Archiwa tagu: obyczaje

A po nas choćby potop…

Zaczęło się niewinnie. Zwrócił moją uwagę mały anons prasowy: „stoliki wirujące”. Natychmiast przyszedł mi do głowy stół dobrze znany w Chinach, przy którym zdarzyło mi się jadać. Ale czy on był wirujący? Miał zamontowany na środku drugi, mniejszy blat, który nie wirował samoistnie, ale można było go obrócić. Z błędu wyprowadziło mnie inne ogłoszenie: „stoliki wirujące – mediumistyczne”. W tym momencie wszystko stało się jasne. Zrozumiałam, że chodzi o kontakt z duchami. I natychmiast wyruszyłam na poszukiwanie medium.

W roku 1851 znalazłam rodzinę państwa M, którzy nabyli wirujący stolik, zaprosili osobę posiadającą odpowiednie umiejętności i którzy na seans zaprosili także dwóch niedowiarków. Wszyscy uczestnicy zebrali się wieczorem. W półmroku zajęli swoje miejsca, położyli ręce na stole i stworzyli „łańcuch”. Po 15 minutach stolik delikatnie drgnął. I nagle, przez ponad pół minuty wirował z coraz większą szybkością…

Te kilka zdań powyżej to fragment mojej książki, wspomnień z podróży do przeszłości. Bywałam i zaglądałam to tu, to tam… W połowie XIX wieku wirujące stoły i pukające duchy  poruszały najpoważniejsze europejskie gazety. Jeden z uznanych profesorów uniwersyteckich, opowiadał dziennikarzom o wiaterku na plecach, cieple rozchodzącym się w palcach, prądzie wewnętrznym, który czuł podczas eksperymentu i o poruszającej się nodze stołu.

Jako, że niektórzy uważali, że „mediumizm” nie jest aktem wiary, lecz jest jednym z rozdziałów „ogólnego przyrodoznawstwa”, powagi naukowe zaczęły przeprowadzać eksperymenty mające wytłumaczyć niezwykłe zjawisko. W 1853 roku w prasie huczało, bo coraz częściej informowano, że tak zwany „łańcuch” (ludzie stykający się koniuszkami palców rąk leżących na blacie) poruszają nawet ciężkie, masywne stoły. Zwolenników seansów przybywało i jednocześnie pojawiali się tacy, którzy ubolewali nad tym, że w tak krótkim czasie, stół stracił swoją wiekową powagę i nieruchomość, i zaczął kręcić się jak fryga. „Od ośmiu dni miasto nasze zajęte jest ruszaniem się stołów żywiej niż wszystkiemi kupieckimi interesami” – pisał jeden z niemieckich dzienników.

Postanowiłam wrócić na chwilkę do świata retro i świata duchów, i poprosić praprapra…dziadka o kilka spostrzeżeń. W wielkim skrócie to, co przekazał tubalnym głosem:

  • Czapką, chlebem i solą, ludzie sobie ludzi niewolą.
  • Pieniądz jest dobry sługa, ale zły przewodnik.
  • Jeśli kto przez całe życie poluje na dzikie gęsi, w końcu mu dzika gęś oko wydłubie. 
  • Kto jedną stronę wysłuchał, nic nie słyszał.
  • Najtrudniej przekonać tego, kto nie chce być przekonanym.

przysłowia pradziadkaCo powiedziałby stosującym filozofię: Użyjmy życia póki można, a po nas choćby potop…?*Eech… Ludzie, ludzie… Człowiek się nie dla siebie rodzi, żyć mu też tylko sobie się nie godzi.




*„Pij i kochaj! Po śmierci niech moje kości potop pochłonie!” (Straton z Sardes)

 

Wojna to pokój, wolność to niewola… w świecie do góry nogami

Czy jeśli ktoś wypełnia poprawnie swoje obowiązki, żyje przestrzegając przyjętych norm, zasługuje na peany pochwalne? Myślę, że nie (pochwała – tak, peany – nie). Zauważyłam, że to niekoniecznie popularny pogląd. Dlaczego? Może świat stanął na głowie? W tej pozycji widzi się wszystko zdecydowanie inaczej. Doskonały, wręcz idealny, może być ktoś, kto nie robi nic, szkodzi, a nawet łamie prawo. Fałsz staje się prawdą, prostactwo – kulturą, arogancja – odwagą (ha, ha, ale mu powiedział, prawda?). Trochę to przypomina hasło ze świata Orwell’a:

„WOJNA TO POKÓJ / WOLNOŚĆ TO NIEWOLA / IGNORANCJA TO SIŁA.”

Zajrzałam dziś na Facebooka, weszłam na stronę Małgorzaty Trzaskowskiej, odtworzyłam króciutki filmik, który zamieściła, wysłuchałam kilku słów i… szok! Nie było swojskiego nadęcia, teatralnych min etc. To kontrast w rzeczywistości zdominowanej przez „elyty”. Jeśli normalność robi wrażenie… o czymś to świadczy. Hm, o czym? Zabieram się do myślenia…


Screen ze strony Małgorzaty Trzaskowskiej na Facebook’u.

facebook



 

Pojedynek białej i czarnej magii

Zbliża się najkrótsza noc w roku, od stuleci poruszająca ludzką wyobraźnię w Polsce i w wielu innych krajach: skandynawskich, anglosaskich i bałkańskich. W Bułgarii, w przededniu 24 czerwca (święta ziół i zielarzy) ożywają legendy. Przenieśmy się na chwilkę do świata na kilkanaście godzin otulonego mgłą tajemniczości.

zioła 1a23 czerwca, po zmroku żywa (płynąca) woda  nabiera leczniczej i magicznej mocy. Ponieważ ludzki głos mógłby pozbawić ją cudownej siły, należy w ciszy zaczerpnąć jej z czystego źródła i w milczeniu zanieść do domu, ażeby móc korzystać z uzdrawiającego działania w najbliższym roku. Panny zostawiają w „milczącej wodzie” swoje kwiaty, żeby następnego dnia móc odczytać z nich przepowiednię dla siebie.

Nocą wychodzą z lasu  leśne duchy, a każdy przybiera postać pięknej dziewczyny, żeby zauroczyć nierozważnych młodzieńców, tych którzy nie wypili naparu z szafranu, chroniącego przed zgubną miłością.

Nie próżnują też smoki. Przeobrażają się w urodziwych kawalerów i czyhają na panny. Nie łatwo im osiągnąć cel, bo dziewczyny, przed nastaniem nocy, kąpią się w odstraszającym naparze z piołunu.

marsylia czworolistna
Marsylia czterolistna

Tuż przed wschodem słońca rozkwita marsylia czterolistna, „razkownicze” – bajkowy kwiat, posiadający cudowne właściwości: otwiera co zamknięte i leczy to, co nieuleczalne. Właśnie o tej porze zielarze wyruszają zbierać zioła. Muszą być z kroplami rosy i ma ich być 77 i pół. Kiedy już uzbierają 77 gatunków, z zamkniętymi oczami pochylają się, żeby zerwać połowę przypadkowej rośliny. Ta połowa jest na nieznane lub nieuleczalne choroby.

Tego samego dnia, kiedy tylko zapieje kur, wiedźmy wsiadają na swoje miotły, żeby mogły jako pierwsze zebrać leczniczą rosę z roślin. Jeśli uda im się wyprzedzić zielarzy, przelecą nad polami i łąkami i uczynią je bezpłodnymi.

roślinyW czasie trwania magicznej nocy ludzie z nadzieją wypatrują błękitnego płomienia, bo wszędzie tam, gdzie się pojawi, głęboko, pod ziemią leży ukryty skarb.

Wschodzące słońce trzeba powitać, zwracając twarz ku niemu, a każdy, kto spojrzy przez ramię i zobaczy swój cień, będzie miał wyjątkowo udany rok.

24 czerwca walczą ze sobą biała i czarna magia. Zbieracze wyplatają z zebranych ziół wielki wieniec, przez który przechodzą nieodporni na złe zaklęcia ludzie. Ma ich to uchronić przed ciemnymi mocami i zapewnić zdrowie. Rośliny z wieńca będą wykorzystywane do leczenia w ciągu najbliższego roku.

Stare wierzenia podpowiadają, że 24 czerwca to najlepszy dzień, żeby sporządzić amulet. Te z suszonych ziół mają działać rok. Te ze świeżych – znacznie dłużej.

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że niezwykłe musi być miejsce, w którym „zakwita moc czarów”, jedno z nich, w poemacie „Zaklęte jezioro”, opisał Ludomir Benedyktowicz (poeta i malarz).

Gdzie roje ptactwa i orlich gniazd sporo,
Mieści się w głębi Zaklęte Jezioro.
Na brzegu jego u podnóża dębów
Wśród mchów zielonych jedwabnej pościeli,
Jakieś się z głazów rumowisko bieli,
Szczątki prastarych murowań i zrębów,
Jakiejś odwiecznej warowni z świątynią –
Wielce ponętnym ten zakątek czynią.
Śród nich największy kamień, w krąg wycięty,
W głąb drążonymi przyozdobion skręty,
W tem uroczysku stojący na straży,
Zda się być jednym z ofiarnych ołtarzy.
Około tego to jeziora właśnie
Krążyły wieńcem najcudniejsze baśnie.
Wiedziano z dawna o tem pośród ludu,
Że kto tam dostał się, nie skąpiąc trudu –
Ten mógł być pewnym sowitej nagrody
We wszelkich płodach, jakie las dać może:
Bo tam najbujniej rosną o swej porze
Najzdrowsze grzyby, najsłodsze jagody;
Tam się najgęściej gronami orzechów
Złocą leszczyny na zimowy przechów;
Tam stroją brzegi jego wód dokoła
Najświeższe kwiaty, najwonniejsze zioła;
Na wiosnę ptactwo tam najwdzięczniej śpiewa,
Najstarsze w niebo unoszą się drzewa –
I tam paproci moc czarów ukryta
W noc świętojańską na pewno zakwita.
To dzikie z dala od świata ustronie
Jakieś czarowne przenikają wonie,
I jakieś ludzkie wypełniają głosy,
Przedziwną pieśnią idące w niebiosy.
W szeleście dębów i sosen odwiecznych,
Podmuchem wiatru trąconych śród ciszy,
Jakieś odgłosy wyraźnie się słyszy…

Groźne miny, tupnięcia nogą i skomplikowane kroki

Kalendarz nietypowych świąt przypomniał mi, że jutro Międzynarodowy Dzień Tańca i mignęły mi przed oczami dwa tańce (ja je tak nazywam, chociaż nie są tańcami w pełnym znaczeniu tego słowa, ale zawierają charakterystyczne elementy wymieniane w definicji tańca; jest w nich i rytm, i emocje wyrażone ruchem).

Pierwszy kojarzy mi się z Edirne (Turcja). Jak pomyślę o tym mieście widzę kilkusetletnie meczety, słyszę śpiewne recytacje patetycznych wierszy, słyszę piszczałki i bębny narzucające rytm tanecznym krokom mężczyzn skąpanych w litrach oleju, uczestniczących w odbywających się tu walkach.

edirne.meczet
Zdjęcie zrobiłam w tureckim Edirne. W tekście pod tytułem:  „Przed walką piszczałki i bębny narzucają rytm ich tanecznym krokom” napisałam o odbywających się tam „tłustych” walkach, popularnych na Bałkanach (TU znajduje się wspomniany tekst).

Z tańcem kojarzy mi się też wielkie widowisko, powtarzające się każdego dnia podczas zamykania niektórych punktów spornej granicy indyjsko-pakistańskiej i nie odbywa się ono wyłącznie dla turystów. Cieszy się zainteresowaniem obywateli obu państw, o których trudno powiedzieć, że żyją w pełnej zgodzie.

Wagah Attari

Jeszcze zanim pojawią się bohaterowie spektaklu, podekscytowana publiczność skanduje patriotyczne okrzyki. Ceremonia nie zawsze jest identyczna, chociaż powtarza się większość elementów. Jak w teatrze pantomimy jest tu szeroka gama min i gestów. Wprawdzie przeważają groźne spojrzenia, demonstracja siły, ale są też pojednawcze uściśnięcia dłoni. Widowisko jest bardzo oryginalne i trudno się dziwić, że znane jest na całym świecie. To jeden z obyczajów, których mnogość i różnorodność powoduje, że nasza planeta jest tak ciekawa i kolorowa.

Przy okazji dzisiejszej krótkiej „podróży” do Indii, dodam jeszcze, że na „tak” i „nie”, Hindusi kiwają głowami jak Bułgarzy czy Grecy (czyli w przeciwnym kierunku, niż w Polsce).

Poniżej 3 filmy z fragmentami granicznej uroczystości

Oddział pakistański na początku ceremonii – 3 min.



Potyczka na gesty (Pakistańczyk z czarnym, Indus z czerwonym wachlarzem na nakryciu głowy) – 3 i pół minuty



Ceremonia zdjęcia flag widziana ze strony Pakistanu



#zostańWdomu

 

O finale wyprawy po rozum do głowy

Dawno, dawno temu żył pan Maurycjusz Trztyprztycki (w nazwisku nie ma błędu, udało się Państwu wymówić je bez problemu?). Około roku 1650 wydał nasz pan Maurycjusz zebrane przez siebie swojskie fraszki i powiedzonka. Znalazło się wśród nich stwierdzenie: „nie sprzedają lekarstwa na rozum”. O trudnościach nie do przezwyciężenia w nabywaniu rozumu,  wszyscy wiemy, bo kupić się go nie da (to też zaznaczył w swoim dziełku pan Trztyprztycki).

Adriaen Brouwer malarz flamandzki (1 poł XVII w)
Obraz flamandzkiego, XVII-wiecznego malarza Adriaen’a Brouwer’a na pocztówce z początku XX w.

Czy wszystkim zależy na posiadaniu rozumu? XIX-wieczny satyryk twierdzi, że niekoniecznie. Rozum, rzecz widocznie bardzo pospolita, albowiem ludzie najmniej się o niego ubiegają; każdy widocznie sądzi, że ma go pod dostatkiem. Płyną modlitwy o szczęście, zdrowie, pieniądze, dostatki, dobrą żonę, ładne dzieci, czasem nawet o cnotę, o znoszenie przeciwności i.t.d., ale o rozum prośby są rzadkie.

Nie mam aż tak pesymistycznego spojrzenia na kwestię chęci posiadania rozumu. Niewątpliwie jest on bohaterem wielu przysłów i powiedzeń. Wynika z nich, że rozum można mieć nie tylko w głowie, ale i w pięcie, że rozumy można zjeść, i że można pójść po rozum do głowy, ale podobno rzadko kto może udowodnić, że mu się ta wyprawa udała.

Mówi się też, że „kto ma rozum, głupiemu ustępuje”. Co do tego mam wątpliwości i skłonna jestem zgodzić się z wypowiedzią z XIX wieku. Bardzo możliwe, że gdyby rozumni głupim zawsze ustę­powali, popełnili by największy nierozum, ponieważ oddaliby w ich ręce kierownictwo spraw, powiększając i tak wszechwładne panowanie głupoty.

(Gdy)Bym to miał, co król Salomon – te majętności,
Miałbym też był taki rozum – i te mądrości.
(Takie przypuszczenia snuł Jan z Kijan w XVI wieku.)

Z fraszek i powiedzonek zebranych przez Maurycjusza Trztyprztyckiego:
Nie pochodzi z przyrodzenia – Nie umieć – lecz z niećwiczenia.
Złe niedobrych ludzi mowy, Nie frasują dobrym głowy.
Ktokolwiek nie chce sam w winę popadać. Sam też ostrożnie ma językiem władać.

z podróży do świata retro

#zostańWdomu

Miliony ludzi na świecie mają bardzo ograniczone możliwości poruszania się poza domem. Nie można się poddawać w niekomfortowej sytuacji. Napisałam w ostatniej książce, że warto łapać dobre chwile, dziś dodam, że nie zawsze dostajemy je w prezencie, a więc czasem trzeba je własnoręcznie wyprodukować (zapewniam, że jest to możliwe, wystarczy odrobina dobrych chęci).  Każdy moment jest dobry, żeby zrobić coś po raz pierwszy, coś czego się nigdy nie robiło. Ja pomyślałam o zumbie, może dlatego, że lubię taniec, a może zmobilizował mnie pewien Francuz, który chciał pokazać, że koronawirusowe narzekanie na brak ruchu jest nieuzasadnione, bo o kondycję można zadbać nie wychodząc z domu i odbył wielokilometrowy bieg po balkonie.

Zaczynam więc zumbowanie…

link do filmu na YouTube

Nomen omen – imię prawdę ci powie

Piękno ciała nie zawsze idzie w parze z pięknem duszy. Tak było w przypadku Apolla. Najurodziwszy z bogów miał kiepski charakter i może dlatego nie dopisywało mu szczęście w miłości. Niepowodzeniem kończyły się jego zaloty, ale – nie poddawał się łatwo. Obdarzane uczuciami boginki ukrywały się przed natarczywością otoczonego muzami boga życia, słońca, piękna, wróżb i natchnienia. Zakochał się on między innymi w jednej z córek Atlasa (tytana-siłacza, za bunt przeciw największemu z bogów, skazanego na trzymanie nieba na barkach).
Zmęczona Apollem boginka poprosiła Zeusa o ukrycie jej i została zamieniona w wonny fiołek, skromnie i trochę wstydliwie pochylający w trawie fioletową główkę. Kwiat odziedziczył po córce Atlasa delikatność i czystość.

Fiołek, Viola Temenuga

Na Bałkanach fiołek to Temenuga i Viola (Violetka). Napisałam te nazwy z dużej litery, bo to także damskie imiona. Przy jakiejś okazji już wymieniłam „kwiatowe” imiona, które nie są rzadkością na południu Europy. Ich lista jest bardzo długa, a była jeszcze dłuższa w minionych wiekach. Co powoduje, że tak wielu rodziców, tak chętnie nazywa swoje pociechy imionami kwiatów, drzew i innych roślin? Wydaje się, że najmniejsze znaczenie ma urokliwe brzmienie, ważniejsza jest symbolika.  Nie ma powodu odrzucać nadziei na to, że jakaś cząstka piękna i siły przyrody, jej moc leczenia i uzdrawiania: ciała i ducha – pozostanie w charakterze ludzkiej istoty. Mówi się tu: „Imię ma na twarzy” i to potwierdza, że nie przemija mniejsza lub większa wiara we wpływ imienia na cechy człowieka. Wielu ludzi twierdzi, że Margarit – mężczyzna i Margarita – kobieta (Perła) to zawsze osoby wartościowe, ceniące wolność, wyróżniające się urodą. Pani Liana jest zwykle  smukła i piękna, ma silną wolę, świetną intuicję i potrafi się znaleźć w każdej sytuacji.

W to, że „imię jest wróżbą” (łac. Nomen est omen) wierzono od najdawniejszych czasów. Nie można ani potwierdzić, ani zaprzeczyć, że nomen est omen. Może więc jakaś odrobina prawdy kryje się w tym stwierdzeniu?
©
Skarlet B.I.

niech świąteczny czas

Polski, XIX-wieczny satyryk o imionach (dziś niektóre są rzadko spotykane):
Do imion szlachetnych, arystokratycznych zaliczają się: Artur, Gustaw, Bruno, Alfred, Roman, Romana, Ryszard, Olimpja, Idalja, Hugo, Ildefons, Irena, Aurelja, Wirginja, Jerzy, Leon, Olga, Cezar, Edgar, Alfons, Oskar, Albin, Agenor, Amata i.t.d.
Zdrabniając imiona powinniśmy baczyć, aby nadać im szlachetne brzmienie, więc nie należy mówić: Artiurek, Alfonsek, Irenka, Alfredek, lecz: Turcio, Fonsio, Rena, Fredzio; nie Henryczek lecz: Henio, nie Helenka, lecz Hala lub Lena; nie Władek lecz Ladi; nie Karolek lecz Lolo, nie Anielka lecz Niola, nie Elżbietka lecz Lizia lub Ela; nie Zuzia lecz Zuzu, nie Amelka, lecz Arna; nie Natalka, lecz Nata; nie Joanka, lecz Żancia; nie Ryszardek, lecz Ryś; nie Michałek, lecz Miś, nie Kasia, lecz Kati, nie Kazia, lecz Ziuta, nie Jadzia, lecz Dziunia i.t.d.
W Poznańskiem żyje jeszcze sporo Hektorów, Artakserksesów, Sokratesów, Leonidasów, Koriolanów.
Nie należy doradzać Gaudentemu, aby się żenił z Hermenegildą, ani Prysce, aby wyszła za Dydaka; również Baltazar strzec się winien Korduli, Agapit – Dygny, Pafnucy – Pulcherji, Zefiryn – Balbiny, Gorgonjusz – Placydy, Epifanjusz – Scholastyki, bo z takich małżeństw trudno, aby były ładne dzieci.

***

by zyć wolniej wyd bernardinum

Świat idzie do przodu? (Ha, ha, ha – zachichotał czart )

Ech, dusza podskakuje z radości, bo wiosna, bo budzi się życie. I chociaż nie pozwalam obrzydliwemu wirusowi zawładnąć moimi myślami (ignoruję go przez większą część dnia), jak nie on, to inne gorzkie myśli zawsze znajdują jakąś furteczkę…

Ręce na klawiaturze wystukiwały zdanie: świat idzie do przodu… i nagle usłyszałam diabelski śmiech: – Ha, ha, ha – kpił bez słów jakiś czart.
Zgodzić się, albo się nie zgodzić (z diabelską kpiną)? Oto jest pytanie.
Przeżytych kształtów żaden cud nie wróci do istnienia – twierdził XIX-wieczny poeta. – Trzeba z żywymi naprzód iść – zachęcał dalej.
– Ależ, panie Adamie – mam ochotę odpowiedzieć. – Na nic zdały się pana rady! W uwiędłych laurów liść, z uporem stroimy głowę, bo choć zmienia się nasz język i sposób pisania, a technika (to ho-ho!) na łeb, na szyję leci do przodu – ludzie inni tylko ciut-ciut. Nie uwierzyłby pan, panie Adamie, ale to, co uznał pan za niemożliwe jest możliwe. Potrafimy powstrzymać myśli w biegu, a nawet na dłużej w y ł ą c z y ć myślenie. I nie stoi za tym ani ogień, ani miecz. I może słusznie zachichotał czart ze słów o świecie, co to idzie do przodu?  Bo ten świat to przede wszystkim my ludzie, prawda? Ludzie pozostający daleko w tyle za martwymi przedmiotami – coraz mądrzejszymi, coraz doskonalszymi, paradoksalnie będącymi wymysłem ludzkiego umysłu.

– Co by mi pan odpowiedział, panie Adamie? ©

wiosna kwitnąca gałązka

asnyk daremne żale

Wybaczam i wybaczcie (dzień bieli, czerwieni i uśmiechu)

1 marca
Skan ze strony premiera Bułgarii – kliknięcie przeniesie na stronę: Facebook – Boyko Borissov

Dziś wyjątkowy dzień w Bułgarii, bo zbiegły się dwa święta.

Kilka dni temu zapowiedziałam tu Babę Martę. Już jest i uśmiecha się. Wszędzie króluje biel i czerwień. Ludzie składają sobie życzenia i obdarowują się marteniczkami – włóczkowymi amuletami (na moim ręku już jest marteniczkowa bransoletka). Swoje pięć minut ma też Piżo i Penda (włóczkowa zakochana para na zdjęciu nad tytułem).

Z wizytą Baby Marty zbiegło się święto nazywane Sirni Zagowezni, dzień wybaczania (ruchome święto, obchodzone zawsze w niedzielę, 7 tygodni przed Wielkanocą). Ludzie spotykają, żeby wybaczyć i prosić o wybaczenie mniejszych lub większych grzeszków. Bułgarski premier zaczął dzisiejszy dzień od wpisu na Facebook’u z życzeniami i prośbą: „wybaczcie wszystko, co zrobiłem źle lub mogłem zrobić lepiej„.

Okolicznościowe, internetowe pocztówki zapełniają skrzynki mailowe, pojawiają się w postach i komentarzach w mediach społecznościowych.

mart2
marteniczki – bransoletki

W menu jest dziś biała chałwa z orzechami i migdałami. Zawiesza się ją na suficie, zakręca się nitkę, na której wisi i ten, komu uda się uchwycić ustami wirujący kęs (bez użycia rąk), zapewni sobie dobry rok. To świetna zabawa przede wszystkim dla dzieci.

Baba Marta wyprasza 1 marca panią Zimę, a za tydzień święty Todor zdejmie z siebie dziewięć kożuchów, wsiądzie na pięknego rumaka i wyruszy prosić Boga o lato.

Miłego dnia!

Za jakie grzechy, dobry Boże?

Jest chińskie powiedzenie: Czytasz jakąś książkę po raz pierwszy, poznajesz nowego przyjaciela; czytasz ją po raz drugi, spotykasz starego. Na pewno wielu z nas ma takie odczucie. Myślę, że nie mniej prawdziwie brzmi parafraza: Oglądasz jakiś film po raz pierwszy, poznajesz nowego przyjaciela; oglądasz po raz drugi, spotykasz starego. Ja ekranowych znajomych mam co najmniej kilku. Filmy, w których ich spotykam dzielę na grupki, w jednej z nich lokuję „rozśmieszacze” – lekarstwo na poprawienie nastroju.

filmNad odpowiedzią na pytanie „Za jakie grzechy?” zastanawia się francuskie małżeństwo, bohaterowie świetnej komedii, nie do końca zadowoleni z wyborów córek. Zięciowie: Żyd, Arab i Chińczyk nie są spełnieniem ich oczekiwań, pozostaje tylko nadzieja, że czwarta córka poślubi katolika i Francuza. Do czasu spełnienia tego marzenia, Marie i Claude są skazani na zmagania z własnymi uprzedzeniami.

Za jakie grzechy
zeskanowany kadr filmu „Za jakie grzechy, dobry Boże?”

Uważam, że film jest doskonałą komedią, bo bawi, a jednocześnie porusza bardzo aktualny problem akceptacji ludzi innego wyznania i o innym kolorze skóry. Rozpisałam się o nim, bo obejrzałam ciąg dalszy historii tej samej rodziny (premiera była w 2019 roku). – I znowu zgrzeszyliśmy, dobry Boże – pytają, a może stwierdzają główni bohaterowie. Bardzo polecam.

za jakie grzechy, dobry Boże
zeskanowany kadr filmu „Za jakie grzechy, dobry Boże?”

Wierzyłam kiedyś, że Francuzi robią dobre filmy kostiumowe i ekranizacje książek, a od kilku lat dodałam jeszcze jeden gatunek – komedie. Są wśród nich takie tytuły, do których wracam. Na mojej francuskiej playliście „rozśmieszaczy” jest m.in. rewelacyjna komedia „Jeszcze dalej, niż północ” (jest też jej inna wersja (osadzona we włoskich realiach) „Witaj na południu”). W obu przypadkach główny bohater zostaje oddelegowany do „gorszego” regionu kraju, o którym krążą nieprawdziwe, powszechnie powtarzane opinie. Lubię te filmy za ich lekkość, za humorystyczne spojrzenie na ludzkie wady (jednocześnie skłaniające do refleksji), a także dlatego, że nie są przesycone wulgaryzmami. ©

Kilka moich ulubionych tytułów:

  • „Jeszcze dalej, niż północ” (2008 r.) – w rolach głównych: Kad Merad, Dany Boon (także reżyser i współautor scenariusza); „Witaj na południu” (2010 r.) – w roli głównej: Claudio Bisio.
  • „Za jakie grzechy, dobry Boże?” (2014 r.); „I znowu zgrzeszyliśmy, dobry Boże” (2019 r.) – w rolach głównych: Chantal Lauby, Christian Clavier.
  • „Moje skarby” (2017 r.) – Jean Reno.
  • „Grunt to rodzinka” (2004 r.) – w rolach głównych: Christian Clavier (także współautor scenariusza) i Jean Reno.
  • „Dusigrosz” (2016 r.) – w roli głównej: Dany Boon.
  • „Wyszłam za mąż, zaraz wracam” (2012 r.) – w rolach głównych: Diane Kruger, Dany Boon.
  • „Tais-toi” (2003) – w rolach głównych: Jean Reno, Gerard Depardieu.

Magazyn przyjemnych wiadomości

Jesteśmy zarzucani informacjami, ale nie mamy nigdy gwarancji, że jakaś wiadomość nie zepsuje dobrego humoru. Sytuację mogłyby uratować media gromadzące wyłącznie dobre wiadomości, można by po nie sięgać wtedy, kiedy nie chcemy pozbywać się uśmiechu (oczywiście najlepiej, żeby nie trzeba było dokonywać podziałów, żeby wszystkie niusy były pozytywne, ale to, niestety, fantasmagoria).

A ponieważ chyba zbyt często bujam w obłokach i fantazjuję, szybko dodaję, że ktoś już wpadł na ten pomysł i magazyn przyjemnych wiadomości (skierowany głównie do pań) pojawił się na początku XIX wieku.

Prywatny, podręczny magazyn przyjemnych wiadomości mam i ja. Pogrzebałam, znalazłam i przekazuję.

Lube Czytelniczki i Czytelnicy! Tuż, tuż Światowy Dzień Powolności. Hasło „Festina lente” (spiesz się powoli) powinno być na wszystkich ustach 25 lutego. Taki styl życia jest dobrze znany mieszkańcom południa Europy i niewątpliwie ma bardzo wiele zalet. Wiem, że nie jest łatwo, ot tak, przeskoczyć na inne tempo. Jak już znalazłam się w bałkańskim świecie u boku Męża (nieodrodnego dziecka Bałkanów), odkryłam, że można, i że naprawdę warto, bo w biegu trudno dostrzec wiele, a nawet jak się człowiek na chwilkę zatrzyma, zadyszka nie pozwala odetchnąć pełną piersią. Tempo „Festina lente” służy też chyba większości decyzji. ©

Nie mogło tu dziś zabraknąć żółwi, bo w ich główkach łacińska maksyma tkwi od urodzenia, spieszą się powoli, chociaż każdy, kto się z nimi spotkał w ich naturalnym środowisku, wie, że potrafią naprawdę szybko biegać. ©

Życzę Państwu znalezienia czasu na delektowanie się chwilami.

Fragmenty mojej ostatniej książki „W bałkańskim kociołku”

by zyć wolniej wyd bernardinum

25 – Światowy Dzień Powolności

 

Podsłuchuję jak budzi się życie

Każdego kolejnego roku zachwycam się powtarzającym się cudem. Najpierw słyszę kroki pani Wiosny i głośne wiwaty ptaków na jej cześć. Mocno podekscytowane wyśpiewują serenady. Patrzę jak odradza się życie, jak pączki wysuwają swoje zielonkawe główki z wnętrza roślin. Rozglądają się nieśmiało, w końcu nabierają pewności… tak, to właściwy moment, żeby się rozwinąć, żeby zabłysnąć przed światem urodą. Ludzkie serca też budzą się z uśpienia. Biją w takt raźnych nutek. A uśmiechnięta pani Wiosna, to tu, to tam, domalowuje kępy kolorowych kwiatów  na zielonym tle. Zawsze czekam na ten moment z utęsknieniem.

Nie przypadkiem napisałam o tym dziś. Powoli do 1 marca, dnia powitania pięknej Wiosny, przygotowuje się Bułgaria. Dziś w języku bułgarskim styczeń i luty to: januari i fevruari. Dawno, dawno temu, mówiono o tych miesiącach: golam Seczko i małyk Seczko (duży Seczko i mały Seczko). Bracia Seczko mają siostrę, która pojawi się wśród ludzi 1 marca. Baba Marta (tak się ją nazywa) ma wielki wpływ na zachowanie Słońca. Jak się skrzywi, to ono przestaje się uśmiechać, a więc mowy nie ma o denerwowaniu humorzastej siostry miesięcy. Ludzie zaczynają się zaopatrywać w marteniczki (amulety, którymi się nawzajem obdarowują), stroją się ulice, domy.  O tym powszechnie obchodzonym święcie już pisałam, ale lubię o nim przypominać, bo jest wyjątkowe, pełne uśmiechów i dobrych życzeń. Nie jest to dzień wolny od pracy, ale nikt nie zapomina o tradycji kultywowanej od wieków.

białe kwiaty m

O miesiącu marcu (dziś mart) kiedyś mawiano w Bułgarii „suhih” (suchy), w Polsce mówi się „w marcu jak w garncu”. Zimniej tu, niż na Bałkanach, ale to na pewno odpowiedni moment, żeby zadbać o wiosenną garderobę.  Spojrzałam na oferty dla pań z 1 marca 1911 roku, na suknie, koronki, kapelusze i propozycje ręcznych robótek (na pierwszym obrazie (obok sukien) jest torba na zakupy (robótka szydełkowa) i modna torebka z gobelinowego jedwabiu ozdobiona złotą pasmanterią); niżej poduszka haftowana, a na końcu koronka. Jak się Paniom podoba moda sprzed ponad 100 lat?

poduszka haftowana

koronka

białe kwiaty m

W bałkańskim kociołku

Miłość, wino, muzyka…

Tak, jak wspominałam wcześniej, święto miłości i wina jest 14 lutego, ale Bałkany mocno przywiązane do tradycji, nie do końca oderwały się od kalendarza juliańskiego, obowiązującego jeszcze na początku XX wieku, a więc już 1 lutego w wielu miejscach w Bułgarii odbywały się oficjalne i nieoficjalne uroczystości. Gdzieniegdzie świętowali razem Bułgarzy, Grecy i Macedończycy. A rytuał jest zawsze ten sam: poświęcenie przez kapłana winnicy, podcinanie gałązek winorośli, oddanie ziemi kilku kropel wina, a potem muzyka, taniec, radość i lokalne wybory cesarza wina.

święto wina i miłości

Do świętowania, tu i ówdzie włączają się „kukeri” – pogromcy złych duchów (na 1 zdjęciu). Powiedzenie, że luty jest świętem wina wcale nie jest przenośnią. Dionizos zapewne z uśmiechem spogląda na ziemię i ludzi bardzo ceniących napój bogów.

kto dużo pije

Tą łacińską sentencją ozdobiono ścianę XIX-wiecznej winiarni. Dziś mówi się w Bułgarii: Kojto piye – pee, kojto pee – zło ne misli. Ot towa sledwa, cze kojto piye zło ne misli / Kto  pije – śpiewa, kto śpiewa – źle nie myśli. Z tego wynika, że kto pije – źle nie myśli/. To oczywiście nie oznacza, że nie należy zachowywać umiaru i przypomina o tym inne powiedzenie: Błagosłoweno wino, prokleto pijanstwo / Błogosławione wino, przeklęte pijaństwo/.

jedz zawsze w miarę

A ponieważ 14 luty – to także święto miłości, jeszcze jeden cytat: Najsilniejsza jest miłość, która pozwala okazywać słabości – powiedział bułgarski pisarz Elin Pelin.

Życzę wszystkim, żeby ten dzień był piękny, z uśmiechem na ustach i z lampką napoju bogów.

Czestit Trifon Zarezan!

trifon

Trifon Zarezan (lub Trifonovden – dzień Trifona) i 2 minuty z tegorocznego świętowania (1 lutego). W bułgarskiej miejscowości Delchevo (leżącej ponad 1000 m n.p.m., w górach Pirin ) tradycją stał się festiwal wina i miłości.

***

Zakochani w winie wiedzą, że grzechem jest mieszać wino z wodą. O tym jak robi się na Bałkanach wino (bez dodawania wody) napisałam w książce „W bałkańskim kociołku„.

W bałkańskim kociołku