spełnieniem ich oczekiwań, pozostaje tylko nadzieja, że czwarta córka poślubi katolika i Francuza. Do czasu spełnienia tego marzenia, Marie i Claude są skazani na zmagania z własnymi uprzedzeniami.

Za jakie grzechy
zeskanowany kadr filmu „Za jakie grzechy, dobry Boże?”

Uważam, że film jest doskonałą komedią, bo bawi, a jednocześnie porusza bardzo aktualny problem akceptacji ludzi innego wyznania i o innym kolorze skóry. Rozpisałam się o nim, bo obejrzałam ciąg dalszy historii tej samej rodziny (premiera była w 2019 roku). – I znowu zgrzeszyliśmy, dobry Boże – pytają, a może stwierdzają główni bohaterowie. Bardzo polecam.

za jakie grzechy, dobry Boże
zeskanowany kadr filmu „Za jakie grzechy, dobry Boże?”

Wierzyłam kiedyś, że Francuzi robią dobre filmy kostiumowe i ekranizacje książek, a od kilku lat dodałam jeszcze jeden gatunek – komedie. Są wśród nich takie tytuły, do których wracam. Na mojej francuskiej playliście „rozśmieszaczy” jest m.in. rewelacyjna komedia „Jeszcze dalej, niż północ” (jest też jej inna wersja (osadzona we włoskich realiach) „Witaj na południu”). W obu przypadkach główny bohater zostaje oddelegowany do „gorszego” regionu kraju, o którym krążą nieprawdziwe, powszechnie powtarzane opinie. Lubię te filmy za ich lekkość, za humorystyczne spojrzenie na ludzkie wady (jednocześnie skłaniające do refleksji), a także dlatego, że nie są przesycone wulgaryzmami. ©

Kilka moich ulubionych tytułów:

  • „Jeszcze dalej, niż północ” (2008 r.) – w rolach głównych: Kad Merad, Dany Boon (także reżyser i współautor scenariusza); „Witaj na południu” (2010 r.) – w roli głównej: Claudio Bisio.
  • „Za jakie grzechy, dobry Boże?” (2014 r.); „I znowu zgrzeszyliśmy, dobry Boże” (2019 r.) – w rolach głównych: Chantal Lauby, Christian Clavier.
  • „Moje skarby” (2017 r.) – Jean Reno.
  • „Grunt to rodzinka” (2004 r.) – w rolach głównych: Christian Clavier (także współautor scenariusza) i Jean Reno.
  • „Dusigrosz” (2016 r.) – w roli głównej: Dany Boon.
  • „Wyszłam za mąż, zaraz wracam” (2012 r.) – w rolach głównych: Diane Kruger, Dany Boon.
  • „Tais-toi” (2003) – w rolach głównych: Jean Reno, Gerard Depardieu.

Od kampanii do kampanii (o oczekiwaniu na bajkowy klimat i o twórczości doskonałej)

Bajki piszą bajkopisarze i wcale nie gorzej tworzy je znaczna (??) grupa polityków. Tym ostatnim zdarzają się fazy twórczości  nie do opanowania. Z całą mocą płonie wewnętrzny ogień, a oni mu się poddają i rządzi nimi tylko w e n a, i budzi się o g r o m zdolności (a ile natchnienia i błogości pojawia się na uśmiechniętych twarzyczkach… – trudno opisać słowami). Czują, że byłoby wielce samolubne nie dzielić się z innymi, a więc dzielą się z radością i wylewają z siebie treść, która urodziła się doskonała, w amoku tworzenia, w oderwaniu od rzeczywistości…

Największa bajkowa uczta trwa w czasie kampanii wyborczych. A że nie odbywają się one za często, jak tu się dziwić, że wielu ludzi czeka z utęsknieniem, żeby już… żeby nadeszły te chwile… żeby w końcu móc skoczyć i zanurzyć się w bajkowym klimacie. A potem pławić się z rozkoszą w słodkich słowach, pozwalać się masować i masować obietnicom, wzdychać: och i ach! jak przyjemnie!… i zamknąć oczy, i dać się głaskać, i nic a nic nie słyszeć (oprócz bajkowej muzyki).

Są też i tacy, co to tylko patrzą i słuchają, a w ich głowach rodzą się pomysły, jak mieczem satyry dotknąć to, co się dzieje. Czasem tworzą ponadczasowe bajki o bajkach i bajkopisarzach.

Opowieści często anonimowych autorów zapełniały szpalty gazet wydawanych 100 lat temu. Przy okazji kilku moich słów „O absurdzie i mieczu dla szaleńca” była „Bajeczka o rajskich wyborach”, dziś kolejna (też sprzed 100 lat), tym razem o osłach, a może ?osłach (?).

osioł na pe

echa leśne

P.S. Czasem zdarza mi się pomyśleć i…………………………. eureka! (Kropek dużo, bo to myślenie trochę trwa.) Efekt ostatnich przemyśleń powyżej. We wspomnianym tekście „O absurdzie i mieczu dla szaleńca” dziwiłam się trochę, że przysłowiowy miecz dostaje się temu, a nie tamtemu, a nawet łapałam się za głowę, że fakty, że kompetencje… no ale wszystko jasne Dodam jeszcze, że najmocniej oczekiwane bajki muszą być z akcją osadzoną w niedalekiej przyszłości. Sama się dziwię, że się dziwiłam i stąd to post scriptum.

Autorka tekstu: Skarlet B.I. ( © wszelkie prawa zastrzeżone)

Magazyn przyjemnych wiadomości

Jesteśmy zarzucani informacjami, ale nie mamy nigdy gwarancji, że jakaś wiadomość nie zepsuje dobrego humoru. Sytuację mogłyby uratować media gromadzące wyłącznie dobre wiadomości, można by po nie sięgać wtedy, kiedy nie chcemy pozbywać się uśmiechu (oczywiście najlepiej, żeby nie trzeba było dokonywać podziałów, żeby wszystkie niusy były pozytywne, ale to, niestety, fantasmagoria).

A ponieważ chyba zbyt często bujam w obłokach i fantazjuję, szybko dodaję, że ktoś już wpadł na ten pomysł i magazyn przyjemnych wiadomości (skierowany głównie do pań) pojawił się na początku XIX wieku.

Prywatny, podręczny magazyn przyjemnych wiadomości mam i ja. Pogrzebałam, znalazłam i przekazuję.

Lube Czytelniczki i Czytelnicy! Tuż, tuż Światowy Dzień Powolności. Hasło „Festina lente” (spiesz się powoli) powinno być na wszystkich ustach 25 lutego. Taki styl życia jest dobrze znany mieszkańcom południa Europy i niewątpliwie ma bardzo wiele zalet. Wiem, że nie jest łatwo, ot tak, przeskoczyć na inne tempo. Jak już znalazłam się w bałkańskim świecie u boku Męża (nieodrodnego dziecka Bałkanów), odkryłam, że można, i że naprawdę warto, bo w biegu trudno dostrzec wiele, a nawet jak się człowiek na chwilkę zatrzyma, zadyszka nie pozwala odetchnąć pełną piersią. Tempo „Festina lente” służy też chyba większości decyzji. ©

Nie mogło tu dziś zabraknąć żółwi, bo w ich główkach łacińska maksyma tkwi od urodzenia, spieszą się powoli, chociaż każdy, kto się z nimi spotkał w ich naturalnym środowisku, wie, że potrafią naprawdę szybko biegać. ©

Życzę Państwu znalezienia czasu na delektowanie się chwilami.

Fragmenty mojej ostatniej książki „W bałkańskim kociołku”

by zyć wolniej wyd bernardinum

25 – Światowy Dzień Powolności

 

O absurdzie i mieczu dla szaleńca

Jest łacińskie powiedzenie Credo quia absurdum (wierzę, bo to absurd / niedorzeczność), a odnosi się ono wyłącznie do tego, czego nie może dostrzec mędrca szkiełko i oko. I tak sobie myślę, że żyjący na przełomie II/III wieku teolog Tertulian, z którym to zdanie jest kojarzone, pewnie by się za głowę złapał, jakby zobaczył ile jest ślepej wiary w dzisiejszym świecie i nie dotyczy ona tylko Boga.

Plotą sobie ludzie publicznie, co chcą, ale nie to jest dziwne, bo gawędziarze fantaści zawsze istnieli. Zaskakująca jest ślepa wiara w ich słowa, brak konfrontacji z faktami, które można zobaczyć bez szkiełka mędrca. Umysły nieskrępowane logiką bez skrupułów wykorzystują politycy.

W zastępstwie Tertuliana ja się za głowę łapię jak czytam, co się dzieje – i nie mam na myśli tylko Polski. – Hip, hip, hura! – krzyczy populizm. Szerzy się dzielenie zamiast łączenia. Nastroje anty temu i tamtemu rosną. Powiększa się epidemia krótkowzroczności. Wolność się kurczy. Współcześni Rejtanowie od czasu do czasu odzywają się rozpaczliwym głosem, ale zakrzykuje się ich skutecznie.

Miecza nie daj szalonemu” – przestrzega porzekadło, ale niestety… Trafia przysłowiowy miecz w ręce tych, którzy obiecują: – Dam. Obronię – ale nie zamierzają dotrzymać słowa. A jak osiągną cel, nie zawahają się zamachnąć i na tego, kto postawił ich na świeczniku.

Są takie chwile, w których uczucia powinny być przewodnikiem, ale to nie one mogą decydować o wyborze człowieka, któremu powierza się jakąkolwiek władzę. Twarda ocena kompetencji, prawdomówności, kultury powinna zwyciężać nad postawą Credo quia absurdum.

Żadna grupa nie jest zbyt mała, by (polityk) zaniechał próby zdobycia ich względów prezentem z kieszeni „ogółu społeczeństwa”. (Kandydat antyliberalny obiecuje szczególne przywileje każdej grupie wyborczej: wyższe ceny producentom i niższe ceny konsumentom, wyższe pensje urzędnikom i niższe podatki podatnikom.) – przestrzegał Ludwig von Mises – ekonomista, krytyk biurokracji, filozof żyjący na przełomie XIX/XX wieku.

We mnie budzi się żal, że ludzie mają w nosie doświadczenia przeszłości (nawet te z niedalekiej przeszłości). Obiecanki-cacanki nie przestają tracić znaczenia…

Przeplatają się tu u mnie różne teksty. Czasem snuję jakieś niewesołe rozważania, które może nawet nie zasługują na poświęcanie im czasu. I tak jak powtarzają się sytuacje (z różnymi bohaterami w roli głównej) i te same zachowania decydentów, tak i ja czasem się powtarzam. Dzieje się to zwykle jak wychylę głowę z domowego zacisza, jak „rzucę okiem” na doniesienia ze świata (inne, niż pogoda, książki, filmy, ploteczki etc.). Można oczywiście nie wychylać głowy, można się zamknąć w swoich czterech ścianach, można zapomnieć, że temperatury na zewnątrz są zmienne, można nie zauważać, że za oknem ziąb i zawierucha, ale kiedyś trzeba będzie otworzyć drzwi, a wtedy może się okazać, że to coś za… – jest nie do zniesienia.

Przed wyborami w okresie między I-II Wojną Światową

Idylla

***

Bajeczka o rajskich wyborach z czasów przedwojennych

bajka o wyborach 1

bajka o wyborach 2

Podsłuchuję jak budzi się życie

Każdego kolejnego roku zachwycam się powtarzającym się cudem. Najpierw słyszę kroki pani Wiosny i głośne wiwaty ptaków na jej cześć. Mocno podekscytowane wyśpiewują serenady. Patrzę jak odradza się życie, jak pączki wysuwają swoje zielonkawe główki z wnętrza roślin. Rozglądają się nieśmiało, w końcu nabierają pewności… tak, to właściwy moment, żeby się rozwinąć, żeby zabłysnąć przed światem urodą. Ludzkie serca też budzą się z uśpienia. Biją w takt raźnych nutek. A uśmiechnięta pani Wiosna, to tu, to tam, domalowuje kępy kolorowych kwiatów  na zielonym tle. Zawsze czekam na ten moment z utęsknieniem.

Nie przypadkiem napisałam o tym dziś. Powoli do 1 marca, dnia powitania pięknej Wiosny, przygotowuje się Bułgaria. Dziś w języku bułgarskim styczeń i luty to: januari i fevruari. Dawno, dawno temu, mówiono o tych miesiącach: golam Seczko i małyk Seczko (duży Seczko i mały Seczko). Bracia Seczko mają siostrę, która pojawi się wśród ludzi 1 marca. Baba Marta (tak się ją nazywa) ma wielki wpływ na zachowanie Słońca. Jak się skrzywi, to ono przestaje się uśmiechać, a więc mowy nie ma o denerwowaniu humorzastej siostry miesięcy. Ludzie zaczynają się zaopatrywać w marteniczki (amulety, którymi się nawzajem obdarowują), stroją się ulice, domy.  O tym powszechnie obchodzonym święcie już pisałam, ale lubię o nim przypominać, bo jest wyjątkowe, pełne uśmiechów i dobrych życzeń. Nie jest to dzień wolny od pracy, ale nikt nie zapomina o tradycji kultywowanej od wieków.

białe kwiaty m

O miesiącu marcu (dziś mart) kiedyś mawiano w Bułgarii „suhih” (suchy), w Polsce mówi się „w marcu jak w garncu”. Zimniej tu, niż na Bałkanach, ale to na pewno odpowiedni moment, żeby zadbać o wiosenną garderobę.  Spojrzałam na oferty dla pań z 1 marca 1911 roku, na suknie, koronki, kapelusze i propozycje ręcznych robótek (na pierwszym obrazie (obok sukien) jest torba na zakupy (robótka szydełkowa) i modna torebka z gobelinowego jedwabiu ozdobiona złotą pasmanterią); niżej poduszka haftowana, a na końcu koronka. Jak się Paniom podoba moda sprzed ponad 100 lat?

poduszka haftowana

koronka

białe kwiaty m

W bałkańskim kociołku

Mój słuch ucina sobie drzemkę

Kilka dni temu miałam spotkanie z Czytelnikami. Padały różne pytania, a między nimi pojawiły się takie, na które odpowiedź zajęła mi dłuższą chwilkę, a najdziwniejsze jest to, że wcale nie były trudne… – Jaki napój towarzyszy pani podczas pisania (kawa, herbata, a może coś zimnego)? – Co pani przeszkadza podczas pisania? – pytała kolejna osoba, a w mojej głowie zagościła pustka. No, może niecałkowita (zaświeciła jakaś lampeczka z napisem „nic”, i tyle). I bardzo się tym „nic” zatrwożyłam.

Wcześniej się nad tym nie zastanawiałam.  Tak naprawdę, skutecznie mogą mi przeszkodzić tylko własne myśli (i czasem im się takie wybryki zdarzają), ale w ostatnim pytaniu chyba chodziło o coś bardziej namacalnego. Może o jakiś głośny sprzęt? Oczywiście mogłabym to coś wyciszyć lub wyłączyć – gdybym słyszała. Gdybym… bo ja nic a nic nie słyszę (najpewniej mój słuch ucina sobie drzemkę)…

I tak, od myśli do myśli, doszłam do wniosku, że dla mnie to dobrze, ale może to jednak trochę (?) nienaturalne?

Czasem chcę, żeby towarzyszyła mi muzyka (przy niej słuch nie drzemie 😉 ), a dziś „chodziły” za mną dwie piosenki bałkańskie.

S’Agapo – piosenka o miłości, z nieskomplikowanym tekstem o kochaniu teraz, wczoraj, jutro i na zawsze.  Link do piosenki na YouTube: S’Agapo  Alkistis Protopsalti

***

„Ostatnia lampka” (Posledna czasza) – piosenka o nieszczęśliwej miłości. Śpiewa bułgarska piosenkarka Ivana. Tu jest piosenka na YouTube.

Od stu lat tylko ciebie kocham, ale przed wszystkimi muszę zaprzeczać.
Rozbiłam twój świat. Nie wiem po co ci ja. 
Rzeczywistość uderza w twarz.
Dla ciebie królowa, dla wszystkich błądząca grzesznica.
Nienawidzę naszej miłości. 
Wypijam ostatnią lampkę i odejdę, ale czy coś zmienię?
Do końca życia nasze dusze będą się kochać. 
Dlaczego nie mam prawa do szczęścia?

***

W bałkańskim kociołku

Hulaj dusza, prawa nie ma?

Stoi tu u mnie z boczku (z prawej strony) dziewczynka trzymająca znak STOP. Rzetelna z niej osóbka, ma za zadanie zwrócić na coś uwagę i tkwi na stanowisku non-stop. Może dlatego, że jest mała, nie każdy ją zauważa i czasem nawet całe moje teksty wędrują stopdalej w świat – bez mojej zgody. Niektórzy zapominają, że „przypadki chodzą po ludziach” i że mogę trafić na plagiat ja lub moi Czytelnicy (zdarzyło się tak nie raz), i że istnieją programy antyplagiatowe, wykrywające to niestety powszechne zjawisko (nie przestaje być plagiatem ukradziony tekst, w którym dokonano drobnych zmian).

Internet jest przestrzenią publiczną, ale to nie znaczy, że wszystko, co w niej jest należy do wszystkich. Pominę kradzieże książek, które dotykają mnie i innych autorów, pominę kradzieże tekstów (kopiowanie i upublicznianie bez podania autorstwa i źródła), a powiem kilka słów o fragmentach. Chyba nie każdy zdaje sobie sprawę, że istnieje tak zwane prawo cytatu i ono określa jasno, że można posłużyć się fragmentem tekstu Iksińskiego, jeśli będzie stanowił on cząstkę wypowiedzi (cytat zawsze pełni funkcję pomocniczą, nie może być kluczową częścią tekstu). Niedopuszczalne jest stworzenie i opublikowanie składanki zawierającej fragmencik artykułu z gazety X, z portalu Y, z wpisu blogera Z i dodanie jednego, dwóch lub trzech zdań od siebie.

Obowiązkiem jest podawanie autorstwa i źródła, a jeśli to źródło znajduje się w internecie, musi to być link – napisanie „źródło internet” nie jest spełnieniem tego wymogu. Źródłem jest miejsce, w którym sam autor opublikował konkretną treść. Portale społecznościowe umożliwiają udostępnianie postów, ale to nie znaczy, że wpis Kowalskiego z Facebook’a można skopiować i wkleić na swoim blogu. Można natomiast skorzystać z opcji „osadź na swojej stronie” – taki wariant oferuje Facebook i YouTube.

Muszę dodać, że chociaż krucho jest ze znajomością przepisów, o których wspomniałam wielu ludzi wykorzystuje cytaty zgodnie z prawem autorskim. W wielu miejscach, między innymi, są moje słowa, fragmenty moich książek z podaniem tytułu i autorstwa i takie sytuacje na pewno są miłe dla każdego autora.

domena publicznaWolno rozpowszechniać i zmieniać to, co znajduje się w domenie publicznej – mylonej niekiedy z przestrzenią publiczną. Do domeny publicznej trafiają wszystkie dzieła (książki, teksty, obrazy), jak minie 70 lat od śmierci autora (można je udostępniać w całości i zmieniać w dowolny sposób).

domena publiczna2
Znak domeny publicznej (wolno rozpowszechniać, zmieniać)

Zdarza się, że ludzie żyjący przenoszą swoje prace do domeny publicznej, dotyczy to między innymi zdjęć i grafik, które można pobierać i udostępniać bez uznania autorstwa czy informacji o źródle (jest to zwykle napisane gdzieś obok lub pracy towarzyszy odpowiednie oznakowanie). Jest kilka wariantów wykorzystywania cudzych prac, dobrze jest wcześniej upewniać się na jakiej zasadzie (ile, komu, gdzie) możemy coś udostępnić. Napisałam o tym wszystkim, bo wiem, że czasem nieświadomie popełniamy błędy, warto więc propagować niektóre informacje, dzielić się nimi z innymi.

Ignorantia legis non excusat

Nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem

zastrzeżone
Znak: wszelkie prawa zastrzeżone

Prawo cytatu w Prawie Autorskim:

Artykuł 29: Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów oraz rozpowszechnione utwory plastyczne, utwory fotograficzne lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym celami cytatu, takimi jak wyjaśnianie, polemika, analiza krytyczna lub naukowa, nauczanie lub prawami gatunku twórczości.
Z Wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 18 września 2003 roku (sygn. akt: VI ACa 23/03): „stosowanie tzw. prawa cytatu nie dotyczy tylko działalności literackiej, (…) instytucja ta jest stosowana na szeroką skalę również w Internecie”.

Nic się nie stało?

Tak miło pisało mi się o miłości i Afrodycie, o święcie wina i Dionizosie, o kotkach i Dniu Kota, ale rzeczywistość nie zawsze jest cukierkowa. Słodycz przeplata się z… (nie będę wymieniać z czym, bo każdy wie jak to w życiu bywa).

Czytam to i owo (i staram się czytać ze zrozumieniem). To tu, to tam zaglądam i trafiam czasem na jakieś zaskakujące powiedzenia. Może nawet bardziej, niż ich treść, zaskakujące jest to, że są powielane.

Zdanie „Szanuj szefa swego, możesz mieć gorszego” drukuje się nawet na koszulkach. „Odkryłam”, że jest ono w pewnym sensie uniwersalne, bo słowo „szefa” zastępuje się innym: radykała, trenera, wroga, policjanta itd. A ja się zastanawiam jaki sens ma: nie oceniać, nie krytykować, godzić się. Niech będzie jak jest, bo może być gorzej? Jakie zalety wynikają z motywacji pochwalającej bierność i pesymizm? W tym świetle jakiekolwiek wybory (także polityczne) całkowicie tracą sens. Idąc tym samym tokiem myślenia należałoby nie kąpać się w wannie, bo przecież można się utopić.

Przysłowie „Pokorne cielę dwie matki ssie” zawsze budziło we mnie sprzeciw, szczególnie wtedy, kiedy jest przekazywane jako mądrość do stosowania. Pokora to oczywiście zaleta, ale hipokryzja już nie.  Pokora nie oznacza nieposiadania własnego zdania, czy udawania. Z tej samej „serii” jest „Nadzieja – matka głupich„. Nadzieja, która ratuje wielu ludzi, która pomogła nie jednemu przetrwać trudne chwile. Nadzieja, która wspomaga w pięciu się górę, w osiąganiu celu. Nadzieja i głupota – szokujące zestawienie.

Polacy, nic się nie stało – skandują kibice po przegranych meczach. A ja, jak to słyszę, pytam: – Jak to?! I sama sobie odpowiadam: – Stało się! A w zależności od sytuacji dodaję: Byliście dobrzy, ale oni byli lepsi albo Byliście kiepscy (niestety). Wprawdzie kibic ze mnie żaden, ale przypadkiem znam znaczenie słowa „motywacja”. Czy „nic się nie stało” mobilizuje? Mam poważne wątpliwości. Niewątpliwie wyraża sympatię (- Grajcie, chłopaki, jak chcecie, niech się martwią ci, co to myślą, że w sporcie liczy się wynik).

Zdarza się, że myślenie zapada w głęboką drzemkę. Moje nie śpi, ale coś z nim jest nie tak… Może powinnam powiedzieć: No cóż, jest jak jest – mogło być gorzej.  Może naprawdę nic się nie stało?

A więc z uśmiechem  róbmy swoje… Niech żyje bylejakość!

nie widzieć nie słyszeć nie mówić
NIE SŁYSZMY… NIE PATRZMY… NIE MÓWMY…

P.S. Pisząc pozytywnie o pokorze miałam na myśli pokorę w sensie świadomość niedoskonałości, która tak, jak napisała w komentarzu Zamyślona, jest potrzebna, żeby się rozwijać, ale nie poddawać.

 

 

A przecież kot, proszę pana, to postać powszechnie znana

Jeszcze Dionizos nie przestał się uśmiechać do świętujących zakochanych w winie, jeszcze Afrodyta nie zdążyła odpocząć po piątkowej opiece nad sercami przepełnionymi miłością, a ja już o kolejnym święcie. 17 lutego na przytulania, głaskania i łakocie oczekują koty.  Wszystkie piękne, wszystkie poruszające się z niezwykłą gracją i delikatnością. Na małe, baraszkujące kociątka można patrzeć bez końca.

1907-10 koty zabawa

Niesłusznie przypięto im łatkę „nie przywiązują się do człowieka”, bo potrafią kochać mocno, tak, jak każda żywa istota. A to, że mają charakterek, to już inna sprawa…

Kto mieszkał z kotem, ten zna sytuację, kto kota nie zna – może nie uwierzy, ale na ogół – kot zawsze ma rację i jeśli bije, to ci się należy – pisał Franciszek Klimek, wielki miłośnik kotów.

1913 anonim 3 kotki

Żeby człowiek nie myślał, że jest doskonały
i żeby nie miał złudzeń, że się z Bogiem zbratał,
że wszystkie mu zwierzęta będą się kłaniały
i uznają, że właśnie on jest panem świata –
żeby więc człowiek nie wpadł w samouwielbienie,
by poznał jak ułomna jest z niego istota,
Bóg dał mu przykazania, rozum i sumienie,
a gdy to nie pomogło, wtedy stworzył KOTA. (Franciszek Klimek)

1907-10 koty w szkole

Z głową kota jest przedstawiana egipska bogini Bastet. W książce „W bałkańskim kociołku” opisałam ciągle żywą w Bułgarii, intrygującą historię,  związaną z Bastet i pewnym zagadkowym miejscem. Jest chętnie odwiedzane, a uważni obserwatorzy dostrzegają na skałach wpatrzone w nich kocie oczy…

W XVI wieku powstała bajka „Kot w butach”. Kolejni autorzy tworzyli na jej wątkach, snuli historię sprytnego kota i pewnie nie działoby się tak, gdyby jej główny bohater nie cieszył się sympatią. Jednym z autorów piszących o przygodach kota mówiącego ludzkim głosem, był Konstanty Krumłowski (1872-1938r.) – poniżej okładka jego książeczki i dwa obrazy z wnętrza.

17 luty – Światowy Dzień Kota

Po 1907 roku (prawdopodobnie w przedziale do 1915 roku) powstała seria pocztówek z kotkami. Niestety, autor (a może autorzy) cukierkowych obrazów pozostali anonimowi. Kilka z nich zamieściłam w tekście powyżej i poniżej.

Pozostaje mi już tylko życzyć wszystkim kotkom wspaniałych ludzkich przyjaciół i pięknego życia, a w kocim języku brzmi to: miau… miau.. mrrrau… miaauu… i tak dalej.

1913 r kotki grające Anonim

1913 anonim kotki

1913 anonim kotki z pat

A przecież kot, proszę pana,  
To postać powszechnie znana, 
To pożyteczna istota. 
(Jan Brzechwa, fragment wiersza "Kot")

Miłość, wino, muzyka…

Tak, jak wspominałam wcześniej, święto miłości i wina jest 14 lutego, ale Bałkany mocno przywiązane do tradycji, nie do końca oderwały się od kalendarza juliańskiego, obowiązującego jeszcze na początku XX wieku, a więc już 1 lutego w wielu miejscach w Bułgarii odbywały się oficjalne i nieoficjalne uroczystości. Gdzieniegdzie świętowali razem Bułgarzy, Grecy i Macedończycy. A rytuał jest zawsze ten sam: poświęcenie przez kapłana winnicy, podcinanie gałązek winorośli, oddanie ziemi kilku kropel wina, a potem muzyka, taniec, radość i lokalne wybory cesarza wina.

święto wina i miłości

Do świętowania, tu i ówdzie włączają się „kukeri” – pogromcy złych duchów (na 1 zdjęciu). Powiedzenie, że luty jest świętem wina wcale nie jest przenośnią. Dionizos zapewne z uśmiechem spogląda na ziemię i ludzi bardzo ceniących napój bogów.

kto dużo pije

Tą łacińską sentencją ozdobiono ścianę XIX-wiecznej winiarni. Dziś mówi się w Bułgarii: Kojto piye – pee, kojto pee – zło ne misli. Ot towa sledwa, cze kojto piye zło ne misli / Kto  pije – śpiewa, kto śpiewa – źle nie myśli. Z tego wynika, że kto pije – źle nie myśli/. To oczywiście nie oznacza, że nie należy zachowywać umiaru i przypomina o tym inne powiedzenie: Błagosłoweno wino, prokleto pijanstwo / Błogosławione wino, przeklęte pijaństwo/.

jedz zawsze w miarę

A ponieważ 14 luty – to także święto miłości, jeszcze jeden cytat: Najsilniejsza jest miłość, która pozwala okazywać słabości – powiedział bułgarski pisarz Elin Pelin.

Życzę wszystkim, żeby ten dzień był piękny, z uśmiechem na ustach i z lampką napoju bogów.

Czestit Trifon Zarezan!

trifon

Trifon Zarezan (lub Trifonovden – dzień Trifona) i 2 minuty z tegorocznego świętowania (1 lutego). W bułgarskiej miejscowości Delchevo (leżącej ponad 1000 m n.p.m., w górach Pirin ) tradycją stał się festiwal wina i miłości.

***

Zakochani w winie wiedzą, że grzechem jest mieszać wino z wodą. O tym jak robi się na Bałkanach wino (bez dodawania wody) napisałam w książce „W bałkańskim kociołku„.

W bałkańskim kociołku

Ja, trampolina i obłoki

Rzeczywistość zmienia swoją wagę bez ostrzeżenia. Bywa lekka jak piórko, a za chwilkę – przygniata ciężarem. Bardzo żałuję, że jest nieuchwytna, że na jej tuszę mam tak obłoki cropniewielki wpływ. Na szczęście, od czasu do czasu, można przed nią czmychnąć. Skok na niewidzialną trampolinę i fruuu… w obłoki. Zapewniam, że sposób dobry (mówię to z doświadczenia), pomaga złapać oddech.

Na huśtawce zawieszonej na chmurce przychodzą do głowy zaskakujące pomysły. Zwykle mają zielony kolor nadziei… świat staje się piękny, żadnej skazy, a że wiedza od dawna na wyciągnięcie ręki, no to i ludzie mądrzejsi i mądrzejsi…  kierunek „do przodu” wydaje się bardzo naturalny, sensowny, logiczny…

Dziś, prosto z chmurki trafiłam na facebook’a, a tu, proszę, taka wiadomość…

przed erą internetu
Źródło: Demotywatory.pl

Dałam się uwieść czarowi… starych pocztówek

Zapraszam dziś na obrazkowy wpis. Temat przewodni: miłość na starych kartkach, którym nie ubywa czaru. Lubię na nie patrzeć (nawet jak są trochę przesłodzone, przerysowane) i mam nadzieję, że Państwu też się spodobają. Chyba rzadko na współczesnych pocztówkach spotyka się zdjęcia ludzi (a może nawet wcale?).

Te zamieszczone poniżej są z lat 1901-1922. Przeważają na nich pary, chociaż miłość nie jest zarezerwowana tylko dla życiowych partnerów, czy wyłącznie dla ludzi.