Archiwa tagu: polityka

Faktu, że istnieją dranie, nie można traktować jako wystarczającego powodu dla ograniczenia wolności

Wolność to iluzoryczne pojęcie. Równie prawdziwie brzmi stwierdzenie: „jestem wolna” i „nie jestem wolna”. Miesiąc temu napisałam w innym miejscu (na innej mojej stronie), że: tak naprawdę całe życie w jakimś stopniu zależymy od kogoś lub czegoś. Podlegamy normom społecznym i moralnym, czasem niepisanemu prawu. Bywa i tak, że przypadkowe osoby mają wpływ na nasze życie. Zależymy od ich kompetencji, od decyzji w głupiej lub mądrej sprawie dotykającej nas bezpośrednio. Zależymy od zwykłej uprzejmości i dobrej woli drugiego człowieka. Zależymy od siebie nawzajem.

Zawsze myślałam, że nie ma na świecie osoby, która nie chciałaby więcej i więcej wolności, mniej granic (także w dosłownym znaczeniu). Wydawało mi się, że świadomość swobody jest ludziom potrzebna. Sądziłam, że nawet tym, którzy się nie przemieszczają, sprawia przyjemność myśl, że dziś mogę być tu, jutro tam, bez formalności, bez pytań, bez kontroli. Mój sposób myślenia skorygowało życie. Może ludzka przekora nigdy nie śpi? Nie mamy wolności – walczymy, zdobyliśmy – no to zawalczmy o jej ograniczenie, budujmy mury… może tak to działa?

Faktu, że istnieją dranie, nie można traktować jako wystarczającego powodu dla ograniczenia wolności ogromnej większości porządnych ludzi.
(Ludwig von Mises)

Ten sam Ludwig von Mises (ekonomista, krytyk biurokracji, filozof), którego zacytowałam, powiedział: Eufemizmem jest nazywanie państwem opieki społecznej ustroju, w którym rządzący mogą swobodnie robić to, co jak sami uważają, najlepiej służy dobru powszechnemu. Owo tak zwane państwo opieki społecznej to faktycznie tyrania rządzących. Dodał, że ci sami ludzie za przeciwstawny do ich państwa „opieki”  uznają system, w którym administracja jest związana prawem, zaś obywatele wobec bezprawnych naruszeń ze strony władz, mogą dochodzić swoich praw w sądzie.

Każdy głupek potrafi złapać bat i zmusić ludzi do posłuszeństwa. Trzeba jednak rozumu i cierpliwości, by społeczeństwu służyć. (Ludwig von Mises)

***

Czasem jakieś incydenty zwracają moją uwagę i piszę o nich kilka zdań. Dwa lata temu bułgarski wiatr był oskarżany o dystrybucję marihuany i poważne Ministerstwo sąsiedniego państwa, na poważnie zajęło się badaniem sprawy. I tak jak potraktowałam temat wiejącego przemytnika (co tu kryć – raczej  trudno uchwytnego), tak też potraktowałam  incydenty z książkami w roli głównej, co to jak czarownice płonęły na stosach, z powodu najprawdziwszych zaklęć (tfu, tfu) zapisanych w ich wnętrzach (tu jest ten tekst). Wiatr przemytnik może nadal uprawia przestępczy proceder, ale sprawa ucichła, natomiast nie zmalały zakusy, żeby ograniczyć poletko wolności słowa (i tak trzymane w karbach przez normy moralne, czasem różne w mikro-środowiskach).

Są ludzie, którzy lepiej wiedzą, co jest dobre dla innych, co powinni czytać, co pisać, co mówić, kogo kochać i w co wierzyć. I niechby sobie byli i niechby próbowali przekonywać do własnych racji, a nawet próbowali je narzucać, ale  nie nakazywać, bo to ubliżanie rozumowi drugiego człowieka.

Na to mamy rozum, abyśmy prawdy szukali. (z przysłów spisanych w połowie XIX wieku)

Wolność musi być dana wszystkim, nawet ludziom prymitywnym, ażeby nie przeszkadzać garstce tych, którzy mogą użyć jej dla dobra ludzkości. (Ludwig von Mises)

Na pewno się powtarzam, ale usprawiedliwiam się trochę. Powtarza się historia, sytuacje, powtarzają się moje myśli. Wracają i bębnią w głowie. Coraz głośniej i głośniej.

Już tu cytowałam kilka zdań wypowiedzianych tuż, tuż przed wybuchem II Wojny Światowej, ale przypomnę je. Jeden z publicystów ostrzegał przed królującymi w Niemczech: okrucieństwem, chciwością, pogardą dla innych narodów. Ktoś odpowiedział mu: Te wady cechują tylko dzisiejszych władców Niemiec, naród zaś niemiecki nie jest gorszy od innych. Także wielu Niemców powtarzało: Nie wszyscy są źli. Ta opinia oczywiście była prawdziwa, ale czy powtarzanie jej nie usypiało? To zdanie nie zaczarowało sytuacji. Wybuchła wojna. Przypomniałam je, bo te same słowa słyszę dziś, słyszałam wczoraj i przedwczoraj…

U BBM czytałam o strefie wolnej od LGBT i spojrzałam na mapę. To prawie jedna trzecia Polski (czytałam, że na koniec stycznia – 30%). Na pewno ktoś stamtąd marzył o sławie. No to jest! W najpoważniejszych światowych mediach przewija się zdjęcie tablicy informacyjnej (w czterech językach, żeby nie było wątpliwości) zawieszonej przy wjeździe do wsi czy miasta. Zastanawiam się, co na to mieszkańcy tych terenów? Zadowoleni czy zmartwieni przynależnością do tego „klubu”? Jaki będzie następny krok?

szkodzi do

Wydaje się, że istnieje analogia między „wczoraj” i „dziś”. A może moja wyobraźnia zapadła w jakiś stan chorobowy i dostrzega coś nieistniejącego? Przecież jest sposób na przegonienie mar przeszłości. Jest sposób zapobiegnięcia zatrzymania się koła historii w miejscu najgorszym z najgorszych. Wystarczy wyciągać wnioski z doświadczeń. Tylko… i aż… i jest nadzieja.

kuklik górski

Od kampanii do kampanii (o oczekiwaniu na bajkowy klimat i o twórczości doskonałej)

Bajki piszą bajkopisarze i wcale nie gorzej tworzy je znaczna (??) grupa polityków. Tym ostatnim zdarzają się fazy twórczości  nie do opanowania. Z całą mocą płonie wewnętrzny ogień, a oni mu się poddają i rządzi nimi tylko w e n a, i budzi się o g r o m zdolności (a ile natchnienia i błogości pojawia się na uśmiechniętych twarzyczkach… – trudno opisać słowami). Czują, że byłoby wielce samolubne nie dzielić się z innymi, a więc dzielą się z radością i wylewają z siebie treść, która urodziła się doskonała, w amoku tworzenia, w oderwaniu od rzeczywistości…

Największa bajkowa uczta trwa w czasie kampanii wyborczych. A że nie odbywają się one za często, jak tu się dziwić, że wielu ludzi czeka z utęsknieniem, żeby już… żeby nadeszły te chwile… żeby w końcu móc skoczyć i zanurzyć się w bajkowym klimacie. A potem pławić się z rozkoszą w słodkich słowach, pozwalać się masować i masować obietnicom, wzdychać: och i ach! jak przyjemnie!… i zamknąć oczy, i dać się głaskać, i nic a nic nie słyszeć (oprócz bajkowej muzyki).

Są też i tacy, co to tylko patrzą i słuchają, a w ich głowach rodzą się pomysły, jak mieczem satyry dotknąć to, co się dzieje. Czasem tworzą ponadczasowe bajki o bajkach i bajkopisarzach.

Opowieści często anonimowych autorów zapełniały szpalty gazet wydawanych 100 lat temu. Przy okazji kilku moich słów „O absurdzie i mieczu dla szaleńca” była „Bajeczka o rajskich wyborach”, dziś kolejna (też sprzed 100 lat), tym razem o osłach, a może ?osłach (?).

osioł na pe

echa leśne

P.S. Czasem zdarza mi się pomyśleć i…………………………. eureka! (Kropek dużo, bo to myślenie trochę trwa.) Efekt ostatnich przemyśleń powyżej. We wspomnianym tekście „O absurdzie i mieczu dla szaleńca” dziwiłam się trochę, że przysłowiowy miecz dostaje się temu, a nie tamtemu, a nawet łapałam się za głowę, że fakty, że kompetencje… no ale wszystko jasne Dodam jeszcze, że najmocniej oczekiwane bajki muszą być z akcją osadzoną w niedalekiej przyszłości. Sama się dziwię, że się dziwiłam i stąd to post scriptum.

Autorka tekstu: Skarlet B.I. ( © wszelkie prawa zastrzeżone)

O absurdzie i mieczu dla szaleńca

Jest łacińskie powiedzenie Credo quia absurdum (wierzę, bo to absurd / niedorzeczność), a odnosi się ono wyłącznie do tego, czego nie może dostrzec mędrca szkiełko i oko. I tak sobie myślę, że żyjący na przełomie II/III wieku teolog Tertulian, z którym to zdanie jest kojarzone, pewnie by się za głowę złapał, jakby zobaczył ile jest ślepej wiary w dzisiejszym świecie i nie dotyczy ona tylko Boga.

Plotą sobie ludzie publicznie, co chcą, ale nie to jest dziwne, bo gawędziarze fantaści zawsze istnieli. Zaskakująca jest ślepa wiara w ich słowa, brak konfrontacji z faktami, które można zobaczyć bez szkiełka mędrca. Umysły nieskrępowane logiką bez skrupułów wykorzystują politycy.

W zastępstwie Tertuliana ja się za głowę łapię jak czytam, co się dzieje – i nie mam na myśli tylko Polski. – Hip, hip, hura! – krzyczy populizm. Szerzy się dzielenie zamiast łączenia. Nastroje anty temu i tamtemu rosną. Powiększa się epidemia krótkowzroczności. Wolność się kurczy. Współcześni Rejtanowie od czasu do czasu odzywają się rozpaczliwym głosem, ale zakrzykuje się ich skutecznie.

Miecza nie daj szalonemu” – przestrzega porzekadło, ale niestety… Trafia przysłowiowy miecz w ręce tych, którzy obiecują: – Dam. Obronię – ale nie zamierzają dotrzymać słowa. A jak osiągną cel, nie zawahają się zamachnąć i na tego, kto postawił ich na świeczniku.

Są takie chwile, w których uczucia powinny być przewodnikiem, ale to nie one mogą decydować o wyborze człowieka, któremu powierza się jakąkolwiek władzę. Twarda ocena kompetencji, prawdomówności, kultury powinna zwyciężać nad postawą Credo quia absurdum.

Żadna grupa nie jest zbyt mała, by (polityk) zaniechał próby zdobycia ich względów prezentem z kieszeni „ogółu społeczeństwa”. (Kandydat antyliberalny obiecuje szczególne przywileje każdej grupie wyborczej: wyższe ceny producentom i niższe ceny konsumentom, wyższe pensje urzędnikom i niższe podatki podatnikom.) – przestrzegał Ludwig von Mises – ekonomista, krytyk biurokracji, filozof żyjący na przełomie XIX/XX wieku.

We mnie budzi się żal, że ludzie mają w nosie doświadczenia przeszłości (nawet te z niedalekiej przeszłości). Obiecanki-cacanki nie przestają tracić znaczenia…

Przeplatają się tu u mnie różne teksty. Czasem snuję jakieś niewesołe rozważania, które może nawet nie zasługują na poświęcanie im czasu. I tak jak powtarzają się sytuacje (z różnymi bohaterami w roli głównej) i te same zachowania decydentów, tak i ja czasem się powtarzam. Dzieje się to zwykle jak wychylę głowę z domowego zacisza, jak „rzucę okiem” na doniesienia ze świata (inne, niż pogoda, książki, filmy, ploteczki etc.). Można oczywiście nie wychylać głowy, można się zamknąć w swoich czterech ścianach, można zapomnieć, że temperatury na zewnątrz są zmienne, można nie zauważać, że za oknem ziąb i zawierucha, ale kiedyś trzeba będzie otworzyć drzwi, a wtedy może się okazać, że to coś za… – jest nie do zniesienia.

Przed wyborami w okresie między I-II Wojną Światową

Idylla

***

Bajeczka o rajskich wyborach z czasów przedwojennych

bajka o wyborach 1

bajka o wyborach 2

Jak ja pragnę nudy…

Staram się być daleko od polityki, ale jest to bardzo trudne. Ja się cofam, a ona wolniejszym lub szybszym krokiem i tak podąża za mną. Krąży wokół, czy tego chcę, czy nie. Czasem ze zdwojoną siłą wdziera się w moje życie, gwałtownie, jak huraganowy wiatr niszczy spokój.

Zadziwia mnie z jaką łatwością udaje się demagogom i populistom przekonać ludzi do mało racjonalnych lub złych racji i z jaką łatwością te racje ukorzeniają się w głowach. Wyrwanie ich wydaje się bardzo trudne, a nawet niemożliwe w niektórych przypadkach.

Nie chcę tu dziś  odnosić się do konkretnych faktów ze współczesności. Chcę zacytować kilka słów z przeszłości. Sprowokowały mnie do tego obchody 75 rocznicy wyzwolenia Auschwitz i wypowiedzi z tej okazji, a szczególnie bardzo wzruszające, piękne i mądre wystąpienie Pana Mariana Turskiego i zacytowane zdanie: „Auschwitz nie spadł nagle z nieba”. Ważne zdanie przypominające, że tak samo, jak o skutkach, nie można zapominać o przyczynach, nie można przestawać ich analizować.

W sierpniu 1939 roku we francuskich mediach toczyła się dyskusja. Poszukiwano odpowiedzi na pytanie: Co zrobić, aby Niemcy przestały być beczką prochu w środku Europy? Jeden z publicystów ostrzegał przed królującymi w Niemczech: okrucieństwem, chciwością, pogardą dla innych narodów. Francuski socjalista Blum odpowiedział mu: Te wady cechują tylko dzisiejszych władców Niemiec, naród zaś niemiecki nie jest gorszy od innych. Trzeba mu tylko umożliwić ujawnienie tego, co czuje i pragnie, a przestanie zagrażać pokojowi.

Także wielu Niemców powtarzało: Nie wszyscy Niemcy są źli. Ta opinia oczywiście była prawdziwa, ale czy powtarzanie jej nie usypiało? czy nie było usprawiedliwieniem bezczynności niektórych? czy to zdanie jest sensownym komentarzem do stwierdzenia, że źle się dzieje, że zło, buta, gwałtowność i egoizm szerzą się jak zaraza?

W tym samym czasie w europejskich mediach pisano: Świat zadaje sobie pytanie, gdzie się podzieli niemieccy socjaliści, komuniści, katolicy, demokraci, te miliony ludzi, którzy głosowali przeciw Hitlerowi. Dlaczego teraz mimo tajności głosowania plebiscyt daje Führerowi 98-99 procent głosów?

Podczas gdy świat się zastanawiał i analizował, niemieccy politycy zdołali udoskonalić propagandę kłamstwa, przekonać swój naród, że Europa jest „be”. Negowano fakt wybuchu I Wojny Światowej z winy Niemiec.

Notki prasowe z czerwca 1939 roku

1 czerwiec 1939

1a czerwiec 1939

1b czerwiec 1939

Te „nauki” nie przestały być stosowane. Niepokojąca jest powtarzalność niektórych zachowań i sytuacji w dzisiejszej rzeczywistości. Żeby dostrzec i ocenić podobieństwa wystarczy się cofnąć w czasie i porównać wypowiedzi czy sposób działania. I należy to robić, bo przecież od kłamców i manipulatorów nie usłyszymy: – Oszukujemy cię. Trzeba zacząć leczyć pierwsze symptomy, żeby nie dopuścić do rozwoju choroby. Należy też uważnie słuchać ostrzeżeń mądrych ludzi, którzy przeżyli piekło. Mam wielką nadzieję, że wystąpienie Pana Mariana Turskiego poruszyło także wiele osób niedostrzegających istniejących zagrożeń.

Jedenaste przykazanie: NIE BĄDŹ OBOJĘTNY.

Nie bądźcie obojętni, jeżeli widzicie kłamstwa historyczne. Nie bądźcie obojętni, kiedy widzicie, że przeszłość jest naciągana na poczet aktualnej polityki. Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek mniejszość jest dyskryminowana, bo się nawet nie obejrzycie jak na was, jak na waszych potomków, „jakiś Auschwitz” nagle spadnie z nieba. (z wystąpienia Pana Mariana Turskiego – byłego więźnia Auschwitz)

gołąbek pokoju

Korzystajmy z doświadczeń przeszłości. Sami wybierajmy kierunek w jakim ma się toczyć koło historii.

Marzy mi się świat, w którym tacy jak ja, bardziej ceniący dobrą książkę czy film, niż polityczne rozprawy, mogliby płynąć na fali własnych upodobań i mieć świadomość, że politycy robią swoje. To, co robić powinni – budować, a nie burzyć. Marzą mi się debaty i wywiady, pełne merytorycznych, kulturalnych wypowiedzi, usypiających nie-politologów, nie-ekonomistów i innych nie. „Jednym słowem”: marzy mi się NUDA w tej sferze.  Tę nudę mogą zapewnić właściwe wybory, wyeliminowanie zła i ludzi mających chore ambicje. Teoretycznie i w praktyce jest to możliwe, prawda?

Myślenie nie ma przyszłości?

A ja znowu sobie marzę – napisałam zaledwie dwa tygodnie temu i zdradziłam cząstkę moich marzeń. Jeszcze pobujam w obłokach – zapewniałam kilka dni temu. W końcu nadszedł czas powrotu na ziemię. Hop! – zeskoczyłam z chmurki i radosny nastrój zmył zimny prysznic…

Iran i USA pojawiły się w mediach na pierwszym miejscu. Nie, nie będę snuć politycznych rozważań. Zostawiam je innym. Chcę tylko powiedzieć, że nie przekonuje mnie zabijanie i wojny w imię pokoju, ze słowem „demokracja” na ustach lub w imieniu jakiegokolwiek boga. Nie przekonuje mnie zemsta. Nie staję po żadnej stronie. Nie chcę rozstrzygać czyja wina jest mniejsza lub większa i kto pierwszy rzucił kamieniem. Nie ból głowychcę też snuć przypuszczeń dotyczących dalszych wydarzeń. Czuję niepokój, bo wbrew pozorom to, co daleko, może mieć wpływ na to, co zdarzy się w Europie. Zadaję sobie pytanie: Skąd  bierze się w ludziach dążenie do konfliktów? (Jaka jest odpowiedź?)

Wyciąganie wniosków z doświadczeń przeszłości, przewidywanie konsekwencji własnych decyzji wymaga myślenia. Myślenia decydentów i myślenia tych, którzy ich stawiają na świecznikach. Niewykluczone, że u tych ostatnich, tempo życia pozostawia zbyt mało czasu na zastanawianie się. A może to nie wina tempa? Może, ot tak, bez powodu, myślenie traci popularność? Czyżby myślenie nie miało przyszłości?

Marzę o pokoju na świecie – te słowa na pewno kojarzą się niektórym z Sandrą Bullock i filmem „Miss Agent”. Zdarzyło mi się je powtarzać nie raz (bez cienia ironii). Słyszę samą siebie… naiwność tryska… może właśnie dlatego wykorzystano te słowa w komedii?

 

Co widać i czego nie słychać

Dawno temu pewien pan napisał książkę „Co widać i czego nie słychać”. Nazywał się Claude Frederic Bastiat, a żył w pierwszej połowie XIX wieku. Był ekonomistą i filozofem. – Nuda – pomyślą niektórzy. Ja Frédéric Bastiat (1801-1850)odpowiem: – W tym przypadku nie. Pan Bastiat był człowiekiem posiadającym język giętki i poczucie humoru, dzięki czemu jego dzieło czyta się lekko i jest ono odpowiednie dla ekonomicznych laików. Prawdy jakie się tam znajdują są oczywiste i na pewno znane większości, bo chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że ekonomistą jest po trosze każdy, kto gospodaruje zarobionymi pieniędzmi, prowadzi dom. Pomimo tego wielu ludzi obawia się oceniać niektóre działania podejmowane odgórnie (na szczeblu rządowym), a z ust wypływa argument: Ja nie jestem specjalistą. Czy słusznie? Czy należy przyjmować wszystko do wiadomości, wyłączając logiczne myślenie? Sądzę, że nie. Nie umiem zrozumieć dlaczego dla tej samej dużej grupy ludzi, brak gospodarności w rodzinie jest naganny, a w państwie niekoniecznie?

Pan Bastiat napisał w imieniu producentów świec, lamp, latarni bardzo słynną petycję do członków Izby Deputowanych, chcących uwolnić rynek od zagranicznej konkurencji. Jak myślicie, kto jest najpotężniejszym wrogiem wytwórców oświetlenia? Już podpowiadam: SŁOŃCE.

„Panowie:

Jesteście na dobrej drodze. Przychodzimy, aby zaoferować wam cudowną okazję do zastosowania Waszej – jak winniśmy to nazwać? Waszej teorii?

Cierpimy z powodu rujnującej konkurencji zagranicznego rywala, który najwyraźniej pracuje w warunkach tak dalece dla produkcji światła lepszych niż nasze, że zalewa nim nasz krajowy rynek po niesłychanie niskiej cenie; od momentu, kiedy się pojawia, nasza sprzedaż zamiera, wszyscy konsumenci zwracają się do niego, a branża francuskiego przemysłu, której odgałęzienia są niezliczone, doprowadzana jest nagle do całkowitej stagnacji. Rywal ten, którym jest nie kto inny niż Słońce, prowadzi przeciw nam wojnę tak bezlitośnie, że podejrzewamy, iż został podburzony przeciw nam przez perfidny Albion (obecnie znakomita dyplomacja!), zwłaszcza, że ma dla tych wyniosłych wyspiarzy wzgląd, którego nie okazuje nam.

Prosimy Was, byście byli tak dobrzy i uchwalili ustawę wymagającą zamknięcia wszystkich okien, okiennic, świetlików, wewnętrznych i zewnętrznych żaluzji, zasłon, okien z kwaterami i rolet – krótko mówiąc wszystkich otworów, dziur, szpar i szczelin, przez które światło słoneczne ma w zwyczaju wpadać do domów ze szkodą dla uczciwych gałęzi przemysłu, którymi, jesteśmy dumni móc powiedzieć, obdarzyliśmy ten kraj, kraj, który nie może, bez zdradzania niewdzięczności, opuścić nas dziś w tak nierównej walce.”

Ta petycja (zacytowałam tylko fragment) to satyra mająca zwrócić uwagę na pewne problemy i sposoby argumentacji, ale czy nie wynika z niej, że wszystko da się wytłumaczyć? Populizm istniał, istnieje i będzie istniał. Wiem, że nie należy mu ulegać, natomiast nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie: Jak to się dzieje, że w dzisiejszej rzeczywistości zatacza coraz szersze kręgi? 

I jeszcze dwa cytaty:

„Musisz dostarczyć mi zajęcie, i to zajęcie zyskowne. Głupio wybrałem dziedzinę działalności i przynosi mi ona straty. Jeżeli nałożysz dwudziestofrankową kontrybucję na mych rodaków, moja strata zamieni się w zysk. A zysk jest wszak moim prawem, musisz mi go zapewnić.”
Społeczeństwo słuchające tego sofisty, obciążające się podatkami, by go zadowolić, nieświadome, że strata, jaką przynosi dany przemysł, nie przestaje być stratą, jeżeli zmusi się innych do jej pokrycia, takie społeczeństwo zasługuje na brzemię, jakie dźwiga.

***

Im bardziej bada się postępowe sekty, tym bardziej wzrasta przekonanie, co leży u ich podstaw: ignorancja obwołuje się nieomylną i w imię swej nieomylności, zachwala despotyzm.

Wszystko wre i kipi, aż iskry lecą spod piór dziennikarskich

rys 1880 r

Pozostaję w przedwyborczym klimacie świata retro. Dziś zapraszam do roku 1904. Myślę, że temat „wybory” nie może być obojętny, niezależnie od stopnia zaangażowania w bieżące wydarzenia polityczne (jeśli oczywiście lubi się samemu decydować o sobie (czy są tacy, którzy nie lubią?)). Temat ważny, ale to nie znaczy, że nie wypada spojrzeć na niego z przymrużeniem oka. Z satyry, jak z bajki, morał często wynika…

fałszywie i głośno

dwie strony 1904 r

Kandydatowi na posła!
Stasiu, daj buzi, dzielny z Ciebie chłopak,
gdy nie wszyscy mogą mieć los na usługi,
tobie życie nigdy nie idzie na opak,
bo Ty sobie radzisz jak Salomon drugi.
Zawsześ uśmiechnięty i dla wszystkich słodki,
choć na bożym świecie różnie różnym bywa,
Ty mój — Ty, Stasiu, masz sekretne środki,
za pomocą których spływasz jak oliwa.
Dla popularności, gdy Cię chęć przenika
wynurzenia myśli, zrodzonych w Twej głowie,
często wkraczasz nawet w progi rzemieślnika,
a wszędzie krzywd masz temat i to, co się zowie.
Słowem, mając czoło, sprytu nie-troszeczkę,
chocieś ni pobożny, ni też niedowiarek,
postawiwszy Bogu zapaloną świeczkę,
diabłu zaraz potem zapalasz ogarek.
Dobrze robisz, Stasiu! serce Twe kołacze,
niech się zawsze rządzi zasadami swemi,
bo to jest rzecz znana, że kto zręcznie skacze,
ten umie wysoko wznieść się na tej ziemi.
Zbutwiałe przesądy, niewiele dziś warte,
rozum jednak ciągle podnosi się w cenie
i nie jeden gotów postawić na kartę,
w polityce ograne już mocno sumienie.
Basuj więc Staśku, gdy jesteś w potrzebie,
za niewielką pracę masz chleba po uszy,
gdy tymczasem inny, zdolniejszy od Ciebie
za swój dziwny upór, jak pustelnik suszy.

O! tak, wszystkim basuj, ogniotrwałej kasie, basuj szlachcicowi, co swą tarczę ceni, basuj każdej sprawie, która jest na czasie, basuj za kawałkiem wyborczej pieczeni;
Niech Cię spokój duszy, wcale już nie nęci, i nie zważaj na to mój poczciwy chłopie, że za Twoje niby jak najlepsze chęci, wyborcy Tobą gardzą, a diabeł Cię kopie.

za kim głosuje

Ach, wybory! Co? Wybory! Wszystko wre i kipi, aż iskry lecą spod piór dziennikarskich, a plakaciarze robią majątki, a to wszystko dlatego, że wybiera lud, wybiera społeczeństwo. – Dobrze! Ale w mieście jakoś całkiem cicho. Japońska cywilizacja zaczyna coraz więcej i silniej zaglądać do nas, skutkiem czego, każdy cywilizowany człowiek uważa wybory za szopę, za hecę i nikt z ludzi kulturalnych nie bierze na serio awantury robionej pod hasłem zysku, pomocy dla kraju, dźwignięcia przemysłu krajowego, urządzenia kanałów i innych balonów bez steru moralnego. Kiedy człowiek przypatruje się tym przedwyborczym zgromadzeniom, to doprawdy, przypomina mu się grono plotkarek pseudo inteligentnych, które umieją znaleźć ton w wywyższaniu siebie w skrajnym egoizmie i bezwarunkowym chwaleniu czynów, które zależą przeważnie od brawury językowej, a których esencją jest tylko frazes, a mową plagiat literacki.
I na takie zgromadzenia chodzą nasze: świeczniki, nasi luminarze społeczeństwa i słuchają bajd wygłaszanych przez kandydatów, zależnych czynami i zapatrywaniami już na pierwszy rzut oka. Bo i prosto rzecz biorąc, kto śmiałby twierdzić, że taki X. albo i Y. nie są tylko pionkami w ręce wielkiej, czy oni są w stanie cośkolwiek zrobić?
Śmieszne jest to twierdzenie i jeżeli tu może być jakowa myśl lub sens w dzisiejszych wyborach, to już wybrać by należało człowieka bezwarunkowo wolnego od władzy nad sobą, człowieka, który może powiedzieć prawdę w oczy i nie liczyć się z niczym, a już najmniej z tymi, którym ma być wyższą instancją.
Dlatego do tej chwili biorąc moje pisanie tylko poważnie, P. mógłby być tym człowiekiem, tym posłem, ale cóż, kiedy on widzi, że walka z ogólnym ogłupieniem i niepojmowaniem stanu rzeczy jest za trudną — jeszcze bowiem wciąż dziś szuka się wyborcy, a nie szuka człowieka.

ryc 1904r

Wracam na chwilkę do teraźniejszości. Kampania przedwyborcza trwa. W szranki stanęli politycy i komentatorzy. Bombardują się nawzajem słowami. Huk wybuchów zagłusza myśli w niejednej głowie… Może to przewidziany efekt? A gdyby tak autor zacytowanych wyżej słów przeniósł się w czasie, o 115 lat do przodu? Gdyby znalazł się w październiku 2019 roku? Chyba nie byłby zaskoczony?

I pytanie z roku 1904

pytanie 1904r

Kariera detektywa Noska

To i owo piszę na tej stronie, czasem wklejam fragmenty moich książek; dla urozmaicenia postanowiłam od czasu do czasu zaserwować historyjki nie przeze mnie napisane. O karierze pewnego detektywa napisał prawie 100 lat temu anonimowy literat.

detektyw HugoUkończywszy szkołę im. Sherlocka Holmesa i trzyletnią praktykę w Scotland Yardzie, detektyw Hugo Nosek wrócił do kraju, aby się poświęcić praktyce prywatnej. Już w dwa miesiące potem otrzymał doskonałą posadę w Domu Towarowym. Żywo zabrał się do dzieła. Przeszedł się po gmachu raz i drugi, zajrzał do piwnic, przypatrzył ekspedientom i pięknie wyondulowanym bóstwom, obsługującym klientelę, porachował wchodzących i wychodzących, gdzieś zatelefonował, coś zapisał w notesiku i w kilka godzin po objęciu posterunku, meldował: – Wykryłem niesłychaną grandę. Cała ta firma, to stek afer. Klientom sprzedaje się towar wybrakowany, jako pierwszy sort. Operuje się fałszywymi wekslami. Trzy najładniejsze ekspedientki są w niedopuszczalnie zażyłych stosunkach z szefem sprzedaży i co dzień każda wynosi sztukę materiału, którą…
– Frajer – parsknął śmiechem główny detektyw – toś pan miał co wykrywać! Przecież to wszyscy wiedzą… A najlepiej dyrektor naczelny…
Hugo Nosek otworzył usta i oczy, zamilkł, podrapał się w wygolony podbródek i… nazajutrz zmienił posadę. Nawet dobrze zrobił, bo ta druga posada, w kartelu pułapek na jeże (najnowszy patent, z automatycznym dzwonkiem i licznikiem) była o wiele lepiej płatna. Toteż Hugo Nosek z zapałem wziął się do pracy i już na drugi dzień złożył wizytę prezesowi rady nadzorczej.
– Przykro mi, panie prezesie – mówił – ale niech się pan przygotuje na złą nowinę…
– Co się stało? – przestraszył się prezes.
– Musi pan cały kartel zamknąć do kryminału. Wszystkie bilanse za ostatnie ośm lat fałszywe. Pozycje „długi zagraniczne“ są fikcyjne. Służą tylko do wywożenia zysków zagranicę. To samo pozycje opłat za licencje od rzekomo zagranicznego patentu na liczniki do pułapek. Patent jest własnością dyrektora naczelnego, tylko zarejestrowany w Berlinie. Po-zatem tantiemy…
– Myślałem, że naprawdę coś złego – odetchnął prezes – jak pan może mnie niepokoić! Przecież pan wie, że mam astmę!
– Jak to nic strasznego? – zdziwił się detektyw – to nic strasznego, że cały kartel…
– A w ogóle nie wsadzaj pan nosa w nie swoje sprawy, jeżeli pan nie chce stracić tak dobrze płatnej posady!… Hugo Nosek wyszedł bez pożegnania i nazajutrz znów był bezrobotny. Nie tracąc jednak nadziei w to, że ostatecznie taki talent i tyle wykształcenia nie zmarnują się w kraju, energicznie zaczął szukać zajęcia. W tydzień potem objął stanowisko dyskretnego obserwatora w „Urzędzie Zakupów Szpagatu”, a w dziewięć dni składał raport naczelnikowi.
– Starszy referent Kuśmidrowicz…
– Co Kuśmidrowicz? – spytał groźnie naczelnik. Detektyw stropił się na chwilę. Pamiętając poprzednie doświadczenia, rzekł ostrożnie.
– Ma pewne grzeszki na sumieniu…
– Co takiego? Kuśmidrowicz? Nieprawda! Z taką protekcją, jaką ma Kuśmidrowicz…
Hugo Nosek chrząknął i zmienił temat.
– Referent Pieczonka…
– Pieczonka jest szwagrem Bandziołkiewicza! – warknął szef.
– Hm… Młodszy referent Mandel…
– Należy do związku, ostrzegam pana!
– To w takim razie, moje uszanowanie!
Po dwu tygodniach Hugo Nosek wywiesił na drzwiach tabliczkę „Prywatny Kartel Zakupów Szpagatu” i zaczął robić interesy wedle zaobserwowanych osobiście zwyczajów. Z początku szło mu nawet nieźle, ale krótko, bo już w trzy tygodnie po uruchomieniu interesu siedział w kryminale. Gdy go obrońca (radca prawny kartelu pułapek na jeże), spytał, co mu właściwie do łba strzeliło puszczać się na brudne afery, strapiony detektyw odparł:
– Myślałem, że tu taki zwyczaj… że to wolno… wszyscy to samo robili…
– No tak – skrzywił się adwokat – ale przecież pan nie masz żadnych stosunków. Przecież zaledwie miesiąc, jak pan jesteś w kraju. Pan nie wiesz, że zasadniczo u nas kantów robić nie wolno.
– A co mi grozi? – spytał lękliwie Hugo Nosek.
– Jakieś pięć, sześć lat.
– Co?!!! – wrzasnął przerażony detektyw – za głupi kant sześć lat?!!!
– Rozumie się. Pan musisz być ukarany.
– Za co?!
– Dla przykładu, panie. Mówiłem już panu, że u nas ZASADNICZO nie wolno robić żadnych kantów…

czyste ręce

Bardzo jestem ciekawa, czy zainteresowała Was kariera detektywa? Miałam chęć zapytać na wstępie, czy domyślacie się kiedy została napisana, odpowiedź byłaby łatwa, czy trudna?

Nie ma i nic nowego nie będzie pod słońcem. W obracającym się bez przerwy kole wciąż migają nam te same szprychy – powiedział Arthur Conan Doyle. Dla mnie brzmi to trochę pesymistycznie. Wprawdzie na powtarzalność jesteśmy „skazani”, zawsze po zimie będzie wiosna, a po nocy – dzień… ale może nadgryzione przez ząb czasu szprychy w obracającym się kole, choćby z nudów, od czasu do czasu, warto wymienić?

waga

Na wszelki wypadek 😉 przypominam, że pozostaję w klimacie satyry politycznej z lat trzydziestych XX wieku. Mam nadzieję, że nie nudzę?

  rzekła lipa 1937

nawzajem

polityk

A ja tak sobie marzę…

fraszka 4

Korzystanie z utartych schematów to oczywiście nic złego, ale czy nie myślicie, że efekty stają się przewidywalne i w związku z tym pachną nudą? A ja tak sobie marzę, żeby trochę urozmaicić to i owo, wyskoczyć z mundurka…

Sądzę, że nikogo nie muszę przekonywać, że od wieków politycy stosują te same sztuczki. A jakby tak ich zaskoczyć? (Moment chyba odpowiedni?) Jakby tak nie dać się skusić obiecankami-cacankami. Jakby tak zaopatrzyć się w fakty i rzucać w nich tymi faktami, gdzie się da. Wyobrażam sobie… Stoi taki Iksiński na wiecu i krzyczy: – Gruszki będziecie zbierać z wierzby! – To nierealne! – prostują zgodnie słuchający. – Dam wam to, i to, i tamto! – Żeby nam dać, musisz dostać od nas! – odpowiada ktoś. Mówcy pot spływa z czoła. – A tak lubili bajki – myśli. Gubi się… nerwowo zerka na schemat, a tam nic… brak planu B. Nadchodzi w końcu dzień wyborów i kolejna niespodzianka. Kolejki przy urnach. Frekwencja 90-procentowa…

Zapraszam na przedwyborczy, satyryczny przegląd prasy z pierwszego trzydziestolecia XX wieku

fraszka 3
***verba veritatis – słowa prawdy

fraszka 2

fraszka 1

******

obiecanki więcej czynów

******

kelner a członek komisji

Ciąg dalszy nastąpi (oczywiście z przymrużeniem oka)

z przymrużeniem

 

 

Ali Baba objeżdża Polskę

Ali Baby sztuczki
MAGIK: – A teraz pokażę szanownej publiczności największą sztukę: Z tej oto próżnej skrzynki wyjmować będę różne rzeczy, które nigdy w niej nie były… PAN X: – Stop!! Zamawiam u pana tysiąc takich skrzynek na urny wyborcze!

Ali Baba objeżdżał Polskę przedwojenną, prawie wiek minął od tego czasu, a gorzki humor przedwyborczy chyba nadal aktualny. I dziś (tuż, tuż przed oddaniem głosu) wielu ludzi nie jest zdecydowanych na kogo zagłosować i ciągle wielu ulega kampanijnym obiecankom. Z jaką łatwością przyjmują do wiadomości, że 2+2=5. Czy to skutek przedwyborczej amnezji czy bezkrytyczna wiara w słowa? Nie pamiętają, że stojący na scenie nie są debiutantami? A może z plakatów, które pojawiają się co krok wydobywają się tajemnicze fluidy, powodujące, że fakty zacierają się w pamięci, a całokształt przestaje mieć znaczenie?

po wiecu sala nabita
– Widział pan, jak sala była nabita? – Tak, w butelkę!… (humor z lat 30-tych XX wieku)

******

wilcze obietnice
Satyra z lat 30-tych XX wieku
A kuku
Satyra z lat 30-tych XX wieku

******

Aby iść naprzód, trzeba umieć korzystać z doświadczeń przeszłości, a chcąc to czynić, należy mieć o niej dokładne pojęcie. (G. Orwell „Rok 1984”)

******

Dwie strony barykady

239Ac Plovdiv,1892r. International_Fair
1892 rok. Plovdiv

W niedzielę Bułgaria miała swoje Święto Niepodległości odzyskanej na dobre w 1908 roku, po ponad 500 latach niewoli. 22 września powiedziano głośne „nie” Imperium Osmańskiemu. A przy okazji tego święta zadźwięczały mi w uszach słowa Einsteina: Wszyscy z nas, którym leży na sercu pokój oraz zwycięstwo rozumu i sprawiedliwości, muszą sobie dobitnie zdawać sprawę z tego, jak znikomy wpływ mają rozum i szczera dobra wola na to, co dzieje się w sferze politycznej. Smutne, prawda?

1892 rok. Plovdiv

Podczas kilku lat konania Imperium Osmańskiego politycy państw europejskich wielokrotnie, palcem na mapie wyznaczali bałkańskie granice. Ludzi, jak kukiełki, przestawiano z miejsca na miejsce. Najmniej mieli do powiedzenia zainteresowani, zamieszkujący Półwysep Bałkański. Sułtana wspierali swoimi decyzjami Brytyjczycy. To oni przyczynili się do tego, że po zaledwie kilku miesiącach od ustalenia granic Bułgarii międzynarodowym traktatem (podpisanym w 1878 r. po zwycięstwie Rosji nad Turkami), ponownie państwo zostało podzielone (odcięto Wschodnią Rumelię, Trację) i oddane „pod troskliwą opiekę” osmańskiemu władcy. Najwyraźniej turecka granica na Dunaju była na rękę politykom. Akceptowali sułtana, obawiali się wpływów cara, nie brali pod uwagę dążeń Bułgarów, Serbów, Macedończyków, Greków.

Wąwóz XIX wiek

XIX wiek. Na pograniczu podzielonej Bułgarii (między Rumelią i Księstwem Bułgarii)

W Bułgarii wielką „sławę” zapewnił sobie brytyjski konsul Stanisław Graham Bower Saint Clair. Tak się zaangażował w tłumienie chęci odzyskania wolności, że wstąpił do armii sułtana.  W 1878 roku, wtedy kiedy powstawało Księstwo Bułgarii, wzywał do walki Turków mieszkających w Rodopach i zorganizował powstanie, od jego nazwiska nazywane w Bułgarii „Senklerowo wastanie”.  Wycofującym się, przegranym sułtańskim żołnierzom kazał doszczętnie spalić Sofię, na szczęście, jego rozkaz nie został wykonany.  Stanisław Saint Clair (syn Polki) miał w rodzinie wuja walczącego u boku Napoleona, który przecież dla wielu Polaków był nadzieją na odzyskanie wolności. Podobno Stanisław rozumiał potrzebę niepodległości państwa polskiego. Dlaczego tak uparcie nie dawał szansy  innym narodom?

W walkach toczących się na terenie Bułgarii w latach 1877-78 politycy postawili po jednej stronie barykady armię sułtana, a w niej Stanisława i innych Polaków, znajdujących się także w jego najbliższym otoczeniu,   a po drugiej stronie żołnierzy cara, Bułgarów marzących o wolności i TYSIĄCE*** Polaków, z których setki ginęły z ręki… no właśnie, z czyjej ręki? Niewykluczone, że i z ręki rodaka. (***Dane odnośnie liczby Polaków uczestniczących w walkach nie są jednoznaczne; niektórzy twierdzą, że było ich 35000, inni, że około 50000; zginęło najprawdopodobniej ok. 8000-10000 Polaków; w czasie tej wojny oddziały pod dowództwem polskiego generała Rodziszewskiego razem z bułgarską czetą (oddziałem) kapitana Petko Wojwody (przez całe życie walczącego z tureckim najeźdźcą) stanęły naprzeciw Stanisława Saint Clair i jego ludzi).

Polityczne decyzje i wojny najbardziej krzywdzą ludzi niestojących na świecznikach, stanowiących większość. Garstka decyduje o ich losach. Garstka potrafi skrzywdzić, garstka potrafi podzielić.

1912-1913r-First_Balkan_War8 - Kopia
1912 rok. Podczas wojny bałkańskiej

P.S. Po zwycięskiej wojnie (po pokonaniu Imperium Osmańskiego), car Rosji miał nadzieję, że Bałkany staną się jego strefą wpływów. Nie udało mu się osiągnąć celu. Dość szybko i skutecznie Bułgarii udało się pozbyć chętnych „do pomocy” w rządzeniu, w nowo powstałym państwie.

Na zdjęciu nad tytułem: Burgas 1893 r.

1912-1913r-First_Balkan_War11
1912 rok. Podczas wojny bałkańskiej
1912-1913r-First_Balkan_War13
1912 rok. Podczas wojny bałkańskiej
241 Sofia przed 1930r
Sofia – przed 1930 r.

okł.png-szPRa O niektórych faktach historycznych napisałam w ostatniej książce „W bałkańskim kociołku”. Tu znajdują się cytaty z książki.

Za przykładem panującego

Patria nostra in magno periculo est (Ojczyzna nasza jest w wielkim niebezpieczeństwie) – powiedział do swoich żołnierzy rzymski wódz, z którego mowy znam na pamięć spory  fragment i pewnie wyrecytowałabym go półprzytomna, obudzona w środku nocy. Zawdzięczam to mojej Pani profesor od łaciny mówiącej zawsze cichym głosem, posiadającej umiejętność egzekwowania tego i owego, ukrytą pod łagodnością narysowaną na twarzy. I chociaż pamięć z czasem staje się zawodna, niektóre łacińskie maksymy nagle pojawiają się w głowie.

Ad exemplum principis (Za przykładem panującego) – mawiali Rzymianie i te słowa przez wieki przyjęło się odnosić do ludzi, którym brak indywidualnych przekonań, bezmyślnie naśladujących sposób życia, myślenia, postępowania osób wysoko postawionych czy imponujących na przykład bogactwem.

Podróżni opowiadają, że świta dworska obowiązaną jest stosować się we wszystkim do sułtana: jeżeli on kaszlnie lub kichnie, obecni muszą kasłać lub kichać; jeżeli z konia spadnie, wszyscy z koni spaść powinni.

Te zachowania opisane w dziewiętnastowiecznej relacji z czasów Imperium Osmańskiego, należą do skrajnych (są też trochę przerysowane), ale… Ad exemplum principis – myślę, gdy obserwuję współczesną rzeczywistość. Wielu ludzi chełpiących się przynależnością do elity mentor(polityków, dziennikarzy, biznesmenów) „organizuje” powtarzające się zbyt często pokazy braku taktu, braku kultury bycia i braku umiejętności posługiwania się językiem literackim. Pewnie nie razi to tych, dla których kiepskie maniery i wulgaryzmy, co kilka słów, wydają się być na porządku dziennym, ale… może właśnie dla nich elity powinny być pozytywnym wzorem? Żenujący poziom niektórych osób publicznych skłania do smutnych refleksji. Nie mam wątpliwości, że znajdują oni ślepych naśladowców, którzy odkąd istnieje ludzkość byli, są i będą, i niestety, jakość „śmietanki” przekłada się na ich jakość. Czy aż tak spadły wymagania? Zastanawiam się dlaczego niemała grupa ludzi na przykład głosując na polityków w wyborach, nie zwraca uwagi na ich poziom intelektualny i osobistą kulturę. Skąd niechęć niektórych do porównywania „faktów” z faktami?…

No cóż… Ad feliciora tempora! Do lepszych czasów! – powiem na koniec.