„ABC” i Herkules Poirot, który przestał być sobą

Ten pan zdobył moją sympatię dawno temu (pomimo próżności, której było w nim niemało odkąd go poznałam). „Drobny, niski, miał bardzo dziwaczną powierzchowność. Niewiele wyższy niż pięć stóp i cztery cale, nosił się z niepospolitą godnością. Jajowatą głowę przechylał na bok i nosił długie, sztywno sterczące wąsy w iście wojskowym stylu. Schludność jego ubioru graniczyła z niepodobieństwem; sądzę, że pyłek na rękawie sprawiłby małemu Belgowi więcej bólu niż rana zadana pociskiem karabinowym.  Ale ten niepokaźny, cudaczny elegant, który utykał teraz wyraźnie na prawą nogę był w swoim czasie asem policji belgijskiej. Jako detektyw uchodził za gwiazdę pierwszej wielkości i niejednokrotnie wykrywał zbrodnie sensacyjne i na pozór nie do wykrycia.” A nazywał się Herkules Poirot.

Nie mogłam sobie odmówić obejrzenia mojej sympatii w filmie „ABC” (a właściwie w miniserialu trwającym około 3 godz.), którego nie można nazwać ekranizacją, bo bardzo odbiega od treści książki Agaty Christie. Nie pojawia się w nim postać Hastingsa, który towarzyszył przyjacielowi podczas rozwiązywania tej konkretnej kryminalnej zagadki. Uśmiercono inspektora Jappa, w książce prowadzącego śledztwo w sprawie serii morderstw dokonywanych w miejscach, których nazwy zaczynają się  od kolejnych liter alfabetu, a ofiarami są osoby noszące imię i nazwisko także zaczynające się na A, potem B itd. W filmie powierzono sprawę młodemu policjantowi, bardzo aroganckiemu, na wstępie traktującego Poirota z wielką, mocno przerysowaną pogardą. Z przykrością patrzyłam jak mały Belg znosi poniżenia w samotności. Malkovich, odtwórca roli Herkulesa, stworzył (moim zdaniem) postać nieprzekonującą, a przede wszystkim nieprzypominającą detektywa scharakteryzowanego przez mistrzynię kryminału. Nie było w nim też słynnej elegancji i godności Herkulesa, którego  Hastings, po powrocie ze swego rancza w Ameryce Południowej, zastał w świetnej kondycji, z ciągle czarnymi włosami (w książce Poirot zdradził przyjacielowi tajemnicę koloru włosów; używał środka przywracającego im naturalną barwę i nie była to farba; wspomniałam o włosach w związku z żenującą sceną w filmie).

Oczywiście każdy scenarzysta ma prawo stworzenia własnego dzieła opartego na wybranym wątku powieści innego pisarza, ale „poprawianie” Agaty Christie nie wydaje mi się dobrym pomysłem. Mam takie odczucie, że są autorzy, którzy stworzyli w swoich książkach bardzo charakterystyczne osobowości i przywiązanie czytelnika sprawia, że nie akceptuje radykalnych zmian. Nie razi mnie delikatne zniekształcanie fabuły lub jej rozwinięcie w filmie, jednak w tym przypadku mocno przesadzono. Z trudem dotrwałam do końca.

Czy też macie swoich ulubionych bohaterów książek, których w ekranizacji chcielibyście pozostawić takimi, jacy są (stworzeni w wyobraźni autora powieści)?

poirot***

Herkules pozostał legendarną postacią. Poirota regularnie ćwiczącego swoje szare komórki, pisarka uśmierciła w ostatniej książce o przygodach detektywa, opublikowanej w 1975 roku. Wtedy, kiedy odszedł na dobre New York Times na pierwszej stronie poinformował: „Herkules Poirot nie żyje”.

***

Brytyjski miniserial „ABC” (The ABC Murders) powstał w 2018 roku. Reżyser: Alex Gabassi. Scenariusz: Sarah Phelps. Miłośnikom Poirota i Agaty Christie zdecydowanie nie polecam.

Cytat w tekście jest z pierwszej książki o Herkulesie Poirot („Tajemnicza historia w Styles”). 

 

Reklamy

O dwóch panach i zawsze pełnej beczce wina

 

bulgaria5.jpg

Mamy w domu dwóch panów, którzy dawno, dawno temu (nikt nie pamięta kiedy) usiedli przy beczce z winem. Postawili na niej dzban, który jakimś cudem zawsze jest pełny, dzięki czemu ani na chwilę nie przestają się rozkoszować napojem bogów. A luty to szczególny okres dla nich i wszystkich właścicieli winnic i oczywiście dla miłośników wina. Patronem pierwszego dnia miesiąca jest święty Trifon, opiekun winorośli. 14 lutego hucznie obchodzi się święto nazywane od jego imienia Trifon Zarezan. Powszechnie podcina się tego dnia winogronowe gałązki i odbywa się to nie byle jak, bo najczęściej przy akompaniamencie muzyków, w towarzystwie popa. Po ceremonii w wielu miejscach wybiera się króla  winnic, wszędzie ludzie zasiadają do uroczystych kolacji. Życzenia „Czestit Trifon Zarezan” słyszy się co krok, a internetowe karteczki zapełniają skrzynki mailowe.

Trifon Zarezan w Golamo Drianovo

***

Luty to także czas przygotowań do kolejnego, wspaniałego dnia. Za chwilę będziemy witać babę Martę. Mój brak sympatii do tej pory roku rekompensują bałkańskie święta. Kukeri – pogromcy złych duchów – tańczący na ulicach w kolorowych strojach i karnawałowe parady  zagłuszają zimową szarość.

Życzę Wam, żeby święto wina i zakochanych minęło we wspaniałym nastroju.

chestit Trifon Zarezan5

Z kalendarza nietypowych świąt

Od czasu do czasu zaglądam do kalendarza nietypowych świąt. Okazuje się, że dziś mamy Dzień Świstaka i Dzień Pozytywnego Myślenia.

Dzień Świstaka skojarzył mi się z filmem pod właśnie takim tytułem. Tam główny bohater odkrywa każdego ranka, że  czas stanął w miejscu. Po raz kolejny musi przeżyć ten sam dzień i może to zrobić w dowolny sposób.  W realnym życiu często bywa na odwrót. Czas biegnie jak szalony, a my niekiedy nie nadążamy. Życzę Wam dziś okazji do zwolnienia tempa i kilku chwil pozytywnego zamyślenia.

Spiesz się powoli

Na zakończenie zapraszam do Aten. Mam nadzieję, że letnie sirtaki nastroi Was jeszcze bardziej optymistycznie.

Ile ja łez wylałam przez tego Janka!

Bułgarska nastolatka stanęła pewnego dnia przed biblioteczką rodziców. Jej wzrok zatrzymał się na grzbiecie cienkiej książeczki. Zajrzała do wnętrza, przeczytała kilka zdań i już nie mogła oderwać się od krótkiego opowiadania o losach wrażliwego, wiejskiego chłopca. Jeszcze długo po tym, jak skończyła czytać, łzy napływały do jej oczu.

– Czy znacie Janka Muzykanta? – zapytała po ponad czterdziestu latach, wspominając z koleżankami dzieciństwo. – Do dziś chce mi się płakać, jak pomyślę o tym opowiadaniu.

– O Boże, ile ja łez wylałam przez tego Janka! – szybko powiedziała jedna z nich. – Sienkiewicz to jeden z moich ulubionych pisarzy.

– Ja przeczytałam kilka jego powieści. „Krzyżaków” czytałam na studiach i byłam jak dziecko zachwycona polskimi rycerzami! – dodała inna.

janko

Wtedy, kiedy trzy panie, jeszcze jako nastolatki, wylewały łzy nad losem Janka, opowiadanie Sienkiewicza nie było lekturą. Wprowadzono je po 7-8 latach do bułgarskich szkół i nie wiem, czy dziś pozostaje na liście lektur. Przytoczyłam tę rozmowę, bo spotkałam się ostatnio kilka razy z zaliczeniem wymienionych wyżej tytułów do szkolnego koszmaru i mam wrażenie, że obecność książek w spisie lektur, czasem wyrządza im krzywdę. Czy rzeczywiście tak jest? Czy dotyczy większości? Czy słowo „lektura” jest synonimem nudy? Nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie.

Zastanawiałam się też czy lektura, której ktoś nie polubił, może go zniechęcić do czytania innych książek? Teoretycznie chyba nie powinna, jeśli nie jest pierwszą przeczytaną książką. Czy może zniechęcić do polskich autorów? Chyba też nie, jeśli dziecko wcześniej poznało i polubiło rodzimego pisarza.

Jestem ciekawa jakie są Wasze opinie i doświadczenia z lekturami?

A ponieważ mamy karnawał pomyślałam, że po moich przemyśleniach sprawi Wam przyjemność (mam nadzieję) wysłuchanie bałkańskiej piosenki. Saban Bajramovic, którego poznaliście przy okazji Bango Wasił, miał w swoim repertuarze piosenkę „Maki Maki”. Zamieściłam ją w innym wykonaniu, moim zdaniem też dobrym. Śpiewa Ogi Radivojevic z weselno-pogrzebową orkiestrą Gorana Bregovica, którego w Polsce chyba wszyscy znają.

Nowy Rok po raz kolejny, tym razem to Bango Wasił

Dziś bułgarscy Romowie zaczynają świętować swój Nowy Rok nazywany tu Bango Wasił lub Wasilica od imienia św. Wasyla, który wg bałkańskich legend uratował romski ród. Niektóre mówią, że uchronił ludzi od utonięcia w morzu zsyłając im stado gęsi, w innych „naprawił” most zniszczony przez diabła, dzięki czemu w obu przypadkach Romowie cali znaleźli się na brzegu.

W Bango Wasił króluje muzyka, nierzadko słychać hymn Romów „Dżelem, dżelem”. Jednym z wykonawców tej piosenki jest legenda Bałkanów – Saban Bajramović, Rom, który mawiał o sobie: – Jaki Rom? Jestem Serbem. Serbskim Cyganem. Saban pochodził z Niszu, serbskiego miasta, z którym kojarzy się Sićevaćka klisura z wąskim kanionem zamkniętym skałami, gdzieniegdzie zwieszającymi się niemalże nad głowami (to miejsce już Wam kiedyś pokazywałam).

***

I „Hanuma” –  jeszcze jedna piosenka w wykonaniu Szabana.

Sjećaš li se Hanuma kad smo bili mladi, tad smo jedno drugom ljubav obećali… Czy pamiętasz, Hanumo, jak byliśmy młodzi, jak przyrzekaliśmy sobie miłość…

Kto wie, co drzemie w nas kobietach…

Pięknie, prostymi słowami, można tak wiele napisać – taka była moja pierwsza myśl po przeczytaniu jednego z wierszy Agnieszki Krizel. Bardzo chciałam podzielić się nim  z Wami. Autorka wyraziła zgodę na publikację, chociaż wiersz jest z nowego, jeszcze niepublikowanego tomiku „Lunatycy” (tytuł roboczy).

Zostawiam Was sam na sam z poetką.

***

mówią o mnie – poetka

ale wcale nią nie jestem

 

mówią o mnie – uparta

po prostu twardo stoję przy swoim

 

mówią o mnie – naiwna

racja, bo zawsze dostaję po głowie

 

mówią o mnie – egoistka

właśnie, że nie, przecież podzielę i pomogę

 

mówią o mnie – mała

właśnie, że wzrost jest moją zaletą

 

mówią o mnie – głupia baba

być może, kto wie co drzemie w nas kobietach

 

mówią o mnie – buja w obłokach

czasami, takie życie

 

wreszcie mówią – ona nasza

gdy wyczytują mnie na liście zwycięzców

 

38711326_217275805632285_7677995279940845568_n

MODE – DE – VIE (Moda na życie) to tomik Agnieszki Krizel, o którym napisałam troszkę tu – w poście „Zaglądać motylom w oczy” (tytuł jest cytatem z jednego wierszy). Tomik jest dostępny w wersji papierowej i elektronicznej m.in. w tej księgarni.

 

Jeśli interesują Cię ciekawe zakątki, obyczaje z nutką orientu i smaki kuchni bałkańskiej – to miejsce dla Ciebie. Jeśli lubisz świat retro, satyrę i kryminalne historie oparte na faktach – znajdziesz je na tej stronie.

%d blogerów lubi to: