Archiwa tagu: retro

Wirus wydał wyrok: – Areszt domowy!

Pozostaje się zastosować. Na szczęście są książki i filmy, no i w domu jest prawie zawsze ileś rzeczy do zrobienia, a więc nuda nie musi się wkraść w życie. Internet już dawno temu zawojował świat, ale teraz, bez wątpienia, będzie mógł grać pierwsze skrzypce. Kipi wiadomościami o koronawirusie, na pewno są przygnębiające, staram się od nich oderwać, bo panika jest nie mniej zaraźliwa, niż sam wirus. Może przyda się na poprawienie nastroju odrobinka poważnych i mniej poważnych doniesień z minionych stuleci.

Uwaga, uwaga! Na dziś jak znalazł: wszelkie całowanie nie jest zdrowe – poważne stwierdzenie z roku 1895.
W niższych szkołach, szczególnie żeńskich, panuje zwyczaj całowania rąk nauczycielkom i katechetom. Otóż w Budapeszcie, na wniosek rady szkolnej, poparty przez starszego fizyka miejskiego, który orzekł, że całowanie rąk, jak w ogóle wszelkie całowanie, przyczynią się do rozszerzania chorób zakaźnych, magistrat wydał cyrkularz do dyrektorów szkół stołecznych, w którym nauczycielom i nauczycielkom jak najsurowiej odtąd wzbroniono dawać się uczniom, a względnie uczennicom w ręce całować.

Humor

Kiedy jeszcze Rotszyldowie byli w Wiedniu, stary wiedeński Rotszyld zamiast własnym powozem pojechał kiedyś do teatru fiakrem. Wysiadając, wręcza fiakrowi trzy korony. Krotochwilny fiakier, który wiedział kogo wiezie, grzecznie uchylił kapelusza i dobrodusznie zaznaczył:
— Kiedy mam zaszczyt wozić syna pana barona, dostaję zawsze pięć koron za kurs…
Na co Rotszyld, bez wahania:
— Wierzę ci, człowieku. On sobie może na to pozwolić — ma takiego bogatego ojca…

humor lata 30
Lata 30-te XX wieku

***

W starym kinie

Do starego kina nie ma biletów wstępu. Każdemu, kto ma ochotę na rozrywkę wywołującą uśmiech polecam kolorową komedię (także dosłownie) z Shirley MacLaine i Dean’em Martin’em –  „Dziewczyna w hotelu” z 1961 roku.

Bardzo polecam oscarowy film „Butch Cassidy i Sudance Kid” (z 1969 r. – też w kolorze) z rewelacyjnymi rolami Roberta Redforda i Paul’a Newman’a, i muzyką Burt’a Bacharach’a w tle. Panom powierzono role autentycznych postaci, żyjących na przełomie XIX/XX wieku, trudniących się napadami na banki i pociągi, od czasu do czasu próbujących żyć uczciwie. Pomimo profesji, obaj wzbudzają sympatię. Film jest luźno oparty na faktach, bo nie są znane ostatnie lata ich życia (istnieją tylko domysły). Dialogi są pełne humoru, Oscara za scenariusz dostał William Goldman.

Film nagrodzono także Oscarami za: zdjęcia, muzykę (Burt’a Bacharach’a) i piosenkę „Raindrops Keep Fallin’ on My Head” (jest poniżej, śpiewa B.J. Thomas).  (tu znajduje się ta piosenka na YouTube)

 

***

Księgarnie internetowe pracują, a więc każdego kto nie miał okazji zajrzeć do mojego świata, zapraszam (tu są fragmenty książki).

by zyć wolniej wyd bernardinum

Dałam się uwieść czarowi… starych pocztówek

Zapraszam dziś na obrazkowy wpis. Temat przewodni: miłość na starych kartkach, którym nie ubywa czaru. Lubię na nie patrzeć (nawet jak są trochę przesłodzone, przerysowane) i mam nadzieję, że Państwu też się spodobają. Chyba rzadko na współczesnych pocztówkach spotyka się zdjęcia ludzi (a może nawet wcale?).

Te zamieszczone poniżej są z lat 1901-1922. Przeważają na nich pary, chociaż miłość nie jest zarezerwowana tylko dla życiowych partnerów, czy wyłącznie dla ludzi.

Bogaty wujaszek, lista prezentów i wpadki Mikołaja

„Nadejdzie wreszcie wieczór, na śnieg zarzuci płaszcz szary i rozpocznie się wtedy wigilijna godzina czarów.” Tak pisał Jan Orski w 1938 roku. Czy magia Świąt nadal działa? Chyba tak. I na pewno warto ją pielęgnować.

Nadejście godziny czarów poprzedzają czasem gorączkowe przygotowania.  Wigilijna wieczerza ma smaki i zapachy, które zapisuje pamięć. Na zawsze pozostają wiernymi towarzyszami wspomnień.

Te kilka zdań napisałam w ubiegłym roku. O tej porze są zawsze aktualne, a więc to i owo zdecydowałam się przypomnieć poniżej, także z innych moich tekstów, z grudnia Anno Domini 2018.

1930 r-crop

Mikołaj, jak co roku, zabiegany. Nie wszyscy ułatwiają mu zadanie, nie wszyscy piszą prośby, więc to tu, to tam, skrada się podsłuchać o czym marzy ten i ów, bo serce ma dobre i chciałby każdemu podarować wymarzony prezent. Im bliżej Świąt, tym więcej pracy. Zdarzają się więc pomyłki. O jednej dowiedziałam się z pewnego listu…

Kochany Mikołaju

Mam nadzieję, że prośba została spełniona. 🙂

Pod tytułem „Jeśli masz bogatego wujaszka, a święta tuż, tuż…” pojawił się tu u mnie wpis adresowany do osób, które postanowiły wyręczyć Mikołaja.

Nie każdemu udaje się szybko wybrać prezent. Czasem wydaje się, że już wiesz i nagle odzywają się rozterki: – Czy ten jest odpowiedni?… Czy na pewno się spodoba?… A może by tak?… Z pomocą niezdecydowanym przychodzą medialne reklamy. „Czy Twój bogaty Wujaszek ma radio? Tak?! Kup mu głośnik Philipsa, a głos jego zaważy przy zapisie majątku” – radziła gazeta w 1928 roku.

ABCpismo codzienne 1928-crop

Zacytowałam krótkie fragmenty z mojej pisaninki sprzed roku. Wszystkich, którym nie zabrakło cierpliwości i czasu, zapraszam do wpisu „Boże Narodzenie i przedświąteczna temperatura w czasach pradziadków„, kiedy to nie zapominano o cnocie oszczędności.

1929r.polskiej kobiecie

 

karp wigilijnyNa zakończenie przepis retro na karpia (też był już publikowany).

Karpia, ważącego około 1 i 1/2 kilo, sprawić, osolić i po godzinie obetrzeć bibułką z wilgoci. Na półmisek, na którym ma się piec, kładzie się kawałek masła, wciska na karpia sok z cytryny, posypuje siekaną cebulą, okłada kawałkami masła, wlewa łyżkę smaku z jarzyn i wstawia do gorącego pieca. Ryba piecze się 15—25 minut, powinna być rumiana; podaje się z półmiskiem, na którym się piekła i polewa gorącem masłem.

P.S. Nigdy nie dostałam rózgi od Mikołaja, a nawet poważnie wątpiłam w istnienie takiego prezentu, ale… skoro ktoś uwiecznił go przy takiej oto pracy… kto wie?

mikołaj

Tego przyjaciel twój ci nie życzy

A ja znowu o świętach. Zbliżają się szybkim krokiem. Mikołaj zarzucony zamówieniami za chwilkę zajmie się zmaterializowaniem marzeń. No, może nie wszystko mu się uda, nie każdy wyśniony prezent pojawi się pod choinką, ale przecież nie to jest najważniejsze. Liczy się przede wszystkim ciepła atmosfera.

Prezenty cieszą, ale nie mają takiej mocy jak szczere życzenia, które wciskają się do serca, budzą nadzieje, dodają wiary… a jak jest wiara, do spełnienia pozostaje już tylko jeden krok.

Tłumy życzeń pojawiają się przed świętami. Krótkie, długie, wierszowane, napisane prozą, liryczne, satyryczne, przeróżne… zapełniają internetowe strony. Z gotowych pomysłów korzysta na pewno wielu ludzi i nie inaczej było w czasach prapraprapra…dziadków. Życzenia na każdą okazję można było bez trudu znaleźć. Troszkę (a może bardzo) nietypowymi, napisanymi prawie 200 lat temu, zakończę dzisiejszy wpis.

W zbiorku z roku 1832 zapewniano, że: Najpiękniejszym przymiotem serca jest wdzięczność. Nie każde z was lubo czując w sercu uniesienie, jest zdolnem do wysłowienia onego, a zwłaszcza w sposobie płynnym i pięknym, jakiego zwykle uroczystość wymaga. We wnętrzu znalazły się między innymi powinszowania zawierające czarny humor, ale chyba i dziś zdarza się takie spotkać.

wiele lat

mąż na mary

Zatwardziały grzesznik, którego ani piekło kar, ani czyściec aresztu poprawić nie mogą

Zawsze lubiłam słuchać rodzinnych opowieści o tym, jak wyglądało kiedyś życie. Po latach zdarza mi się żałować, że zadawałam zbyt mało pytań. Znamy daty i wydarzenia historyczne, ale ginie wśród nich codzienność, proza życia, ludzkie charaktery i ludzkie odczucia…

Czy jesteście, Państwo, ciekawi kto jest tym niereformowalnym człowiekiem, tytułowym zatwardziałym grzesznikiem? Już odpowiadam: – Warszawski dorożkarz w roku 1880.

W 1880 dorożkarz

I jeszcze jedna ciekawostka (mam nadzieję, że to nie tylko moja opinia? 😉 ). Wiele osób czytających mojego „kociołka” (ostatnią książkę) zwraca uwagę na „obowiązujące” na Bałkanach tempo życia, do którego ja przywykłam (ma naprawdę wiele zalet), a gdy zdarza mi się o tym zapomnieć, nawet na chwilkę, mój Mąż (nieodrodne dziecko Bałkanów) nie waha się przypomnieć. Okazuje się, że maksyma Festina lente – spiesz się powoli – obowiązywała także w Polsce. No może nie wszystkich, na pewno „omnibusiarzy” w roku 1880. „Arki Noego” (tak Warszawiacy nazywali swoje omnibusy) odbywały kursy „z powagą, której podobieństwo chyba tylko w koloniście niemieckim, z fajką za pługiem chodzącym, odnaleźć by można. Komu pilno, ten do warszawskiego omnibusa nie siada; zabierają w nim miejsca ci tylko, którzy wiele chodzić nie mogą, albo też, znużeni kilkogodzinną bieganiną, pragną wypocząć.”

W 1880 omnibus m

P.S. Na obrazie nad tytułem – Warszawa w 1873 roku; widok z wieży kościoła Ewangelicko – Augsburskiego przy ulicy Królewskiej. Teksty na zdjęciach są z 1880 roku.

Padło tu dziś słowo „dorożka”, z którym ja mam zawsze to samo skojarzenie. Gdziebym nie była, jeśli widzę dorożkę, natychmiast odzywają się w mojej głowie słowa: zaczarowana dorożka, zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń… Nie mogłam sobie odmówić zamieszczenia wiersza Gałczyńskiego, choć jego dorożka pojawiła się w Krakowie, a nie w Warszawie.

zaczarowana dorożka-side

Słowa skreślone naprędce na skrawku papieru

Bardzo cenię sobie istnienie internetu. Tempo przekazywania informacji, zdjęć czy filmów to wielkie udogodnienie, ale… Tak jak w większości sytuacji, tak i w tym przypadku nie mogło zabraknąć „ale”, ceny, którą płacimy za postęp, udoskonalenia. Klawiatura zastąpiła długopis, a maile wyeliminowały konieczność pisania tradycyjnych listów. I chociaż jest szybciej i listytaniej, prysnął ich czar, wielu ludzi z nich zrezygnowało.

Może nawet są dziś tacy, którzy nie znają uczucia czasem pospiesznego otwierania koperty i nigdy nie słyszeli szelestu kartki, zapisanej ręką bliskiej osoby.  (…) Każdy list był całą niepowtarzalną historią, którą tworzyli wspólnie nadawca i i adresat. Ten pierwszy zastanawiał się niekiedy długo nad wyborem papieru i koperty, bo one mogły podkreślić charakter, jaki miał mieć list. (…) Patrząc na litery kreślone powoli lub szybko, ze spokojem lub nerwowo, odbiorca czuł emocje towarzyszące pisanym słowom. Mógł też czuć rodzaj bliskości z nadawcą, podczas gdy dotykał tego samego skrawka papieru. papryka przepisNapisałam te słowa w jednej z moich książek i „odżyły” we mnie w bardzo prozaicznej sytuacji. Spojrzałam na kosz papryki i chociaż jej przeznaczeniem było przeistoczyć się w ajwar, sięgnęłam po przepis naprędce („na kolanie”) skreślony przez mojego Tatę, na (dosłownie) skrawku papieru, który nie miał szczególnej ważności, gdy żyli moi Rodzice. Teraz biorę go do ręki i czuję tę bliskość, o której wspomniałam w swojej książce. Oddarty kawałeczek papieru nabrał znaczenia… Czy byłoby tak, gdyby był kartką wyplutą przez drukarkę? Chyba jednak nie.

paprika-6A ponieważ o papryce i przepisach mowa, przypominam receptę na bałkańska pastę.

Ajwar

1,2 kg papryki / 0,8 kg bakłażana

– upiec na grillu lub w piekarniku (po upieczeniu obrać ze skórki i usunąć gniazda nasienne); zmielić; zmiażdżone składniki przełożyć do głębokiej patelni z oliwą z oliwek (+-100 ml) na dnie, dodać +-1 łyżkę octu winnego, sól i pieprz (do smaku), troszkę cukru, czosnek (2-4 zmiażdżone ząbki), 1/2 pęczka pokrojonej natki pietruszki. Gotować na wolnym ogniu. Pasta jest gotowa wtedy, kiedy po zamieszaniu łyżką – ślad pozostaje dłuższą chwilę. Po przełożeniu do słoików pasteryzować 15-20 minut.

Wszystko wre i kipi, aż iskry lecą spod piór dziennikarskich

rys 1880 r

Pozostaję w przedwyborczym klimacie świata retro. Dziś zapraszam do roku 1904. Myślę, że temat „wybory” nie może być obojętny, niezależnie od stopnia zaangażowania w bieżące wydarzenia polityczne (jeśli oczywiście lubi się samemu decydować o sobie (czy są tacy, którzy nie lubią?)). Temat ważny, ale to nie znaczy, że nie wypada spojrzeć na niego z przymrużeniem oka. Z satyry, jak z bajki, morał często wynika…

fałszywie i głośno

dwie strony 1904 r

Kandydatowi na posła!
Stasiu, daj buzi, dzielny z Ciebie chłopak,
gdy nie wszyscy mogą mieć los na usługi,
tobie życie nigdy nie idzie na opak,
bo Ty sobie radzisz jak Salomon drugi.
Zawsześ uśmiechnięty i dla wszystkich słodki,
choć na bożym świecie różnie różnym bywa,
Ty mój — Ty, Stasiu, masz sekretne środki,
za pomocą których spływasz jak oliwa.
Dla popularności, gdy Cię chęć przenika
wynurzenia myśli, zrodzonych w Twej głowie,
często wkraczasz nawet w progi rzemieślnika,
a wszędzie krzywd masz temat i to, co się zowie.
Słowem, mając czoło, sprytu nie-troszeczkę,
chocieś ni pobożny, ni też niedowiarek,
postawiwszy Bogu zapaloną świeczkę,
diabłu zaraz potem zapalasz ogarek.
Dobrze robisz, Stasiu! serce Twe kołacze,
niech się zawsze rządzi zasadami swemi,
bo to jest rzecz znana, że kto zręcznie skacze,
ten umie wysoko wznieść się na tej ziemi.
Zbutwiałe przesądy, niewiele dziś warte,
rozum jednak ciągle podnosi się w cenie
i nie jeden gotów postawić na kartę,
w polityce ograne już mocno sumienie.
Basuj więc Staśku, gdy jesteś w potrzebie,
za niewielką pracę masz chleba po uszy,
gdy tymczasem inny, zdolniejszy od Ciebie
za swój dziwny upór, jak pustelnik suszy.

O! tak, wszystkim basuj, ogniotrwałej kasie, basuj szlachcicowi, co swą tarczę ceni, basuj każdej sprawie, która jest na czasie, basuj za kawałkiem wyborczej pieczeni;
Niech Cię spokój duszy, wcale już nie nęci, i nie zważaj na to mój poczciwy chłopie, że za Twoje niby jak najlepsze chęci, wyborcy Tobą gardzą, a diabeł Cię kopie.

za kim głosuje

Ach, wybory! Co? Wybory! Wszystko wre i kipi, aż iskry lecą spod piór dziennikarskich, a plakaciarze robią majątki, a to wszystko dlatego, że wybiera lud, wybiera społeczeństwo. – Dobrze! Ale w mieście jakoś całkiem cicho. Japońska cywilizacja zaczyna coraz więcej i silniej zaglądać do nas, skutkiem czego, każdy cywilizowany człowiek uważa wybory za szopę, za hecę i nikt z ludzi kulturalnych nie bierze na serio awantury robionej pod hasłem zysku, pomocy dla kraju, dźwignięcia przemysłu krajowego, urządzenia kanałów i innych balonów bez steru moralnego. Kiedy człowiek przypatruje się tym przedwyborczym zgromadzeniom, to doprawdy, przypomina mu się grono plotkarek pseudo inteligentnych, które umieją znaleźć ton w wywyższaniu siebie w skrajnym egoizmie i bezwarunkowym chwaleniu czynów, które zależą przeważnie od brawury językowej, a których esencją jest tylko frazes, a mową plagiat literacki.
I na takie zgromadzenia chodzą nasze: świeczniki, nasi luminarze społeczeństwa i słuchają bajd wygłaszanych przez kandydatów, zależnych czynami i zapatrywaniami już na pierwszy rzut oka. Bo i prosto rzecz biorąc, kto śmiałby twierdzić, że taki X. albo i Y. nie są tylko pionkami w ręce wielkiej, czy oni są w stanie cośkolwiek zrobić?
Śmieszne jest to twierdzenie i jeżeli tu może być jakowa myśl lub sens w dzisiejszych wyborach, to już wybrać by należało człowieka bezwarunkowo wolnego od władzy nad sobą, człowieka, który może powiedzieć prawdę w oczy i nie liczyć się z niczym, a już najmniej z tymi, którym ma być wyższą instancją.
Dlatego do tej chwili biorąc moje pisanie tylko poważnie, P. mógłby być tym człowiekiem, tym posłem, ale cóż, kiedy on widzi, że walka z ogólnym ogłupieniem i niepojmowaniem stanu rzeczy jest za trudną — jeszcze bowiem wciąż dziś szuka się wyborcy, a nie szuka człowieka.

ryc 1904r

Wracam na chwilkę do teraźniejszości. Kampania przedwyborcza trwa. W szranki stanęli politycy i komentatorzy. Bombardują się nawzajem słowami. Huk wybuchów zagłusza myśli w niejednej głowie… Może to przewidziany efekt? A gdyby tak autor zacytowanych wyżej słów przeniósł się w czasie, o 115 lat do przodu? Gdyby znalazł się w październiku 2019 roku? Chyba nie byłby zaskoczony?

I pytanie z roku 1904

pytanie 1904r

Kariera detektywa Noska

To i owo piszę na tej stronie, czasem wklejam fragmenty moich książek; dla urozmaicenia postanowiłam od czasu do czasu zaserwować historyjki nie przeze mnie napisane. O karierze pewnego detektywa napisał prawie 100 lat temu anonimowy literat.

detektyw HugoUkończywszy szkołę im. Sherlocka Holmesa i trzyletnią praktykę w Scotland Yardzie, detektyw Hugo Nosek wrócił do kraju, aby się poświęcić praktyce prywatnej. Już w dwa miesiące potem otrzymał doskonałą posadę w Domu Towarowym. Żywo zabrał się do dzieła. Przeszedł się po gmachu raz i drugi, zajrzał do piwnic, przypatrzył ekspedientom i pięknie wyondulowanym bóstwom, obsługującym klientelę, porachował wchodzących i wychodzących, gdzieś zatelefonował, coś zapisał w notesiku i w kilka godzin po objęciu posterunku, meldował: – Wykryłem niesłychaną grandę. Cała ta firma, to stek afer. Klientom sprzedaje się towar wybrakowany, jako pierwszy sort. Operuje się fałszywymi wekslami. Trzy najładniejsze ekspedientki są w niedopuszczalnie zażyłych stosunkach z szefem sprzedaży i co dzień każda wynosi sztukę materiału, którą…
– Frajer – parsknął śmiechem główny detektyw – toś pan miał co wykrywać! Przecież to wszyscy wiedzą… A najlepiej dyrektor naczelny…
Hugo Nosek otworzył usta i oczy, zamilkł, podrapał się w wygolony podbródek i… nazajutrz zmienił posadę. Nawet dobrze zrobił, bo ta druga posada, w kartelu pułapek na jeże (najnowszy patent, z automatycznym dzwonkiem i licznikiem) była o wiele lepiej płatna. Toteż Hugo Nosek z zapałem wziął się do pracy i już na drugi dzień złożył wizytę prezesowi rady nadzorczej.
– Przykro mi, panie prezesie – mówił – ale niech się pan przygotuje na złą nowinę…
– Co się stało? – przestraszył się prezes.
– Musi pan cały kartel zamknąć do kryminału. Wszystkie bilanse za ostatnie ośm lat fałszywe. Pozycje „długi zagraniczne“ są fikcyjne. Służą tylko do wywożenia zysków zagranicę. To samo pozycje opłat za licencje od rzekomo zagranicznego patentu na liczniki do pułapek. Patent jest własnością dyrektora naczelnego, tylko zarejestrowany w Berlinie. Po-zatem tantiemy…
– Myślałem, że naprawdę coś złego – odetchnął prezes – jak pan może mnie niepokoić! Przecież pan wie, że mam astmę!
– Jak to nic strasznego? – zdziwił się detektyw – to nic strasznego, że cały kartel…
– A w ogóle nie wsadzaj pan nosa w nie swoje sprawy, jeżeli pan nie chce stracić tak dobrze płatnej posady!… Hugo Nosek wyszedł bez pożegnania i nazajutrz znów był bezrobotny. Nie tracąc jednak nadziei w to, że ostatecznie taki talent i tyle wykształcenia nie zmarnują się w kraju, energicznie zaczął szukać zajęcia. W tydzień potem objął stanowisko dyskretnego obserwatora w „Urzędzie Zakupów Szpagatu”, a w dziewięć dni składał raport naczelnikowi.
– Starszy referent Kuśmidrowicz…
– Co Kuśmidrowicz? – spytał groźnie naczelnik. Detektyw stropił się na chwilę. Pamiętając poprzednie doświadczenia, rzekł ostrożnie.
– Ma pewne grzeszki na sumieniu…
– Co takiego? Kuśmidrowicz? Nieprawda! Z taką protekcją, jaką ma Kuśmidrowicz…
Hugo Nosek chrząknął i zmienił temat.
– Referent Pieczonka…
– Pieczonka jest szwagrem Bandziołkiewicza! – warknął szef.
– Hm… Młodszy referent Mandel…
– Należy do związku, ostrzegam pana!
– To w takim razie, moje uszanowanie!
Po dwu tygodniach Hugo Nosek wywiesił na drzwiach tabliczkę „Prywatny Kartel Zakupów Szpagatu” i zaczął robić interesy wedle zaobserwowanych osobiście zwyczajów. Z początku szło mu nawet nieźle, ale krótko, bo już w trzy tygodnie po uruchomieniu interesu siedział w kryminale. Gdy go obrońca (radca prawny kartelu pułapek na jeże), spytał, co mu właściwie do łba strzeliło puszczać się na brudne afery, strapiony detektyw odparł:
– Myślałem, że tu taki zwyczaj… że to wolno… wszyscy to samo robili…
– No tak – skrzywił się adwokat – ale przecież pan nie masz żadnych stosunków. Przecież zaledwie miesiąc, jak pan jesteś w kraju. Pan nie wiesz, że zasadniczo u nas kantów robić nie wolno.
– A co mi grozi? – spytał lękliwie Hugo Nosek.
– Jakieś pięć, sześć lat.
– Co?!!! – wrzasnął przerażony detektyw – za głupi kant sześć lat?!!!
– Rozumie się. Pan musisz być ukarany.
– Za co?!
– Dla przykładu, panie. Mówiłem już panu, że u nas ZASADNICZO nie wolno robić żadnych kantów…

czyste ręce

Bardzo jestem ciekawa, czy zainteresowała Was kariera detektywa? Miałam chęć zapytać na wstępie, czy domyślacie się kiedy została napisana, odpowiedź byłaby łatwa, czy trudna?

Nie ma i nic nowego nie będzie pod słońcem. W obracającym się bez przerwy kole wciąż migają nam te same szprychy – powiedział Arthur Conan Doyle. Dla mnie brzmi to trochę pesymistycznie. Wprawdzie na powtarzalność jesteśmy „skazani”, zawsze po zimie będzie wiosna, a po nocy – dzień… ale może nadgryzione przez ząb czasu szprychy w obracającym się kole, choćby z nudów, od czasu do czasu, warto wymienić?

waga

Na wszelki wypadek 😉 przypominam, że pozostaję w klimacie satyry politycznej z lat trzydziestych XX wieku. Mam nadzieję, że nie nudzę?

  rzekła lipa 1937

nawzajem

polityk

A ja tak sobie marzę…

fraszka 4

Korzystanie z utartych schematów to oczywiście nic złego, ale czy nie myślicie, że efekty stają się przewidywalne i w związku z tym pachną nudą? A ja tak sobie marzę, żeby trochę urozmaicić to i owo, wyskoczyć z mundurka…

Sądzę, że nikogo nie muszę przekonywać, że od wieków politycy stosują te same sztuczki. A jakby tak ich zaskoczyć? (Moment chyba odpowiedni?) Jakby tak nie dać się skusić obiecankami-cacankami. Jakby tak zaopatrzyć się w fakty i rzucać w nich tymi faktami, gdzie się da. Wyobrażam sobie… Stoi taki Iksiński na wiecu i krzyczy: – Gruszki będziecie zbierać z wierzby! – To nierealne! – prostują zgodnie słuchający. – Dam wam to, i to, i tamto! – Żeby nam dać, musisz dostać od nas! – odpowiada ktoś. Mówcy pot spływa z czoła. – A tak lubili bajki – myśli. Gubi się… nerwowo zerka na schemat, a tam nic… brak planu B. Nadchodzi w końcu dzień wyborów i kolejna niespodzianka. Kolejki przy urnach. Frekwencja 90-procentowa…

Zapraszam na przedwyborczy, satyryczny przegląd prasy z pierwszego trzydziestolecia XX wieku

fraszka 3
***verba veritatis – słowa prawdy

fraszka 2

fraszka 1

******

obiecanki więcej czynów

******

kelner a członek komisji

Ciąg dalszy nastąpi (oczywiście z przymrużeniem oka)

z przymrużeniem

 

 

Ali Baba objeżdża Polskę

Ali Baby sztuczki
MAGIK: – A teraz pokażę szanownej publiczności największą sztukę: Z tej oto próżnej skrzynki wyjmować będę różne rzeczy, które nigdy w niej nie były… PAN X: – Stop!! Zamawiam u pana tysiąc takich skrzynek na urny wyborcze!

Ali Baba objeżdżał Polskę przedwojenną, prawie wiek minął od tego czasu, a gorzki humor przedwyborczy chyba nadal aktualny. I dziś (tuż, tuż przed oddaniem głosu) wielu ludzi nie jest zdecydowanych na kogo zagłosować i ciągle wielu ulega kampanijnym obiecankom. Z jaką łatwością przyjmują do wiadomości, że 2+2=5. Czy to skutek przedwyborczej amnezji czy bezkrytyczna wiara w słowa? Nie pamiętają, że stojący na scenie nie są debiutantami? A może z plakatów, które pojawiają się co krok wydobywają się tajemnicze fluidy, powodujące, że fakty zacierają się w pamięci, a całokształt przestaje mieć znaczenie?

po wiecu sala nabita
– Widział pan, jak sala była nabita? – Tak, w butelkę!… (humor z lat 30-tych XX wieku)

******

wilcze obietnice
Satyra z lat 30-tych XX wieku
A kuku
Satyra z lat 30-tych XX wieku

******

Aby iść naprzód, trzeba umieć korzystać z doświadczeń przeszłości, a chcąc to czynić, należy mieć o niej dokładne pojęcie. (G. Orwell „Rok 1984”)

******

Nadchodzi jesień, roztargniona malarka

kal.1900r.4mjpg

Podobno w tym roku, wyjątkowo, tego samego dnia (23 września) zaczyna się jesień astronomiczna i kalendarzowa. Z wielkim smutkiem mówię mojej ukochanej porze roku: – Żegnaj. Żeby poprawić sobie humor sięgnęłam po poważne i mniej poważne doniesienia z XIX wieku.

wystawa 22.09.1876 r
22 września 1876 roku

 

otrygi 1883r
– Panie doktorze, czy pan ostrygi uważa za zdrowe? – Bardzo zdrowe, przynajmniej w całej mojej praktyce nie leczyłem ani jednej. (wrzesień 1883 r.)

Satyryczny kalendarz z roku 1900 daje taki oto przepis na październik.

kal.1900rm.październik

I prosto z roku 1900 zagadka, figielek, anagram… 🙂

zagadka

W Sopotach na piasku

Lato to moja ulubiona pora roku. To także czas urlopów, krótszych lub dłuższych wyjazdów między innymi nad polskie morze.

Znalazłam kiedyś pocztówkę wykonaną między 1910 – 1914 rokiem pokazującą jak „w Sopotach na piasku” spędzali czas plażowicze.  Stroje nie wydają mi się najwygodniejsze (może tego dnia nie było upalnie?), ale lubię popatrzeć jak to drzewiej bywało.

poczt.Sopot 1910-14

Muszę jeszcze wspomnieć o moim „kociołku”, który nie dotarł wszędzie (jest m.in. w niektórych salonach EMPiKu) i muszę podziękować osobom, które poświęciły chwilkę, żeby ocenić książkę. Pierwsze opinie pojawiły się w Gandalfie. Dziękuję ❤

Gandalf

Fragmenty książki „W bałkańskim kociołku”