Archiwa tagu: bajki

Od kampanii do kampanii (o oczekiwaniu na bajkowy klimat i o twórczości doskonałej)

Bajki piszą bajkopisarze i wcale nie gorzej tworzy je znaczna (??) grupa polityków. Tym ostatnim zdarzają się fazy twórczości  nie do opanowania. Z całą mocą płonie wewnętrzny ogień, a oni mu się poddają i rządzi nimi tylko w e n a, i budzi się o g r o m zdolności (a ile natchnienia i błogości pojawia się na uśmiechniętych twarzyczkach… – trudno opisać słowami). Czują, że byłoby wielce samolubne nie dzielić się z innymi, a więc dzielą się z radością i wylewają z siebie treść, która urodziła się doskonała, w amoku tworzenia, w oderwaniu od rzeczywistości…

Największa bajkowa uczta trwa w czasie kampanii wyborczych. A że nie odbywają się one za często, jak tu się dziwić, że wielu ludzi czeka z utęsknieniem, żeby już… żeby nadeszły te chwile… żeby w końcu móc skoczyć i zanurzyć się w bajkowym klimacie. A potem pławić się z rozkoszą w słodkich słowach, pozwalać się masować i masować obietnicom, wzdychać: och i ach! jak przyjemnie!… i zamknąć oczy, i dać się głaskać, i nic a nic nie słyszeć (oprócz bajkowej muzyki).

Są też i tacy, co to tylko patrzą i słuchają, a w ich głowach rodzą się pomysły, jak mieczem satyry dotknąć to, co się dzieje. Czasem tworzą ponadczasowe bajki o bajkach i bajkopisarzach.

Opowieści często anonimowych autorów zapełniały szpalty gazet wydawanych 100 lat temu. Przy okazji kilku moich słów „O absurdzie i mieczu dla szaleńca” była „Bajeczka o rajskich wyborach”, dziś kolejna (też sprzed 100 lat), tym razem o osłach, a może ?osłach (?).

osioł na pe

echa leśne

P.S. Czasem zdarza mi się pomyśleć i…………………………. eureka! (Kropek dużo, bo to myślenie trochę trwa.) Efekt ostatnich przemyśleń powyżej. We wspomnianym tekście „O absurdzie i mieczu dla szaleńca” dziwiłam się trochę, że przysłowiowy miecz dostaje się temu, a nie tamtemu, a nawet łapałam się za głowę, że fakty, że kompetencje… no ale wszystko jasne Dodam jeszcze, że najmocniej oczekiwane bajki muszą być z akcją osadzoną w niedalekiej przyszłości. Sama się dziwię, że się dziwiłam i stąd to post scriptum.

Autorka tekstu: Skarlet B.I. ( © wszelkie prawa zastrzeżone)

O absurdzie i mieczu dla szaleńca

Jest łacińskie powiedzenie Credo quia absurdum (wierzę, bo to absurd / niedorzeczność), a odnosi się ono wyłącznie do tego, czego nie może dostrzec mędrca szkiełko i oko. I tak sobie myślę, że żyjący na przełomie II/III wieku teolog Tertulian, z którym to zdanie jest kojarzone, pewnie by się za głowę złapał, jakby zobaczył ile jest ślepej wiary w dzisiejszym świecie i nie dotyczy ona tylko Boga.

Plotą sobie ludzie publicznie, co chcą, ale nie to jest dziwne, bo gawędziarze fantaści zawsze istnieli. Zaskakująca jest ślepa wiara w ich słowa, brak konfrontacji z faktami, które można zobaczyć bez szkiełka mędrca. Umysły nieskrępowane logiką bez skrupułów wykorzystują politycy.

W zastępstwie Tertuliana ja się za głowę łapię jak czytam, co się dzieje – i nie mam na myśli tylko Polski. – Hip, hip, hura! – krzyczy populizm. Szerzy się dzielenie zamiast łączenia. Nastroje anty temu i tamtemu rosną. Powiększa się epidemia krótkowzroczności. Wolność się kurczy. Współcześni Rejtanowie od czasu do czasu odzywają się rozpaczliwym głosem, ale zakrzykuje się ich skutecznie.

Miecza nie daj szalonemu” – przestrzega porzekadło, ale niestety… Trafia przysłowiowy miecz w ręce tych, którzy obiecują: – Dam. Obronię – ale nie zamierzają dotrzymać słowa. A jak osiągną cel, nie zawahają się zamachnąć i na tego, kto postawił ich na świeczniku.

Są takie chwile, w których uczucia powinny być przewodnikiem, ale to nie one mogą decydować o wyborze człowieka, któremu powierza się jakąkolwiek władzę. Twarda ocena kompetencji, prawdomówności, kultury powinna zwyciężać nad postawą Credo quia absurdum.

Żadna grupa nie jest zbyt mała, by (polityk) zaniechał próby zdobycia ich względów prezentem z kieszeni „ogółu społeczeństwa”. (Kandydat antyliberalny obiecuje szczególne przywileje każdej grupie wyborczej: wyższe ceny producentom i niższe ceny konsumentom, wyższe pensje urzędnikom i niższe podatki podatnikom.) – przestrzegał Ludwig von Mises – ekonomista, krytyk biurokracji, filozof żyjący na przełomie XIX/XX wieku.

We mnie budzi się żal, że ludzie mają w nosie doświadczenia przeszłości (nawet te z niedalekiej przeszłości). Obiecanki-cacanki nie przestają tracić znaczenia…

Przeplatają się tu u mnie różne teksty. Czasem snuję jakieś niewesołe rozważania, które może nawet nie zasługują na poświęcanie im czasu. I tak jak powtarzają się sytuacje (z różnymi bohaterami w roli głównej) i te same zachowania decydentów, tak i ja czasem się powtarzam. Dzieje się to zwykle jak wychylę głowę z domowego zacisza, jak „rzucę okiem” na doniesienia ze świata (inne, niż pogoda, książki, filmy, ploteczki etc.). Można oczywiście nie wychylać głowy, można się zamknąć w swoich czterech ścianach, można zapomnieć, że temperatury na zewnątrz są zmienne, można nie zauważać, że za oknem ziąb i zawierucha, ale kiedyś trzeba będzie otworzyć drzwi, a wtedy może się okazać, że to coś za… – jest nie do zniesienia.

Przed wyborami w okresie między I-II Wojną Światową

Idylla

***

Bajeczka o rajskich wyborach z czasów przedwojennych

bajka o wyborach 1

bajka o wyborach 2

A przecież kot, proszę pana, to postać powszechnie znana

Jeszcze Dionizos nie przestał się uśmiechać do świętujących zakochanych w winie, jeszcze Afrodyta nie zdążyła odpocząć po piątkowej opiece nad sercami przepełnionymi miłością, a ja już o kolejnym święcie. 17 lutego na przytulania, głaskania i łakocie oczekują koty.  Wszystkie piękne, wszystkie poruszające się z niezwykłą gracją i delikatnością. Na małe, baraszkujące kociątka można patrzeć bez końca.

1907-10 koty zabawa

Niesłusznie przypięto im łatkę „nie przywiązują się do człowieka”, bo potrafią kochać mocno, tak, jak każda żywa istota. A to, że mają charakterek, to już inna sprawa…

Kto mieszkał z kotem, ten zna sytuację, kto kota nie zna – może nie uwierzy, ale na ogół – kot zawsze ma rację i jeśli bije, to ci się należy – pisał Franciszek Klimek, wielki miłośnik kotów.

1913 anonim 3 kotki

Żeby człowiek nie myślał, że jest doskonały
i żeby nie miał złudzeń, że się z Bogiem zbratał,
że wszystkie mu zwierzęta będą się kłaniały
i uznają, że właśnie on jest panem świata –
żeby więc człowiek nie wpadł w samouwielbienie,
by poznał jak ułomna jest z niego istota,
Bóg dał mu przykazania, rozum i sumienie,
a gdy to nie pomogło, wtedy stworzył KOTA. (Franciszek Klimek)

1907-10 koty w szkole

Z głową kota jest przedstawiana egipska bogini Bastet. W książce „W bałkańskim kociołku” opisałam ciągle żywą w Bułgarii, intrygującą historię,  związaną z Bastet i pewnym zagadkowym miejscem. Jest chętnie odwiedzane, a uważni obserwatorzy dostrzegają na skałach wpatrzone w nich kocie oczy…

W XVI wieku powstała bajka „Kot w butach”. Kolejni autorzy tworzyli na jej wątkach, snuli historię sprytnego kota i pewnie nie działoby się tak, gdyby jej główny bohater nie cieszył się sympatią. Jednym z autorów piszących o przygodach kota mówiącego ludzkim głosem, był Konstanty Krumłowski (1872-1938r.) – poniżej okładka jego książeczki i dwa obrazy z wnętrza.

17 luty – Światowy Dzień Kota

Po 1907 roku (prawdopodobnie w przedziale do 1915 roku) powstała seria pocztówek z kotkami. Niestety, autor (a może autorzy) cukierkowych obrazów pozostali anonimowi. Kilka z nich zamieściłam w tekście powyżej i poniżej.

Pozostaje mi już tylko życzyć wszystkim kotkom wspaniałych ludzkich przyjaciół i pięknego życia, a w kocim języku brzmi to: miau… miau.. mrrrau… miaauu… i tak dalej.

1913 r kotki grające Anonim

1913 anonim kotki

1913 anonim kotki z pat

A przecież kot, proszę pana,  
To postać powszechnie znana, 
To pożyteczna istota. 
(Jan Brzechwa, fragment wiersza "Kot")

Bachus, Amor i smak życia

Pisałam tu ostatnio, że luty to miesiąc miłości, dziś dodaję: na Bałkanach to także miesiąc wina i święto Dionizosa nazywanego też Bachusem. Kult Dionizosa urodził się w Bułgarii, Trakowie (przodkowie dzisiejszych mieszkańców tego kraju) budowali swojemu bogowi liczne świątynie. A stało się tak za sprawą Orfeusza (także Traka, urodzonego w bułgarskich Rodopach). Ten mityczny poeta, grą na lirze poruszający ludzkie serca, rośliny, a nawet skały, namawiał do czczenia Dionizosa, żeby zapewnić nieśmiertelność duszy.

sercu ludzkiemu

Pogodny Dionizos, skory do zabawy, bardzo spodobał się Grekom, jego popularność rosła i rosła, aż w końcu stał się nie mniej sławny, niż inni greccy bogowie. Dionizos uczył śmiertelników uprawy winnic i robienia najdoskonalszego wina, dzięki czemu na zawsze pozostał patronem winorośli. Przyszli winiarze nawet dziś składają przysięgę bogowi radości, przyrzekają przestrzegać starych reguł przy produkcji napoju bogów.

kto szałwię z rutą

Dionizosowi zawsze towarzyszył radosny orszak satyrów i bachantek. Co pewien czas zwoływał on swych czcicieli na polany rozścielone na górskich stokach. Przy blasku pochodni wiły się taneczne korowody, muzyka rozbrzmiewała do białego rana, wtórował jej śmiech uczestników szalonej zabawy.

Bachusowe świętowanie Henryk Siemiradzki (1890)

Amora chyba nie trzeba przedstawiać? Mały chłopiec z łukiem zawieszonym na ramieniu, od czasu do czasu płata bogom i ludziom figle. Jego strzały zawsze trafiają prosto w serce. Ugodzona „ofiara”  na zawsze staje się niewolnikiem wielkiej miłości.

Amor (William Ryland XVIII w)

I Dionizos, i Amor mają na Bałkanach swoje święto 14 lutego (pisałam już o tym jak obchodzi się ten dzień w Bułgarii i jakie rytuały są z nim związane). Myślę, że pasują do siebie te dwie postacie, nie wątpił w to też anonimowy, XIX-wieczny poeta.

Gdyby nie to – gdyby nie tak –
Nie Bachus, nie Amor mały,
Na mą duszę!
Przez wiek cały
Nie znałbyś, co życia smak.
Ale piękne dziewczę ścisnąć,
Wiwat! – krzyknąć. – Toast chlisnąć…
To i to – i tak i tak
W krótkim życiu sprawia smak.
(1832 rok)

Sentencje łacińskie w tekście zdobiły ściany jednej sali warszawskiej winiarni „Bachus” istniejącej od 1848 roku. Autorem XVIII-wiecznej grafiki ze strzelającym Amorem jest William Ryland. Bachusowe świętowanie Henryka Siemiradzkiego powstało prawdopodobnie w 1890 roku.

Miłość urodzi się w piątek

Przeglądałam dziś bałkańskie media i rzucił mi się w oczy tytuł: Luty – miesiąc miłości. I nie mam wątpliwości, że tak jest. Wszechobecne są reklamy walentynkowych prezentów. Zapadają decyzje o wyborze niespodzianki, o tym, jak spędzić ten dzień, a potem są wspomnienia i dzielenie się wrażeniami: co dostałam, co dostałem, gdzie byliśmy… I tak, nawet jak nie poświęca się wiele czasu przygotowaniom, nawet jak nie obchodzi się święta zakochanych, wszystko co przed i po, przypomina o tym dniu. Myślę, że to bardzo miłe i nie warto bronić się przed walentynkowym nastrojem. Miłość to piękne uczucie, potrzebuje pielęgnacji i wyznań – z okazji… i bez okazji.

Boginią miłości jest Afrodyta, zrodzona z morskiej piany. Jest też patronką małżeństwa, chociaż nie była wzorem żony. Poślubiła Hefajstosa – boga ognia i kowali, który w kuźni, we wnętrzu wulkanu, wykuwał tarcze, zbroje i pioruny dla wielkiego Zeusa. Nudząca się podczas nieobecności męża, Afrodyta romansowała z bogiem wojny Aresem. Dowiedziawszy się o zdradzie, Hefajstos zastawił pułapkę na kochanków. Schwytani w sieć zawieszoną nad łożem, stali się pośmiewiskiem w świecie bogów. Afrodyta nie wybaczyła mężowi. Uciekła od niego, a ponieważ nie była stała w uczuciach, porzuciła też Aresa. Czas wypełniała jej nie zawsze uczciwa rywalizacja z Herą i Ateną o miano najpiękniejszej na Olimpie.

Rozkapryszona bogini miłości potrafi podarować wielkie uczucie i bez chwili wahania wykorzystała tę umiejętność. Rozbudziła w Parysie miłość do Heleny Trojańskiej i w zamian za pomoc w zdobyciu wymarzonego tytułu, obiecała mu podarować serce królowej Sparty. Postępek Afrodyty doprowadził do wybuchu wojny trojańskiej i śmierci Parysa, bo po osiągnięciu celu, zapomniała ona zadbać o szczęśliwe zakończenie, ale… jeśli wierzyć starym przekazom, trochę próżna, roztargniona bogini pomaga i czuwa nad losem zakochanego serca w każdy piątek, a w tym roku właśnie w piątek wypada 14 dzień lutego.

walentynkowe ptaki

Tajemnica memów i bajka na deser

J.Tuwim.KobietaGośćmi na tej stronie są między innymi Pinterestowicze, którzy przypinają moje piny na swoich tablicach. (W tym miejscu chyba powinnam wyjaśnić, że od niedawna pokazuję na Pintereście własne memy-różności: cytaty, trochę moich myśli, czasem fragmenty poezji i prozy (także własnej).) Tworzenie tych obrazków z tekstem to miła zabawa. Niekwestionowanym zwycięzcą wśród moich pinów jest pin z wierszem Juliana Tuwima.

Jaka jest tajemnica popularności memów (także poezji na obrazie)? Przekaz treści w tej formie pojawia się na wielu portalach społecznościowych i cieszy się sympatią. Czy krótkie formy wyprą dłuższe? Czy te miejsca, gdzie są zamieszczane, przebiją popularnością blogi?

moje memy

Deser: ciąg dalszy rad starej ropuchy

W żabim królestwie nastąpiło wielkie poruszenie. Żabie radio od rana powtarzało plotkę: Słońce zakochane, może poślubi piękną Gwiazdeczkę. Waha się, bo nie wie, co na to inni…

– Cieszcie się! – krzyczała stara ropucha. – Szykujcie się do świętowania. Niech wie Słońce, że popieramy te zaślubiny. Zapraszam wszystkich! Dołączcie do mnie! Zorganizuję wspaniałą zabawę. Obiecuję wam, że będziecie się weselić.

Rwetes zrobił się wielki. Wyciągały żaby eleganckie stroje. Zdobiły swoje domostwa. – Kum, kum, czym stara ropucha zastawi stoły? Jakie delicje nam podaruje? – zastanawiały się niektóre.

Wieści o przygotowaniach dotarły do bociana. – Eech, głupie żaby! – krzyknął. – Róbcie, co podpowiada wam stara ropucha. Będziecie się cieszyć, ale minie trochę czasu i ogarnie was wielka rozpacz!

– Dlaczego, dlaczego?! Dlaczego nas straszysz, bocianie?

– Z chwilowej korzyści czasem wynikają duże straty. Słońce grzeje dziś radośnie i już błota wokół stawu zaczęły wysychać – wyklekotał bocian. – A co będzie, jak się Słońce zdecyduje na ślub, a potem urodzą się małe Słońca i wszystkie zaleją nas ciepłem? Z waszego stawu zostanie kałuża. Ciężkie chwile nastaną dla żabiego królestwa. Gorzko płaczą ci, którzy przyklaskują bezmyślnie, nie patrząc w przyszłość. (Skarlet B.I. na motywach ezopowych bajek)

 

 

 

Stara ropucha, co zamęt zasiała

Baśnie dzieją się często w fikcyjnej rzeczywistości. I chociaż przenoszą czytelnika do świata fantazji, są mocno związane z realnym życiem. Wynika z nich zawsze jakaś prawda, czasem zapomniana, czasem bliska. Nie szkodzi jej, że jest dobrze znana. – Właśnie tak jest – myśli wiele osób i uśmiecha się do morału, może dlatego, że potwierdza ich poglądy, a może dlatego, że miło czuć się nieodosobnionym w jakichś rozważaniach.

Zatrzymałam się chwilkę przy Ezopie, bo uważam, że fascynująca jest historia jego twórczości. Przez ponad 2000 lat na wątkach z jego bajek tworzyli kolejni pisarze i poeci, tacy jak grecki Babrios, żyjący w starożytności, czy francuski La Fontaine z bliższych czasów. Pomysły, które urodziły się w głowie niewolnika Ezopa okazały się nieśmiertelne. Czy to nie jest niezwykłe?

Napisałam kiedyś trochę historyjek na motywach ezopowych bajek. Jedną już zamieściłam, dziś kolejna, może odświeżę je i jeszcze jakaś się tu pojawi.

***

W dużym stawie mieszkały żabie rodziny. Zebrały się pewnego dnia i uradziły, że wybiorą spośród siebie kilka najmądrzejszych, żeby dbały o porządek. Cztery szanowane ropuchy dostały najwięcej głosów. Natychmiast zaangażowały się w poprawę życia żabiej społeczności.  Starały się popełniać jak najmniej błędów, robiły swoje, nie czyniąc przy tym wiele hałasu wokół siebie. Wierzyły w żabią mądrość i nie chciały ograniczać żabiego życia restrykcyjnymi prawami. Pewnego dnia jedna stara ropucha rzadko wychodząca z domu, pojawiła się na jarmarku.

żaba zła– Ech, źle wybraliśmy – zaskrzeczała. – Kradzieże się nasiliły, zbrodni coraz więcej, prawo nie może być takie łagodne.

– Tak, tak – przytakiwali niektórzy. W wielu żabich głowach pojawił się niepokój. Poglądy starej ropuchy rozprzestrzeniały się, ale mało kto zastanawiał się nad nimi głębiej. – Co robić? – powtarzano coraz częściej.

Gorzej i gorzej działo się w żabiej społeczności, aż w końcu zapanował chaos.

– Obejmij rządy – prosiły żaby starą ropuchę, ale ta odmawiała. – Nasze państwo powinno być królestwem – twierdziła. – Niech największy z bogów podaruje nam władcę na jakiego zasługujemy.

Nie myśląc wcale, obaliły żaby swój rząd i wysłały delegację do Jowisza.  – Panie nasz, przyślij nam króla, który zapanuje nad bezprawiem – prosili wysłannicy.

– Wracajcie i czekajcie – polecił Jowisz, który jak to bóg, słyszał wszystko i wiedział, że w słowach starej ropuchy nie ma ani krzty prawdy, a sianie zamętu sprawia jej przyjemność.

żaba przerażonaPewnej nocy, wielki huk i plusk postawił na nogi całą społeczność. – Oto wasz król! – krzyknął bóg, zrzuciwszy do stawu wielki kamień. Musiało minąć trochę czasu, żeby żaby odważyły się zbliżyć do swego nowego władcy. – Ależ nie takiego  króla oczekiwaliśmy. Ten głaz jest niezdolny wymierzać sprawiedliwość! – skrzeczała stara ropucha. – Daj nam panie kogoś prawdziwego! – krzyczały żaby.

Usłyszał Jowisz te słowa i zamyślił się nad nimi. Szybko znalazł kandydata na króla żabiego państwa. – Traci swobodę, kto godzi się mieć pięść nad głową – rzekł i zesłał na ziemię bociana.

(Skarlet B.I. na motywach bajki Ezopa)

żaba zdziwiona

Magiczne góry, piękna nierządnica i bajkopisarz

Jestem zakochana w Rodopach. Można by pisać o nich w nieskończoność. Nie umiem powstrzymać się, żeby w moich książkach nie wspomnieć o tych górach rzeźbionych i malowanych przez Naturę w stanie wyjątkowego natchnienia artystycznego, leżących na terenie Bułgarii (przeważająca część) i Grecji (mniej niż 20%). W obu krajach oficjalnie nazywa się je żeńskim imieniem: Rodopi. Czasem lubię zagłębiać się w historię pochodzenia niektórych nazw. Myślę, że zawód etymologa jest bardzo ciekawy, podobny do zawodu detektywa. W przypadku Rodopów nikt nie ma pewności. Wiadomo tylko, że góry odziedziczyły imię kobiety. Chyba na zawsze pozostanie tajemnicą kim była. Według legendy bogowie zamienili w nie piękną księżniczkę. Nie są znane powiązania nazwy z postaciami żyjącymi dawno temu. Góry i kobiety noszące to samo imię łączy jedno – niezwykła uroda.

rzeźby natury
Rzeźby Natury w Rodopach

Wizerunek pani z tym dziś już nie używanym imieniem, wybito na antycznych monetach znalezionych w Filipopolis (dawna nazwa bułgarskiego Płowdiw). Inna Rodopa żyła w VI wieku przed naszą erą.  Była Traczynką, a Trakowie zamieszkiwali teren dzisiejszej Bułgarii i część Grecji sięgającą do Morza Egejskiego (tę, w której jest cząstka Rodopów).

Rodopa, podobnie jak Ezop, trafiła do niewoli; ich panem był Jadmos z Samos. Oboje stali się sławni. On z powodu swojej bajkopisarskiej twórczości, ona – z powodu legendarnej urody.  Nie był jej jednak pisany los niewolnicy. Wykupił ją i podarował jej wolność brat Safony, mieszkający nad Nilem. Rodopa  wzięła życie w swoje ręce. Pozostała w Egipcie i sprzedawała swe ciało bogaczom, dzięki czemu szybko dorobiła się wielkiego majątku. Może by nie zapamiętano jej imienia w Europie, gdyby nie pamiątka, którą piękna nierządnica zdecydowała po sobie pozostawić. Za dziesiątą część swoich skarbów kazała wykuć i złożyć w świątyni w Delfach olbrzymie rożna, każde mieszczące całego woła. Dlaczego wybrała Delfy? Może dlatego, że wśród czczonych tam bogów był Dionizos – bóg wina i radości, którego kult przywędrował do Grecji od Traków (z Bułgarii). Przyczyny wyboru świątyni to oczywiście moje domysły, tylko ciut, ciut prawdopodobne, wyłącznie z tego powodu, że Rodopa była Traczynką.

Zagalopowałam się trochę w swojej wędrówce, ale skoro już z magicznych gór doszłam tak daleko, jeszcze na chwilę zostanę w czasach Ezopa. Bajkopisarz pisał swoje opowiastki dla dorosłych. Każda kończyła się jakąś prawdą. Wydają się one oczywiste i na pewno nie przestały być aktualne. Opowiem jedną z jego bajek.

Kłóciły się ze sobą Słońce i Wiatr. – Ja jestem potężniejszy – krzyczał Wiatr. – Mogę więcej – powtarzało Słońce. – Przekonajmy się – zdecydowali zgodnie. – Niech zwycięży ten, kto zmusi wędrowca do zdjęcia okrycia. Popędliwy Wiatr zaczął pierwszy. Niewiele myśląc, znienacka pojawił się przed człowiekiem. Dmuchnął z całej siły. Nie przestając skoczył w bok, potem stanął z tyłu i znowu z przodu. Poły płaszcza unosił do góry, wdzierał się w rękawy, szarpał podszewkę. Wędrowiec przyspieszył kroku, coraz szczelniej otulając się. Postawił kołnierz, zapiął guziki i rękami, z przodu przytrzymywał okrycie. Wiatr ucichł, kiedy zrozumiał, że wyczerpał całą swą energię i nic więcej nie może zrobić. Słońce wychyliło się zza chmur. Delikatnie i niespiesznie ogrzewało człowieka swoimi promieniami, aż ten przysiadł na chwilę, żeby odpocząć i powoli odpiął się, aż w końcu zdjął płaszcz, zapewniając zwycięstwo Słońcu. / Delikatnością w zachowaniu zawsze więcej można zdziałać niż złością. (Skarlet B.I – na podstawie bajki Ezopa)

W bałkańskim kociołku

***

Bardzo mi przykro, że muszę przypominać, że wszystkie moje teksty chroni Prawo Autorskie. Nie wyrażam zgody na kopiowanie i udostępnianie nawet fragmentów, bez zapytania i uzyskania mojej zgody na publikację (przypominam także, że istnieje i obowiązuje Prawo Cytatu, określające zasady wykorzystywania urywków cudzych tekstów).

 

Ja to między bajki włożę

Opowiadająca bajki 1875rBajki, baśnie, bajeczki… kojarzą się najmocniej z dzieciństwem, chociaż niektóre są adresowane do dorosłych. Coś mnie podkusiło i postanowiłam odkurzyć w pamięci „Bajki nowe” Ignacego Krasickiego, napisane w drugiej połowie XVIII wieku. Są króciutkie, wierszowane i na pewno nie straciły aktualności.  Jak już odkurzanie skończyłam,  to samo „coś” podkusiło mnie, żeby opublikować tu kilka.  Może i Wam spodobają się niektóre?

Był młody, który życie wstrzemięźliwie pędził;
Był stary, który nigdy nie łajał, nie zrzędził;
Był bogacz, który zbiorów potrzebnym udzielał;
Był autor, co się z cudzej sławy rozweselał;
Był celnik, który nie kradł; szewc, który nie pijał;
Żołnierz, co się nie chwalił; łotr, co nie rozbijał;
Był minister rzetelny, o sobie nie myślał;
Był na koniec Poeta, co nigdy nie zmyślał.

– A cóż to jest za bajka? Wszystko to być może.

– Prawda; jednakże ja to miedzy bajki włożę.

Baran dany na ofiarę
Widząc, że wieńce kładą, że mu rogi złocą;
Pysznił się tłusty Baran, sam nie wiedział o co;
Aż gdy postrzegł oprawcę, a ten powróz bierze,
Aby go powolnie ciągnął ku ofierze,
Poznał swój błąd; rad nie rad wypełnił los srogi;
Nie pomogły mu wieńce i złocone rogi.

Mysz i Kot
Mysz, dlatego, że niegdyś całą książkę zjadła,
Rozumiała, iż wszystkie rozumy posiadła.
Rzekła więc towarzyszkom: nędze wasze skrócę,
Spuśćcie się tylko na mnie, ja kota nawrócę.
Posłano wiec po kota; kot zawsze gotowy;
Nie uchybił minuty, stanął do rozmowy.
Zaczęła mysz exortę; kot jej pilnie słuchał,
Wzdychał, płakał… Ta widząc iż się udobruchał,
Jeszcze bardziej wpadała w kaznodziejski zapał.
Wysunęła się z dziury. A wtem ją kot złapał.

Bajki i przypowieści tudzież bajki nowe Krasickiego2

Zacytowane fragmenty są z książki „Bajki i przypowieści tudzież bajki nowe Ignacego Krasickiego”

Krasicki Satyry

P.S. Wpis wprawdzie opublikowałam, ale zdecydowałam się dodać post scriptum. Mamy dziś piątek 13-go i chociaż trzynastego wszystko zdarzyć się może, życzę, żeby ten dzień był w różowym kolorze. 🙂