Archiwa tagu: satyra

Myślenie chyba mi szkodzi?

dlaczegoMam chęć zamilknąć na chwilkę. Powód? Prozaiczny. W mojej głowie wyrosło tajemnicze drzewo rodzące owoce o nazwie: pytania. W każdym pesteczkę zastępuje słowo „dlaczego” (z oogrooomnym znakiem zapytania). Bum! – słyszę i wiem, że spadło kolejne, dojrzałe pytanie. Niestety, mój mózg chyba wybrał się na urlop (na pewno leniuchuje), bo nie podsuwa sensownych odpowiedzi (czy można w takim stanie napisać coś mądrego??!!!).

ból głowy„Odkryłam” też, że ostatnio dziwię się nieustannie. Dziwię się, że brak taktu, że jakoś mniej wrażliwości i że tyle arogancji wokół, i że ludzie to ludzie, a nie wilki, co to się nawzajem nie zjadają. Dziwię się, że kultura słowa kurczy się jak wełniany sweterek wrzucony do wrzątku. Dziwię się, że życie zaczyna przypominać to z orwellowskiego „Roku 1984”. Dziwię się, że do współczesnej rzeczywistości wkradają się scenki żywcem przeniesione ze problemśredniowiecznego świata (a wszystko to bez używania machiny czasu lub czarów-marów; kto by pomyślał, że się da?).

Dziwię się i dziwię… Dziwię się, jakbym obudziła się na innej planecie. Eeee, to jakiś absurd. Chyba jednak jestem tu, gdzie byłam? Może tylko spałam zbyt długo i nadziwić się nie mogę, ile to się, panie dzieju, zmieniło. Może zamiast powtarzać przeciągłe – Ooooooo!??? – lepiej zamilknąć, pogapić się, zrobić pstryk i wyłączyć myślenie? Może myślenie wcale nie jest zdrowe?

pytam

Co widać i czego nie słychać

Dawno temu pewien pan napisał książkę „Co widać i czego nie słychać”. Nazywał się Claude Frederic Bastiat, a żył w pierwszej połowie XIX wieku. Był ekonomistą i filozofem. – Nuda – pomyślą niektórzy. Ja Frédéric Bastiat (1801-1850)odpowiem: – W tym przypadku nie. Pan Bastiat był człowiekiem posiadającym język giętki i poczucie humoru, dzięki czemu jego dzieło czyta się lekko i jest ono odpowiednie dla ekonomicznych laików. Prawdy jakie się tam znajdują są oczywiste i na pewno znane większości, bo chyba nie przesadzę, jeśli powiem, że ekonomistą jest po trosze każdy, kto gospodaruje zarobionymi pieniędzmi, prowadzi dom. Pomimo tego wielu ludzi obawia się oceniać niektóre działania podejmowane odgórnie (na szczeblu rządowym), a z ust wypływa argument: Ja nie jestem specjalistą. Czy słusznie? Czy należy przyjmować wszystko do wiadomości, wyłączając logiczne myślenie? Sądzę, że nie. Nie umiem zrozumieć dlaczego dla tej samej dużej grupy ludzi, brak gospodarności w rodzinie jest naganny, a w państwie niekoniecznie?

Pan Bastiat napisał w imieniu producentów świec, lamp, latarni bardzo słynną petycję do członków Izby Deputowanych, chcących uwolnić rynek od zagranicznej konkurencji. Jak myślicie, kto jest najpotężniejszym wrogiem wytwórców oświetlenia? Już podpowiadam: SŁOŃCE.

„Panowie:

Jesteście na dobrej drodze. Przychodzimy, aby zaoferować wam cudowną okazję do zastosowania Waszej – jak winniśmy to nazwać? Waszej teorii?

Cierpimy z powodu rujnującej konkurencji zagranicznego rywala, który najwyraźniej pracuje w warunkach tak dalece dla produkcji światła lepszych niż nasze, że zalewa nim nasz krajowy rynek po niesłychanie niskiej cenie; od momentu, kiedy się pojawia, nasza sprzedaż zamiera, wszyscy konsumenci zwracają się do niego, a branża francuskiego przemysłu, której odgałęzienia są niezliczone, doprowadzana jest nagle do całkowitej stagnacji. Rywal ten, którym jest nie kto inny niż Słońce, prowadzi przeciw nam wojnę tak bezlitośnie, że podejrzewamy, iż został podburzony przeciw nam przez perfidny Albion (obecnie znakomita dyplomacja!), zwłaszcza, że ma dla tych wyniosłych wyspiarzy wzgląd, którego nie okazuje nam.

Prosimy Was, byście byli tak dobrzy i uchwalili ustawę wymagającą zamknięcia wszystkich okien, okiennic, świetlików, wewnętrznych i zewnętrznych żaluzji, zasłon, okien z kwaterami i rolet – krótko mówiąc wszystkich otworów, dziur, szpar i szczelin, przez które światło słoneczne ma w zwyczaju wpadać do domów ze szkodą dla uczciwych gałęzi przemysłu, którymi, jesteśmy dumni móc powiedzieć, obdarzyliśmy ten kraj, kraj, który nie może, bez zdradzania niewdzięczności, opuścić nas dziś w tak nierównej walce.”

Ta petycja (zacytowałam tylko fragment) to satyra mająca zwrócić uwagę na pewne problemy i sposoby argumentacji, ale czy nie wynika z niej, że wszystko da się wytłumaczyć? Populizm istniał, istnieje i będzie istniał. Wiem, że nie należy mu ulegać, natomiast nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie: Jak to się dzieje, że w dzisiejszej rzeczywistości zatacza coraz szersze kręgi? 

I jeszcze dwa cytaty:

„Musisz dostarczyć mi zajęcie, i to zajęcie zyskowne. Głupio wybrałem dziedzinę działalności i przynosi mi ona straty. Jeżeli nałożysz dwudziestofrankową kontrybucję na mych rodaków, moja strata zamieni się w zysk. A zysk jest wszak moim prawem, musisz mi go zapewnić.”
Społeczeństwo słuchające tego sofisty, obciążające się podatkami, by go zadowolić, nieświadome, że strata, jaką przynosi dany przemysł, nie przestaje być stratą, jeżeli zmusi się innych do jej pokrycia, takie społeczeństwo zasługuje na brzemię, jakie dźwiga.

***

Im bardziej bada się postępowe sekty, tym bardziej wzrasta przekonanie, co leży u ich podstaw: ignorancja obwołuje się nieomylną i w imię swej nieomylności, zachwala despotyzm.

Wszystko wre i kipi, aż iskry lecą spod piór dziennikarskich

rys 1880 r

Pozostaję w przedwyborczym klimacie świata retro. Dziś zapraszam do roku 1904. Myślę, że temat „wybory” nie może być obojętny, niezależnie od stopnia zaangażowania w bieżące wydarzenia polityczne (jeśli oczywiście lubi się samemu decydować o sobie (czy są tacy, którzy nie lubią?)). Temat ważny, ale to nie znaczy, że nie wypada spojrzeć na niego z przymrużeniem oka. Z satyry, jak z bajki, morał często wynika…

fałszywie i głośno

dwie strony 1904 r

Kandydatowi na posła!
Stasiu, daj buzi, dzielny z Ciebie chłopak,
gdy nie wszyscy mogą mieć los na usługi,
tobie życie nigdy nie idzie na opak,
bo Ty sobie radzisz jak Salomon drugi.
Zawsześ uśmiechnięty i dla wszystkich słodki,
choć na bożym świecie różnie różnym bywa,
Ty mój — Ty, Stasiu, masz sekretne środki,
za pomocą których spływasz jak oliwa.
Dla popularności, gdy Cię chęć przenika
wynurzenia myśli, zrodzonych w Twej głowie,
często wkraczasz nawet w progi rzemieślnika,
a wszędzie krzywd masz temat i to, co się zowie.
Słowem, mając czoło, sprytu nie-troszeczkę,
chocieś ni pobożny, ni też niedowiarek,
postawiwszy Bogu zapaloną świeczkę,
diabłu zaraz potem zapalasz ogarek.
Dobrze robisz, Stasiu! serce Twe kołacze,
niech się zawsze rządzi zasadami swemi,
bo to jest rzecz znana, że kto zręcznie skacze,
ten umie wysoko wznieść się na tej ziemi.
Zbutwiałe przesądy, niewiele dziś warte,
rozum jednak ciągle podnosi się w cenie
i nie jeden gotów postawić na kartę,
w polityce ograne już mocno sumienie.
Basuj więc Staśku, gdy jesteś w potrzebie,
za niewielką pracę masz chleba po uszy,
gdy tymczasem inny, zdolniejszy od Ciebie
za swój dziwny upór, jak pustelnik suszy.

O! tak, wszystkim basuj, ogniotrwałej kasie, basuj szlachcicowi, co swą tarczę ceni, basuj każdej sprawie, która jest na czasie, basuj za kawałkiem wyborczej pieczeni;
Niech Cię spokój duszy, wcale już nie nęci, i nie zważaj na to mój poczciwy chłopie, że za Twoje niby jak najlepsze chęci, wyborcy Tobą gardzą, a diabeł Cię kopie.

za kim głosuje

Ach, wybory! Co? Wybory! Wszystko wre i kipi, aż iskry lecą spod piór dziennikarskich, a plakaciarze robią majątki, a to wszystko dlatego, że wybiera lud, wybiera społeczeństwo. – Dobrze! Ale w mieście jakoś całkiem cicho. Japońska cywilizacja zaczyna coraz więcej i silniej zaglądać do nas, skutkiem czego, każdy cywilizowany człowiek uważa wybory za szopę, za hecę i nikt z ludzi kulturalnych nie bierze na serio awantury robionej pod hasłem zysku, pomocy dla kraju, dźwignięcia przemysłu krajowego, urządzenia kanałów i innych balonów bez steru moralnego. Kiedy człowiek przypatruje się tym przedwyborczym zgromadzeniom, to doprawdy, przypomina mu się grono plotkarek pseudo inteligentnych, które umieją znaleźć ton w wywyższaniu siebie w skrajnym egoizmie i bezwarunkowym chwaleniu czynów, które zależą przeważnie od brawury językowej, a których esencją jest tylko frazes, a mową plagiat literacki.
I na takie zgromadzenia chodzą nasze: świeczniki, nasi luminarze społeczeństwa i słuchają bajd wygłaszanych przez kandydatów, zależnych czynami i zapatrywaniami już na pierwszy rzut oka. Bo i prosto rzecz biorąc, kto śmiałby twierdzić, że taki X. albo i Y. nie są tylko pionkami w ręce wielkiej, czy oni są w stanie cośkolwiek zrobić?
Śmieszne jest to twierdzenie i jeżeli tu może być jakowa myśl lub sens w dzisiejszych wyborach, to już wybrać by należało człowieka bezwarunkowo wolnego od władzy nad sobą, człowieka, który może powiedzieć prawdę w oczy i nie liczyć się z niczym, a już najmniej z tymi, którym ma być wyższą instancją.
Dlatego do tej chwili biorąc moje pisanie tylko poważnie, P. mógłby być tym człowiekiem, tym posłem, ale cóż, kiedy on widzi, że walka z ogólnym ogłupieniem i niepojmowaniem stanu rzeczy jest za trudną — jeszcze bowiem wciąż dziś szuka się wyborcy, a nie szuka człowieka.

ryc 1904r

Wracam na chwilkę do teraźniejszości. Kampania przedwyborcza trwa. W szranki stanęli politycy i komentatorzy. Bombardują się nawzajem słowami. Huk wybuchów zagłusza myśli w niejednej głowie… Może to przewidziany efekt? A gdyby tak autor zacytowanych wyżej słów przeniósł się w czasie, o 115 lat do przodu? Gdyby znalazł się w październiku 2019 roku? Chyba nie byłby zaskoczony?

I pytanie z roku 1904

pytanie 1904r

Kariera detektywa Noska

To i owo piszę na tej stronie, czasem wklejam fragmenty moich książek; dla urozmaicenia postanowiłam od czasu do czasu zaserwować historyjki nie przeze mnie napisane. O karierze pewnego detektywa napisał prawie 100 lat temu anonimowy literat.

detektyw HugoUkończywszy szkołę im. Sherlocka Holmesa i trzyletnią praktykę w Scotland Yardzie, detektyw Hugo Nosek wrócił do kraju, aby się poświęcić praktyce prywatnej. Już w dwa miesiące potem otrzymał doskonałą posadę w Domu Towarowym. Żywo zabrał się do dzieła. Przeszedł się po gmachu raz i drugi, zajrzał do piwnic, przypatrzył ekspedientom i pięknie wyondulowanym bóstwom, obsługującym klientelę, porachował wchodzących i wychodzących, gdzieś zatelefonował, coś zapisał w notesiku i w kilka godzin po objęciu posterunku, meldował: – Wykryłem niesłychaną grandę. Cała ta firma, to stek afer. Klientom sprzedaje się towar wybrakowany, jako pierwszy sort. Operuje się fałszywymi wekslami. Trzy najładniejsze ekspedientki są w niedopuszczalnie zażyłych stosunkach z szefem sprzedaży i co dzień każda wynosi sztukę materiału, którą…
– Frajer – parsknął śmiechem główny detektyw – toś pan miał co wykrywać! Przecież to wszyscy wiedzą… A najlepiej dyrektor naczelny…
Hugo Nosek otworzył usta i oczy, zamilkł, podrapał się w wygolony podbródek i… nazajutrz zmienił posadę. Nawet dobrze zrobił, bo ta druga posada, w kartelu pułapek na jeże (najnowszy patent, z automatycznym dzwonkiem i licznikiem) była o wiele lepiej płatna. Toteż Hugo Nosek z zapałem wziął się do pracy i już na drugi dzień złożył wizytę prezesowi rady nadzorczej.
– Przykro mi, panie prezesie – mówił – ale niech się pan przygotuje na złą nowinę…
– Co się stało? – przestraszył się prezes.
– Musi pan cały kartel zamknąć do kryminału. Wszystkie bilanse za ostatnie ośm lat fałszywe. Pozycje „długi zagraniczne“ są fikcyjne. Służą tylko do wywożenia zysków zagranicę. To samo pozycje opłat za licencje od rzekomo zagranicznego patentu na liczniki do pułapek. Patent jest własnością dyrektora naczelnego, tylko zarejestrowany w Berlinie. Po-zatem tantiemy…
– Myślałem, że naprawdę coś złego – odetchnął prezes – jak pan może mnie niepokoić! Przecież pan wie, że mam astmę!
– Jak to nic strasznego? – zdziwił się detektyw – to nic strasznego, że cały kartel…
– A w ogóle nie wsadzaj pan nosa w nie swoje sprawy, jeżeli pan nie chce stracić tak dobrze płatnej posady!… Hugo Nosek wyszedł bez pożegnania i nazajutrz znów był bezrobotny. Nie tracąc jednak nadziei w to, że ostatecznie taki talent i tyle wykształcenia nie zmarnują się w kraju, energicznie zaczął szukać zajęcia. W tydzień potem objął stanowisko dyskretnego obserwatora w „Urzędzie Zakupów Szpagatu”, a w dziewięć dni składał raport naczelnikowi.
– Starszy referent Kuśmidrowicz…
– Co Kuśmidrowicz? – spytał groźnie naczelnik. Detektyw stropił się na chwilę. Pamiętając poprzednie doświadczenia, rzekł ostrożnie.
– Ma pewne grzeszki na sumieniu…
– Co takiego? Kuśmidrowicz? Nieprawda! Z taką protekcją, jaką ma Kuśmidrowicz…
Hugo Nosek chrząknął i zmienił temat.
– Referent Pieczonka…
– Pieczonka jest szwagrem Bandziołkiewicza! – warknął szef.
– Hm… Młodszy referent Mandel…
– Należy do związku, ostrzegam pana!
– To w takim razie, moje uszanowanie!
Po dwu tygodniach Hugo Nosek wywiesił na drzwiach tabliczkę „Prywatny Kartel Zakupów Szpagatu” i zaczął robić interesy wedle zaobserwowanych osobiście zwyczajów. Z początku szło mu nawet nieźle, ale krótko, bo już w trzy tygodnie po uruchomieniu interesu siedział w kryminale. Gdy go obrońca (radca prawny kartelu pułapek na jeże), spytał, co mu właściwie do łba strzeliło puszczać się na brudne afery, strapiony detektyw odparł:
– Myślałem, że tu taki zwyczaj… że to wolno… wszyscy to samo robili…
– No tak – skrzywił się adwokat – ale przecież pan nie masz żadnych stosunków. Przecież zaledwie miesiąc, jak pan jesteś w kraju. Pan nie wiesz, że zasadniczo u nas kantów robić nie wolno.
– A co mi grozi? – spytał lękliwie Hugo Nosek.
– Jakieś pięć, sześć lat.
– Co?!!! – wrzasnął przerażony detektyw – za głupi kant sześć lat?!!!
– Rozumie się. Pan musisz być ukarany.
– Za co?!
– Dla przykładu, panie. Mówiłem już panu, że u nas ZASADNICZO nie wolno robić żadnych kantów…

czyste ręce

Bardzo jestem ciekawa, czy zainteresowała Was kariera detektywa? Miałam chęć zapytać na wstępie, czy domyślacie się kiedy została napisana, odpowiedź byłaby łatwa, czy trudna?

Nie ma i nic nowego nie będzie pod słońcem. W obracającym się bez przerwy kole wciąż migają nam te same szprychy – powiedział Arthur Conan Doyle. Dla mnie brzmi to trochę pesymistycznie. Wprawdzie na powtarzalność jesteśmy „skazani”, zawsze po zimie będzie wiosna, a po nocy – dzień… ale może nadgryzione przez ząb czasu szprychy w obracającym się kole, choćby z nudów, od czasu do czasu, warto wymienić?

waga

Na wszelki wypadek 😉 przypominam, że pozostaję w klimacie satyry politycznej z lat trzydziestych XX wieku. Mam nadzieję, że nie nudzę?

  rzekła lipa 1937

nawzajem

polityk

A ja tak sobie marzę…

fraszka 4

Korzystanie z utartych schematów to oczywiście nic złego, ale czy nie myślicie, że efekty stają się przewidywalne i w związku z tym pachną nudą? A ja tak sobie marzę, żeby trochę urozmaicić to i owo, wyskoczyć z mundurka…

Sądzę, że nikogo nie muszę przekonywać, że od wieków politycy stosują te same sztuczki. A jakby tak ich zaskoczyć? (Moment chyba odpowiedni?) Jakby tak nie dać się skusić obiecankami-cacankami. Jakby tak zaopatrzyć się w fakty i rzucać w nich tymi faktami, gdzie się da. Wyobrażam sobie… Stoi taki Iksiński na wiecu i krzyczy: – Gruszki będziecie zbierać z wierzby! – To nierealne! – prostują zgodnie słuchający. – Dam wam to, i to, i tamto! – Żeby nam dać, musisz dostać od nas! – odpowiada ktoś. Mówcy pot spływa z czoła. – A tak lubili bajki – myśli. Gubi się… nerwowo zerka na schemat, a tam nic… brak planu B. Nadchodzi w końcu dzień wyborów i kolejna niespodzianka. Kolejki przy urnach. Frekwencja 90-procentowa…

Zapraszam na przedwyborczy, satyryczny przegląd prasy z pierwszego trzydziestolecia XX wieku

fraszka 3
***verba veritatis – słowa prawdy

fraszka 2

fraszka 1

******

obiecanki więcej czynów

******

kelner a członek komisji

Ciąg dalszy nastąpi (oczywiście z przymrużeniem oka)

z przymrużeniem

 

 

Ali Baba objeżdża Polskę

Ali Baby sztuczki
MAGIK: – A teraz pokażę szanownej publiczności największą sztukę: Z tej oto próżnej skrzynki wyjmować będę różne rzeczy, które nigdy w niej nie były… PAN X: – Stop!! Zamawiam u pana tysiąc takich skrzynek na urny wyborcze!

Ali Baba objeżdżał Polskę przedwojenną, prawie wiek minął od tego czasu, a gorzki humor przedwyborczy chyba nadal aktualny. I dziś (tuż, tuż przed oddaniem głosu) wielu ludzi nie jest zdecydowanych na kogo zagłosować i ciągle wielu ulega kampanijnym obiecankom. Z jaką łatwością przyjmują do wiadomości, że 2+2=5. Czy to skutek przedwyborczej amnezji czy bezkrytyczna wiara w słowa? Nie pamiętają, że stojący na scenie nie są debiutantami? A może z plakatów, które pojawiają się co krok wydobywają się tajemnicze fluidy, powodujące, że fakty zacierają się w pamięci, a całokształt przestaje mieć znaczenie?

po wiecu sala nabita
– Widział pan, jak sala była nabita? – Tak, w butelkę!… (humor z lat 30-tych XX wieku)

******

wilcze obietnice
Satyra z lat 30-tych XX wieku
A kuku
Satyra z lat 30-tych XX wieku

******

Aby iść naprzód, trzeba umieć korzystać z doświadczeń przeszłości, a chcąc to czynić, należy mieć o niej dokładne pojęcie. (G. Orwell „Rok 1984”)

******

Nadchodzi jesień, roztargniona malarka

kal.1900r.4mjpg

Podobno w tym roku, wyjątkowo, tego samego dnia (23 września) zaczyna się jesień astronomiczna i kalendarzowa. Z wielkim smutkiem mówię mojej ukochanej porze roku: – Żegnaj. Żeby poprawić sobie humor sięgnęłam po poważne i mniej poważne doniesienia z XIX wieku.

wystawa 22.09.1876 r
22 września 1876 roku

 

otrygi 1883r
– Panie doktorze, czy pan ostrygi uważa za zdrowe? – Bardzo zdrowe, przynajmniej w całej mojej praktyce nie leczyłem ani jednej. (wrzesień 1883 r.)

Satyryczny kalendarz z roku 1900 daje taki oto przepis na październik.

kal.1900rm.październik

I prosto z roku 1900 zagadka, figielek, anagram… 🙂

zagadka

Ja to między bajki włożę

Opowiadająca bajki 1875rBajki, baśnie, bajeczki… kojarzą się najmocniej z dzieciństwem, chociaż niektóre są adresowane do dorosłych. Coś mnie podkusiło i postanowiłam odkurzyć w pamięci „Bajki nowe” Ignacego Krasickiego, napisane w drugiej połowie XVIII wieku. Są króciutkie, wierszowane i na pewno nie straciły aktualności.  Jak już odkurzanie skończyłam,  to samo „coś” podkusiło mnie, żeby opublikować tu kilka.  Może i Wam spodobają się niektóre?

Był młody, który życie wstrzemięźliwie pędził;
Był stary, który nigdy nie łajał, nie zrzędził;
Był bogacz, który zbiorów potrzebnym udzielał;
Był autor, co się z cudzej sławy rozweselał;
Był celnik, który nie kradł; szewc, który nie pijał;
Żołnierz, co się nie chwalił; łotr, co nie rozbijał;
Był minister rzetelny, o sobie nie myślał;
Był na koniec Poeta, co nigdy nie zmyślał.

– A cóż to jest za bajka? Wszystko to być może.

– Prawda; jednakże ja to miedzy bajki włożę.

Baran dany na ofiarę
Widząc, że wieńce kładą, że mu rogi złocą;
Pysznił się tłusty Baran, sam nie wiedział o co;
Aż gdy postrzegł oprawcę, a ten powróz bierze,
Aby go powolnie ciągnął ku ofierze,
Poznał swój błąd; rad nie rad wypełnił los srogi;
Nie pomogły mu wieńce i złocone rogi.

Mysz i Kot
Mysz, dlatego, że niegdyś całą książkę zjadła,
Rozumiała, iż wszystkie rozumy posiadła.
Rzekła więc towarzyszkom: nędze wasze skrócę,
Spuśćcie się tylko na mnie, ja kota nawrócę.
Posłano wiec po kota; kot zawsze gotowy;
Nie uchybił minuty, stanął do rozmowy.
Zaczęła mysz exortę; kot jej pilnie słuchał,
Wzdychał, płakał… Ta widząc iż się udobruchał,
Jeszcze bardziej wpadała w kaznodziejski zapał.
Wysunęła się z dziury. A wtem ją kot złapał.

Bajki i przypowieści tudzież bajki nowe Krasickiego2

Zacytowane fragmenty są z książki „Bajki i przypowieści tudzież bajki nowe Ignacego Krasickiego”

Krasicki Satyry

P.S. Wpis wprawdzie opublikowałam, ale zdecydowałam się dodać post scriptum. Mamy dziś piątek 13-go i chociaż trzynastego wszystko zdarzyć się może, życzę, żeby jak w starej piosence Kasi Sobczyk ten dzień był w różowym kolorze. 🙂

O Mikołaju, liście zakupów i pomyłkach

Mikołaj, jak co roku, zabiegany. Nie wszyscy ułatwiają mu zadanie, nie wszyscy piszą prośby, więc to tu, to tam, skrada się podsłuchać o czym marzy ten i ów, bo serce ma dobre i chciałby każdemu podarować wymarzony prezent.

okł.książki-z mikoł

Udało mi się go podejrzeć. Na upublicznienie wizerunku wyraził zgodę. Stanął. Uśmiechnął się. Wyciągnął rękę… Czy chciał ją podać damie? A może pyta: czy ktoś życzy sobie dostać „Retro”?…

Im bliżej Świąt, tym więcej pracy dla Mikołaja. Zdarzają się więc pomyłki. O jednej dowiedziałam się niedawno z pewnego listu…

Kochany Mikołaju
HUMOR BUŁGARSKI

PS

Informacja dla Mikołaja: które książki są dostępne – gdzie najtaniej – za ile.

półki z ksiązka2

20 książek polskich autorów

P Tadeusz 1938r

Autorka strony „Literackie zamieszanie” zaproponowała podjęcie wyzwania, opublikowanie listy wybranych 20 polskich książek. Myślę, że na promocję literatury (nie tylko polskiej) każdy moment jest odpowiedni.

Z lekcji historii pozostają w pamięci ważne wydarzenia i daty, za którymi stoi codzienne życie. Powieści przybliżają to życie, pozwalają przyjrzeć się mu bliżej, poznać stare obyczaje. Wymienię tytuły, które zapisały się w pamięci z różnych powodów (głównie te opisujące, przybliżające codzienność w minionych czasach). Zacznę od książki mojego dzieciństwa.

PRZYGODY KOZIOŁKA MATOŁKA

Koziołek Matołek szukający Pacanowa szedł do celu okrężną drogą. Byłam zafascynowana jego przygodami i kto wie, może moje zamiłowanie do podróży urodziło się właśnie wtedy.

Czasem chciałoby się przenieść do innej epoki. Młodym dziewczynom marzą się szeleszczące, długie suknie, bale. W książce „Godzina pąsowej róży„, Maria Kruger spełniła to marzenie, przeniosła do XIX wieku swoją bohaterkę żyjącą w Polsce powojennej. Powieść wydana w latach 60-tych XX wieku stała się bestsellerem.

Ciekawość ciągnie mnie do przeszłości od zawsze (wiedzą o tym moi Czytelnicy). Wprawdzie nie należy się cofać w realnym życiu, ale przecież warto, a nawet trzeba poznawać Polskę pradziadów. Podróże książkowe są fascynujące, niekiedy pozwalają docenić współczesność. Tragedii, oczywiście, nie brakuje i dziś, ale przecież z różnych powodów życie jest łatwiejsze.

podróże Niemcewicza-crop
O podróżach zawsze czytam chętnie. Ta z 1811 roku też jest interesująca

W tej serdecznej Warszawie, jaką ona jeszcze przed ostatnimi była wypadkami, a nawet jaką jest dzisiaj, choć jej oblicze smutnie się teraz zmieniło, wśród świetnego i widocznego życia, ileż to się odgrywało dramatów na strychu i tragedii po poddaszach, których żadne nie oglądało oko… – napisał Józef Ignacy Kraszewski w swojej dziewiętnastowiecznej powieści „Czarna perełka„. Wtedy, kobiecie, która znalazła się w skomplikowanej sytuacji, trudniej było się podźwignąć. Tytułowa bohaterka próbuje sobie poradzić.

Józef Ignacy Kraszewski to także „Stara baśń” – czasy Słowian, zalążki polskiej państwowości.

czarna perełka-stara baśń

Chłopi (2)

W 1924 roku za „wybitny epos narodowy, powieść Chłopi” przyznano Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury Władysławowi Reymontowi. Pięknie opisane życie polskiej wsi, obyczaje i skomplikowane losy bohaterów zasłużyły na wyróżnienie i ja lubię do tej książki wracać.

Chłopi.Tyg.Ilustrowany1902-crop
„Chłopów” udostępniano czytelnikom w odcinkach.  Tak wyglądał debiut powieści w „Tygodniku Ilustrowanym” w 1902 roku
potop-crop
Bułgarskie wydanie Potopu

– „Trylogia„, „Quo vadis”, to świetne książki – mówiono mi nie raz na Bałkanach. Tam nie były one lekturą szkolną, a jednak naszego Pana Wołodyjowskiego, Basię i Zagłobę zna wielu ludzi. Książki Henryka Sienkiewicza są ciągle dostępne, na pewno świadczy to o tym, że opowieść polskiego pisarza – noblisty o XVII-wiecznej Rzeczypospolitej jest interesująca także dla cudzoziemców.

„Dulszczyzna” – każdy zna znaczenie tego słowa, używanego i w dzisiejszych czasach. „Moralność pani Dulskiej” – tragi-farsa kołtuńska Gabrieli Zapolskiej potwierdza, jak niezmienne są ludzkie charaktery.

Dulska 1907-crop

Zemsta-cropWdzięczność ludzi, wielkość świata –
Każdy siebie ma na względzie,
A drugiego za narzędzie,
Póki dobre – cacko, złoto;
Jak zepsute, ruszaj w błoto.

To cytat z „Zemsty” Fredry – komedii z życia szlachty, której bohaterowie: cześnik Raptusiewicz i rejent Milczek nie przestają śmieszyć. Aleksander hrabia Fredro (1793-1876) był przede wszystkim komediopisarzem, ale tworzył także poezję. Opisywał jak to złocistych kłosów kołysze się morze; / Na morzu wyspy kwiecistej murawy, / I rozproszone, jak wędrowne nawy, / Gdzieniegdzie domki bieleją z poddasza… 

Aleksander hr FredroM

P Tadeusz2-crop
Strona tytułowa wyd. z 1834 r.

 

Pan Tadeusz” czyli ostatni zajazd na Litwie. Historia szlachecka – Adama Mickiewicza – książka, do której już chyba zawsze będę wracać, chociażby po to, żeby po raz kolejny zobaczyć jak Wojski chwycił na taśmie przypięty / Swój róg bawoli, jak zasunął wpół powieki, wciągnął w głąb pół brzucha / I do płuc wysłał z niego cały zapas ducha / I zagrał

***

Zwykłą  rzeczy koleją przyszłe pokolenia inaczej będą patrzały na naszą epokę niż my sami. (…) Gdyby urządzić ankietę, która z książek najtrafniej i w najbardziej syntetycznym skrócie  ujmuje naszą epokę, powinna ona wskazać „Karierę Nikodema Dyzmy” Tadeusza Dołęgi – Mostowicza. (…) Uświadomiliśmy sobie, że przeżywana przez nas epoka odbudowy państwa wymaga wyhodowania i wysunięcia na czoło specjalnego typu socjologicznego. Niestety, w większości wypadków pobłądziliśmy. Braliśmy intryganctwo za dzielność, chamstwo – za energię, nikczemność – za trzeźwość postępowania, biurokratyzm – za zmysł organizacyjny i lekkomyślność – za umiejętność powzięcia decyzji… – napisano w lutym 1939 r. w tygodniku literacko-społecznym „Prosto z mostu”. Wszyscy wiemy o tym, że historia lubi się powtarzać. Może dzieje się tak dlatego, że nie zawsze wyciągamy wnioski z przeszłości.

Czasy sanacji to także „Pamiętnik pani Hanki” T. Dołęgi – Mostowicza.

T.Dołęga-Mostowicz

Stanisław Grzesiuk „Boso, ale w ostrogach” przeżył swoje dzieciństwo i młodość na warszawskim Czerniakowie. Jego książki – pamiętniki chłopaka z ferajny to niepozbawiony humoru, obraz życia w dzielnicy biedy, w przedwojennej Warszawie, w środowisku żyjącym według własnego, niepisanego kodeksu.

Pięć lat kacetu„, pięć lat w obozach koncentracyjnych, pięć lat życia warszawskiego cwaniaka, który przeżył i rzeczywistość obozową opisuje w bardzo charakterystyczny dla siebie sposób.

Stanislaw Grzesiuk

Białoszewski

 

Powstanie Warszawskie – jeden z wielu dramatów II wojny światowej opisała poetka i uczestniczka Powstania – Anna Świrszczyńska w książce „Budowałam barykadę„.

Bardzo prawdziwie, nerwowo, czasem chaotycznie, opowiada swoją historię z tego samego okresu Miron Białoszewski w książce „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego„.

LesioLesio” Joanny Chmielewskiej (autorki kryminałów) żyje w Polsce lat 70-tych. Prześmieszna historia architekta z wyobraźnią i jego przygody osadzone są w realiach innych niż dzisiejsze, ale to także historia Polski. W każdych czasach, nawet gorszych, ludzie tak samo przeżywają radości, pierwsze randki, pierwszą miłość… Codzienność żyjących w stosunkowo bliskiej, minionej rzeczywistości, jest w tle historii Lesia notorycznie spóźniającego się do pracy, widzącego tylko jeden sposób na rozwiązanie problemu: zabić personalną…

W najnowszych czasach zmaga się z problemami bohaterka książki „Nigdy w życiu” Katarzyny Grocholi. Lekka, pełna humoru powieść.

I ostatnie trzy książki

noce i dnie-horz

 

 

Początek i koniec

ogł2Swoją książkę „A w bałkańskim kociołku” zaczęłam od rozdziału „Każda historia ma swój początek”. Tak jest. Prawda? Czy każda historia ma swój koniec? Na pewno tak, tyle, że nie zawsze jesteśmy świadkami finału.  Zatytułowałam ten wpis „Początek i koniec” nie po to jednak, żeby Was dręczyć rozważaniami.  Dotyczy on krótkiej historii z życia mojej książki podróżniczki. Wojażuje ona od końca roku, od domu do domu.  Dostałam od niektórych Uczestniczek piękne zdjęcia z miast, które „retro” odwiedziło podczas Book Tour. Będzie to dla mnie wspaniała pamiątka. Najbardziej jednak cieszy mnie to, że książka podarowała miłe chwile czytającym. I to, że okazała się dobrą lekturą nie tylko dla jednej osoby, tej, która ją zaprosiła. Panie opowiadające o swoich wrażeniach opowiadały też o wrażeniach męża czy mamy. Za kilka dni podróż „retro” się skończy.

W międzyczasie przybyły opinie dwóch przedostatnich Uczestniczek Book Tour.

IMG_3290aPrzepiękna podróż już za mną – napisała Marta Daft (Uczestniczka Book Tour 2017/2018). Na pytanie: – Podobała się? – odpowiedziała: – Absolutnie. Jestem pod wrażeniem lekkości pióra.

Dziękuję organizatorkom Book Tour  za możliwość podróży do świata retro i poznania kuchni  tamtych czasów (co szczególnie zainteresowało moją mamę), kryminalnych zagadek i innych ciekawostek.  Jestem pewna, że w tej książce każdy znajdzie coś dla siebie. Irena Bujak (Uczestniczka Book Tour 2017/18)

Tu znajdują się fragmenty książki „2 w 1. Z podróży do świata retro”.

2w1. Z podróży do... patronat medialny
„2 w 1. Z podróży do świata retro” – Patronat medialny

Migawki ze świata retro

Zapraszam. I przy okazji kolejne opinie Uczestniczek Book Tour.

Miłego dnia!

anigif

„Książka wciąga od pierwszej strony, ciekawe fakty dodają jej niebywałej wartości.” Karolina Godlewska (uczestniczka Book Tour 2017/18)

„Skończyłam swoją podróż w odległe wieki.  Była fascynująca, zaskakująca i bardzo szybko minęła. Książka bardzo ciekawa ze względu na szeroki wachlarz proponowanej tematyki: romanse, kryminał, kulinaria,,, (…)” Karla (cała opinia na portalu LubimyCzytać)

Bez słów wyraziła swoją opinię Magiastron, na portalu LubimyCzytać oceniła książkę na  8 gwiazdek, co jest tu odpowiednikiem słowa „rewelacyjna”.

Książka wciągnęła mnie i zachwyciła od pierwszych stron – napisała kolejna uczestniczka Book Tour, na swojej stronie „Nietoperz czyta i ogląda”. (Cała opinia znajduje się TU) I końcowy fragment: Minusy książki? Jeden: za mało, za krótko, jeszcze, jeszcze, jeszcze. Niedosyt, ogromny niedosyt. Mam nadzieję że zakończenie o treści „Ciąg dalszy nastąpi” jest zapowiedzią kolejnej części.

Fragmenty książki „2 w 1. Z podróży do świata retro” znajdziecie TU.