Motylek w róży jest zakochany (majowe rozważania)

Maj to wyjątkowy miesiąc. Kiedyś miałam wrażenie, że posiadł magiczne właściwości, miałam wrażenie, że zna sposób na mniejsze i większe smuteczki; może potrafił je utemperować, a może oczarowywał na tyle skutecznie, że odechciewało się im dokuczać ludzkim istotom. W tym roku pan Maj wydaje się nie do końca panować nad sytuacją. W ptasie trele wgryzają się jakieś zgrzyty…

Z przyjemnością wracam do Heinricha Heine’go i jego ogłoszenia przybycia urokliwego Maja, barwnego, pachnącego i kipiącego radością.

Heine maj przybył


Motylek w róży jest zakochany,
Krąży w koło niej bez końca,
A wokół niego krąży świetlany
Promyczek złotego słońca…

Lecz w kim się kocha piękna różyczka?
To mi zagadka paląca!
Czy się domyślać tutaj słowiczka?
Czy kocha, gwiazdka milcząca?

Nie znam miłości różyczki gońca,
Ja jednak wszystkich was wielbię:
Różo, motylku, promyczku słońca,
Słowiku, gwiazdko i – ciebie!

róża królowa

 

Groźne miny, tupnięcia nogą i skomplikowane kroki

Kalendarz nietypowych świąt przypomniał mi, że jutro Międzynarodowy Dzień Tańca i mignęły mi przed oczami dwa tańce (ja je tak nazywam, chociaż nie są tańcami w pełnym znaczeniu tego słowa, ale zawierają charakterystyczne elementy wymieniane w definicji tańca; jest w nich i rytm, i emocje wyrażone ruchem).

Pierwszy kojarzy mi się z Edirne (Turcja). Jak pomyślę o tym mieście widzę kilkusetletnie meczety, słyszę śpiewne recytacje patetycznych wierszy, słyszę piszczałki i bębny narzucające rytm tanecznym krokom mężczyzn skąpanych w litrach oleju, uczestniczących w odbywających się tu walkach.

edirne.meczet
Zdjęcie zrobiłam w tureckim Edirne. W tekście pod tytułem:  „Przed walką piszczałki i bębny narzucają rytm ich tanecznym krokom” napisałam o odbywających się tam „tłustych” walkach, popularnych na Bałkanach (TU znajduje się wspomniany tekst).

Z tańcem kojarzy mi się też wielkie widowisko, powtarzające się każdego dnia podczas zamykania niektórych punktów spornej granicy indyjsko-pakistańskiej i nie odbywa się ono wyłącznie dla turystów. Cieszy się zainteresowaniem obywateli obu państw, o których trudno powiedzieć, że żyją w pełnej zgodzie.

Wagah Attari

Jeszcze zanim pojawią się bohaterowie spektaklu, podekscytowana publiczność skanduje patriotyczne okrzyki. Ceremonia nie zawsze jest identyczna, chociaż powtarza się większość elementów. Jak w teatrze pantomimy jest tu szeroka gama min i gestów. Wprawdzie przeważają groźne spojrzenia, demonstracja siły, ale są też pojednawcze uściśnięcia dłoni. Widowisko jest bardzo oryginalne i trudno się dziwić, że znane jest na całym świecie. To jeden z obyczajów, których mnogość i różnorodność powoduje, że nasza planeta jest tak ciekawa i kolorowa.

Przy okazji dzisiejszej krótkiej „podróży” do Indii, dodam jeszcze, że na „tak” i „nie”, Hindusi kiwają głowami jak Bułgarzy czy Grecy (czyli w przeciwnym kierunku, niż w Polsce).

Poniżej 3 filmy z fragmentami granicznej uroczystości

Oddział pakistański na początku ceremonii – 3 min.



Potyczka na gesty (Pakistańczyk z czarnym, Indus z czerwonym wachlarzem na nakryciu głowy) – 3 i pół minuty



Ceremonia zdjęcia flag widziana ze strony Pakistanu



#zostańWdomu

 

Nie kaszl, młoda damo!

Podczas kwarantanny nie musi być nudno. Rodzą się pomysły, rodzą się hity. Jeden z nich powstał w Macedonii i błyskawicznie „rozszedł się” po Bałkanach. W tekście marzenie bliskie bałkańskim sercom: żeby już móc pójść do knajpki.  A w refrenie słowa bułgarskiego premiera: Nie kaszl, młoda damo (słowa padły podczas briefing’u). Muzyka zapożyczona z włoskiej pieśni ludowej, melodia jest dobrze znana, została też wykorzystana w piosence „Bella, ciao” śpiewanej przez włoskich partyzantów z czasów II Wojny Światowej.

Piosenkę (jest poniżej) dedykowaną koronawirusowi nagrał macedoński zespół „Brasstet Skopje” podczas kwarantanny. Panowie udowodnili, że nie będąc obok siebie, dzięki internetowym komunikatorom, bez użycia profesjonalnego sprzętu można tworzyć.

macedonia-skopje6
Skopje

Premier Bułgarii Boyko Borissov podziękował za piosenkę na swoim facebook’owym profilu. Jej autorzy, panowie: Aleksandar i Dac szybko odpowiedzieli, m.in. podziękowaniem za obiecaną pomoc Macedończykom w walce z koronawirusem, a swoją wypowiedź zakończyli słowami: Pesnata ne znae za granici i jazici (piosenka nie zna granic i języków – w przypadku macedońskiego i bułgarskiego różnice są tak niewielkie, że ze zrozumieniem się nie ma najmniejszego problemu).

macedonia-skopje3
Skopje – Archeologiczne Muzeum Macedonii

Mam nadzieję, że słynna piosenka spodoba się Państwu w nowym wykonaniu. 🙂 (Na zdjęciach Skopje – stolica Macedonii.)

Tłumaczenie fragmentów tekstu:
Fajnie było przed kwarantanną. Korona ciao, ajde ciao, ciao, ciao… Dajcie knajpki, zgraną kompanię, bo inaczej zwariujemy. W czterech ścianach, gdzie mam chodzić? (…) Po staremu niech odżyją ludzie. (…) Nosimy maski, jak byśmy byli haski. (…) Pokaż twarz, pozwól się całować, bez miłości sfiksujemy. Refren: Nie kaszl, młoda damo. Korona ciao, ajde ciao… nerwowość chwyta…

 

TU znajduje się ta piosenka na YouTube

*******

Wszystkich ciekawych Bałkanów zapraszam do moich wspomnień, których cząstka znalazła się w  „W bałkańskim kociołku”.

by zyć wolniej wyd bernardinum

#zostańWdomu

O Wilku, „faktach” i wilczej sprawiedliwości

Zapraszam dziś do świata zwierząt na spotkanie z Wilkiem, niewinnym Barankiem i mądrą Sową.

sowa mądra

Rosnące na łagodnym stoku niewysokie drzewa i krzewy pyszniły się liśćmi w różnych odcieniach zieleni. Leżące gdzieniegdzie kamienie obrośnięte mchem, wskazywały drogę wąskiemu potokowi. W pewien upalny dzień pragnienie przygnało na brzeg Wilka i małego Baranka.
Wilk – łotr dobrze znany leśnej społeczności – pochłeptał łapczywie wodę, a potem rozejrzał się wokół i niżej, w niedalekiej odległości zobaczył pijącego Baranka. Awanturnicza natura kazała mu wszcząć kłótnię.
– Dlaczego zmąciłeś mi wodę?! Widziałeś, że gaszę pragnienie! – krzyknął.
– Ależ, na bogów! Wilku, proszę! Jak mógłbym zrobić to, o co mnie oskarżasz? – powiedział Baranek drżącym głosem. – Do miejsca, gdzie ja piję, woda spływa od ciebie.
Te słowa nie zrobiły na Wilku wrażenia. Moc prawdy nie działała na niegodziwca, który szukał zaczepki.
– Sześć miesięcy temu źle o mnie mówiłeś!
– To przecież niemożliwe. Mnie wtedy jeszcze nie było na świecie – wyjaśniał przerażony Baranek.
– Na Herkulesa! Wtedy twój ojciec mówił o mnie źle!!! – wrzasnął Wilk i skoczył w kierunku Baranka. Rzucił się na swoją ofiarę, chwycił zębami i rozszarpywał z wściekłością. I tak zginęło niewinne jagnię.
Przyglądała się wszystkiemu Sowa ukryta w koronie drzewa. Jej wielkie oczy wyrażały bezgraniczny smutek, a po głowie snuły się myśli: Jak złe jest bezprawie. Jak bardzo potrzebny jest sąd leśnej społeczności, jak bardzo potrzebni są sprawiedliwi sędziowie, żaden łotr i kłamca nie mógłby bezkarnie krzywdzić niewinnych.
© Skarlet B.I.  

Napisałam tę bajkę na motywach opowieści Fedrusa liczącej sobie 2000 lat. W oryginalnej wersji łacińskiej występują dwie postacie: wilk i baranek. W ostatnich wierszach bajkopisarz wyjaśnia: Ta bajka jest napisana z powodu ludzi, którzy tworzą przyczyny (którymi kierują złe pobudki), żeby uciskać niewinnych, a ja dodam: wilków ci u nas dostatek.

wilk i jagnię Fedrus

Fedrus: Ad rivum eundem lupus et agnus venerant siti compulsi… Do tego samego potoku wilk i baranek przyszli…

O finale wyprawy po rozum do głowy

Dawno, dawno temu żył pan Maurycjusz Trztyprztycki (w nazwisku nie ma błędu, udało się Państwu wymówić je bez problemu?). Około roku 1650 wydał nasz pan Maurycjusz zebrane przez siebie swojskie fraszki i powiedzonka. Znalazło się wśród nich stwierdzenie: „nie sprzedają lekarstwa na rozum”. O trudnościach nie do przezwyciężenia w nabywaniu rozumu,  wszyscy wiemy, bo kupić się go nie da (to też zaznaczył w swoim dziełku pan Trztyprztycki).

Adriaen Brouwer malarz flamandzki (1 poł XVII w)
Obraz flamandzkiego, XVII-wiecznego malarza Adriaen’a Brouwer’a na pocztówce z początku XX w.

Czy wszystkim zależy na posiadaniu rozumu? XIX-wieczny satyryk twierdzi, że niekoniecznie. Rozum, rzecz widocznie bardzo pospolita, albowiem ludzie najmniej się o niego ubiegają; każdy widocznie sądzi, że ma go pod dostatkiem. Płyną modlitwy o szczęście, zdrowie, pieniądze, dostatki, dobrą żonę, ładne dzieci, czasem nawet o cnotę, o znoszenie przeciwności i.t.d., ale o rozum prośby są rzadkie.

Nie mam aż tak pesymistycznego spojrzenia na kwestię chęci posiadania rozumu. Niewątpliwie jest on bohaterem wielu przysłów i powiedzeń. Wynika z nich, że rozum można mieć nie tylko w głowie, ale i w pięcie, że rozumy można zjeść, i że można pójść po rozum do głowy, ale podobno rzadko kto może udowodnić, że mu się ta wyprawa udała.

Mówi się też, że „kto ma rozum, głupiemu ustępuje”. Co do tego mam wątpliwości i skłonna jestem zgodzić się z wypowiedzią z XIX wieku. Bardzo możliwe, że gdyby rozumni głupim zawsze ustę­powali, popełnili by największy nierozum, ponieważ oddaliby w ich ręce kierownictwo spraw, powiększając i tak wszechwładne panowanie głupoty.

(Gdy)Bym to miał, co król Salomon – te majętności,
Miałbym też był taki rozum – i te mądrości.
(Takie przypuszczenia snuł Jan z Kijan w XVI wieku.)

Z fraszek i powiedzonek zebranych przez Maurycjusza Trztyprztyckiego:
Nie pochodzi z przyrodzenia – Nie umieć – lecz z niećwiczenia.
Złe niedobrych ludzi mowy, Nie frasują dobrym głowy.
Ktokolwiek nie chce sam w winę popadać. Sam też ostrożnie ma językiem władać.

z podróży do świata retro

#zostańWdomu

Miliony ludzi na świecie mają bardzo ograniczone możliwości poruszania się poza domem. Nie można się poddawać w niekomfortowej sytuacji. Napisałam w ostatniej książce, że warto łapać dobre chwile, dziś dodam, że nie zawsze dostajemy je w prezencie, a więc czasem trzeba je własnoręcznie wyprodukować (zapewniam, że jest to możliwe, wystarczy odrobina dobrych chęci).  Każdy moment jest dobry, żeby zrobić coś po raz pierwszy, coś czego się nigdy nie robiło. Ja pomyślałam o zumbie, może dlatego, że lubię taniec, a może zmobilizował mnie pewien Francuz, który chciał pokazać, że koronawirusowe narzekanie na brak ruchu jest nieuzasadnione, bo o kondycję można zadbać nie wychodząc z domu i odbył wielokilometrowy bieg po balkonie.

Zaczynam więc zumbowanie…

link do filmu na YouTube

Mieć chatę, żonę i woła rolnego

Ludzie od zawsze snują jakieś rozważania i analizy, co mądrzejsze spostrzeżenia przodków, przez tysiące lat przytaczają ich potomkowie. Skarbiec z mądrościami jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Wyłuskuje się z zapałem niezliczoną ilość powtarzanych prawd i obwieszcza się światu (bez okrzyku „Eureka!” (ma się rozumieć), w końcu były one znane już wcześniej).  I tak to sobie działa… wadliwie działa, bo wielce szanowni przodkowie mieli nadzieję, że poza grzebaniem w radach, znajdą się chętni do ich stosowania. (Generalizować nie lubię, ale w tym przypadku nie boję się powiedzieć: – Garstka się zastanawia głębiej nad słowami praprapra….dziada, garstka postępuje tak, jak sugerują mądrości, a potwierdzają to wydarzenia historyczne zapisane w księgach.)

Przysłowie mówi, „że mądry Polak po szkodzie”, za dni naszych jednak i z tą mądrością coraz trudniej spotykać się przychodzi – napisano 120 lat temu. Czy coś się zmieniło od tego czasu? Wątpię. Może czas zerwać z tradycją niekorzystania z doświadczeń przeszłości?

Rejtan - upadek Polski (Jan Matejko)
„Rejtan” Jana Matejki na pocztówce z początku XX wieku

Odczytuję starodruki z różnych epok i czasami za głowę się łapię. Nie dlatego, że coś z nimi nie tak. W żadnym razie. W wielu przypadkach zadziwia mnie prostota tłumaczenia mądrości wynikających z doświadczeń.

Pierwej się rodzi dom, niźli państwo – napisano w polskim starodruku sporządzonym w 1602 roku. Twierdzenie nie jest odkrywcze (każde dziecko wie, że w układance jakiś klocek jest pierwszy), ale to zdanie ma do czegoś doprowadzić czytającego. Dodam jeszcze, że to, co dalej – to zebrane poglądy myślicieli żyjących przed naszą erą.

1602 r. kto nierządnym jest w domu
…gdyż kto nierządnym jest w domu, niepodobna rzecz, aby miał być rządnym w rzeczypospolitej…

W wielkim skrócie, mówiąc językiem współczesnym, uważali oni, że:

– Ten kto nie potrafi być dobrym gospodarzem we własnym domu, nie będzie dobrym gospodarzem państwa. Wszak pierwej się uczyć potrzeba rządu domowego.

Gospodarstwa jest początek każdego
mieć chatę, żonę i woła rolnego. (XVII w)

1602 r. na pożytek swój i domowników
…i onej kamienicy używa, gdy w niej mieszka. Rzeczypospolitej rządca stanowi i sporządza rzeczpospolitą i dobrze sporządzonej używa: także też gospodarz, dom swój sporządza dobrze i onego dobrze sporządzonego domu używa na swój pożytek i swoich domowników…

– Dobrym gospodarzem państwa będzie ten, kto dobrze kierował żoną, dziećmi, czeladzią (dodam od siebie: życie w rodzinie ma wpływ na kształtowanie się charakteru, uczy zawierania kompromisów).

Lepiej jest więcej mieć łanów, niźli dworów,
więcej bydła na oborze, niźli szat w komorze. (XVII w)

– Murarz buduje domy i kamienice, i kamienicy używa, gdy w niej mieszka. Rzeczypospolitej rządca kształtuje państwo, decyduje o nim i dobrze zorganizowanego używa, tak samo jak gospodarz, który potrafi mądrze zarządzać swoim domem i tego dobrze prowadzonego domu używa na swój pożytek i na pożytek swoich domowników (swoich domowników – nie jednego czy trzech, a wszystkich domowników).

Czy nie brzmią te słowa jak wskazówka wyborcza?

Może obok instrukcji gdzie i ile iksów postawić podczas głosowania, powinna być też instrukcja oceniania polityka, bo jaki sens ma wybór ludzi niekompetentnych, posiadających małą wiedzę? Jaki sens ma wybór nieudaczników, którzy nie mają na koncie sukcesów w życiu prywatnym i zawodowym? Jaki sens ma wybór hipokrytów i takich, którzy świadomie nie dotrzymali obietnic?  (kiepska pamięć czy przyzwolenie na kłamstwo decyduje o ich wyborze po raz enty?) Jaki sens ma wybór ludzi nie znających pojęcia „kultura osobista”? Jaki sens ma wybór żądnych władzy, niestabilnych emocjonalnie, z nieuleczalnie chorą ambicją?

Politykom własnego chowu nigdy za często przypominać, że „polityka, panie majster, to nie smoła, ani klajster”. (1905 rok)

branch

Światowa prasa bębni o wykorzystywaniu krążącego wokół nas wirusa do celów politycznych. Trudno znaleźć określenie przybliżające okropieństwo takiego postępowania. Ten fakt nie powinien mieć jednak wpływu na dostosowanie się do zaleceń tysięcy lekarzy i naukowców z całego świata. Podważanie ich opinii jest złem i nieodpowiedzialnością. Niestety, zawsze znajdują się ludzie, którzy wiedzą lepiej, nawet, jeśli z medycyną nie mają nic wspólnego. Rozsądek podpowiada, że należy słuchać specjalistów, dać im czas na znalezienie skutecznej broni w walce z zarazą. Żegnam się dziś hasztagiem:

#ZostańWdomu

Żadnej pandemii nie należy lekceważyć. Świat nie zapomni grozy lat 1918-1920.

grypa hiszpanka

 

Nomen omen – imię prawdę ci powie

Piękno ciała nie zawsze idzie w parze z pięknem duszy. Tak było w przypadku Apolla. Najurodziwszy z bogów miał kiepski charakter i może dlatego nie dopisywało mu szczęście w miłości. Niepowodzeniem kończyły się jego zaloty, ale – nie poddawał się łatwo. Obdarzane uczuciami boginki ukrywały się przed natarczywością otoczonego muzami boga życia, słońca, piękna, wróżb i natchnienia. Zakochał się on między innymi w jednej z córek Atlasa (tytana-siłacza, za bunt przeciw największemu z bogów, skazanego na trzymanie nieba na barkach).
Zmęczona Apollem boginka poprosiła Zeusa o ukrycie jej i została zamieniona w wonny fiołek, skromnie i trochę wstydliwie pochylający w trawie fioletową główkę. Kwiat odziedziczył po córce Atlasa delikatność i czystość.

Fiołek, Viola Temenuga

Na Bałkanach fiołek to Temenuga i Viola (Violetka). Napisałam te nazwy z dużej litery, bo to także damskie imiona. Przy jakiejś okazji już wymieniłam „kwiatowe” imiona, które nie są rzadkością na południu Europy. Ich lista jest bardzo długa, a była jeszcze dłuższa w minionych wiekach. Co powoduje, że tak wielu rodziców, tak chętnie nazywa swoje pociechy imionami kwiatów, drzew i innych roślin? Wydaje się, że najmniejsze znaczenie ma urokliwe brzmienie, ważniejsza jest symbolika.  Nie ma powodu odrzucać nadziei na to, że jakaś cząstka piękna i siły przyrody, jej moc leczenia i uzdrawiania: ciała i ducha – pozostanie w charakterze ludzkiej istoty. Mówi się tu: „Imię ma na twarzy” i to potwierdza, że nie przemija mniejsza lub większa wiara we wpływ imienia na cechy człowieka. Wielu ludzi twierdzi, że Margarit – mężczyzna i Margarita – kobieta (Perła) to zawsze osoby wartościowe, ceniące wolność, wyróżniające się urodą. Pani Liana jest zwykle  smukła i piękna, ma silną wolę, świetną intuicję i potrafi się znaleźć w każdej sytuacji.

W to, że „imię jest wróżbą” (łac. Nomen est omen) wierzono od najdawniejszych czasów. Nie można ani potwierdzić, ani zaprzeczyć, że nomen est omen. Może więc jakaś odrobina prawdy kryje się w tym stwierdzeniu?
©
Skarlet B.I.

niech świąteczny czas

Polski, XIX-wieczny satyryk o imionach (dziś niektóre są rzadko spotykane):
Do imion szlachetnych, arystokratycznych zaliczają się: Artur, Gustaw, Bruno, Alfred, Roman, Romana, Ryszard, Olimpja, Idalja, Hugo, Ildefons, Irena, Aurelja, Wirginja, Jerzy, Leon, Olga, Cezar, Edgar, Alfons, Oskar, Albin, Agenor, Amata i.t.d.
Zdrabniając imiona powinniśmy baczyć, aby nadać im szlachetne brzmienie, więc nie należy mówić: Artiurek, Alfonsek, Irenka, Alfredek, lecz: Turcio, Fonsio, Rena, Fredzio; nie Henryczek lecz: Henio, nie Helenka, lecz Hala lub Lena; nie Władek lecz Ladi; nie Karolek lecz Lolo, nie Anielka lecz Niola, nie Elżbietka lecz Lizia lub Ela; nie Zuzia lecz Zuzu, nie Amelka, lecz Arna; nie Natalka, lecz Nata; nie Joanka, lecz Żancia; nie Ryszardek, lecz Ryś; nie Michałek, lecz Miś, nie Kasia, lecz Kati, nie Kazia, lecz Ziuta, nie Jadzia, lecz Dziunia i.t.d.
W Poznańskiem żyje jeszcze sporo Hektorów, Artakserksesów, Sokratesów, Leonidasów, Koriolanów.
Nie należy doradzać Gaudentemu, aby się żenił z Hermenegildą, ani Prysce, aby wyszła za Dydaka; również Baltazar strzec się winien Korduli, Agapit – Dygny, Pafnucy – Pulcherji, Zefiryn – Balbiny, Gorgonjusz – Placydy, Epifanjusz – Scholastyki, bo z takich małżeństw trudno, aby były ładne dzieci.

***

by zyć wolniej wyd bernardinum

Złe wieści, marsz do kąta!

wiosna 2020Tegoroczne świętowanie Wielkanocy nie będzie typowe. Na Bałkanach zawsze było hucznie, po odbywającej się o północy mszy strzelały kolorowe fajerwerki. W tym roku ludzie pozostaną w domach.  Myślę, że na przekór szalejącemu wirusowi, należy z całych sił starać się nie poddać smutnemu nastrojowi, postawić za drzwiami wszystkie złe wieści krążące wokół nas.

tulip-3192475_960_720Chciałam polecić jakieś tematycznie związane lektury, ale to trochę trudne… Nie wiem dlaczego tak się dzieje, że w przeciwieństwie do Bożego Narodzenia, które jest tłem wielu powieści i filmów, Wielkanoc rzadko jest „bohaterką”. Zapytano mnie kiedyś w jakimś wywiadzie o książkę z akcją osadzoną w wielkanocnym czasie i  prawdę powiedziawszy, wpadł mi wtedy do głowy tylko jeden tytuł: „Chłopi” Reymonta i pięknie opisane świętowanie we wsi Lipce. Pamiętam, że czytając pierwszy raz tę powieść czułam atmosferę przedświątecznych przygotowań, kiedy to „wszystkie kobiety tak się zajęły rozczynianiem i toczeniem bochenków, otulaniem w pierzyny dzież i niecek z ciastem, wsadzaniem do pieców, że jakby o całym świecie zapomniały, tym się jedynie jasując, by zakalec nie wlazł do placka albo się nie spaliły.”. Przed oczami miałam „czerwone wystrzyganki”, którymi Jagusia obkleiła obrus i „baranka z masła, tak zmyślnie przez Jagnę uczynionego, że kiej żywy się widział”.

A gdyby ktoś miał chęć zajrzeć do książki naszego Noblisty, jest ona dostępna on-line TU w Bibliotece Internetowej  (strona główna Biblioteki: http://www.wolnelektury.pl – znajduje się w niej ponad 5000 darmowych utworów, są wśród nich dzieła nie tylko polskich poetów i pisarzy, jest m.in. Balzac i jego „Eugenia Grandet”, „Granatka”, Ojciec Goriot” i inne).

– Zamknijcie knajpki – prosił… No i zamknęli.

Każdy, kto miał okazję zajrzeć do mojego bałkańskiego kociołka (mam na myśli swoją książkę) wie, że mieszkańcy Bałkanów są towarzyscy, że kafejek i restauracyjek jest tu co niemiara.
Dawno temu pewien pan powiedział sobie: „dość”, doszedł do wniosku, że jest zmęczony życiem i prosił: „zamknijcie wszystkie knajpki”. Zdarzyło się to… nie w prawdziwym życiu, a w bałkańskiej piosence (jest poniżej). Pewnie autor tekstu (który niekoniecznie wyraził stan własnego ducha) nie przypuszczał, że pojawi się paraliżujący życie wirus i zamknie nie tylko knajpki. Niestety, stało się.

Zakaz wychodzenia obowiązuje w bardzo wielu państwach. Ludzie na Bałkanach powtarzają, że pewnie za chwilę zaczną się masowo ukazywać ogłoszenia „wynajmę psa”, bo spacer jest dozwolony wyłącznie w towarzystwie czworonoga.

Śmiech ma wielką siłę, a więc życzę pogody ducha, na przekór złośliwemu wirusowi.

HUMOR z bałkańskich mediów

psy zszokowanePewnego dnia opowiem wnukom, jak to przez wiele dni jadłem, leżałem, spałem… żeby uratować ludzkość.

Żebym wydał 0 lewa od piątku do niedzieli, nie zdarzyło mi się odkąd skończyłem 5 lat.

Pozdrawiam cię, kochany, hitem sezonu: „Proszę cię, nie przytulaj mnie. Proszę cię, nie całuj mnie.”

Skończyłem spacer (w przedpokoju). Teraz idę do restauracji (w kuchni).

Widzę na chodniku portfel pełen pieniędzy – mijam go. Skąd mogę wiedzieć kto go dotykał?

Okazuje się, że podczas kwarantanny nie jest aż tak smutno. Ale dziś trochę mi dziwnie… bo w jednym opakowaniu ryżu było 7452 ziarna, a w drugim 7464…

CHWILKA Z MUZYKĄ
Poniżej piosenka Ej, kafano muko – Umoran sam od żivota.

Zmęczony jestem życiem, zmęczony jestem knajpkami, zmęczone jest moje serce… Na sercu leży stara rana z młodości… Zamknijcie wszystkie knajpki, niech się moja dusza uspokoi, żeby wyleczyć w sercu ranę, która boli… (…) Ej, kafano, muko – Ej, knajpko, męko. Ej, żiwote, moja tugo – Ej, żywocie, mój smutku…

(tu odnośnik  na YouTube)

***

W bałkańskim kociołku

Świat idzie do przodu? (Ha, ha, ha – zachichotał czart )

Ech, dusza podskakuje z radości, bo wiosna, bo budzi się życie. I chociaż nie pozwalam obrzydliwemu wirusowi zawładnąć moimi myślami (ignoruję go przez większą część dnia), jak nie on, to inne gorzkie myśli zawsze znajdują jakąś furteczkę…

Ręce na klawiaturze wystukiwały zdanie: świat idzie do przodu… i nagle usłyszałam diabelski śmiech: – Ha, ha, ha – kpił bez słów jakiś czart.
Zgodzić się, albo się nie zgodzić (z diabelską kpiną)? Oto jest pytanie.
Przeżytych kształtów żaden cud nie wróci do istnienia – twierdził XIX-wieczny poeta. – Trzeba z żywymi naprzód iść – zachęcał dalej.
– Ależ, panie Adamie – mam ochotę odpowiedzieć. – Na nic zdały się pana rady! W uwiędłych laurów liść, z uporem stroimy głowę, bo choć zmienia się nasz język i sposób pisania, a technika (to ho-ho!) na łeb, na szyję leci do przodu – ludzie inni tylko ciut-ciut. Nie uwierzyłby pan, panie Adamie, ale to, co uznał pan za niemożliwe jest możliwe. Potrafimy powstrzymać myśli w biegu, a nawet na dłużej w y ł ą c z y ć myślenie. I nie stoi za tym ani ogień, ani miecz. I może słusznie zachichotał czart ze słów o świecie, co to idzie do przodu?  Bo ten świat to przede wszystkim my ludzie, prawda? Ludzie pozostający daleko w tyle za martwymi przedmiotami – coraz mądrzejszymi, coraz doskonalszymi, paradoksalnie będącymi wymysłem ludzkiego umysłu.

– Co by mi pan odpowiedział, panie Adamie? ©

wiosna kwitnąca gałązka

asnyk daremne żale

To i owo (zawirusowana wiosna i poezja…)

Jestem ostatnio bardzo zajęta. Piszę, piszę i piszę… (Moja klawiatura dzielnie to znosi, palce trochę marudzą.) Zrobiłam sobie przerwę, żeby wpaść tu na chwilkę i życzyć uśmiechu. Myślę, że szczególnie teraz bardzo jest on potrzebny.

Nie śledzę wszystkich doniesień o szalejącym wirusie, ale cierpnie mi skóra, jak słyszę, że zdarzają się ucieczki ze szpitali, czy nieprzestrzeganie kwarantanny, a pogoda pewnie coraz mocniej zacznie kusić do wyjścia, bo pani Wiosna oficjalnie już jest. Oby zwyciężył rozsądek.

Wyjątkowo paskudny jest ten wirus, bo nawet jak nie dosięga ludzkiego ciała, fatalnie działa na psychikę. Stara się zająć sobą myśli i dlatego nie można mu się poddawać. Odrywam się więc od złych wieści.

kwiaty fioletowe

Dziś pierwszy dzień wiosny i Dzień Poezji, która od czasu do czasu jest moim gościem.  W ubiegłym roku napisałam z tej okazji (przekornie) o najgorszym poecie („W cieniu siostry„), wspominałam też kiedyś o poecie – absolwencie uniwersytetu złoczyńców. W tym roku zapowiedziałam ten dzień jakiś czas temu („Różne są rodzaje skąpców, każdemu odsłonię oblicze„). Dziś też zapraszam na kilka poetyckich słów.

„Wiosna” Heinrich Heine

Pod białem usiadłszy drzewem,
Słyszysz z dala wiatrów wycie,
Widzisz jak nieme obłoki
Ubrały się w chmur okrycie.

I wszystko w okół zamarło:
Las, łąka jak wzrok doścignie;
W koło zima, w tobie zima,
Nawet serce twoje stygnie.

I nagle spada na ciebie
Z góry płat za płatkiem biały;
Z żalem myślisz, że się szronem
Tak gałęzie osypały.

Poznajesz, to nie szron wcale,
Aż cię przestrach zdjął radosny:
Spada na cię i okrywa
Wonne, białe kwiecie wiosny.

Błogi czarze! oto zima
Zmienia się w porę majową,
Śnieg zamienia się na kwiaty,
Twe serce kocha na nowo.

Wirus wydał wyrok: – Areszt domowy!

Pozostaje się zastosować. Na szczęście są książki i filmy, no i w domu jest prawie zawsze ileś rzeczy do zrobienia, a więc nuda nie musi się wkraść w życie. Internet już dawno temu zawojował świat, ale teraz, bez wątpienia, będzie mógł grać pierwsze skrzypce. Kipi wiadomościami o koronawirusie, na pewno są przygnębiające, staram się od nich oderwać, bo panika jest nie mniej zaraźliwa, niż sam wirus. Może przyda się na poprawienie nastroju odrobinka poważnych i mniej poważnych doniesień z minionych stuleci.

Uwaga, uwaga! Na dziś jak znalazł: wszelkie całowanie nie jest zdrowe – poważne stwierdzenie z roku 1895.
W niższych szkołach, szczególnie żeńskich, panuje zwyczaj całowania rąk nauczycielkom i katechetom. Otóż w Budapeszcie, na wniosek rady szkolnej, poparty przez starszego fizyka miejskiego, który orzekł, że całowanie rąk, jak w ogóle wszelkie całowanie, przyczynią się do rozszerzania chorób zakaźnych, magistrat wydał cyrkularz do dyrektorów szkół stołecznych, w którym nauczycielom i nauczycielkom jak najsurowiej odtąd wzbroniono dawać się uczniom, a względnie uczennicom w ręce całować.

Humor

Kiedy jeszcze Rotszyldowie byli w Wiedniu, stary wiedeński Rotszyld zamiast własnym powozem pojechał kiedyś do teatru fiakrem. Wysiadając, wręcza fiakrowi trzy korony. Krotochwilny fiakier, który wiedział kogo wiezie, grzecznie uchylił kapelusza i dobrodusznie zaznaczył:
— Kiedy mam zaszczyt wozić syna pana barona, dostaję zawsze pięć koron za kurs…
Na co Rotszyld, bez wahania:
— Wierzę ci, człowieku. On sobie może na to pozwolić — ma takiego bogatego ojca…

humor lata 30
Lata 30-te XX wieku

***

W starym kinie

Do starego kina nie ma biletów wstępu. Każdemu, kto ma ochotę na rozrywkę wywołującą uśmiech polecam kolorową komedię (także dosłownie) z Shirley MacLaine i Dean’em Martin’em –  „Dziewczyna w hotelu” z 1961 roku.

Bardzo polecam oscarowy film „Butch Cassidy i Sudance Kid” (z 1969 r. – też w kolorze) z rewelacyjnymi rolami Roberta Redforda i Paul’a Newman’a, i muzyką Burt’a Bacharach’a w tle. Panom powierzono role autentycznych postaci, żyjących na przełomie XIX/XX wieku, trudniących się napadami na banki i pociągi, od czasu do czasu próbujących żyć uczciwie. Pomimo profesji, obaj wzbudzają sympatię. Film jest luźno oparty na faktach, bo nie są znane ostatnie lata ich życia (istnieją tylko domysły). Dialogi są pełne humoru, Oscara za scenariusz dostał William Goldman.

Film nagrodzono także Oscarami za: zdjęcia, muzykę (Burt’a Bacharach’a) i piosenkę „Raindrops Keep Fallin’ on My Head” (jest poniżej, śpiewa B.J. Thomas).  (tu znajduje się ta piosenka na YouTube)

 

***

Księgarnie internetowe pracują, a więc każdego kto nie miał okazji zajrzeć do mojego świata, zapraszam (tu są fragmenty książki).

by zyć wolniej wyd bernardinum

%d blogerów lubi to: