Archiwa tagu: obyczaje

Bezowocne rozważania („jednym słowem”: strata czasu)

Siedzę przed klawiaturą. Na moich kolanach mała, ruda istotka wpatrzona w ekran. Otwieram obrazek, na który wkleiłam słowa Adama Granta: Prawdziwą miarą wartości człowieka jest sposób, w jaki traktuje kogoś, kto nie może mu się przysłużyć. Psia główka przechyla się na boki… Próbuje odszyfrować ciąg kresek, kółeczek… Gdyby umiała czytać, gdyby mogła przemówić ludzkim głosem, jak skwitowałaby to twierdzenie?

piesekJej małe serduszko mieści w sobie ogrom bezinteresownych uczuć, ale zdarzają się momenty, w których odzywa się „interesowność” (w końcu ideały nie istnieją, prawda?). I wtedy… jak może coś zyskać  – uprzejmościom nie ma końca. Mordka się uśmiecha. Nie przychodzi jej do głowy rzucić obraźliwym słowem w psim języku, czy stawiać warunki. W ludzkim świecie różnie bywa w takich sytuacjach. Człowiek potrafi warknąć, a czasem ugryźć, nawet wtedy, kiedy ma realną szansę coś zyskać (i nie żeby chciał to coś stracić, broń Boże!). Co nim powoduje? Brak logiki, prostactwo, głupota. Na tę ostatnią jest lekarstwo, ale nikt jej nie leczy, bo i po co, skoro chory nie czuje bólu. Zranienie innego człowieka też nie boli.

A życie się toczy… Ten i ów wspomni od czasu do czasu o wyższości Homo sapiens nad innymi gatunkami. A ja zamiast kończyć kolejną książkę,  siedzę i tracę czas na dialog bez słów z moim małym pieskiem, którego wiara w człowieka znacznie przewyższa moją.

Reklamy

Pomiędzy Europą i Orientem

Czytałam kiedyś wywiad w bułgarskiej gazecie z Bułgarką mieszkającą w Polsce. Odpowiadając na jedno z pytań powiedziała, że dla Bułgara jedno-narodowość polskiego społeczeństwa  jest egzotyką. I nie dziwię się temu stwierdzeniu, bo ja, pytana o Bałkany na początku wymieniam różnorodność etniczną i kulturową. Dziś chciałabym zabrać Was (na chwilkę) do przeszłości.

autor zdj. Karastoyanov XIX-XXw Bul.Księżna Maria Luiza, meczet Banya Bashi
Sofia. Bulwar Księżnej Marii Luizy – meczet Banya Bashi. Autor zdjęcia żył na przełomie XIX – XX wieku; wykonał je przed 1906 rokiem.

Na zawsze pozostaną na Bałkanach nutki Orientu, który królował tu przez 500 lat i był dobrze zauważalny jeszcze na przełomie XIX i XX wieku. Polski podróżnik opisał w 1882 roku swoje wrażenia z pobytu w Księstwie Bułgarii, powstałym zaledwie cztery lata wcześniej.

Z którejkolwiek zresztą strony wjeżdża się do Bulgaryi, łatwo zauważyć, że Dunaj tworzy naturalną granicę pomiędzy Zachodem i Wschodem. Jakby pod dotknięciem czarodziejskiej różczki znika zachodnia kultura, a zjawiają się inni ludzie, miasta, wsie i domy. Wszędzie tu widać, że jeszcze do niedawna panami na tych szerokich i urodzajnych ziemiach byli azyatyccy despoci, którzy potrafili przez tyle setek lat nie dopuścić zachodniej kultury do swych posiadłości.

Sofia stycz.1878r
Sofia – styczeń 1878 rok.

Bułgarzy szybko zmieniali opisany krajobraz i nasz podróżnik zauważył to w Sofii.

Teraźniejsza Sofia składa się z dwu części: tureckiej i europejskiej. W tureckiej stoją do dzisiejszego dnia stare, własnej konstrukcyi domy, wystawione z drzewa i niedopalonej cegły. Ulice w tej dzielnicy są ciasne, na niektórych może się zaledwie zmieścić jeden wóz. Za lat kilka ta stara część miasta, gdzie dzisiaj koncentruje się cały handel, zmieni się do niepoznania. W europejskiej części są piękne wille z ogrodami, a ulice dosyć równe i szerokie. Tam mieszczą się wszystkie ministerya, wyższe urzędy cywilne i wojskowe, część tę zamieszkuje też inteligencya i kupcy. Oprócz tego jest dużo pięknych willi, należących do osób prywatnych.

Sofia 1886rok
Sofia 1886 rok.

Niewątpliwie współczesnemu turyście, który nie „zanurzy się” w klimacie Bałkanów trudniej dostrzec różnorodność. W 1878 roku zlepek narodowości było łatwiej zauważyć między innymi dzięki strojom. Jeszcze raz oddaję głos polskiemu podróżnikowi.

Wszędzie po sklepach, w kawiarniach i.t.p. można słyszeć rozmawiających rozmaitemi językami; język bułgarski, rozumie się, przeważa, lecz bardzo często słyszymy słowa tureckie, greckie, niemieckie, francuskie, włoskie, rumuńskie, ruskie i inne. Nieopodal za miastem mieszkają w oddzielnej gminie muzułmańscy Cyganie: są oni nieodstępnym elementem każdego większego miasta na bałkańskim półwyspie. Handel spoczywa po największej części w rękach hiszpańskich żydów, (tak zwanych Spatuoli), Bułgarów, austryackich żydów, rumuńskich żydów Cyncarów (pochodzą z Macedonii— język ich jest mieszanina rumuńskiego i innych języków — jest to naród chytry; oni trzymają w całej Bulgaryi „chany” (karczmy)), Persów, Ormian i innych narodowości. Najwięcej znajduje się tu handlów kolonialnych, galanteryjnych i kawiarni, w których to ostatnich można dostać li-tylko czarnej tureckiej kawy.

Sofia 1906 rok
W Sofii w 1906 roku.

Hiszpańscy Żydzi, o których mowa powyżej, byli uciekinierami z Hiszpanii i Portugalii, osiedlającymi się w Bułgarii w XVI wieku, ale to nie o nich chcę opowiedzieć. Autor tekstu wymienia Cyncarów i określa ich mianem „żydów”, ale odnosi się to zapewne do ich zmysłu handlowego i gromadzenia oszczędności. Do dziś mówiąc o Cyncarach używa się w Bułgarii synonimów słowa „skąpiec”, choć Georgi Barbolov, autor książek przybliżających historię tej nacji, zapewnia, że nie są oni chytrusami. Rzeczywiście byli właścicielami wielu chanów, zajmowali się handlem, organizowali kupieckie karawany i zajmowali się też lichwiarstwem. O ich pochodzeniu jest wiele czasem sprzecznych hipotez; według jednej są potomkami Rzymian i plemion Traków zamieszkujących teren obecnej Macedonii (z przekazów wynika, że Aleksandra Macedońskiego uważali za swego władcę); według innej hipotezy są potomkami Rzymian. Wielu Cyncarów mieszkało w dużym kiedyś mieście Moskopole; od 1744 roku mieściła się tu Nowa Akademia – mówi się, że była to jedyna, wyższa chrześcijańska uczelnia w Imperium Osmańskim (Cyncarowie są wyznawcami prawosławia). W drugiej połowie XVIII wieku, jeden z tutejszych dygnitarzy nie zgodził się wydać córki za Ali Janinskiego (tureckiego paszę), który zemścił się niszcząc miasto (dziś wieś na terenie Albanii). Pierwsze kolonie Cyncarów w Sofii i w Plovdiv pojawiły się w środku XIX wieku. Polski podróżnik skojarzył ich język z rumuńskim, być może dlatego, że ma on wiele wspólnego z włoskim, a dużo słów brzmi jak włoskie. Borbolov twierdzi, że język Cyncarów jest dialektem języka rzymskiego wywodzącego się z łaciny.

Sofia Joseph Oberbauer (1853–1926)
Sofia. Autorem obrazu jest Joseph Oberbauer (1853–1926)

W tekście, który tu publikuję zdradzam troszkę  treści „Bałkańskiego kalendarzyka”, który jest w pewnym sensie kontynuacją „Bałkańskiego kociołka„. Obok moich wspomnień są miejsca i ludzie – zlepek narodowości mieszkający na kolorowym Półwyspie, i zawsze troszkę historii, od której nie umiem się oderwać. Jakieś fragmenty „Bałkańskiego kalendarzyka” już publikowałam – znajdują się one TU. W książce nie jest możliwe zamieszczenie dużej ilości nagromadzonych przeze mnie zdjęć i obrazów z dawnych czasów. Mam nadzieję, że rzut okiem na fotografie, które dziś „wkleiłam” przybliży trochę minioną epokę. (Na ostatnim zdjęciu (już nie archiwalnym, a zrobionym przeze mnie) jest Bujuk dżamija (meczet) z 1451 roku (początek budowy), w którym obecnie mieści się Muzeum Archeologiczne.)

Sofia (meczet) 1906 rok 2
Sofia w 1906 roku.
Turecka armia maszerująca w kierunku Sofii maj 1788
Turecka armia maszerująca w kierunku Sofii – maj 1788
Sofia Konak 1879 rok
1879 rok. Sofia – konak (tak nazywa się w Bułgarii budynki, w których urzędowała administracja w czasach Imperium Osmańskiego).
meczet w Sofii
Według tureckiego podróżnika Evlii Chelebi’ego, żyjącego w XVII wieku, najpiękniejszym meczetem Sofii jest meczet Banya Bashi (Bania Baszi). Zaprojektował go i zbudował w 1566-67 roku Sinan – architekt sułtana Sulejmana. Meczet (dżamija w jęz. bułgarskim) istnieje i działa do dziś.
PICT0037 (Bujuk dżamija)
Sofia – Bujuk dżamija

Nadchodzi jesień, roztargniona malarka

kal.1900r.4mjpg

Podobno w tym roku, wyjątkowo, tego samego dnia (23 września) zaczyna się jesień astronomiczna i kalendarzowa. Z wielkim smutkiem mówię mojej ukochanej porze roku: – Żegnaj. Żeby poprawić sobie humor sięgnęłam po poważne i mniej poważne doniesienia z XIX wieku.

wystawa 22.09.1876 r
22 września 1876 roku

 

otrygi 1883r
– Panie doktorze, czy pan ostrygi uważa za zdrowe? – Bardzo zdrowe, przynajmniej w całej mojej praktyce nie leczyłem ani jednej. (wrzesień 1883 r.)

Satyryczny kalendarz z roku 1900 daje taki oto przepis na październik.

kal.1900rm.październik

I prosto z roku 1900 zagadka, figielek, anagram… 🙂

zagadka

Źródełko Radości

Istnieje źródełko, z którego ja czerpię garściami. Nazywam je Źródełkiem Radości. Płynie w moim kierunku od Czytelników. Niesie miłe słowa i obrazy. Ostatnio są one związane z podróżą jednego egzemplarza mojego „kociołka”.  Od czerwca wędruje od domu do domu i z przyjemnością pozuje do zdjęć (cztery są poniżej), a ja patrząc na nie czuję się trochę tak, jakbym mu towarzyszyła.  Z całych sił trzymam kciuki, żeby nie zawiódł oczekiwań (nie tylko Uczestników Book Tour). Opisana podróż jest relacjonowana w mediach społecznościowych przez kolejne osoby, pomyślałam jednak, że i tu napiszę o niej kilka słów. Zauważyłam, że wielu ludzi korzysta z tej innej, ale ciekawej formy czytelnictwa.

Na koniec wieści z mojego podwórka „dwa” słowa do wszystkich Czytelników i Gości tej strony: Bardzo się cieszę, że jesteście 🙂  Miłego dnia!

kronika foto2a

„W bałkańskim kociołku” – fragmenty, recenzje, opinie

Ja to między bajki włożę

Opowiadająca bajki 1875rBajki, baśnie, bajeczki… kojarzą się najmocniej z dzieciństwem, chociaż niektóre są adresowane do dorosłych. Coś mnie podkusiło i postanowiłam odkurzyć w pamięci „Bajki nowe” Ignacego Krasickiego, napisane w drugiej połowie XVIII wieku. Są króciutkie, wierszowane i na pewno nie straciły aktualności.  Jak już odkurzanie skończyłam,  to samo „coś” podkusiło mnie, żeby opublikować tu kilka.  Może i Wam spodobają się niektóre?

Był młody, który życie wstrzemięźliwie pędził;
Był stary, który nigdy nie łajał, nie zrzędził;
Był bogacz, który zbiorów potrzebnym udzielał;
Był autor, co się z cudzej sławy rozweselał;
Był celnik, który nie kradł; szewc, który nie pijał;
Żołnierz, co się nie chwalił; łotr, co nie rozbijał;
Był minister rzetelny, o sobie nie myślał;
Był na koniec Poeta, co nigdy nie zmyślał.

– A cóż to jest za bajka? Wszystko to być może.

– Prawda; jednakże ja to miedzy bajki włożę.

Baran dany na ofiarę
Widząc, że wieńce kładą, że mu rogi złocą;
Pysznił się tłusty Baran, sam nie wiedział o co;
Aż gdy postrzegł oprawcę, a ten powróz bierze,
Aby go powolnie ciągnął ku ofierze,
Poznał swój błąd; rad nie rad wypełnił los srogi;
Nie pomogły mu wieńce i złocone rogi.

Mysz i Kot
Mysz, dlatego, że niegdyś całą książkę zjadła,
Rozumiała, iż wszystkie rozumy posiadła.
Rzekła więc towarzyszkom: nędze wasze skrócę,
Spuśćcie się tylko na mnie, ja kota nawrócę.
Posłano wiec po kota; kot zawsze gotowy;
Nie uchybił minuty, stanął do rozmowy.
Zaczęła mysz exortę; kot jej pilnie słuchał,
Wzdychał, płakał… Ta widząc iż się udobruchał,
Jeszcze bardziej wpadała w kaznodziejski zapał.
Wysunęła się z dziury. A wtem ją kot złapał.

Bajki i przypowieści tudzież bajki nowe Krasickiego2

Zacytowane fragmenty są z książki „Bajki i przypowieści tudzież bajki nowe Ignacego Krasickiego”

Krasicki Satyry

P.S. Wpis wprawdzie opublikowałam, ale zdecydowałam się dodać post scriptum. Mamy dziś piątek 13-go i chociaż trzynastego wszystko zdarzyć się może, życzę, żeby jak w starej piosence Kasi Sobczyk ten dzień był w różowym kolorze. 🙂

Marzenia i motyle

butterflyRzut okiem do kalendarza nietypowych świąt i senny dzień nabrał różowej barwy. Nie wypada (choć odrobinkę)  nie pomarzyć w Dniu Marzyciela. Podobno spełnienia marzeń są jak motyle; uciekają, gdy się je goni, siadają na ramieniu wtedy, kiedy najmniej się ich spodziewamy. Niech nas zaskakują jak najczęściej. Życzę wszystkim rozmarzonego popołudnia 🙂

to możliwość spełnienia marzeń sprawia

8 wrzesień – Dzień Marzyciela

Niech cię ogień pochłonie

Bardzo, bardzo chciałam dziś napisać coś pozytywnego, optymistycznego, jednak zanim zaczęłam, zajrzałam na stronę Lubimy Czytać i co widzę? „Harry Potter” usunięty z biblioteki katolickiej szkoły w Nashville. A wszystko przez klątwy i zaklęcia, najprawdziwsze z prawdziwych (tak twierdzą egzorcyści, bo nie wyrzucono Harrego ot, tak… wcześniej odbyły się narady i konsultacje). W Gdańsku spłonął na stosie kilka miesięcy temu. Widziałam to na licznych zdjęciach i wtedy nadziwić się nie mogłam… teraz już rozumiem. Po co ryzykować? Zawsze może się znaleźć jakiś chętny, co to zechce rzucić zły czar na przykład (tfu, tfu) na mnie i co wtedy? Musimy iść z duchem czasu, prawda?

czarownica z kotemJak było kiedyś? W 1740 roku odnotowano w kronikach sądowych, jak to niejaki Walenty Budzyszewski przysięgał przed Sądem, Bogiem i Trójcą Świętą, iż cierpi wielkie uciemiężenie nie tylko na fortunie, ale i na zdrowiu, a nie przez kogo innego, jak przez tę Jabłuszewską. A że się Jabłuszewska uparcie nie przyznawała, że klątwę na Walentego rzuciła i twierdziła, że nie bywała na sejmiku czarownic z diabłem,  Sąd dwukrotnie skazywał ją na tortury, aż w końcu za szkody różne (zaklęciami wywołane), także i za Boga odstąpienie, a Diabła słuchanie, nakazał Sąd: aby z tego mizernego świata ogniem była spalona przez Mistrza, tam, gdzie należy.

W 1882 roku pisano: Diabeł i czarownica – słowa, które budzą dziś uśmiech wzgardy i politowania na ustach naszych, nie były tak obojętne dla naszych przodków; wyryły się też krwawymi znaki na jednej z najsmutniejszych kart w dziejach sądownictwa kryminalnego; przywołują nam bowiem na pamięć tysiące nieszczęśliwych istot, które posądzone o zbrodnie istniejące  tylko w wybujałej fantazji średniowiecznej, padły ofiarą ciemnoty i zabobonu.

Stulecia mijają… Nastał XXI wiek. Wszyscy wiemy, że świat nie stoi w miejscu. Posuwamy się… no właśnie… w jakim kierunku?

Czarownice. Pocztówka 1900 rok
Czarownice. Pocztówka z 1900 roku

Dzień strząsania orzechów

Jak pyta mnie ktoś o to, czy jestem przesądna, odpowiadam: – Troszkę. Dziś pomyślałam, że chyba więcej, niż troszkę, bo kiedy mi przypomniano, że dziś Simeonovden, zmieniłam plany obiadowe. Simeon jest patronem rolników, ja wprawdzie nie posiadam gospodarstwa, ale… Dzisiejszy dzień to też strząsanie i zbiór orzechów włoskich, a także odczytywanie pogody (jeśli jest jasno, jesień będzie ciepła, a zima śnieżna; jeśli jest pochmurno, zima będzie łagodna). Magiczne właściwości ma tego dnia bazylia, pozostawiona w miejscu jakiejkolwiek uprawy, zapewni dobre zbiory.  To tyle o bałkańskim dniu świętego Simeona, nazywanego także „strząsaczem”, od orzechów spadających z drzew.

***

czytamW Polsce koniec wakacji (bułgarscy uczniowie cieszą się nimi do 15 września) i jak to zwykle o tej porze bywa, pojawiają się różne artykuły związane ze szkołą. Na portalu Lubimy Czytać trafiłam na listę lektur (tu można ją zobaczyć). Chyba nie jest możliwe, żeby wszyscy byli z niej zadowoleni. Z ciekawości spojrzałam pobieżnie; jest wśród innych jedna pozycja: Biblia. Sądziłam, że dzieci na religii zapoznają się z jakimiś fragmentami (i to wystarczy), a rozumiem, że lista dotyczy polonistów (a może źle rozumiem?). Biblia przewidziana jest dla pierwszych i drugich klas szkoły średniej, a wcześniej dla uczniów szkół podstawowych (klasy IV-VI). Nie wiem od jakiego czasu Biblia jest obecna na liście, ale czy to dobry moment na tę lekturę (niekoniecznie pasjonującą dla dzieci w tym wieku)? Ciekawa jestem Waszej opinii. Czy miło wspominacie szkolne lektury? Czy raczej podzielacie zacytowany poniżej pogląd Gałkiewicza?

„Ale, słowo honoru, nikogo nie zachwyca. Jak może zachwycać, jeśli nikt nie czyta oprócz nas, którzy jesteśmy w wieku szkolnym, i to tylko dlatego, że nas zmuszają siłą…” („Ferdydurke” Witold Gombrowicz)

Za przykładem panującego

Patria nostra in magno periculo est (Ojczyzna nasza jest w wielkim niebezpieczeństwie) – powiedział do swoich żołnierzy rzymski wódz, z którego mowy znam na pamięć spory  fragment i pewnie wyrecytowałabym go półprzytomna, obudzona w środku nocy. Zawdzięczam to mojej Pani profesor od łaciny mówiącej zawsze cichym głosem, posiadającej umiejętność egzekwowania tego i owego, ukrytą pod łagodnością narysowaną na twarzy. I chociaż pamięć z czasem staje się zawodna, niektóre łacińskie maksymy nagle pojawiają się w głowie.

Ad exemplum principis (Za przykładem panującego) – mawiali Rzymianie i te słowa przez wieki przyjęło się odnosić do ludzi, którym brak indywidualnych przekonań, bezmyślnie naśladujących sposób życia, myślenia, postępowania osób wysoko postawionych czy imponujących na przykład bogactwem.

Podróżni opowiadają, że świta dworska obowiązaną jest stosować się we wszystkim do sułtana: jeżeli on kaszlnie lub kichnie, obecni muszą kasłać lub kichać; jeżeli z konia spadnie, wszyscy z koni spaść powinni.

Te zachowania opisane w dziewiętnastowiecznej relacji z czasów Imperium Osmańskiego, należą do skrajnych, ale… Ad exemplum principis – myślę, gdy obserwuję współczesną rzeczywistość. Wielu ludzi chełpiących się przynależnością do elity mentor(polityków, dziennikarzy, biznesmenów) „organizuje” powtarzające się zbyt często pokazy braku taktu, braku kultury bycia i braku umiejętności posługiwania się językiem literackim. Pewnie nie razi to tych, dla których kiepskie maniery i wulgaryzmy, co kilka słów, wydają się być na porządku dziennym, ale… może właśnie dla nich elity powinny być pozytywnym wzorem? Żenujący poziom niektórych osób publicznych skłania do smutnych refleksji. Nie mam wątpliwości, że znajdują oni ślepych naśladowców, którzy odkąd istnieje ludzkość byli, są i będą, i niestety, jakość „śmietanki” przekłada się na ich jakość. Czy aż tak spadły wymagania? Zastanawiam się dlaczego niemała grupa ludzi na przykład głosując na polityków w wyborach, nie zwraca uwagi na ich poziom intelektualny i osobistą kulturę. Skąd niechęć niektórych do porównywania „faktów” z faktami?…

No cóż… Ad feliciora tempora! Do lepszych czasów! – powiem na koniec.

Dyzma, koło historii i nos polityka

W jednym z dziewiętnastowiecznych teatrów paryskich był aktor, który uważał, że wygląd nosa jest ściśle związany z charakterem człowieka. Każdej odgrywanej postaci tworzył więc inny kształt nosa przy pomocy wosku. Doszedł w tym rzeźbieniu do perfekcji, przewyższając umiejętnością najlepszych charakteryzatorów.  Gdyby temu aktorowi przyszło grać rolę polityka,  zapewne wosku potrzebowałby bardzo dużo – napisał jeden z ówcześnie żyjących dziennikarzy. I chociaż niemało czasu minęło, dziś można by powiedzieć to samo. Zaryzykuję nawet twierdzenie, że odgrywając postać współczesnego polityka, aktor miałby problem z udźwignięciem niejednego nosa.

nos

Cytowałam kiedyś fragment artykułu napisanego w 1939 roku, w tygodniku literacko-społecznym, dziś go przypomnę.

Zwykłą  rzeczy koleją przyszłe pokolenia inaczej będą patrzały na naszą epokę niż my sami. (…) Gdyby urządzić ankietę, która z książek najtrafniej i w najbardziej syntetycznym skrócie  ujmuje naszą epokę, powinna ona wskazać „Karierę Nikodema Dyzmy” Tadeusza Dołęgi – Mostowicza. (…) Uświadomiliśmy sobie, że przeżywana przez nas epoka odbudowy państwa wymaga wyhodowania i wysunięcia na czoło specjalnego typu socjologicznego. Niestety, w większości wypadków pobłądziliśmy. Braliśmy intryganctwo za dzielność, chamstwo – za energię, nikczemność – za trzeźwość postępowania, biurokratyzm – za zmysł organizacyjny i lekkomyślność – za umiejętność powzięcia decyzji…

Wszyscy znają powiedzenie „człowiek uczy się na błędach”. Czy na pewno, skoro historia kołem się toczy?

Absurdalna, ale prawdziwa historia

Ostatnio ograniczam sobie emocje, które mogłoby wywołać na przykład przeczytanie książki czy obejrzenie filmu pokazującego brutalność. Nie bez wahania zdecydowałam się na obejrzenie  „Sztokholmu”, obrazu opowiadającego o słynnym napadzie na bank, kojarzonym z pojęciem „syndrom sztokholmski”, używanym przez psychologów całego świata. Skusiłam się, bo byłam ciekawa dlaczego właśnie ta historia spowodowała stworzenie nowego terminu, stosowanego  w odniesieniu już nie tylko do zakładników czy ofiar porwania, ale też do ofiar przemocy domowej. Nie znałam szczegółów historii, która wydarzyła się w stolicy Szwecji w 1973 roku i przyznam, że byłam zaskoczona. Dwaj rabusie nieudacznicy różnią się, moim zdaniem, od wyobrażenia o dokonujących napadów. Nie chcę zdradzać szczegółów, bo może ktoś ma ten film przed sobą, a więc ograniczę się do kilku słów. Budzi zdumienie ich niestandardowe zachowanie, niewątpliwie wynikające z cech charakteru (mówię to w kontekście znanych mi, opisanych podobnych sytuacji)… Na wstępie pojawia się na ekranie jedno zdanie: Na podstawie absurdalnej, ale prawdziwej historii. Czy rzeczywiście była absurdalna? Myślę, że tak, momentami nawet śmieszna. Po obejrzeniu zastanawiałam się, czy termin „syndrom sztokholmski” w wielu przypadkach jest słusznie stosowany.

Film „Sztokholm” miał światową premierę w 2018 roku; w roli głównej wystąpił Ethan Hawke.

P.S. Gdyby ktoś chciał wiedzieć o co poprosiłabym Złotą Rybkę, TU jest odpowiedź 😉

delfin

Źródło i „źródło”

czytamNatknęłam się kilka dni temu na nową stronę na facebook’u, propagującą pozyskiwanie książek z legalnych źródeł. Temat jest aktualny od lat. O kradzieżach, które i mnie dotykają, też pisałam. Miesiąc temu udało mi się doprowadzić do usunięcia moich książek ze słynnego w Polsce portalu, raju dla pobierających (nazwy nie wymieniam, bo może nie warto robić mu reklamy). – Takie strony należy usuwać – słyszę od czasu do czasu, ale nie sądzę, że to dobry pomysł. Miejsca na przechowywanie plików „w chmurze” powinny być. Może lepszą drogą jest uświadamianie, że nie wszystko można pobrać ot tak, że „pobieracze” łamią czyjeś prawa i jest mnóstwo okazji wejścia w posiadanie książki za małe pieniądze lub za darmo, w legalny sposób.

book-tourAutorzy i wydawnictwa organizują bardzo wiele BookTour’ów (najczęściej z nowościami), dzięki czemu koszt przeczytania wybranego tytułu to wartość znaczków pocztowych (7-8 zł). Organizuje się też wiele konkursów. Wspominałam kilka dni temu o jednym z nich, zorganizowanym przez Wydawnictwo Bernardinum i warszawską gazetę. Nagrodą była moja książka. Wystarczyło odpowiedzieć na pytanie: „dlaczego chcę ją przeczytać?”.

O istnieniu bibliotek wie każdy. Dzięki nim szelestu kartek można posłuchać za darmo. Ich katalogi są teraz dostępne on-line. Wiele z nich zaopatruje się w nowości (tu i ówdzie można zasugerować zakup konkretnego tytułu). Moja książka pojawiła się w kilkunastu bibliotekach niemalże tuż po premierze i na pewno nie jest wyjątkiem.

biblioteki. w bałkańskim kociołku
Na zdjęciu niektóre biblioteki polecane przez portal Lubimy Czytać

Czy istnieje skuteczne lekarstwo uzdrawiające „pobieraczy”? Zapewne nie mieliby oni odwagi wyjść z książką z księgarni, nie płacąc. Wydaje im się, że w internecie są anonimowi, chociaż to nie jest prawda.

Szkoda, że głównie autorzy angażują się w pisanie i dyskusję o kradzieżach książek. To na pewno za mało. Bez wsparcia Czytelników (zachęty do korzystania z bibliotek czy uczestnictwa w BookTour’ach) sukces nie jest możliwy. Myślę, że warto propagować legalne źródła, od czasu do czasu przypominać, że istnieją i każdemu kto to robi  życzę powodzenia.

Cel nie uświęca środków (ja tak sądzę), a więc nie popieram propozycji wprowadzania restrykcyjnych metod (zakazów, nakazów, kar). Prawo polskie i unijne reguluje tę kwestię, pozostaje tylko przestrzeganie.

książka z...