Archiwa tagu: muzyka

Pchła to też istota

O kalendarzu nietypowych świąt wspominałam nie raz. Chyba uzależniłam się troszeczkę od zaglądania do niego od czasu do czasu. Dziś, po raz pierwszy w nowym roku, „rzuciłam okiem” na ten specyficzny terminarz. Okazało się, że promuje on w styczniu  wyznawanie uczuć. I dobrze. Zdarza się przecież, że ciepłe myśli pojawiają się w sercu, a usta… ani mru-mru… chociaż wiemy, że miłe słowa to świetne lekarstwo na szarość, poprawę nastroju i środek wywołujący uśmiech.

piesekPrzytulenie, miłe nie tylko dla ludzi (myślę, że w wyrażaniu uczuć znaczenie drobnych gestów jest nie mniejsze niż słów), ma swój dzień 21 stycznia. Przytulenie skojarzyło mi się z Janem Kaczmarkiem i jego piosenką, a jej słowa wyjaśnią tytuł mojego dzisiejszego tekstu o trzech kartkach z kalendarza.

Do serca przytul psa,
Weź na kolana kota,
Weź lupę, popatrz – pchła!
Daj spokój, pchła to też istota…

***

13 stycznia – Dzień Wzajemnej Adoracji

14 stycznia – Dzień Ukrytej Miłości

21 stycznia – Dzień Przytulania

A dziś – 7 stycznia – Dzień Dziwaka 🙂

 

Jeszcze pobujam w obłokach…

Dziś piąty dzień raczkującego roku. Nie wiem jak to się stało, że ten początek minął mi tak szybko – zbyt szybko.  To taki miły czas w nastroju pobalowym; całkowicie oderwałam się od rzeczywistości. Chyba pora wrócić na ziemię, no może jeszcze nie dziś, bo jutro Epifania, święto Jordanu (Jordanovden), bardzo uroczyście obchodzone na Bałkanach. Już o tym pisałam, ale przypomnę: tłumy zgromadzą się na brzegu morza i rzek, żeby patrzeć jak śmiałkowie skaczą do wody, żeby wyłowić krzyż rzucony przez kapłana, to im zapewni doskonały rok; w wielu miejscach (w morzu i w rzekach) zostanie odtańczone horo.

Czytałam, że w Polsce pojawią się królewskie orszaki, na pewno będzie uroczyście. Życzę wszystkim, żeby ostatni, świąteczny dzień długiego weekendu był miły.

1929 r. autor obrazu Ludwik Stasiak (1858-1924)

Tajemnicę przesypując w sobie / jak w zamkniętej kadzi ziarno / jechali trzej królowie / przez ziemię rudą i skwarną. / Wielbłąd kołysał jak maszt, / a piasek podobny do wody; (…) K. K. Baczyński

***

To wszystko jutro, a dziś zapraszam jeszcze na muzyczne, po-sylwestrowe wspomnienie.

Orkiestra weselno-pogrzebowa Gorana Bregovica przedstawia hulakę i starego wiarusa: Ја сам ја, Јеремија, презивам се Крстић (ja sam ja, Jeremija, preziwam ce Krsticz) – Jestem Jeremija, nazywam się Krsticz, mam sito i miednicę, mam żonę czarownicę, służyłem w artylerii…. (tu znajduje się piosenka na You Tube).

***

I jeden z moich ulubionych, bałkańskich piosenkarzy, pochodzący z Chorwacji Vłado Kalember, i sentymentalne nutki. Tebe ne ma… Nie ma ciebie, został tylko zapach perfum… chce mi się płakać… ja teraz płaczę, a ty spokojnie śpisz, on czuwa nad tobą, a ty śnisz o mnie… (tu znajduje się piosenka na You Tube)

 

A ja znowu sobie marzę…

Magiczna bożonarodzeniowa atmosfera (jeszcze unosząca się w powietrzu) i nadchodzący Nowy Rok nastrajają do snucia realnych i nierealnych marzeń. „Nowy Rok – nowe Szczęście” – hasło pojawiające się na Bałkanach co krok (tuż po świętach), pomaga zaszaleć fantazji, pełne jest nadziei na spełnienie pięknych życzeń. Ja dziś, jak Dyzio Marzyciel przyglądam się niebu błękitnemu i myślom daję pełną swobodę. Dyzio chciał widzieć stosy ciastek w obłoczkach płynących, a ja mam przed oczami  wizję kolejnych dni styczniowych… kwietniowych, majowych… październikowych… grudniowych. I ludzi – uśmiechniętych, życzliwych, budujących mosty, burzących mury dzielące ich od siebie; niepoprawnym mącicielom spojrzeniem dezaprobaty mówiących: – Nie damy się nabrać.  A w każdym domu – obok kuferka wypełnionego doświadczeniami (nie ma w nim dwóch egzemplarzy tego samego złego doświadczenia) – szkatułka z porcyjkami szczęścia na każdy dzień.

– Jaki piękny byłby wtedy świat! – wzdycham za Dyziem…

2020_960_720

Myślę, że przed Sylwestrem wyklikam jeszcze kilka słów, gdyby jednak stało się inaczej już dziś życzę, żeby nikogo nie zawiódł Nowy Roczek, który urodzi się za chwilę. Niech wyrośnie na Rok pełen uroku, przynoszący tylko dobre wieści.

nowy rok 2020

***

Lepa Brena i nieśmiertelna bałkańska piosenka „Čik pogodi”

Trzynastego nawet w grudniu jest wiosna

Piątek trzynastego może być miłym dniem. Na księgarskich półkach trwają przygotowania.  Książki zamierzają chórem witać każdego wchodzącego księgarza. – Wszystkiego naj… naj… naj… – zaszeleszczą kartkami, bo to święto pracowników księgarni (do życzeń dołączam się i ja).

Wielu było znanych księgarzy, ale może tylko jeden uliczny księgarz pozostanie niezapomniany. To chyba dobry moment, żeby go przypomnieć.

Patrzcie! ja go wam wskażę: Przyparty do ściany / Stoi Żyd siwobrody, okryty w łachmany, / Oczy krwawe, zamglone, zgrzybiałość na twarzy, / Pod pachą kilka książek. To Nestor księgarzy! / Nie szydźcie z tej postaci! Lat sześćdziesiąt blisko, / Jak zajął przy tej ścianie swoje stanowisko, / I przechodniom zalecał bibułę i szmaty, / Za miedzianą monetę dał złoto oświaty. / Kiedy w słowie Platona, w Horacego nucie / Znajdowano Wielkości i Piękna poczucie, / On sprzedawał łacińską książeczkę, in quarto, / Zabrudzoną z początku, a z końca odartą. / Sprzedał za kilka groszy i w dodatku powie: / – Niech pan czyta szczęśliwie, niech służy na zdrowie.

Księgarza ulicznego uwiecznił w wierszu – gawędzie Ludwik Kondratowicz / Syrokomla (zacytowałam tylko króciutki fragmencik), a na swoim rysunku pokazał go Stanisław Witkiewicz.

Księgarz uliczny - rysunek Stanisława Witkiewicza

13 grudnia – Dzień Księgarza

***

Feralna data jeszcze przed nami (wielu ludzi za taką ją uważa). Dla mnie „13” zawsze była szczęśliwą liczbą. Każdego trzynastego powtarzam za Kasią Sobczyk: Trzynastego nawet w grudniu jest wiosna. Trzynastego każda droga jest prosta. Trzynastego nie liczy się strat. Trzynastego wszystko zdarzyć się może. Trzynastego świat w różowym kolorze… 

Życzę, żeby najbliższy piątek 13-go był dla wszystkich miłym dniem.

 

 

List z krainy Hadesa

Jeden list wyślij z krainy Hadesa… Czy światło jest lepsze niż mrok? 

– Światło jest tu na górze – tak mawiałeś przyjacielu Yanni. – Ale co robić ze światłem, jak serca są czarne z rozpaczy…

balchik (5)

Te słowa to cytat z piosenki. Znalazła się ona wśród kilku innych, moich ulubionych, wymienionych na końcu książki „W bałkańskim kociołku”. Krótką playlistę umieściłam dla Czytelników, którzy mają ochotę „usłyszeć” Bałkany. Ta muzyka towarzyszy mi na co dzień, wpisuje się w atmosferę całego półwyspu. Piosenka Barba Yanni była już i na tej stronie, ale ponieważ pasuje do listopadowego święta, przypominam ją. Może i Państwu te nutki przypadną do gustu?

Można ją odsłuchać poniżej, gdyby się nie odtwarzała – link do piosenki na You Tube

Jak się nie ma, co się lubi

Kolejny październikowy dzień; zwyczajny i nie-zwyczajny; w barwny pejzaż, tak pracowicie malowany przez panią Jesień, wkrada się szarość i chwilka z „Elegancką piosenką o szczęściu”.

muz

…żeby tak nie październiczeć.
I na przekór otumanom mgieł jesiennych
i wbrew temu tu całemu liściatemu przedsięwzięciu…

…Ta piosenka to piosenka całkiem zła.
To piosenka, która mówi:
Jak się nie ma, co się lubi
To nie lubi się i tego, co się ma.

…A ten refren nie pozbawion przecież racji,
bo on mówi i o zdrowiu, i o szczęściu,
o miłości, pomyślności, a i nawet demokracji.

Z nieznanych mi powodów niektóre filmy znikają i pojawiają się, a więc na wszelki wypadek TU jest link do piosenki na You Tube.

Wystrojona, kolorowa wyrusza w świat

Miło zaczął się dla mnie tydzień. I muszę się podzielić radosną wiadomością. Moja książka wystrojona w twardą okładkę i kolorowe wnętrze potrzebuje trochę czasu, żeby dotrzeć do księgarni, ale już jako zapowiedź pojawiła się w niektórych księgarniach internetowych i można ją zamówić w promocyjnej cenie.

Dziś na stronie księgarni Tania Książka – 44,90 zł 27,66 zł

delf.butlon

Opis i fragmenty książki

I chwilka z bałkańską muzyką, moją towarzyszką, obecną na co dzień, także podczas pisania.

Scenariusz i reżyseria: ŻYCIE

Otaczający świat kształtują ludzkie wybory (niektórych nie zrozumiem nigdy), ale przecież zdarza się, że finisz biegu wydarzeń, wydawałoby się przewidywalny, okazuje się zaskoczeniem.  Są takie historie, które przypominają, że nadziei nie warto się pozbywać, czego by nie dotyczyła: małej czy dużej sprawy, naszego życia czy tego, co dzieje się wokół i wbrew pozorom ma na nie wpływ. Od czasu do czasu wracam do opowieści, której bohaterem jest Sixto Rodriguez – Amerykanin mający meksykańskie korzenie. Gdyby na podstawie jego życia nakręcono film fabularny wielu ludzi pomyślałoby o fabule: naciągana, to nie mogłoby wydarzyć się naprawdę. A jednak… pod koniec XX wieku, w dobie telefonów, zdolny muzyk żył w ubóstwie na jednym kontynencie, nie wiedząc, że na innym jest wielką gwiazdą. Miliony ludzi na świecie poznali go dzięki oskarowemu filmowi dokumentalnemu z 2012 roku, pokazującemu jak przypadek zmienił jego egzystencję. Ta wzruszająca historia przypomina, że nawet wtedy, gdy wydaje się, że nic się nie zmieni, wszystko może się zdarzyć. Polecam ją każdemu.

Życie potrafi pisać zaskakujące scenariusze…

„Sugar Man” to tytuł piosenki i filmu dokumentalnego, o którym wspomniałam (muzyka, tekst i wykonanie: Sixto Rodriguez).

Cukrowy człowieku, spotkałem fałszywego przyjaciela na pustej, zakurzonej drodze. Straciłem serce, a gdy je odnalazłem zmieniło się w martwy, czarny węgiel.

***

„I wonder” (piosenka z 1970 r.)  – Zastanawiam się nad miłością, której nie możesz znaleźć i zastanawiam się nad swoją samotnością. Zastanawiam się nad przyjaciółmi, którzy nimi nie są. Zastanawiam się… Zastanawiam się nad łzami w oczach dzieci i zastanawiam się nad żołnierzem, który umiera. Zastanawiam się, czy ta nienawiść się skończy...

***

Sixto Rodriguez urodził się w 1942 roku. W latach sześćdziesiątych XX wieku występował w nocnych klubach Detroit. Grał i śpiewał piosenki, do których sam pisał muzykę i teksty. Miał 25 lat gdy nagrał pierwszą płytę. Wróżono mu wielką karierę, porównywano go do Boba Dylana. Nadzieje pozostały niespełnione. Pięć lat nie przyniosły spodziewanego sukcesu (w 1971 r. powstał ostatni album). Muzyk zdecydował się zarabiać na chleb fizyczną pracą na budowach. Swoje kolejne pięć minut miał w Australii, gdzie doceniono jego talent i gdzie koncertował w 1979 roku. W latach dziewięćdziesiątych dowiedział się, że jest wielką gwiazdą – legendą w RPA…

Wspomnienia bywają uparte

Na świecie wiosna, a ja wczoraj zachwycałam się barwami jesieni.  Dostałam do obejrzenia mojego „kociołka” po składzie i „zawiesiłam się” na jednym zdjęciu. Zrobiłam je dawno temu w miejscu, które widziałam wtedy po raz pierwszy.  Było oblane złotem. Kąpało się w słońcu. Niby zwykłe miejsce, a tamtego dnia niezwykłe. I takie zapisało się w pamięci. Wracaliśmy tam kilka razy, a ja zawsze mam przed oczami ten pierwszy obraz. Wspomnienia chyba rządzą się własnymi prawami, a może tylko te moje jakieś takie krnąbrne? Dziś wracam do rzeczywistości.

kwiaty (2)

I kolejny film z tańczącymi kelnerami. Miałam ochotę napisać z serii „Tańczący kelner”, ale nie, serii nie będzie, choć niewykluczone, że jacyś kelnerzy jeszcze się pojawią. 🙂

Uczeń diabła

Od zawsze w moim domu była muzyka na żywo. Po Rodzicach pozostały mi nuty, na które mogę tylko patrzeć, bo niestety, nie odziedziczyłam po nich talentów muzycznych, ale dzięki nim muzyka stała się ważną częścią mojego życia.

Kiedy byłam małą dziewczynką nie znosiłam brzmienia skrzypiec i byłam szczęśliwa, że nie ma ich w moim domu. Musiało minąć kilkanaście lat, żebym odkryła magię w „bolesnych jękach” (tak myślałam o dźwiękach wydawanych przez ten instrument).  Nie stałam się fanatyczną wielbicielką skrzypiec, ale nie raz poruszały mnie do łez.

Napisałam o tym w związku z filmem o Paganinim, który w tym tygodniu obejrzałam po raz kolejny (po kilkuletniej przerwie) i który wywołał te same uczucia. I nie mam na myśli wyłącznie życia wspaniałego skrzypka i kompozytora (wrażliwy geniusz pozbawiony smaku prawdziwego dzieciństwa podzielił los podobnych sobie, nie do końca umiejących odnaleźć się w realnym świecie). Chciałam przede wszystkim powiedzieć kilka słów o muzyce, której w tym obrazie nie mogło zabraknąć.

NiccoloPaganini
Niccolo Paganini

Paganini (1782-1840) potrafił wydobyć ze skrzypiec zaskakujące dźwięki. Nie przerywał koncertu, gdy pękały struny (słynna stała się jego gra na jednej strunie), Uznano, że jest uczniem samego diabła. Z tego powodu kościół katolicki odmówił mu pochówku na poświęconej ziemi. Przez wiele lat syn wirtuoza walczył o cofnięcie anatemy. W 1853 roku, po złożeniu w ofierze ponad miliona złotych franków odprawiono mszę, podczas której odpuszczono grzechy Paganiniemu. Jednak dokument zezwalający na pogrzeb wydano w 1896 roku.

Po śmierci Niccolo Paganiniego Liszt oświadczył: Bez wahania wypowiadam przekonanie: drugi Paganini już się więcej nie pojawi. Ta przepowiednia się spełniła.

W encyklopedii z 1875 roku napisano o Paganinim: Gra jego demonicznej potęgi, stanowi epokę w technicznym postępie gry na skrzypcach.

Może się mylę, ale mam wrażenie, że w filmach biograficznych rzadko zdarza się  powierzyć rolę geniusza innemu geniuszowi w tej samej dziedzinie, a tu właśnie tak się stało. Niccolo Paganiniego zagrał David Garrett, wspaniały skrzypek grający od czwartego roku życia (tak jak Mistrz, w którego się wcielił). Wydaje się, że instrument jest jego częścią. Gra z niewymuszoną lekkością, bawi się muzyką, Zdarzało mi się widzieć artystów wykonujących te same utwory i miałam wrażenie, że nie dotrwają do końca, padną z wyczerpania (tyle sił i napięcia wkładali w grę, że sama czułam się zmęczona). Garrett jest ich przeciwieństwem.

Znalazłam dwa fragmenty z filmu („Paganini: Uczeń diabła”; film niemiecko-włoski z 2013 roku). Może ktoś się skusi posłuchać niezwykłej muzyki (tak ja ją odbieram).

  1. Scena w tawernie kończy się grą na jednej strunie.
  2. „Capriccio Nr. 24” – jeden z popularniejszych utworów Paganiniego. Mam wrażenie, że w tej muzycznej opowieści zmieściła się cała gama uczuć towarzysząca człowiekowi w życiu. Są chwile beztroski i szczęścia, i pojawiający się nagle zgrzyt, zło wywołujące dreszcz, szaleństwo i łzawe nutki smutku, a po nich powrót radości…

***

***