Archiwa tagu: obyczaje

Za jakie grzechy, dobry Boże?

Jest chińskie powiedzenie: Czytasz jakąś książkę po raz pierwszy, poznajesz nowego przyjaciela; czytasz ją po raz drugi, spotykasz starego. Na pewno wielu z nas ma takie odczucie. Myślę, że nie mniej prawdziwie brzmi parafraza: Oglądasz jakiś film po raz pierwszy, poznajesz nowego przyjaciela; oglądasz po raz drugi, spotykasz starego. Ja ekranowych znajomych mam co najmniej kilku. Filmy, w których ich spotykam dzielę na grupki, w jednej z nich lokuję „rozśmieszacze” – lekarstwo na poprawienie nastroju.

filmNad odpowiedzią na pytanie „Za jakie grzechy?” zastanawia się francuskie małżeństwo, bohaterowie świetnej komedii, nie do końca zadowoleni z wyborów córek. Zięciowie: Żyd, Arab i Chińczyk nie są spełnieniem ich oczekiwań, pozostaje tylko nadzieja, że czwarta córka poślubi katolika i Francuza. Do czasu spełnienia tego marzenia, Marie i Claude są skazani na zmagania z własnymi uprzedzeniami.

Za jakie grzechy
zeskanowany kadr filmu „Za jakie grzechy, dobry Boże?”

Uważam, że film jest doskonałą komedią, bo bawi, a jednocześnie porusza bardzo aktualny problem akceptacji ludzi innego wyznania i o innym kolorze skóry. Rozpisałam się o nim, bo obejrzałam ciąg dalszy historii tej samej rodziny (premiera była w 2019 roku). – I znowu zgrzeszyliśmy, dobry Boże – pytają, a może stwierdzają główni bohaterowie. Bardzo polecam.

za jakie grzechy, dobry Boże
zeskanowany kadr filmu „Za jakie grzechy, dobry Boże?”

Wierzyłam kiedyś, że Francuzi robią dobre filmy kostiumowe i ekranizacje książek, a od kilku lat dodałam jeszcze jeden gatunek – komedie. Są wśród nich takie tytuły, do których wracam. Na mojej francuskiej playliście „rozśmieszaczy” jest m.in. rewelacyjna komedia „Jeszcze dalej, niż północ” (jest też jej inna wersja (osadzona we włoskich realiach) „Witaj na południu”). W obu przypadkach główny bohater zostaje oddelegowany do „gorszego” regionu kraju, o którym krążą nieprawdziwe, powszechnie powtarzane opinie. Lubię te filmy za ich lekkość, za humorystyczne spojrzenie na ludzkie wady (jednocześnie skłaniające do refleksji), a także dlatego, że nie są przesycone wulgaryzmami. ©

Kilka moich ulubionych tytułów:

  • „Jeszcze dalej, niż północ” (2008 r.) – w rolach głównych: Kad Merad, Dany Boon (także reżyser i współautor scenariusza); „Witaj na południu” (2010 r.) – w roli głównej: Claudio Bisio.
  • „Za jakie grzechy, dobry Boże?” (2014 r.); „I znowu zgrzeszyliśmy, dobry Boże” (2019 r.) – w rolach głównych: Chantal Lauby, Christian Clavier.
  • „Moje skarby” (2017 r.) – Jean Reno.
  • „Grunt to rodzinka” (2004 r.) – w rolach głównych: Christian Clavier (także współautor scenariusza) i Jean Reno.
  • „Dusigrosz” (2016 r.) – w roli głównej: Dany Boon.
  • „Wyszłam za mąż, zaraz wracam” (2012 r.) – w rolach głównych: Diane Kruger, Dany Boon.
  • „Tais-toi” (2003) – w rolach głównych: Jean Reno, Gerard Depardieu.

Magazyn przyjemnych wiadomości

Jesteśmy zarzucani informacjami, ale nie mamy nigdy gwarancji, że jakaś wiadomość nie zepsuje dobrego humoru. Sytuację mogłyby uratować media gromadzące wyłącznie dobre wiadomości, można by po nie sięgać wtedy, kiedy nie chcemy pozbywać się uśmiechu (oczywiście najlepiej, żeby nie trzeba było dokonywać podziałów, żeby wszystkie niusy były pozytywne, ale to, niestety, fantasmagoria).

A ponieważ chyba zbyt często bujam w obłokach i fantazjuję, szybko dodaję, że ktoś już wpadł na ten pomysł i magazyn przyjemnych wiadomości (skierowany głównie do pań) pojawił się na początku XIX wieku.

Prywatny, podręczny magazyn przyjemnych wiadomości mam i ja. Pogrzebałam, znalazłam i przekazuję.

Lube Czytelniczki i Czytelnicy! Tuż, tuż Światowy Dzień Powolności. Hasło „Festina lente” (spiesz się powoli) powinno być na wszystkich ustach 25 lutego. Taki styl życia jest dobrze znany mieszkańcom południa Europy i niewątpliwie ma bardzo wiele zalet. Wiem, że nie jest łatwo, ot tak, przeskoczyć na inne tempo. Jak już znalazłam się w bałkańskim świecie u boku Męża (nieodrodnego dziecka Bałkanów), odkryłam, że można, i że naprawdę warto, bo w biegu trudno dostrzec wiele, a nawet jak się człowiek na chwilkę zatrzyma, zadyszka nie pozwala odetchnąć pełną piersią. Tempo „Festina lente” służy też chyba większości decyzji. ©

Nie mogło tu dziś zabraknąć żółwi, bo w ich główkach łacińska maksyma tkwi od urodzenia, spieszą się powoli, chociaż każdy, kto się z nimi spotkał w ich naturalnym środowisku, wie, że potrafią naprawdę szybko biegać. ©

Życzę Państwu znalezienia czasu na delektowanie się chwilami.

Fragmenty mojej ostatniej książki „W bałkańskim kociołku”

by zyć wolniej wyd bernardinum

25 – Światowy Dzień Powolności

 

Podsłuchuję jak budzi się życie

Każdego kolejnego roku zachwycam się powtarzającym się cudem. Najpierw słyszę kroki pani Wiosny i głośne wiwaty ptaków na jej cześć. Mocno podekscytowane wyśpiewują serenady. Patrzę jak odradza się życie, jak pączki wysuwają swoje zielonkawe główki z wnętrza roślin. Rozglądają się nieśmiało, w końcu nabierają pewności… tak, to właściwy moment, żeby się rozwinąć, żeby zabłysnąć przed światem urodą. Ludzkie serca też budzą się z uśpienia. Biją w takt raźnych nutek. A uśmiechnięta pani Wiosna, to tu, to tam, domalowuje kępy kolorowych kwiatów  na zielonym tle. Zawsze czekam na ten moment z utęsknieniem.

Nie przypadkiem napisałam o tym dziś. Powoli do 1 marca, dnia powitania pięknej Wiosny, przygotowuje się Bułgaria. Dziś w języku bułgarskim styczeń i luty to: januari i fevruari. Dawno, dawno temu, mówiono o tych miesiącach: golam Seczko i małyk Seczko (duży Seczko i mały Seczko). Bracia Seczko mają siostrę, która pojawi się wśród ludzi 1 marca. Baba Marta (tak się ją nazywa) ma wielki wpływ na zachowanie Słońca. Jak się skrzywi, to ono przestaje się uśmiechać, a więc mowy nie ma o denerwowaniu humorzastej siostry miesięcy. Ludzie zaczynają się zaopatrywać w marteniczki (amulety, którymi się nawzajem obdarowują), stroją się ulice, domy.  O tym powszechnie obchodzonym święcie już pisałam, ale lubię o nim przypominać, bo jest wyjątkowe, pełne uśmiechów i dobrych życzeń. Nie jest to dzień wolny od pracy, ale nikt nie zapomina o tradycji kultywowanej od wieków.

białe kwiaty m

O miesiącu marcu (dziś mart) kiedyś mawiano w Bułgarii „suhih” (suchy), w Polsce mówi się „w marcu jak w garncu”. Zimniej tu, niż na Bałkanach, ale to na pewno odpowiedni moment, żeby zadbać o wiosenną garderobę.  Spojrzałam na oferty dla pań z 1 marca 1911 roku, na suknie, koronki, kapelusze i propozycje ręcznych robótek (na pierwszym obrazie (obok sukien) jest torba na zakupy (robótka szydełkowa) i modna torebka z gobelinowego jedwabiu ozdobiona złotą pasmanterią); niżej poduszka haftowana, a na końcu koronka. Jak się Paniom podoba moda sprzed ponad 100 lat?

poduszka haftowana

koronka

białe kwiaty m

W bałkańskim kociołku

Miłość, wino, muzyka…

Tak, jak wspominałam wcześniej, święto miłości i wina jest 14 lutego, ale Bałkany mocno przywiązane do tradycji, nie do końca oderwały się od kalendarza juliańskiego, obowiązującego jeszcze na początku XX wieku, a więc już 1 lutego w wielu miejscach w Bułgarii odbywały się oficjalne i nieoficjalne uroczystości. Gdzieniegdzie świętowali razem Bułgarzy, Grecy i Macedończycy. A rytuał jest zawsze ten sam: poświęcenie przez kapłana winnicy, podcinanie gałązek winorośli, oddanie ziemi kilku kropel wina, a potem muzyka, taniec, radość i lokalne wybory cesarza wina.

święto wina i miłości

Do świętowania, tu i ówdzie włączają się „kukeri” – pogromcy złych duchów (na 1 zdjęciu). Powiedzenie, że luty jest świętem wina wcale nie jest przenośnią. Dionizos zapewne z uśmiechem spogląda na ziemię i ludzi bardzo ceniących napój bogów.

kto dużo pije

Tą łacińską sentencją ozdobiono ścianę XIX-wiecznej winiarni. Dziś mówi się w Bułgarii: Kojto piye – pee, kojto pee – zło ne misli. Ot towa sledwa, cze kojto piye zło ne misli / Kto  pije – śpiewa, kto śpiewa – źle nie myśli. Z tego wynika, że kto pije – źle nie myśli/. To oczywiście nie oznacza, że nie należy zachowywać umiaru i przypomina o tym inne powiedzenie: Błagosłoweno wino, prokleto pijanstwo / Błogosławione wino, przeklęte pijaństwo/.

jedz zawsze w miarę

A ponieważ 14 luty – to także święto miłości, jeszcze jeden cytat: Najsilniejsza jest miłość, która pozwala okazywać słabości – powiedział bułgarski pisarz Elin Pelin.

Życzę wszystkim, żeby ten dzień był piękny, z uśmiechem na ustach i z lampką napoju bogów.

Czestit Trifon Zarezan!

trifon

Trifon Zarezan (lub Trifonovden – dzień Trifona) i 2 minuty z tegorocznego świętowania (1 lutego). W bułgarskiej miejscowości Delchevo (leżącej ponad 1000 m n.p.m., w górach Pirin ) tradycją stał się festiwal wina i miłości.

***

Zakochani w winie wiedzą, że grzechem jest mieszać wino z wodą. O tym jak robi się na Bałkanach wino (bez dodawania wody) napisałam w książce „W bałkańskim kociołku„.

W bałkańskim kociołku

Bachus, Amor i smak życia

Pisałam tu ostatnio, że luty to miesiąc miłości, dziś dodaję: na Bałkanach to także miesiąc wina i święto Dionizosa nazywanego też Bachusem. Kult Dionizosa urodził się w Bułgarii, Trakowie (przodkowie dzisiejszych mieszkańców tego kraju) budowali swojemu bogowi liczne świątynie. A stało się tak za sprawą Orfeusza (także Traka, urodzonego w bułgarskich Rodopach). Ten mityczny poeta, grą na lirze poruszający ludzkie serca, rośliny, a nawet skały, namawiał do czczenia Dionizosa, żeby zapewnić nieśmiertelność duszy.

sercu ludzkiemu

Pogodny Dionizos, skory do zabawy, bardzo spodobał się Grekom, jego popularność rosła i rosła, aż w końcu stał się nie mniej sławny, niż inni greccy bogowie. Dionizos uczył śmiertelników uprawy winnic i robienia najdoskonalszego wina, dzięki czemu na zawsze pozostał patronem winorośli. Przyszli winiarze nawet dziś składają przysięgę bogowi radości, przyrzekają przestrzegać starych reguł przy produkcji napoju bogów.

kto szałwię z rutą

Dionizosowi zawsze towarzyszył radosny orszak satyrów i bachantek. Co pewien czas zwoływał on swych czcicieli na polany rozścielone na górskich stokach. Przy blasku pochodni wiły się taneczne korowody, muzyka rozbrzmiewała do białego rana, wtórował jej śmiech uczestników szalonej zabawy.

Bachusowe świętowanie Henryk Siemiradzki (1890)

Amora chyba nie trzeba przedstawiać? Mały chłopiec z łukiem zawieszonym na ramieniu, od czasu do czasu płata bogom i ludziom figle. Jego strzały zawsze trafiają prosto w serce. Ugodzona „ofiara”  na zawsze staje się niewolnikiem wielkiej miłości.

Amor (William Ryland XVIII w)

I Dionizos, i Amor mają na Bałkanach swoje święto 14 lutego (pisałam już o tym jak obchodzi się ten dzień w Bułgarii i jakie rytuały są z nim związane). Myślę, że pasują do siebie te dwie postacie, nie wątpił w to też anonimowy, XIX-wieczny poeta.

Gdyby nie to – gdyby nie tak –
Nie Bachus, nie Amor mały,
Na mą duszę!
Przez wiek cały
Nie znałbyś, co życia smak.
Ale piękne dziewczę ścisnąć,
Wiwat! – krzyknąć. – Toast chlisnąć…
To i to – i tak i tak
W krótkim życiu sprawia smak.
(1832 rok)

Sentencje łacińskie w tekście zdobiły ściany jednej sali warszawskiej winiarni „Bachus” istniejącej od 1848 roku. Autorem XVIII-wiecznej grafiki ze strzelającym Amorem jest William Ryland. Bachusowe świętowanie Henryka Siemiradzkiego powstało prawdopodobnie w 1890 roku.

Miłość urodzi się w piątek

Przeglądałam dziś bałkańskie media i rzucił mi się w oczy tytuł: Luty – miesiąc miłości. I nie mam wątpliwości, że tak jest. Wszechobecne są reklamy walentynkowych prezentów. Zapadają decyzje o wyborze niespodzianki, o tym, jak spędzić ten dzień, a potem są wspomnienia i dzielenie się wrażeniami: co dostałam, co dostałem, gdzie byliśmy… I tak, nawet jak nie poświęca się wiele czasu przygotowaniom, nawet jak nie obchodzi się święta zakochanych, wszystko co przed i po, przypomina o tym dniu. Myślę, że to bardzo miłe i nie warto bronić się przed walentynkowym nastrojem. Miłość to piękne uczucie, potrzebuje pielęgnacji i wyznań – z okazji… i bez okazji.

Boginią miłości jest Afrodyta, zrodzona z morskiej piany. Jest też patronką małżeństwa, chociaż nie była wzorem żony. Poślubiła Hefajstosa – boga ognia i kowali, który w kuźni, we wnętrzu wulkanu, wykuwał tarcze, zbroje i pioruny dla wielkiego Zeusa. Nudząca się podczas nieobecności męża, Afrodyta romansowała z bogiem wojny Aresem. Dowiedziawszy się o zdradzie, Hefajstos zastawił pułapkę na kochanków. Schwytani w sieć zawieszoną nad łożem, stali się pośmiewiskiem w świecie bogów. Afrodyta nie wybaczyła mężowi. Uciekła od niego, a ponieważ nie była stała w uczuciach, porzuciła też Aresa. Czas wypełniała jej nie zawsze uczciwa rywalizacja z Herą i Ateną o miano najpiękniejszej na Olimpie.

Rozkapryszona bogini miłości potrafi podarować wielkie uczucie i bez chwili wahania wykorzystała tę umiejętność. Rozbudziła w Parysie miłość do Heleny Trojańskiej i w zamian za pomoc w zdobyciu wymarzonego tytułu, obiecała mu podarować serce królowej Sparty. Postępek Afrodyty doprowadził do wybuchu wojny trojańskiej i śmierci Parysa, bo po osiągnięciu celu, zapomniała ona zadbać o szczęśliwe zakończenie, ale… jeśli wierzyć starym przekazom, trochę próżna, roztargniona bogini pomaga i czuwa nad losem zakochanego serca w każdy piątek, a w tym roku właśnie w piątek wypada 14 dzień lutego.

walentynkowe ptaki

Kłamstwo ma krótkie nogi, ale czasem twardo na nich stoi czyli jak zarobić na depresyjnym nastroju

Niebieski Poniedziałek wywołuje dreszcz strachu u niektórych, we mnie, na myśl o tym dniu, budzi się sprzeciw. Wypada on zawsze w trzeci poniedziałek stycznia (w tym roku – 20-go). Nie mam wątpliwości, że jak zwykle, na portalach społecznościowych, tysiące wpisów potwierdzi jak fatalny był ten rzekomo najbardziej depresyjny dzień.

Pinocchio. Enrico Mazzanti (1852-1910)Media nie zapominają o Niebieskim Poniedziałku, rzetelni przypominają, że to fikcja, której nadal ulegają rzesze ludzi. Zainteresowałam się kiedyś kto i dlaczego objawił tę „prawdę” światu. Winowajcą okazał się brytyjski nauczyciel Cliff Arnall. Informował, że wyliczył wszystko według wzoru (przez świat naukowców nazywanego bzdurą, farsą itp). Wziął pod uwagę między innymi nasłonecznienie, którego konkretnej wartości nie można przewidzieć, tak jak nie można ustalić prognoz pogody określających temperaturę i zachmurzenie na każdy dzień następnych 10 lat. (Zdarza się, że w tym samym okresie np na Śląsku nasłonecznienie może przekraczać o 10% średnią (zliczaną z kilku lat), a na Mazowszu będzie o 10% niższe niż średnia (nie wspominam o różnicach między obszarami bardziej odległymi od siebie).) Panu Arnall’owi umknął po drodze ten dość ważny fakt, całkowicie wykluczający ustalenie niemalże sztywnego terminu najbardziej depresyjnego dnia roku.

Arnall wziął też pod uwagę rozczarowanie brakiem realizacji postanowień noworocznych. I tu się zdziwiłam bardzo… Zapachniało spiskiem wyrzutów sumienia zaplanowanym na ten konkretny, trzeci poniedziałek stycznia! (Notabene, przy tym punkcie, przez chwilę poczułam się jak wyjątkowy egzemplarz dziwoląga, bo ja żadnych noworocznych postanowień nie robię. Jak chcę coś zmienić – zmieniam w dowolnym terminie, a słowo „mogę” brzmi dla mnie zdecydowanie lepiej niż „muszę”. Wyobrażam sobie, że gdybym jednak obiecała sobie coś 31 grudnia, 20 stycznia pomyślałabym: przede mną jeszcze jedenaście miesięcy.)

Z „wyliczeniami” Arnall’a nie chcą mieć nic wspólnego poważni profesorowie i naukowcy. Nie można o nich powiedzieć, że są kontrowersyjne. Są wyssane z palca, pozbawione logiki i tak absurdalne, że laik jest w stanie ocenić ich „wartość”. I chociaż od kłamczuszka odcięła się też Uczelnia, w której pracował, Blue Monday poleciał w świat. Może trochę zaszkodziło mu, że kulisy urodzin Niebieskiego Poniedziałku opublikowali dziennikarze ujawniający oszustwa, po odkryciu firmy, która dała zlecenie i zapłaciła Arnall’owi. Do dziś ten dzień jest wykorzystywany przez marketingowców, żeby pod hasłem „to ci poprawi humor”, zwiększyć sprzedaż różnych produktów.

Są ludzie, którzy łatwo poddają się manipulacjom, którzy bezrefleksyjnie przyjmują podawane im informacje i których łatwo wprowadzić w depresyjny nastrój. Ile zła i głupoty trzeba mieć w sobie, żeby chcieć wywoływać taki stan dla zysku? Blue Monday działa jak placebo, tyle, że placebo stosuje się, żeby poprawić funkcjonowanie ludzkiego organizmu.

Myślenie nie ma przyszłości?

A ja znowu sobie marzę – napisałam zaledwie dwa tygodnie temu i zdradziłam cząstkę moich marzeń. Jeszcze pobujam w obłokach – zapewniałam kilka dni temu. W końcu nadszedł czas powrotu na ziemię. Hop! – zeskoczyłam z chmurki i radosny nastrój zmył zimny prysznic…

Iran i USA pojawiły się w mediach na pierwszym miejscu. Nie, nie będę snuć politycznych rozważań. Zostawiam je innym. Chcę tylko powiedzieć, że nie przekonuje mnie zabijanie i wojny w imię pokoju, ze słowem „demokracja” na ustach lub w imieniu jakiegokolwiek boga. Nie przekonuje mnie zemsta. Nie staję po żadnej stronie. Nie chcę rozstrzygać czyja wina jest mniejsza lub większa i kto pierwszy rzucił kamieniem. Nie ból głowychcę też snuć przypuszczeń dotyczących dalszych wydarzeń. Czuję niepokój, bo wbrew pozorom to, co daleko, może mieć wpływ na to, co zdarzy się w Europie. Zadaję sobie pytanie: Skąd  bierze się w ludziach dążenie do konfliktów? (Jaka jest odpowiedź?)

Wyciąganie wniosków z doświadczeń przeszłości, przewidywanie konsekwencji własnych decyzji wymaga myślenia. Myślenia decydentów i myślenia tych, którzy ich stawiają na świecznikach. Niewykluczone, że u tych ostatnich, tempo życia pozostawia zbyt mało czasu na zastanawianie się. A może to nie wina tempa? Może, ot tak, bez powodu, myślenie traci popularność? Czyżby myślenie nie miało przyszłości?

Marzę o pokoju na świecie – te słowa na pewno kojarzą się niektórym z Sandrą Bullock i filmem „Miss Agent”. Zdarzyło mi się je powtarzać nie raz (bez cienia ironii). Słyszę samą siebie… naiwność tryska… może właśnie dlatego wykorzystano te słowa w komedii?

 

Jeszcze pobujam w obłokach…

Dziś piąty dzień raczkującego roku. Nie wiem jak to się stało, że ten początek minął mi tak szybko – zbyt szybko.  To taki miły czas w nastroju pobalowym; całkowicie oderwałam się od rzeczywistości. Chyba pora wrócić na ziemię, no może jeszcze nie dziś, bo jutro Epifania, święto Jordanu (Jordanovden), bardzo uroczyście obchodzone na Bałkanach. Już o tym pisałam, ale przypomnę: tłumy zgromadzą się na brzegu morza i rzek, żeby patrzeć jak śmiałkowie skaczą do wody, żeby wyłowić krzyż rzucony przez kapłana, to im zapewni doskonały rok; w wielu miejscach (w morzu i w rzekach) zostanie odtańczone horo.

Czytałam, że w Polsce pojawią się królewskie orszaki, na pewno będzie uroczyście. Życzę wszystkim, żeby ostatni, świąteczny dzień długiego weekendu był miły.

1929 r. autor obrazu Ludwik Stasiak (1858-1924)

Tajemnicę przesypując w sobie / jak w zamkniętej kadzi ziarno / jechali trzej królowie / przez ziemię rudą i skwarną. / Wielbłąd kołysał jak maszt, / a piasek podobny do wody; (…) K. K. Baczyński

***

To wszystko jutro, a dziś zapraszam jeszcze na muzyczne, po-sylwestrowe wspomnienie.

Orkiestra weselno-pogrzebowa Gorana Bregovica przedstawia hulakę i starego wiarusa: Ја сам ја, Јеремија, презивам се Крстић (ja sam ja, Jeremija, preziwam ce Krsticz) – Jestem Jeremija, nazywam się Krsticz, mam sito i miednicę, mam żonę czarownicę, służyłem w artylerii…. (tu znajduje się piosenka na You Tube).

***

I jeden z moich ulubionych, bałkańskich piosenkarzy, pochodzący z Chorwacji Vłado Kalember, i sentymentalne nutki. Tebe ne ma… Nie ma ciebie, został tylko zapach perfum… chce mi się płakać… ja teraz płaczę, a ty spokojnie śpisz, on czuwa nad tobą, a ty śnisz o mnie… (tu znajduje się piosenka na You Tube)

 

A ja znowu sobie marzę…

Magiczna bożonarodzeniowa atmosfera (jeszcze unosząca się w powietrzu) i nadchodzący Nowy Rok nastrajają do snucia realnych i nierealnych marzeń. „Nowy Rok – nowe Szczęście” – hasło pojawiające się na Bałkanach co krok (tuż po świętach), pomaga zaszaleć fantazji, pełne jest nadziei na spełnienie pięknych życzeń. Ja dziś, jak Dyzio Marzyciel przyglądam się niebu błękitnemu i myślom daję pełną swobodę. Dyzio chciał widzieć stosy ciastek w obłoczkach płynących, a ja mam przed oczami  wizję kolejnych dni styczniowych… kwietniowych, majowych… październikowych… grudniowych. I ludzi – uśmiechniętych, życzliwych, budujących mosty, burzących mury dzielące ich od siebie; niepoprawnym mącicielom spojrzeniem dezaprobaty mówiących: – Nie damy się nabrać.  A w każdym domu – obok kuferka wypełnionego doświadczeniami (nie ma w nim dwóch egzemplarzy tego samego złego doświadczenia) – szkatułka z porcyjkami szczęścia na każdy dzień.

– Jaki piękny byłby wtedy świat! – wzdycham za Dyziem…

2020_960_720

Myślę, że przed Sylwestrem wyklikam jeszcze kilka słów, gdyby jednak stało się inaczej już dziś życzę, żeby nikogo nie zawiódł Nowy Roczek, który urodzi się za chwilę. Niech wyrośnie na Rok pełen uroku, przynoszący tylko dobre wieści.

nowy rok 2020

***

Lepa Brena i nieśmiertelna bałkańska piosenka „Čik pogodi”

Bożonarodzeniowy spektakl rusza. Kurtyna w górę!

Pisałam jakiś czas temu o przedświątecznych przygotowaniach, porównałam je do uwertury przed spektaklem. Już „za chwilę” zamigocze pierwsza gwiazdka, zadźwięczą dzwoneczki Mikołaja (nawet jeśli jest zmotoryzowany) i kurtyna odsłoni świąteczną scenerię.

Christmas. Mikołaj i prezenty

Bożonarodzeniowa otoczka rozbija szarość, krótkich, ciemnych, grudniowych dni. Może potrzeba oderwania się od monotonnej scenerii znalazła okazję, żeby zabłysnąć tysiącem światełek, bombek, błyszczących ozdóbek?  Kocham kolory i pewnie między innymi dlatego poddaję się tej magii. Myślę, że nadawanie niektórym dniom niepowtarzalności nadaje barw życiu. Różne są koleje losu, czasem smutne, warto więc czerpać garściami radość, trochę na zapas, do następnej okazji. Warto sobie takie okazje stwarzać. Warto pielęgnować tradycje.

W przedświątecznej uwerturze zazgrzytały fałszywe nutki: po co? dlaczego? jest sens? nie ma sensu? ten powinien, a tamten nie ma prawa… Można oczywiście wkładać kij w mrowisko, można mieć zapędy do dyrygowania życiem innych, można psuć przyjemności innym, można rzucić cień, ale po co to robić? Niech obchodzi te święta każdy, kto ma taką potrzebę, niezależnie od pobudek, niech każdy spędza czas tak, jak lubi – zwyczajnie, niezwyczajnie, samotnie lub w towarzystwie – tak, jak mu w duszy gra. Ja wszystkim życzę powodów do uśmiechu. Smuteczki niech sobie posiedzą zamknięte na klucz, w jakimś trudno dostępnym schowku.

kurtyna w górę wesołych świąt

PIĘKNYCH  ŚWIĄT!

***

***

menu wigilijneŚwięta w moim domu są trochę nietypowe, pomieszały się ze sobą tradycje polskie i bałkańskie. Nie może nie być banicy z dynią i orzechami (najlepszy na świecie tikwenik  robi mój Mąż (tikwenik to nazwa tego dania)). O tym, co jeszcze pojawi się na naszym stole, jakie obyczaje są charakterystyczne dla południa Europy pisałam już i tu, i w książkach – listę potraw przypomina Mikołaj (osobiście 🙂 ).

szeleszczc485cy-papier.jpg

 

Bogaty wujaszek, lista prezentów i wpadki Mikołaja

„Nadejdzie wreszcie wieczór, na śnieg zarzuci płaszcz szary i rozpocznie się wtedy wigilijna godzina czarów.” Tak pisał Jan Orski w 1938 roku. Czy magia Świąt nadal działa? Chyba tak. I na pewno warto ją pielęgnować.

Nadejście godziny czarów poprzedzają czasem gorączkowe przygotowania.  Wigilijna wieczerza ma smaki i zapachy, które zapisuje pamięć. Na zawsze pozostają wiernymi towarzyszami wspomnień.

Te kilka zdań napisałam w ubiegłym roku. O tej porze są zawsze aktualne, a więc to i owo zdecydowałam się przypomnieć poniżej, także z innych moich tekstów, z grudnia Anno Domini 2018.

1930 r-crop

Mikołaj, jak co roku, zabiegany. Nie wszyscy ułatwiają mu zadanie, nie wszyscy piszą prośby, więc to tu, to tam, skrada się podsłuchać o czym marzy ten i ów, bo serce ma dobre i chciałby każdemu podarować wymarzony prezent. Im bliżej Świąt, tym więcej pracy. Zdarzają się więc pomyłki. O jednej dowiedziałam się z pewnego listu…

Kochany Mikołaju

Mam nadzieję, że prośba została spełniona. 🙂

Pod tytułem „Jeśli masz bogatego wujaszka, a święta tuż, tuż…” pojawił się tu u mnie wpis adresowany do osób, które postanowiły wyręczyć Mikołaja.

Nie każdemu udaje się szybko wybrać prezent. Czasem wydaje się, że już wiesz i nagle odzywają się rozterki: – Czy ten jest odpowiedni?… Czy na pewno się spodoba?… A może by tak?… Z pomocą niezdecydowanym przychodzą medialne reklamy. „Czy Twój bogaty Wujaszek ma radio? Tak?! Kup mu głośnik Philipsa, a głos jego zaważy przy zapisie majątku” – radziła gazeta w 1928 roku.

ABCpismo codzienne 1928-crop

Zacytowałam krótkie fragmenty z mojej pisaninki sprzed roku. Wszystkich, którym nie zabrakło cierpliwości i czasu, zapraszam do wpisu „Boże Narodzenie i przedświąteczna temperatura w czasach pradziadków„, kiedy to nie zapominano o cnocie oszczędności.

1929r.polskiej kobiecie

 

karp wigilijnyNa zakończenie przepis retro na karpia (też był już publikowany).

Karpia, ważącego około 1 i 1/2 kilo, sprawić, osolić i po godzinie obetrzeć bibułką z wilgoci. Na półmisek, na którym ma się piec, kładzie się kawałek masła, wciska na karpia sok z cytryny, posypuje siekaną cebulą, okłada kawałkami masła, wlewa łyżkę smaku z jarzyn i wstawia do gorącego pieca. Ryba piecze się 15—25 minut, powinna być rumiana; podaje się z półmiskiem, na którym się piekła i polewa gorącem masłem.

P.S. Nigdy nie dostałam rózgi od Mikołaja, a nawet poważnie wątpiłam w istnienie takiego prezentu, ale… skoro ktoś uwiecznił go przy takiej oto pracy… kto wie?

mikołaj